sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 7

MIESIĄC PÓŹNIEJ

JENNIFER:
Kolejny dzień szkoły. Do znudzenia... Jedyna rzecz, która mnie zachwyca to to, że nawet w szkole widuję Zayna, bo o dziwo do niej chodzi.

Dyrektor nakazał ubrać dzisiejszego dnia strój galowy, ponieważ obchodzimy kolejną rocznicę nadania imienia naszej szkole. Tak więc wybrałam swój strój i do tego proste czarne szpilki.
 Zayn przyjechał o 7.20 po mnie i razem jechaliśmy do szkoły. Stało się to codziennością od jakiegoś czasu. Około 7.50 byliśmy na parkingu szkoły. Spaliliśmy papierosa kucając za samochodem, aż rozbrzmiał dzwonek na lekcje.


- Do zobaczenia - zaśmiałam się. Rozstawaliśmy się tylko na jedną godzinę lekcyjną, a zachowywaliśmy się jak miałaby nas czekać tygodniowa rozłąka.

Pierwsza lekcja... Druga lekcja... Trzecia lekcja...

Na czwartej odbył się krótki apel, który tak mnie obchodził, że ja pierdole. Stałam oparta o ścianę na końcu wszystkich uczniów. Razem z Lily, Harrym i Zaynem. Moja przyjaciółka również miała spódniczkę, ale nie zrezygnowała tak jak ja z elegancji i miała do tego koszulę. Harry i Zayn jeansy i białe koszule, kurwa, sam seks! Ile dziewczyn było wpatrzone w nich jak w obrazki...

Po apelu niestety rozstałyśmy się z chłopakami i wróciliśmy na pół historii, na której nauczycielka mówiła coś o apelu, patronie, ale nie prowadziła lekcji, więc luz. Zadzwonił dzwonek, a po czwartej lekcji zawsze jest 30 minutowa przerwa. Poszłam do mojej szafki i nawet nie zdąrzyłąm jej otworzyć, a na mojej szyi poczułam czyiś oddech.
- Ale kusisz, Jenn... - usłyszałam szept Zayna nad moim uchem, dodatkowo pocałował mój policzek. Przeszły mnie ciarki, a usta się uśmiechnęły. Brunet chwycił mnie za biodra, odwrócił przodem do siebie i oparł mnie o szafki. Jego dłoń dotykała zewnętrzną stronę mojego uda. Jeździł wargami przy moim uchu i znów wyszeptał:
- Chodź...
- Dokąd...? - mój głos przypominał bardziej półszept. Chłopak w tym momencie pocałował mój policzek.
- Zobaczysz. - uśmiechnął się i złapał moją dłoń. Szliśmy przez korytarz, aż doszliśmy do wejścia do męskiej toalety. Weszliśmy do niej, nikogo w środku nie było, wszyscy byli na boisku, a niektórzy na korytarzu.

- Zwariowałeś? - zapytałam ze zdumieniem w głosie.
- Na twoim punkcie - Zayn złapał mnie za biodra i przywarł do mnie opierając mnie o ścianę. Momentalnie wpił się w moje usta, lecz po chwili spojrzał na mnie i kiwnął kłową. Pociągnął mnie za rękę do ostatniej kabiny. Zamknął drzwi i zaczęliśmy się ponownie całował tylko trochę bardziej łapczywie. Zayn złapał mnie za pośladki pod moją spódniczką i podniósł mnie. Oplotłam się nogami wokół jego pasa, a on oparł mnie o ścianę.

- Zróbmy to tutaj - wyszeptał.
- Nie... - uśmiechnęłam się lekko.
- To nie było pytanie - zaśmiał się chłopak.

Zeszłam z niego i stanęłam na podłodze lecz ten przyparł mnie ponownie do ściany.
- Wiem, że chcesz - pocałował moje usta delikatnie. Przejechał dłonią po moim udzie i wjechał pod spódniczkę.
- Zayn, nie rób tego - mimowolnie się uśmiechnęłam. Chwyciłam dłoń Zayna i chciałam ją zatrzymać, ale on był zdecydowanie silniejszy. Jego dłoń znalazła się pod moimi majtkami i momentalnie poczułam w sobie jego palce. Wzdychnęłam otwierając lekko usta. Chłopak jednak zamknął mi je pocałunkiem. Po chwili wyciągnął swoje palce ze mnie zsuwając moje majtki w dół. Podniecił mnie ten debil... Zaczęliśmy się całować dość namiętnie, a moja ręka powędrowała na jego krok. Odpięłam mu rozporek i zsunęłam spodnie w dół. Wjechałam ręką bod jego bokserki i zaczęłam jeździć po jego przyrodzeniu. Poczułam jak jego usta się uśmiechają. Po chwili zsunęłam z niego bieliznę, a on chwycił mnie ponownie za pośladki i podniósł "natykając" mnie na siebie. Cicho jęknęłam, ale wiedziałam, że tym razem muszę być cicho.

Poczułam jego męskość w sobie, było mi tak strasznie dobrze w tym momencie. Na początku robiliśmy to powoli całując się i dysząc sobie w twarz. Przepełniała mnie taka rozkosz! Po chwili Zayn przyspieszył, a ja nie mogłam powstrzymać moich odgłosów. Przyłożyłam sobie rękę do ust co trochę pomogło. Wpiłam się po chwili z powrotem w usta Zayna, a on wrzucił niższy bieg. Oplotłam go rękoma i przytuliłam się do niego. Jeszcze może przez 5 minut kontynuował i tylko wydyszał:
- Jenn... - A ja zeszłam z niego.
- Do kibelka, ja nie chcę... - szepnęłam również dysząc. Zayn odwrócił się w stronę muszli i "zakończył", a ja założyłam swoje majtki. 

Chłopak wciągnął je tylko na siebie i wyszliśmy z kabiny. Umyliśmy ręce i wyszliśmy na korytarz, na którym prawie nikogo nie było. Kupiłam w sklepiku wodę i usiadłam z Zaynem na dziedzińcu szkolnym na ławce.
- Uwielbiam cię, Jenn - Zayn pocałował mój policzek i objął mnie ramieniem. Wypiliśmy szybko całą wodę i zadzwonił dzwonek na lekcje.

5 lekcja... 6 lekcja... 7 lekcja...

Ostatnia lekcja zleciała mi dość szybko, nie odczułam, że minęło aż 45 minut. Gdy zadzwonił dzwonek razem z Lily wybiegłyśmy pierwsze z 

klasy i praktycznie wybiegłyśmy ze szkoły.
- Zajebiście, w końcu weekend! - cieszyła się Lily.
- To co, jutro jakaś impreza? - rzuciłam z szerokim uśmiechem.
- Nie. - powiedział Harry, wchodząc pomiędzy nas i obejmując nas za ramiona.
- Bo...? - spojrzałam na niego.
- Bo Louis z chłopakami robią domówkę, na którą jesteśmy zaproszeni. Pamiętacie Louisa? - rozwinął swoją myśl Harry. Do głowy napłynęło mi wspomnienie z imprezy z chłopakami, jak znalazłam się z Lou i Liamem w jednej łazience, nie pamiętam nawet dlaczego tam byliśmy, mam przed oczami tylko motyw jak mnie całują i obmacują, to wszystko... Co prawda Lou przedstawił mi... Nam wszystkim jak to dokładnie wyglądało, ale ja niestety nie pamiętam prawie nic.
- Taa, pamiętam - odparłam po chwili.
- To chyba nawet jest lepszy pomysł - ucieszyła się Lily.
- Pewnie, że domówka jest fajniejsza niż impreza w klubie - Harry.
- Zależy od nastroju - skomentowałam. Szczerze to chyba nie cieszyłam się tak jak pozostali. Do czasu aż...
- Idziemy jutro na domówkę do Louisa? - przytulił mój wolny bok Zayn i ucałował mój policzek. Uśmiechnęłam się do niego.
- Taa. - krótko odpowiedziałam.

30 minut później byłam w pracy. Ruch był trochę większy niż zazwyczaj, bo był piątek. Jednak dałam sobie radę i o 18.00 skończyłam. Wypłatę dostawałam co tydzień w piątek, więc dzisiaj. Pojechałam do domu i rzuciłam się na kanapę w salonie. Nie ruszałam się z niej przez dobre dziesięć minut. Wstałam niechętnie i poszłam wziąć odprężającą kąpiel, która trwała godzinę. Potrzebowałam długiego i porządnego odpoczynku. Więc tak jak się położyłam spać o 21.00, tak obudziłam się o 11.00 nad ranem.

Sobota, więc postanowiłam zrobić duże porządki. Ogarnęłam się w 10 minut i zabrałam się za sprzątanie sypialni, później łazienki. Przez korytarz, salon i kuchnię przeszłam z odkurzaczem, żeby następnie przejechać mopem. Wszystko zajęło mi około dwóch i pół godziny. Tak więc zbliżała się 14.00.
Wybrałam sobie ubrania i zwykłe czarne szpilki, w których pójdę wieczorem do Louisa i chłopaków. Później poszłam coś zjeść. Pomalowałam się i zadzwoniłam do Lily. Miała zaspany głos...

- Co robisz? - spytałam.
- Śpię... - wymamrotała mało wyraźnie.
- Za pół godziny u ciebie jestem, wstawaj - rozłączyłam się.

Była 14.40, a najbliższy autobus jedzie o 14.50. Tak więc zarzuciłam na siebie płaszcz i wyszłam z domu. Szłam szybkim krokiem w kierunku przystanku paląc papierosa. Skończyłam w momencie jak doszłam do przystanku, krótką chwilę po tym przyjechał autobus. Był w środku biletomat więc szybko kupiłam bilet, odbiłam i usiadłam. W 30 minut autobus był w centrum miasta. Wysiadłam i poszłam w stronę domu Lily. 

Droga zajęła mi pięć, może siedem minut. Zapukałam do drzwi i weszłam.
- Dzień dobry, przyszłam do Lily. - przywitałam się.
- Cześć, wejdź. Jest u siebie - jej mama się uśmiechnęła do mnie, ja odwzajemniłam i poszłam na górę do pokoju Lily.
- Ja pierdole, nie wierzę. - skomentowałam Lily leżącą jeszcze w łóżku. Zabrałam jej kołdrę, weszłam na łóżko i zepchnęłam przyjaciółkę z niego.
- Nieeee... Daj mi spokój... - powiedziała pod nosem.
- Nigdy. Wstawaj, ale to już i szykuj się na domówkę u Louisa. - siedziałam sobie na jej łóżku, a ona podniosła się z podłogi.
- Właśnie! - zobaczyłam jej rozczochraną głowę koło łóżka. Zaśmiałam się tylko.
- Wstawaj - podniosłam ją z podłogi. Wzięła świeżą bieliznę z szafy i oznajmiła, że idzie się wykąpać. ja w tym czasie wybrałam jej ubrania w jakich ma iść.
Po pół godziny wyszła, ubrała się, a ja korzystając z tego, że jestem już gotowa pomalowałam ją. Zrobiła się 16.30, więc poszłyśmy coś zjeść na dół. Nie obyło się bez zbędnych pytań ze strony jej rodziców, typu: Gdzie idziecie, o której Lily wróci, z kim się spotkacie, itp. Zdecydowałyśmy, że Lily zanocuje u mnie.

O 17.00 wyszłyśmy z domu i poszłyśmy na przystanek. W kiosku kupiłyśmy sobie fajki i zapaliłyśmy czekając na autobus. Przyjechał po pięciu minutach. Dojechałyśmy do domu Harry'ego w około 35 minut. Weszłyśmy i przywitałyśmy jego mamę. Nagle przyszedł Harry i wyszliśmy.
- Nie lubię jak moja stara gada z moimi znajomymi - skwasił się.
- Ale ile my się znamy...? - zarzuciła Lily.
- No wiem, ale nie lubię. - wsiedliśmy do samochodu Harry'ego i podjechaliśmy do domu Zayna. Weszliśmy wszyscy do środka. Ja jeszcze tu nie byłam. Rozglądnęłam się i mogę stwierdzić, że ładny ma dom. Zawołałam go, a ten szybko zszedł na dół w samych bokserkach. Nie będę kłamać: Podobał mi się ten widok jak cholera.
- Siema - przywitał nas buziakiem w policzek, a Harry'emu podał dłoń. - Wejdźcie ja się tylko ubiorę - zniknął nam z oczu. Po pięciu minutach wrócił w jeansach i jasnej koszulce. Wyjechaliśmy o 18.00 i o 18.30 byliśmy już pod domem chłopaków. Tutaj też jeszcze nigdy nie byłam. Ale jeśli oni urządzają domówkę to zapowiada się... Ciekawie.


________________________________________
Rozdział trochę lipny, ale mam naukę na głowie...
Kilka komentarzy i pojawi się kolejny :)

poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 6

Przepraszam, że rozdział nie jest pikantny, jak prosiliście, ale pisałam go na szybko i wyleciało mi z głowy... Obiecuję, że jeszcze będzie za dość pikanterii ;)
Kolejny rozdział pojawi się po kilku komentarzach.

________________________________________

ZAYN:
Obudziłem się o 10.30 nadal przytulając Jennifer. Podniosłem się lekko i ucałowałem jej policzek. Uśmiechnęła się promiennie i otworzyła zaspane oczy.
- Nie lubię jak mnie ktoś budzi - zwróciła mi uwagę cały czas się uśmiechając.
- To masz problem, bo ferie się kończą...
- Nieeeeeee! - Jenn przykryła swoją twarz poduszką i przytuliła ją. - Nie chce wracać do szkoły... - powiedziała, gdy zdjęła poduszkę z twarzy. - Ale pociesza mnie fakt, że teraz będziemy chodzić razem do szkoły - Spojrzała na mnie i ponownie się uśmiechnęła. - Pocałuj mnie, Zayn.
- A co jeśli nie chcę? - zażartowałem.
- To wtedy ja to zrobię - podniosła się i wpiła się w moje usta, obalając mnie z powrotem na plecy. Oczywiste, że odwzajemniłem ten pocałunek. Nie pogłębialiśmy jednak tego, chociaż było dość namiętnie. Położyłem rękę na jej plecach, pod koszulką i poczułem jak jej usta się delikatnie uśmiechają. Po chwili oderwała się ode mnie i spojrzała mi w oczy.
- Chodźmy coś zjeść. - wyrwała się z moich objęć i wstała, a ja zostałem na łóżku. Jenn wyciągnęła z szafy szare spodnie dresowe, rzuciła je na łóżko i skierowała się do drzwi.
- Idę zrobić śniadanie, przyjdź do mnie jak się ubierzesz - wyszła z uśmiechem z pokoju. Nie chciało mi się wstawać, ale czułem głód w żołądku. Podniosłem się niechętnie i wciągnąłem dresy. Wyszedłem z sypialni, a w korytarzu napotkałem nasze koszulki na podłodze.

Zszedłem na dół, ale nie zastałem Jenn robiącej śniadania. Stała w salonie i podziwiała... Syf. Nie zdawałem sobie sprawy, że zostawiliśmy wczoraj salon w takim stanie. Jenni spojrzała na mnie, a jej usta wykrzywiły się w lekki uśmiech.
- To ja idę zrobić śniadanie, a ty...
- O nie, nie, nie, kochana - wszedłem jej w słowa - To ja pójdę zrobić śniadanie.
- Hahahahaha, zapomnij - zaśmiała się i poszła do kuchni. Poszedłem szybko za nią, chwyciłem ją od tyłu w pasie, przysunąłem jak najbliżej siebie i zbliżyłem twarz do jej ucha.
- Nie posprzątam tego, skarbie, ale śniadanie chętnie zjem. - powiedziałem półszeptem, a Jenn lekko się wzdrygnęła i mogłem zobaczyć delikatny uśmiech na jej ustach. Odwróciła lekko głowę w bok i podobnym tonem głosu odpowiedziała:
- To je najpierw zrób. - chciała się odsunąć, ale nie poluźniałem uścisku. Wolną ręką chwyciłem jej podbródek, a ona spojrzała lekko w górę, w moje oczy. Musnąłem jej usta raz, drugi... I wypuściłem ją ze swoich objęć. 

Skierowała się w stronę szafek i wyciągnęła z jednej patelnie, położyła ją na kuchence gazowej i zajrzała do lodówki. Wyciągnęła z niej 6 jajek, margarynę, boczek i szczypiorek.
- Zrobisz jajecznicę, a później pójdziemy posprzątać. - spojrzała na mnie i się uśmiechnęła - kompromis. - wstawiła wodę na kawę, a ja zabrałem się za robienie jajecznicy. W tym czasie Jenn posmarowała chleb masłem i położyła na talerzyku, który następnie postawiła na stole. Zrobiła dwie kawy i jedną z nich również zaniosła na stół. Usiadła na blacie i zaczęła mnie obserwować popijając swoją kawę. 

Spojrzałem na nią i oboje się uśmiechnęliśmy.
- Nie lubię jak ktoś patrzy mi się na ręce - zwróciłem jej uwagę.
- Przepraszam, już nie będę - zaśmiała się cicho. Wróciłem do robienia śniadania, ale cały czas czułem na sobie wzrok.
- Jenn! - nie krzyknąłem, ale lekko się uniosłem.
- Nie parzę ci na ręce, patrzę na twoją twarz, jest taka skupiona - zaśmiała się cicho Jenn i upiła kolejny łyk kawy. 

Jajka już się wystarczająco dosmażyły i wziąłem patelnię z gazu i podszedłem do stołu, na którym stały już dwa talerze i nałożyłem na nie jajecznicę. Odstawiłem patelnię i podszedłem do Jenni.
- Wysłać ci specjalne zaproszenie? - lekko się uśmiechnąłem i stanąłem pomiędzy nogami dziewczyny, przejechałem rękoma po zewnętrznej stronie jej ud i skierowałem je na jej pośladki.
- A mógłbyś? - odłożyła swój kubek i położyła ręce na moich barkach. Przysunąłem ją bliżej siebie, a ona oplotła mnie nogami i wplotła palce w moje włosy. Zbliżyła swoją twarz do mojej i pocałowaliśmy się. Przysunąłem ją jeszcze bardziej tak, że przylegała do mnie całym swoim ciałem. Całowaliśmy się spokojnie, lecz namiętnie, muskając się językami.

Podniosłem ją z blatu, a jej nogi powędrowały na podłogę.
- Zjedzmy, bo wystygnie - oderwała się ode mnie i usiadła przy stole. Zaczęliśmy jeść. Jajecznica wyszła mi na prawdę dobra.
- Smakuje mi - uśmiechnęła się do mnie dziewczyna i upiła łyk kawy. Zjedliśmy, a Jenni włożyła naczynia do zmywarki.
- Chodź zapalić - wyciągnęła mnie przed dom i zapaliliśmy.
- Mogę teraz ja dać tobie na studenta? - spytała Jenn. Uśmiechnąłem się i przytaknąłem. Zaciągnęła się papierosem i zarzucając mi ręce na szyję złączyła nasze usta i wpuściła dym do moich ust. Cmoknęła mnie na koniec i się odsunęła.
- Lubię tak robić - zaśmiała się i przygryzła delikatnie wargę. Spaliliśmy i weszliśmy do zasyfionego salonu.
- Ja pierdole... - przeczesałem moje włosy ręką i zabrałem się za podnoszenie butelek, Jenn dołączyła do mnie. Włożyliśmy wszystkie do kasty po piwach. Dookoła leżało pełno chrupek, niektóre były poduszone. Jenn przyszła z odkurzaczem i zaczęła odkurzać wszystkie chrupki i przejechała przy okazji cały salon.
- Idź do kuchni i weź płyn do szyb i zetrzyj stół. - "rozkazała", a ja wykonałem jej zadanie i przyszedłem do odkurzonego już salonu i wyczyściłem szklany stół na którym było rozlane trochę piwa. Jenn skończyła odkurzać i odłożyła odkurzacz.
- Można by tu było przejechać mopem... - założyła ręce na biodrach.
- Nie, nie można by było... - podszedłem do niej i objąłem ją w pasie.
- Można by było... - zaśmiała się - i ty to zrobisz.
- Wiedziałem... - wzdychnąłem.
- Daj spokój, tylko salon. Nie będę taka.

Ja myłem podłogę w salonie, a Jenni stała przy kuchni, opierała się o framugę i obserwowała mnie. Skończyłem w 7 - 10 minut.

Ten dzień spędziliśmy trochę nudno, jednak jak najbardziej odpowiadało mi towarzystwo Jennifer. O 19.00 pojechałem do domu. Jutro pierwszy dzień w nowej szkole... Ale najważniejsze, że mam już trójkę przyjaciół. Czuję, że to będzie zarąbiste półrocze.

JENNIFER:
Nieźle się bawiłam, nawet zwykłe sprzątanie i nudne popołudnie przed telewizorem mnie napawało. Jakoś z Zaynem ten czas inaczej płynie. 

Poszłam spakować się do szkoły, przejrzałam jeszcze ostatnie tematy w zeszytach i naszykowałam sobie ubrania, w których jutro pójdę. 

Wzięłam świeżą bieliznę i poszłam wziąć prysznic. Ciepłe strumienie wody spływały po moim ciele, zaczęłam myć swoje ciało i "pieszcząc" je poczułam dotyk Zayna: Jak pieścił moje pośladki, jak jeździł swoimi rękoma po mojej talii, jak całował moje usta, szyję, jak szeptał w moje ucho... Przyjemne to wspomnienie. Tak po 20 minutach wyszłam spod prysznica i położyłam się do łóżka, ubierając przed tym luźną koszulkę do spania.

Leżałam i myślałam cały czas o Zaynie. Ciekawe jak laski w szkole zareagują jak takie zajebiste ciacho wkroczy na szkolny korytarz. Dziwne uczucie, bo cholernie mi się podoba, tłumacząc mój tok myślenia - pociągał mnie. Ja go też, sam to powiedział. Ale fakt, że nie chcemy się wiązać nie pasuje do naszego zachowania. Jednak ja tak wolę. Nie lubię zobowiązań, bo pogwałcenie ich między innymi doprowadziło do rozpadu mojego poprzedniego związku. Człowiek uczy się na błędach, dlatego między mną a Zaynem zostanie przyjaźń i seks. Chyba idealne połączenie. Po tych przemyśleniach zasnęłam.

O 6.30 zadzwonił mój budzik. Otworzyłam oczy, jednak były mi nieposłuszne i się zamykały. Budzik zadzwonił ponownie po 5 minutowej drzemce. Przekręciłam się na drugi bok usiłując wpoić w siebie myśl, że mam ruszyć dupę i się podnieść. Grawitacja wygrała. Po kolejnych 5 minutach budzik znów się odezwał.
- Kurwa, zamknij się w końcu! - wkurzyłam się na budzik i go wyłączyłam. Ciężko, ale wstałam i przejrzałam się w lustrze na szafie.
- Ja pierdole... Dobrze, że nikt mnie nie widzi - rozczochrane włosy, "łyse" oczy ledwo otwarte. Nie czułam się na siłach by iść o tak wczesnej porze do ludzi. Pobudził mnie dziesięciominutowy prysznic.
Poszłam ubrać się w naszykowane rzeczy i zjadłam małe śniadanie. 

Umalowałam się starannie, uczesałam włosy, wzięłam torbę z książkami i zeszłam z powrotem na dół. Spojrzałam na zegarek: 7.15. Kurwa... O 7.20 jedzie autobus, którym codziennie dojeżdżam do szkoły, bo idealnie zdążam na lekcje. Zarzuciłam płaszcz, wciągnęłam buty, zawiesiłam torbę na ramię i wybiegłam z domu, na przystanek mam małe 10 minut, więc żeby zdążyć musiałam biec. Przystanek był już w zasięgu mojego wzroku, a na światłach niedaleko tego przystanku zobaczyłam stojący autobus. Byłam już blisko, autobus ruszył i gdy dojechał na przystanek, ja już tam stałam. Wsiadłam i opadłam na siedzenia dysząc. 

O 7.50 byłam już na przystanku najbliżej do mojej szkoły. Pięć minutek i byłam na dziedzińcu. Weszłam do budynku, poszłam odwiesić płaszcz i powędrowałam na korytarz. Spotkałam tam Lily, Harry'ego i Zayna. Przykuwali oni mnóstwo spojrzeń, zgaduję, że przez Zayna. Podeszłam do nich i przywitałam się, całując każdego w policzek.
- Jak ci się podoba nasza szkoła? - spytałam Zayna i (celowo) stanęłam obok niebo, a on objął mnie w pasie, jakby czytał mi w myślach.
- Tak, jest tak... Przyjemnie - zaśmiał się. Podobało mi się to, że niektórzy się na nas patrzyli. i to, że to ciacho mnie obejmuje.

Zadzwonił dzwonek na lekcje i się rozeszliśmy, ja z Lily na szczęście chodziłyśmy do jednej klasy. Usiadłyśmy w ostatniej ławce. Pierwszą naszą lekcją był język polski, ze starszym nauczycielem, którego głosu nie lubiłam słuchać. Więc zajęłam się konwersacją z Lily:
- Przespałam się z Zaynem w Walentynki. - powiedziałam z entuzjazmem, a oczy mojej przyjaciółki się rozświetliły.
- Pierdolisz, i jaki jest? Romantyczny, delikatny? Ostry, stanowczy? A dużego ma? Jak ci się podobało? Opowiadaj! - przeraża mnie ta kobieta czasami.
- Lily! - "krzyknęłam szeptem" (cała nasza rozmowa odbywała się szeptem) - Uspokój się - uśmiechnęłam się - Zdecydowanie jest ostry i stanowczy. Szczerze to bardziej mi się podobało niż z Marcusem*. Jednym słowem było zaje-kurwa-biście. W chuj - zaśmiałam się.
- A jakiego ma? - dociekała Lily.
- Nie twoja sprawa, nie powinno cię to w ogóle interesować. - zmierzyłam ją wzrokiem - Dużego. - uśmiechnęłam się.

- Jennifer, przestań rozmawiać! - Zwrócił mi uwagę nauczyciel.
- Dobra... - powiedziałam no to głośno, ni to cicho i wróciłam do rozmowy z przyjaciółką, bo była ciekawsza niż ta lekcja.

Opowiedziałam jej przebieg mojego spotkania z Zaynem, bo mnie o to poprosiła. Słuchała z uśmiechem na otwartych ustach. Później ona mi opowiedziała swoje spotkanie (żeby nie powiedzieć - randkę) z Harrym: Przyszedł do niej, oglądali film, pili piwa, wygłupiali się, bzykali się, pili piwa, nocował u niej (jej rodzice po kolacji i po kinie pojechali do hotelu), rano poszli razem pod prysznic. Ogólnie fajnie, fajnie.

Lekcja dobiegła końca, a ja nie miałam zielonego pojęcia o czym była, postanowiłam pożyczyć zeszyt od najbardziej uczącej się osoby w klasie (ale nie "kujonki"). Wyszliśmy wszyscy na korytarz. Alice (tak miała na imię) stała przy swojej szafce i wyciągała jakąś książkę, coś chowała, chuj wie co robiła. Postanowiłam do niej podejść.

- Cześć, Alice, jak ci minęła lekcja? - spytałam opierając się bokiem o szafki.
- Normalnie - odparła bez zainteresowania.
- Pożycz mi swój zeszyt, jutro ci oddam. - powiedziałam z fałszywym uśmiechem na twarzy.
- Nie - odparła krótko. Ja się tylko zaśmiałam podchodząc do niej bliżej. Ta stała cały czas przodem do szafki. Chwyciłam jej kitkę w dłoń i delikatnie odchyliłam jej głowę w tył.
- To nie było pytanie, Alice - oparłam rękę "obok jej głowy" i przybliżyłam się do jej ucha - Albo mi pożyczysz swój zeszyt, albo przestanę być miła - powiedziałam stanowczym tonem nie uśmiechając się.
- Co mi możesz zrobić...? - droczyła się koleżanka z lekko wyczuwalnym strachem w głosie. Odwróciła się przodem do mnie.

- Obie wiemy, że mogę zrobić dużo - zbliżyłam się do niej, a ona oparła się o szafki. Chwyciłam mocno rąbek jej koszulki i zbliżyłam ją do siebie jeszcze bardziej. - Więc daj mi, kurwa, swój zeszyt, albo dostaniesz w pysk. - Była blisko szafki więc nie mogłam jej popchnąć, ale mocne odrzucenie mi wystarczyło. Dziewczyna dała mi to o co prosiłam. - Dziękuję, jutro ci go przyniosę - Kultury nigdy za dość, uśmiechnęłam się i odeszłam.

Podeszłam do Lily, która grzebała w swojej szafce i otworzyłam swoją, znajdowała się tuż obok szafki mojej przyjaciółki. Schowałam tam zeszyt i torbę i ją zamknęłam.

- Mamy notatki z lekcji - uśmiechnęłam się do przyjaciółki. Ona również się uśmiechnęła i przybiłyśmy sobie piątkę.


Następne 5 lekcji przesiedziałyśmy czasem uważając, czasem mniej. Ogólnie nudny dzień... W poniedziałki i Harry i Zayn kończyli o tej godzinie co my. Gdy zadzwonił dzwonek kończący siódmą lekcję wyszłyśmy pierwsze z klasy, a na korytarz zaczęli wypływać uczniowie z innych klas. Odnalazłam przy szafkach Zayna,  i podeszłam do niego.
- Jak ci minął dzień? - spytałam, znajdując się momentalnie pomiędzy nim a szafką.
- Jeszcze mi nie minął - powiedział z uśmiechem. Dał rękę obok mojej głowy i przybliżył swoją twarz do mojej. - Wyskoczymy gdzieś razem? - spytał patrząc na moje usta. Był dość blisko, lecz nie pocałował ich.
- Nie mogę... - z niesmakiem odmówiłam.
- Dlaczego? - wyraźnie się zdziwił, jednak się nie odsunął.
- Umówiłam się z chłopakiem... - spuściłam głowę w dół.
- Ja ci dam "z chłopakiem" - zaśmiał się cicho i podniósł moją głowę za podbródek. Spojrzał mi głęboko w oczy. Zbliżyłam się do niego i musnęłam jego usta.

- Pracuję.
- Gdzie? - ponownie się zdziwił.
- W domu publicznym. - udało mi się nie uśmiechać.
- Przestań, bo to wkurwia... - uśmiechnął się i rękę z mojej brody położył na moją talię i przyparł mnie sobą do szafki.
- W kawiarence... - spojrzałam na chłopaka, a ten przywarł do mnie swoimi ustami. Po dłuższej chwili oderwałam się od niego - Skąd w tobie tyle namiętności?
- Jesteś piękna - pocałował mój policzek - Seksowna - pocałował moją szyję - Kusisz - pocałował moje usta. Pociągasz mnie, Jenn.
- Przestań... - zaśmiałam się i tym razem to ja go pocałowałam.
- Chodź już - objął mnie ramieniem, a ja go ręką w pasie.

Wyszliśmy ze szkoły, na drodze napotkaliśmy kilka dziewczyn obdarzających nas (mnie) zazdrosnym spojrzeniem, poszliśmy w stronę parkingu. Tam Lily Z Harrym stali przy jego aucie (Range Rover) i gadali, śmiali się. Podeszliśmy do nich żeby się pożegnać.
- Ja jadę do pracy - zarzuciłam - Więc pa - pocałowałam Lily i Harry'ego w policzek.
- Ja jadę zawieźć Lily i lecimy z Zaynem na piwo - zaśmiał się Styles i wsiadł do samochodu. Lily też wsiadła i odjechali.

- Podwieźć cię do pracy? - spytał Zayn kierując nas w stronę jego samochodu (Czarne Audi A7 - przypominam *_*).
- Możesz mnie podwieźć, bo to po drodze.
Wsiedliśmy do jego samochodu i podwiózł mnie pod budynek, w którym pracuję.
- Idę z tobą. - uśmiechnął się szeroko i wyszliśmy z samochodu.

Na zapleczu przebrałam swoją bluzkę na firmową koszulkę, związałam włosy w kucyka i podeszłam do lady. Na początku przychodziło w miarę dużo ludzi, bo po szkole każdy lubił tam spędzić czas z przyjaciółmi pijąc szejka, albo jedząc jakieś ciastko, ale później ruch się zmniejszył. 

Do Zayna zadzwonił telefon - Styles - odezwał się i odebrał.

- Jestem u Jenn w robocie przyjedź tutaj. - Zayn. Rozłączył się i podszedł do mnie do lady.

- Co dla pana? - spytałam uśmiechając się.
- Poproszę słodką Jenn z bitą śmietaną - seksownie poruszył brwiami i się zaśmiał. Ja również.
- Nie mamy takiej w zestawie - udałam przejętą.
- Ja mam taką w swoim własnym - zaśmiał się trochę głośniej Zayn.
- Przestań... - uśmiech nie schodził mi z twarzy.

Po 15 minutach przyjechał Harry.
- To ja się będę zmywać - odparł Zayn kiedy Styles wszedł do kawiarni.
- Jeszcze chwila... - Odparł nasz przyjaciel i podszedł do lady.
- Co pan sobie życzy, panie Styles? - spytałam dla jaj.
- Loda poproszę. - zaśmiał się, lecz chciał udawać poważnego.
- To chodź na zaplecze - zażartowałam.
- Już idę - ruszył.
- Żartowałam, o jakim smaku? - zaśmiałam się widząc jego udawany zawód.
- Czekoladowy poproszę, z maszyny.
- To ja też chcę - dołączył Zayn.

Zrobiłam loda dla nich i im podałam.
- Ile się należy? - Harry wyciągnął portfel z tylnej kieszeni spodni.
- Na koszt firmy - puściłam do nich oczko.
- W takim razie masz mały napiwek - zaśmiał się Harry i wrzucił 5£ do puszki z naklejką "NAPIWKI".
- Dzięki - uśmiechnęłam się.

Chłopacy zjedli lody, do tego czasu gadaliśmy, zrobiła się 16.00 więc zaczęli się zbierać.
- Pa Jenni, dzięki za loda. - rzucił Styles śmiejąc się.
- Nie ma za co - odwzajemniłam uśmiech.
- Na razie, Jenn, do jutra - Zayn również się uśmiechnął.
- Na razie. Bawcie się dobrze - pożegnałam chłopaków.

Codziennie kończyłam pracę o 18. Niezależnie od tego, o której godzinie przyszłam. Nie było z tego majątku, ale nie narzekałam na moje zarobki, tym bardziej, że rodzice przelewali mi co miesiąc pieniądze.

O 18.00 poszłam się przebrać w moją bluzkę i wyszłam z pracy. Pojechałam autobusem do domu. Droga zajęła mi 20 minut.

Poszłam spać o 21.00... Szok... Ale nie miałam co robić i przynajmniej więcej snu dobrze mi zrobi.

_______________________________________

* Marcus - były chłopak Jennifer, byli parą przez dwa lata, straciła z nim dziewictwo.

sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 5

Rozdział miał być dodany wczoraj, żeby było walentynkowo, ale niestety miałam problemy z internetem...
___________________________________________

Następnego dnia obudziłam się całkowicie wypoczęta. Przetarłam oczy i spojrzałam w stronę Lily, która w tym samym momencie się przebudziła.

- Wszystkiego najlepszego na walentynki, Jenn. - moja przyjaciółka przytuliła mnie mocno.
- Tobie również, kocham cię, Lily. - uśmiechnęłam się nadal ją przytulając.
- Ja ciebie też kocham - zaśmiała się Lily i wypuściła mnie z objęć.

Była 11.30. Wstałyśmy i zeszłyśmy do kuchni zrobić sobie jakieś małe śniadanie. Ostatecznie zjadłyśmy po skibce chleba w pasztetem.

- Jakieś plany na dzisiaj? - spojrzałam z ciekawością na przyjaciółkę.
- W zasadzie to tak. Umówiłam się z Harrym. - Lily się szeroko uśmiechnęła.
- Weeeź... - szturchnęłam ją w ramię śmiejąc się.
- Spadaj... Po prostu tak sobie wyjdziemy razem na piwo jak przyjaciele - wyjaśniła.
- Taaak... - powiedziałam to bardziej do siebie niż do niej - Zadzwonię do Zayna. - szeroki uśmiech zawitał na mojej twarzy na myśl o tym chłopaku.
- Zwariowałaś...? - Lily rzuciła mi dziwne spojrzenie.
- Taak, masz rację. Poczekam aż on zadzwoni - wybuchnęłyśmy śmiechem.
- No tak... Jeśli chce się spotkać to powinien sam zadzwonić - logika kobiet.
- Taa... Tak faktycznie, masz rację.

- Idziemy zapalić - bardziej stwierdziła niż spytała Lily. Wyszłyśmy na taras.
- Nie mam fajek - przypomniałam sobie, a Lily poczęstowała mnie jednym papierosem. Zapaliłam go i się zaciągnęłam.

W tym momencie zadzwonił telefon Lily.
- No cześć... Tak, żyję... U Jenn... To za godzinę będę... Pa. - Tak wyglądała rozmowa Lily z mojej strony.
- Mama...? - spytałam, gdy ta się rozłączyła.
- Taa, muszę lecieć trochę pomieszkać w swoim domu... - zaśmiała się.
- A co z Harrym...?
- Przyjdzie do mnie wieczorem, rodzice wychodzą na "romantyczną kolację" do restauracji, a później do kina, więc mam wolną chatę - puściła oczko w moją stronę. Taa, to wszystko tłumaczy.

Kiedy skończyłyśmy palić dałam Lily ubrania, żeby nie szła pół naga przez miasto.
- Jak pojedziesz? - spytałam, gdy stałyśmy w drzwiach.
- Autobusem. Baw się dobrze, pa - pocałowała mnie w policzek i wyszła.
- Ty też, pa.

Cały czas czekałam na telefon od Zayna. Nie wiedziałam czy zadzwoni czy nie, ale przecież ja tego nie zrobię... Eech, a co jeśli faktycznie nie zadzwoni...? Kurwa, czy to jest teraz najważniejsze? ... Tak!

Postanowiłam się ogarnąć. Wzięłam świeżą bieliznę i poszłam pod prysznic. Puściłam sobie ciepłą wodę i zaczęłam się nią oblewać.
- Dibi dibi dibi dibi dibi dibi dibi dibi... - zaczęłam śpiewać. Namydliłam się i pieściłam swoje ciało myjką nasączoną żelem pod prysznic.
- Ol a łona du is lof jo bade! - pozwoliłam sobie na krzyk, bo nikt nie mógł mnie usłyszeć - Ooo Ooo Ooo! - kontynuowałam.

Moje ciało było całe spienione więc się zmyłam. Jednak nie zaprzestałam koncertować:
- Aj lof majself, aj wonć ju tu lof mi...! - byłam cała spłukana, więc zostały mi włosy. Napieniłam swoją głowę szamponem i delikatnie drapałam jej skórę.
- Tunajc jo laki najt, a noł ju won it...! - spłukałam swoją głowę. - Ooo Ooo Ooo! - Aaj, chyba jednak nie potrafię udawać Aguilery...

Nałożyłam odżywkę i po chwili ją spłukałam. Spojrzałam na siebie. Wzięłam maszynkę do golenia i ogoliłam się pod pachami, na nogach i tam gdzie to potrzebne...

Wyszłam spod prysznica, wytarłam się dokładnie i owinęłam się ręcznikiem. Wyszłam z łazienki, spojrzałam na telefon: Żadnej wiadomości, żadnego nieodebranego połączenia... No cóż. Dopiero 13.00...

Włączyłam w salonie głośno muzykę z wieży, a moje biodra same zaczęły się ruszać. Powędrowałam do sypialni by się ubrać. Założyłam w miarę seksowną bieliznę na siebie... Zwykła czarna, ale sama się w niej sobie podobam. Zaśmiałam się do lustra.

- Ale ty głupia... - postukałam odbicie mojej głowy w lustrze uśmiechając się. Ponownie zaczęłam koncertować i przeglądać ciuchy, w które mogę ewentualnie się przyodziać. Wybrałam delikatnie jasne jeansowe rurki i białą, trochę obcisłą koszulkę z dekoltem w serek.

Poszłam do łazienki wysuszyć włosy i wróciłam do sypialni. Ubrałam naszykowane ubrania i usiadłam przy toaletce, by się pomalować: Troszkę tynku na twarz, cienkie kreski na powiekach, podkręcone rzęsy, pomadka i na koniec trochę pudru na policzki. Tak żeby to za sztucznie nie wyglądało. W sumie to było ideolo. Według mnie.

Wstałam i poszłam do salonu, wyciszyłam trochę muzykę i spojrzałam na telefon. Kurwa! Nic... Dobra, mamy dopiero 14.00. To pójdę zapalić. Rzuciłam wzrokiem na półkę, na której zawsze zostawiałam fajki i... No tak, ja już nie mam.
- KURWA JASNA! - krzyknęłam głośno do siebie. Zaraz...

Powędrowałam do sypialni i zaczęłam grzebać w rzeczach Lily, bo zostawiła u mnie sukienkę i małą torebkę.
- Noo dalej... Gdzie jesteście... Chodźcie do cioci... - Tak, bo każdy normalny człowiek gada do paczki papierosów, weź się puknij.
- TAK! - znów krzyknęłam do siebie. Znalazłam w tej małej, gównianej torebeczce paczkę papierosów. Otworzyłąm ją: Dwa. Chociaż to... Wzięłam paczkę i wyszłam przed dom, by zapalić.

Co za uczucie... Coś jak ulga. Ale czy ja się czymś stresowałam, albo coś w tym rodzaju...? W sumie to... W sumie to nie. Paliłam odprężając się jednocześnie. Fajka mi się powoli kończyła, a z salonu usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Zgasiłam papierosa i wręcz pobiegłam do salonu.

Niezłe było moje rozczarowanie, gdy na wyświetlaczu widniał napisz "Hazz".
- Czego chcesz Styles, ja tutaj na ważny telefon czekam.
- Też się cieszę, że cię słyszę - przywitał mnie przyjaciel. Tylko się zaśmiałam.
- Sorry, co chcesz? - poprawiłam się.
- Lily nadal lubi fiołki?
- Nie... - zaśmiałam się ponownie - Przestały jej się podobać po waszym rozstaniu. Kup jej skromną, jedną czerwoną różę. Jest taka "standardowa", ale ona to lubi. - doradziłam przyjacielowi. Sama też to lubię...
- Dzięki w chuj, chciałem jej już kupić te fiołki... A tak nawiasem: Co to za ważny telefon?
- Nie interere...
- No powiedz, może pomogę - nalegał Harry.
- Czekam aż Zayn do mnie zadzwoni, bo chcę go zaprosić do siebie na jakieś piwo, coś...
- No to moja droga muszę ci powiedzieć... Że Zayn dzwonił do mnie z identycznym pytaniem co ja...
- A co go obchodzi jakie kwiaty lubi Lily...?
- Serio...? Jenni...
- Łaaaapie... Pytał o mnie. - ah ta moja inteligencja - Co mu powiedziałeś?
- Że lubisz standardowe czerwone róże, ale nie jesteś romantyczna więc bez żadnych bukietów... - wyjaśnił.
- Oooh, Styles...
- Tak wiem, ja ciebie też. Dzięki za radę - zaśmiał się Harry.
- Dzięki za info, baw się dobrze, pa - rozłączyłam się z szerokim uśmiechem na ustach.

- AAAAA! - krzyknęłam z radości.
Zbliżała się 15.00 więc wzięłam laptopa, usiadłam na kanapie w salonie i włączyłam tv na esce. Weszłam na facebooka. Lily była dostępna więc do niej napisałam. Tak zacząłyśmy pisać, wysyłać sobie zdjęcia różnych koleżanek ze szkoły, za którymi nie przepadamy i po prostu śmiałyśmy się z ich zdjęć.

W mgnieniu oka zrobiło się po 16.00. Mój telefon zaczął dzwonić. Podniosłam się i zobaczyłam na wyświetlaczu "Zayn" i szeroko się uśmiechnęłam. Jednak odebrałam dopiero po chwili.

- Cześć, co tam? - przywitałam przyjaciela.
- No hej, Jenn, co robisz? - zignorował moje pytanie.
- W sumie to siedzę w domu, chcesz wpaść? - rzuciłam prostu z mostu.
- W zasadzie to... Czemu nie? Daj mi pół godziny.
- Okej, to czekam na ciebie.
- To jestem za 20 minut - odparł szybko Zayn, a ja się cicho zaśmiałam.
- A może kup po drodze kilka piw...? - dodałam.
- Nie ma problemu, zaraz jestem, pa - rozłączył się.

Wróciłam do pisania z Lily. Opisałam jej całą rozmowę i tak dalej. Pisałyśmy przez 15 minut, a do moich drzwi zadzwonił dzwonek. Napisałam jej tylko szybko, że przyszedł, że idę, że dobrej zabawy, że pa i wyłączyłam laptopa.

Otworzyłam drzwi, a za nimi ujrzałam zajebiście przystojnego Zayna z pojedynczą różą w ręce.
Usta same wygieły mi się w uśmiech.
- Wszystkiego najlepszego, moja walentynko - Zayn podał mi różę, wzięłam ją od niego i po prostu pocałowałam go w usta.
- Wejdź - uśmiechnęłam się do niego i go wpuściłam. - Masz te piwa?
- No wiesz... Pomyślałem, że ty wypijesz z 5 minimum, ja to samo... To ponad 10 piw nie będę kupował. A że miałem kastę piwa w garażu pomyślałem, że lepiej mieć więcej niż za mało i...
- Przywiozłeś kastę piwa...? - weszłam w słowa chłopakowi
- No. - odparł krótko - ale poza tym mam coś dla ciebie - szeroko się uśmiechnął i wyciągnął z tylnej kieszeni czarnych spodni paczkę papierosów.
- Kupiłeś mi fajki? - zmierzyłam go zwrokiem.
- No bo mówiłaś, że nie masz i tak pomyślałem o tobie.
- Dziękuję ci, ale oddam ci siano za nie.
- O nie, nie... To taki prezent. Nie chcę od ciebie pieniędzy - szybko wtrącił Zayn.

Wstawiłam różyczkę do małego wazonu w kuchni i wróciłam do salonu.
- Gdzie masz te piwa?
- W bagażniku.

Wyszliśmy przed dom, a za bramą stało czarne Audi A7.
- Wjedź może na podwórko - zaproponowałam. Zayn otworzył bramę, wsiadł za kierownicę i wjechał na moje podwórko. Wyjął z bagażnika kastę piw. Weszliśmy do domu, położył ją obok kanapy i usiadł.

- Co chcesz do tego? Mam pianki, popcorn, chipsy, chrupki... I to wszystko... - powiedziałam idąc do kuchni.
- Pianki i chrupki może - odpowiedział. Nasypałam chrupki do jednej miski, a pianki do drugiej i zaniosłam je do salonu.
- Film...? - rzuciłam z uśmiechem.
- Spoko, co powiesz na... Szybkich i Wściekłych? - od razu zaproponował Zayn.
- No okej, szóstka?

Włączyłam film i zaczęliśmy oglądać i od czasu do czasu komentować. Wzięłam pierwsze piwo i w mgnieniu oka znikło... Tak wypiłam drugie, tzecie i czwarte w przeciągu dwóch godzin.

Oglądaliśmy film "grzecznie", tylko trochę zjechałam i siedziałam z nogami na kanapie, a z głową na ramieniu Zayna. Od czasu do czasu wcinaliśmy chrupki.

Film dobiegł do końca więc przełączyłam kanał standardowo na eskę. Podniosłam się z Zayna i sięgnęłam po piąte piwo. Oparłam się tym razem o oparcie, a nogi wyciągnęłam na stół.

Wzięłam miskę z piankami na kolana i zaczęłam je wcinać.
- Chcesz? - podałam Zaynowi przed buzię piankę, lecz gdy otworzył usta by ją zjeść szybko ją zabrałam i sama zjadłam.
- O ty żmijo... - zaśmiał się Zayn i wziął mi miskę z rąk. Chciałąm wziąć jedną piankę, ale odsunął  się.
- No Zayn... - zrobiłam smutną minę. Podłożył mi jedną pod nos i nie odsunął gdy chciałam zjeść.

Tak od czasu do czasu się karmiliśmy na zmianę i popijaliśmy piwem, bo było to zajebiście słodkie.

- Wpieprzyłeś mi wszystkie pianki - powiedziałam, gdy miska zrobiła się pusta.
- Masz jeszcze chrupki i kolejne piwo - Zayn podał mi moje szóste piwo.
Zdjęłam nogi ze stołu, odsunęłam się od Zayna z chrupkami w ręku.

- Łap, ja ci będę rzucać - oznajmiłam. Rzuciłam w stronę Zayna chrupkę, a on ją złapał idealnie w usta.
- Ty tak nie potrafisz - cieszył się Zayn. Rzuciłam chrupkami z ręki po prostu w Zayna śmiejąc się. - Teraz ty - wziął kilka chrupek i rzucił pierwszą. Nie złapałam.
- Cienka jesteś - śmiał się ze mnie Zayn i rzucił następną. Złapałam.
- Spadaj, dobra jestem - powiedziałam z pełną buzią śmiejąc się.

Ta zabawa zajęła nam z 10 minut. Nie zdawałam sobie sprawy, że można się tak przy tym zmęczyć. Bo wiadomo, nie obyło się bez śmiechu i "bicia" jeśli tak mogę nazwać poszturchiwanie się.

Wypiłam piwo, a w tv poleciało "Feelin myself"

Stanęliśmy na kanapie, przodem do telewizora i śpiewaliśmy razem z nim. Tak prześpiewaliśmy całą piosenkę i usiedliśmy ze zmęczenia na kanapie.

- Muszę zapalić - odezwał się po chwili Zayn. Wyszliśmy na taras i przy okazji zaczerpnęliśmy świeżego powietrza. Spaliliśmy dwa papierosy pod rząd...

Wróciliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie.
- Połóż chrupka na oku i spróbuj go zjeść - rzucił Zayn.
- Dobra - położyłam chrupka na oku i zaczęłam mięśniami twarzy i ruchami głowy zniżać chrupka ku ust. Wyciągnęłam język gdy był już blisko, lecz w ostatniej chwili spadł na ziemię. - Teraz ty.

Zayn zaczął robić to samo. Zdałam sobie sprawę jak komicznie to musiało wyglądać. Zaynowi też się to nie udało więc się z niego śmiałam. Szturchnał mnie w ramię, a ja mu oddałam.

- Dobra to teraz razem i kto pierwszy zje chrupka wygrywa - wymyśliłam. Zaczęliśmy wyginać nasze twarze, gdy chrupka spadła szybko braliśmy następną, lecz z każdą kolejną coraz bardziej się śmiałam i nie byłam już w stanie rywalizować. Zayn z resztą też nie.

- Głupia jest ta zabawa - rzuciłam
- Nie powiem kto ją wymyślił - śmiał się Zayn

Wzięłam siódme już piwo i wypiłam około pół duszkiem. Tak mi się pić chciało. Trochę odsapnęliśmy siedząc na kanapie i pijąc piwo.

- Ale syyf... - zaczęłam narzekać - będziesz to sprzątać.
- Chyba śnisz księżniczko - parsknął śmiechem.
- Pierdol się - rzuciłam przez uśmiech
- Z tobą zawsze - Zayn się dziadowsko uśmiechnął, a ja go szturchnęłam w miarę mocno w ramię. Wstałam z kanapy i zaczęłam podnosić butelki. Jednak popełniałam w tym mały błąd: Gdy nie miałam w rękach miejsca na kolejne butelki odkładałam je żeby wziąć następne.
- Kurwa... - powiedziałam do siebie śmiejąc się - Pomóż mi - spojrzałam na Zayna. 
- Nigdy, za te widoki... - Zayn poruszył seksownie brwiami, a ja zdałam sobie sprawę, że nachylam się przed nim, a przecież mam dziś dekolt. Zrezygnowana usiadłam koło niego na kanapie.
- No trudno... Jutro to posprzątasz... - spojrzałam na chłopaka. Dopiłam moje piwo do końca. Zayn jak zwykle śmiał się ze mnie.

Postanowiłam oglądać sobie teledyski. Oglądaliśmy oboje w ciszy. Uspokoiłam się już na tyle, że miałam spokojny oddech, bo zmęczyłam się poprzednimi czynnościamy.

Zayn siedział dość blisko mnie. W pewnie chwili poczułam jak odgarnia mi włosy na prawie ramie. W tym momencie moja uwaga zupełnie odbiła się od tv. Chłopak pocałował mnie delikatnie w lewy policzek, po czym zjechał niżej i pocałował moją szyję. Po moim ciele przeszedł pojedynczy dreszcz. Zayn pocałował ponownie moją szyję i znów przeszedł na policzek. Odwróciłam delikatnie głowę w jego stronę. Spojrzeliśmy sobie w oczy i złączyliśmy nasze usta w pocałunku, który stopniowo się pogłębiał.

Usiadłam Zaynowi okrakiem na kolanach. Jego ręce zajmowały miejsce na moich pośladkach, a moje w jego gęstych, czarnych włosach. Przegryzłam dolną wargę chłopaka, a jego dłonie się nieco zacieśniły.

Zaczął całował namiętnie moją szyję, głowa powędrowała mi do tyłu i poczułam jak by mi odlatywała. Zayn zaczął podnosić moją koszulkę, a ja tak jak ostatnio zwróciłam mu uwagę.

- Nawet nie próbuj - powiedział uśmiechając się.
- Chodź do sypialni - zaproponowałam.

Zayn wstał trzymając mnie na rękach, lekko się zachwiał, ale ruszył dalej pewnym krokiem. Stanął przed schodami i na mnie spojrzał.

- Tak, niestety to jest na górze... - odpowiedziałam na jego niezadane pytanie. Powędrowaliśmy na górę. Głowa znów mi uciekała. Gdy skończyły się schody i staliśmy na korytarzu Zayn oparł mnie o ścianę i kontynuował swoje pocałunki. W końcu zajął się ściąganiem mojej koszulki.

Zeszłam z niego, wpiłam się w jego usta i ściągnęłam również jego koszulkę. Przejechałam ręką po jego torsie. Matko, jakie ciało... Zayn przejechał rękoma po mojej talii, zacisnął je na pośladkach i znów na niego wskoczyłam wtapiając się w jego usta.

Poszedł bezpośrednio do sypialni. Lekko rzucił mnie na łóżko nachylając się nade mną. Miałam już motylki w brzuchu... Co będzie za chwilę...? Rozpiął mi jedną ręką jeansy i ściągnął je ze mnie. Było mi tak strasznie gorąco w tym momencie... Pozbyłam się również jedo spodni.

Wpiłam się w jego usta, całowaliśmy się tak namiętnie, tak łapczywie. Zaczął zjeżdżać na moją szyję, odchyliłam lekko głowę w bok.
Jednym sprawnym ruchem rozpiął mój stanik i pozbył się go rzucając gdzieś w kąt.Wrócił jednak do całowania moich ust. Znów tak łapczywie jak przed chwilą. Jedną ręką podpierał się obok mojej głowy, a druga właśnie wędrowała po moim boku, wywołując u mnie dreszcz.

Równie szybko pozbył się moich majtek. Przejechał ręką po wewnętrznej stronie mojego uda i włożył jeden palec w moją intymność. Wzdychnęłam cicho, a on włożył drugi palec. Co wywołało u mnie ponowne wzdychnięcie.

Po krótkiej chwili przestał sprawiać mi tą przyjemność, więc wiedziałam że teraz jest moja kolej. Zsunęłam z niego bokserki. Było ciemno w pokoju, ale moje oczy były w stanie zauważyć pewien zarys.

Zmieniliśmy się stronami: Teraz to on leżał, a ja byłam nad nim. Zniżyłam się na wysokość jego bioder, wzięłam jego męskość w dłoń i przejechałam językiem po całej jego długości, po czym ujęłam go w usta. Zamkniętą dłonią jeździłam po nim w górę i w dół, równocześnie wykonując tę czynność buzią. Językiem jeździłam w miarę dookoła niego. Mogłam poczuć jak jego "przyjaciel" nabrzmiewa w moich ustach. Po chwili wyciągnęłam go z buzi i ponownie oblizałam po całej długości.

Myślę, że podobało się to Zaynowi, bo cicho wzdychał. Pocałowałam chłopaka w usta, ten posadził mnie na sobie, a ja jęknęłam w jego twarz z rozkoszy. Zaczęłam unosić moje biodra w górę i w dół całując się wciąż łapczywie z brunetem i pojękując.

Pocałowałam go w szyję, całowałam tak chwilę to miejsce, przejechałam językiem po jego szyi i wróciłam do jego ust.

Po dobrych dziesięciu minutach przystałam ze zmęczenia. Obróciliśmy się tak jak na początku, że to ja leżałam na plecach i Zayn wkroczył do akcji. Robił to mocno i stanowczo. "Wisiał" nade mną. Próbowaliśmy się pocałować, ale przez zadyszkę tylko muskaliśmy swoje usta. Udało mu się jedynie przygryźć moją wargę.
Moje ciało prężyło się z podniecenia. Z moich ust wychodziły coraz to głośniejsze jęki.

Zayn przejechał rękoma wzdłuż mojego ciała, jechał w górę, aż chwycił mnie za dłonie. Splótł nasze palce, a ja mocno go trzymałam. Chłopak był już nieźle zmęczony, ale poczułam, że robi to jeszcze mocniej, przez co jęczałam już dosyć donośnie.

- Dochodzę, Jenn... - wysapał mi w ucho Zayn i wyszedł ze mnie. Klęczał na łóżku, a ja wzięłam jego potężnego przyjaciela w usta, wykonałam kilka ruchów ręką i poczułam jak się spuścił... Po chwili połknęłam tą maź i opadłam na łóżku wyjebana. Dosłownie...

Zayn położył się obok mnie dysząc. Nie byłam w stanie nic powiedzieć, ale Zayn jednak był:
- To było zajebiste...

Po chwili gdy uspokoiliśmy nasze oddechy rzuciłam pomysł:
- Idziemy się wykąpać...?
- Z tobą, bardzo chętnie. - zaśmiał się Zayn.

Wstałam z łóżka, odszukałam moją bieliznę i się w nią przyodziałam żeby nie chodzić nago. Zayn zrobił to samo. Poszłam do łazienki puścić wodę, a później do kuchni po wino i kieliszki. Wróciłam do łazienki, ale Zayna tam nie było. Zapaliłam kilka stojących małych świeczek, i włączyłam małe światło w łazience. Przy okazji upięłam włosy w niskiego koka.

- Chodź, Zayn do mnie - zawołałam go siedząc już we wannie pełnej wody z pianą. Po chwili przyszedł, rozebrał się i usiadł na przeciwko mnie. Wziął wino i polał do kieliszków.

Wzięłam łyka i spojrzałam na Zayna.
- Jesteś cudowny - uśmiechnęłam się do niego.
- Ty jesteś wspaniała - również się do mnie uśmiechnął.
- Dziękuję. - powiedziałam po chwili.
- Za co...?
- Że przyjechałeś - ponownie się uśmiechnęłam.

Tak chwilę rozmawialiśmy popijając wino. Po chwili Zayn mnie poprosił żebym usiadła między jego nogami więc tak zrobiłam. Oparłam się plecami o jego tors, a głowę odwróciłam w stronę chłopaka. On jedną ręką mnie objął. Spojrzałam na jego usta, a on odczytał mój znak i mnie pocałował. Złączyliśmy nasze języki i po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie. Oparłam głowę o bark Zayna i popiłam wino.

Tak relaksowaliśmy się z godzinę. Wypiliśmy pół butelki wina, a drugie pół zostanie może na następny raz.

Owinęliśmy się ręcznikami i postanowiliśmy po prostu pójść spać. Więc zmyłam makijaż, umyłam twarz oraz zęby, rozpuściłam włosy i je uczesałam. Zayn przemył swoją twarz i spojrzał na mnie.
- Chcesz użyć mojej? Jeśli nie "brzydzisz" się - spytałam go podając mu moją szczoteczkę do zębów.
- Jeśli ty się nie brzydzisz to był bym ci wdzięczny - zaśmiał się. Umył zęby, wziął swoje bokserki i wyszliśmy z łazienki gasząc świeczki.

Zayn siedział w sypialni na łóżku, a ja wyciągnęłam świeże majtki oraz luźną koszulkę na naramkach.
- No i co ja mam z tobą zrobić? - spojrzałam na Zayna 
- Nic mi się nie stanie jak założę te bokserki - zaśmiał się.
- Jak chcesz, ale następnym razem przywieź sobie tutaj tak w razie czego.

Założyłam majtki pod ręcznikiem, odwróciłam się tyłem do chłopaka i zsunęłam z siebie ręcznik.
- Jak ty kusisz... - powiedział Zayn z zachwytem w głosie.
- Jeszcze ci mało? - odwróciłam głowę w jego stronę.
- Niee, w pełni mnie zadowoliłaś - zaśmiał się.

Założyłam koszulkę i usiadłam na łóżku chowając nogi pod kołdrę. Zayn w tym czasie założył swoje bokserki i ściągnął ręcznik.
- Nie chcesz rzadnej koszulki? Mam męskie...
- Nie dzięki.

Zayn dołączył do mnie, położyłam się zakrywając się kołdrą po pachy.
- Dobranoc, Zayn. - pocałowałam go dość czule
- Dobranoc, Jennifer.

Odwróciłam się tyłem do niego, na co objął mnie w pasie przylegając do mnie swoim torsem. 

czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 4

Następnego dnia obudziłam się o 16.00 wykończona wczorajszą imprezą. Wykończona...? Wręcz umierałam. Przeciągnęłam się i wydałam z siebie charakterystyczny dźwięk towarzyszący tej czynności. Louis i Zayn nadal mnie obejmowali lecz wyglądali jak zabici.

- WSTAWAĆ! - krzyknęłam jak najgłośniej umiałam. Chłopacy aż podskoczyli i zaczęli przecierać oczy i się rozglądać.

- Gdzie ja kurwa jestem...? - Lou był nieźle zdezorientowany, zaczął się rozglądać i uspokoił swoją minę jak nas zobaczył - Czy my... Coś ten...? - spytał po chwili, kiedy spostrzegł, że on i Zayn są w samych bokserkach.
- Niee - zaśmiałam się.
- Uuuf. Głupio by mi było pukać jedną laskę z kumplem.

Zeszliśmy w trójkę na dół do reszty. Telewizor był niegłośno włączony, ale nikt go nie oglądał. Postanowiłam z chłopakami ich obudzić. Wzięłam z kuchni patelnię i chochelkę, a chłopaki jakieś metalowe miski i łyżki. Wparowaliśmy do salonu głośno krzycząc, biegając i tłukąc w przedmioty, które zabraliśmy z kuchni.

- POBUDKA! - krzyknęliśmy razem.
- NIE SPAĆ! - wydarł się Louis.
- ZWIEDZAĆ! - tym razem ja krzyknęłam.
- ZAPIERDAALAAAAAĆ! - idealnie zakończył Zayn.

Przyjaciele zaczęli się przeciągać i chyba chcieli nas zabić wzrokiem.
- Kogo mam kurwa zabić najpierw?! - wkurzyła się Lily.
- Mnie - podeszłam do przyjaciółki i pocałowałam ją w policzek. - Wstawaj kochanie - powiedziałam jej spokojnie do ucha.

- Umieeraaam! - Liam przeciągnął się na dywanie.
- Bieedny Liaś - śmiał się z niego Louis.

- Dalej panowie, co wy robicie? - Zayn zaczął zrzucać Harry'ego z fotela, śmiałam się z niego i zrobiłam to samo z Niallem.

- No kurwa co jest? - Niall zaczął się rozglądać. Miał takie słodkie zaspane oczka.

- Coo too za hałaasy? - Harry dopiero teraz skontaktował.

Gdy wszyscy się pozbierali i w miarę ogarnęli usiedliśmy w kuchni przy stole przy ciepłej herbacie i nie dużym śniadaniu. Otworzyłam okno i zrobiło się tak przyjemnie chłodno, bo jak do tej pory było dość duszno.

- Nie no nie wytrzymam zaraz. - Louis wstał od stołu i pokierował się w stronę wyjścia.
- Dokładnie - Niall wstał i poszedł za nim.
- Idę z nimi - odezwał się Harry i poszedł do chłopaków.
- Ej to zaczekajcie, pójdziemy wszyscy zapalić na taras, tam jest więcej miejsca - wstałam i poszłam w tamtą stronę.

Wszyscy poszli za mną i wyszliśmy na taras. Zapaliłam papierosa, zaciągnęłam się raz, drugi... Tak, tego mi było trzeba. To działało na mnie w tej chwili jak ukojenie... Nawet się nie obejrzałam jak spaliłam do końca.

Weszliśmy z powrotem do kuchni, zamknęłam okno, bo teraz było już chłodno. Usiedliśmy przy stole. Wzięłam swój kubek z herbatą w dłonie i wzięłam dużego łyka.

- Przepraszam... - Odezwał się Niall. Każdy zdziwiony na niego spojrzał, a on sam patrzył na Harry'ego.
- O co ci chodzi? - odpowiedział mu Harry pytaniem.
- No sorry, że całowałem się wczoraj z Lily.
Zaśmiałam się cicho, bo sama nie twierdzę żeby to był powód do przeprosin.
- Daj spokój stary. - Styles poklepał go po ramieniu szeroko się uśmiechając - wiesz, nie jesteśmy z Lily parą. My tylko czasem tak się całujemy albo coś - puścił w stronę Lily oczko. - Jest okej. - zakończył te wyjaśnienia Harry.

- To w takim razie... Ja też przepraszam - odezwał się Louis. O co im wszystkim do cholery chodzi?
- Kogo...? - spytałam go.
- No ciebie, może Zayna i Liama... Chociaż nie, Liama nie... - wyjaśnił Lou. Ponownie się zaśmiałam.
- Za co? - Zayn się jednak nie uśmiechał. Lou jednak nie spojrzał na kolegę tylko na mnie.
- Sorry, że zatrzymałem cię w tej łazience. - wszyscy na mnie spojrzeli.
- Co...? - mało mi to tłumaczyło...
- No wczoraj jak byliśmy w łazience, ty, ja Liam... To chciałaś wyjść, a ja cię zatrzymałem i... Zaczęliśmy cię z Liamem, no... Całować, obmacywać i może trochę się do ciebie dobierać... Ale ogólnie to...
- Dobra skończ. - powiedział stanowczo Zayn. Spojrzałam na niego zdezorientowana. - Nie chcę tego słuchać.
- Ja chcę wysłuchać do końca. - wtrąciła Lily. Zaśmiałam się cicho.
- No gdyby Zayn nam nie przerwał to nie wiem do czego by doszło. - wyjaśnił Liam. - Chociaż nawet nie wiedząc co się dzieje za drzwiami był już zazdrosny. - dodał śmiejąc się.
- Jesteś dumny, że dobierałeś się do niej z łazience z kumplem? - zmierzył go Zayn.
- No nie jestem z tego dumny, ale Jenn jest dosyć pociągająca i... - Liam ponownie się zaśmiał.
- Noo całuje dobrze. - uśmiechnął się Louis.

Zrobiło mi się szczerze trochę wstyd, chociaż całowanie to takie "nic". Patrzyłam w stół słuchając rozmowy chłopaków.

- Wiem o tym - odparł sucho Zayn. Na myśl, że całowałam się z Zaynem zrobiło mi się miło.

- No to ja przepraszam i dzięki za herbatę, pozmywać?
- Noo okej, nie ma sprawy. Yyy no włóż tylko do zmywarki. - uśmiechnęłam się.
- Jak Lou to ja też powinienem przeprosić... W końcu byłem tam z nim - dodał Liam.
- Spoko. - odpowiedział Zayn znów oschle.

- Mogę wiedzieć o co wam chodzi? - nie rozumiałam zachowania Zayna.
- Podobasz się Zaynowi. - wyjaśnił mi Liam.

- Dzięki, stary... - skomentował po chwili Zayn z lekkim sarkazmem.

Spojrzałam na Zayna lecz ten nie patrzył na mnie. Spojrzałam na resztę. Oni wszyscy się na nas patrzyli.

Wstałam od stołu.
- Ale macie chore tematy na kacu... - skomentowałam - Idę się wykąpać.
- Ja też - Lily również wstała - dogadajcie się między sobą.

Leżałyśmy we wannie, całe zamoczone, odprężając nasze ciało.
- Fajnie się wczoraj bawiłam - odezwała się Lily. Uśmiechnęłam się.
- Nie pamiętam tej imprezy zbyt mocno...
- Miałam ochotę zrobić to wczoraj z Harrym - tym razem Lily się uśmiechnęła. - Ale był zjarany i naćpany...
- Czemu wy to robicie? - wymieniałam pojedyncze zdania z przyjaciółką.
- Bo to jest fajne. - krótko i na temat, cała Lily.
- To dlaczego zerwaliście skoro wciąż sypiacie ze sobą? - spojrzałam na nią.
- Wczorajsza impreza mogła ci to trochę wytłumaczyć. Jak bym z nim była to albo by zlał Nialla albo mnie za ten pocałunek. A tak to nic mi nie mówi.

Chwilę pomyślałam nad tym co powiedziała.
- Też miałam ochotę zrobić to wczoraj z Zaynem. - Lily spojrzała na mnie.
- Żartujesz - uśmiechnęła się szeroko, a ja się zaśmiałam.
- Miałam ogólnie straszną ochotę na seks, ale w najgorszym wypadku zrobiłabym to z... Louisem i Liamem... - zmarszczyłam brwi - cieszę się, że Zayn nam przerwał.
- Podoba ci się? - spytała Lily.
- Tak, ale wolę określenie "pociąga mnie". - zaśmiałam się. - wiesz, Lou i Liam są przystojni i nic do nich nie mam, nawet nie jestem zła o wczoraj, ale to z Zaynem chciałabym się przespać, bo to on mnie pociąga.
- Chciałabyś z nim być?
- Nie. - odpowiedziałam całkiem szybko - Nie chcę się angażować. Jakiś chłopak mnie pocałuje i już będzie jazda, nie potrzebuję tego.
- Teraz rozumiesz mnie i Harry'ego? - Lily.

Tak, właśnie teraz zrozumiałam dlaczego nie są parą. I jak by nie spojrzeć nie chcę chodzić z Zaynem. Wolę z nim być blisko, ale mieć też luz. Jak wczoraj...

Po godzinie wyszłyśmy z łazienki w samych ręcznikach i z mokrymi włosami i poszłyśmy do chłopaków. Siedzieli w salonie, oglądali tv, gadali między sobą. Była między nimi luźna atmosfera. Uśmiechnęłam się do Lily.

- Ogólnie jest 18.00 więc na nas już czas - powiedział Louis i spojrzał na nas, bo wcześniej nas nie zauważył - Ulala... - zaśmiał się.

Reszta chłopaków w tym czasie na nas spojrzała, a oczy zrobiły im się maślane. Niall nawet zagwizdał.









Ja z Lily parsknąłyśmy śmiechem.
- Dajcie spokój - skomentowała Lily i podeszłyśmy do chłopaków.
- Lou ma rację, na nas już czas. - powiedział Niall.
- No jak chcecie, ale wiedzcie, że u mnie możecie czuć się tak jak u siebie i nie musicie się krępować i tym podobne... Tylko nie ma palenia w domu - zaśmiałam się.
- Dzięki, na pewno skorzystamy z tej "propozycji" - Lou.
- Jeszcze będziesz miała nas dosyć - zaśmiał się Liam, objął mnie w pasie i pocałował w policzek - pa, Jenn. W ten sam sposób porzegnał się z Lily. Lou i Niall zrobili to samo i wyszli.

- Pogadamy...? - spytał mnie Zayn wstając z kanapy. Poszliśmy do mojej sypialni, a Lily z Harrym poszli się najeść do kuchni.
- Co jest? - spytałam Zayna gdy zamknęłam drzwii, a on usiadł na łóżku.
- Nie chcę żebyś myślała, że znamy się ponad tydzień, a ja już jakiś szaleńczo zakochany, na każdym kroku zazdrosny i tak dalej, bo tak nie jest... Ja po prostu...
- Wiem. - przerwałam mu - wiem co masz na myśli, ja czuję to samo - uśmiechnęłam się i usiadłam Zaynowi bokiem na kolanach.
- Czuję jak bym cię znał już długo i... Nie zrozum mnie źle, ale pociągasz mnie Jenn.
- Tak wiem - uśmiechnęłam się - i mówię, że ja czuję to samo.

Zayn uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek. Spojrzałam na niego i pocałowałam go w usta. Chłopak zaczął pogłębiać pocałunek i położył mnie na łóżku. Sam leżał nade mną, jednak trochę z boku, ponieważ byłam w ręczniku i nie mogłam rozszerzyć swoich nóg...

Chłopak przejechał ręką po zewnętrznej stronie mojego uda podwijając lekko ręcznik. Nie chciałam przerywać tych pocałunków, ale nie chciałam również się z nim przespać. Nie wiem dlaczego, bo pociągał mnie jak cholera, ale czułam, że to nie dzisiaj.

Byle tylko nie było tak jak ostatnio, że go rozpalam... Więc niechętnie oderwałam się od chłopaka i lekko już dysząc mu wyjaśniłam:
- Nie będziesz zły jak tego nie zrobimy dzisiaj?
- Nie będę - jednak westchnął - ale nie ukrywam, że bym chciał.
- Obiecuję ci, że będziesz miał ten zaszczyt - uśmiechnęłam się i się podniosłam.
- Cieszę się, że sobie wyjaśniliśmy wszystko - Zayn.
- Ja też.

Zeszliśmy na dół. Na kanapie Harry z Lily wcinali chrupki i oglądali tv.
- Idziecie zapalić? - spytał ich Zayn.
Zgodzili się. Ja z Lily byłyśmy nadal w ręcznikach, a włosy miałyśmy już prawie suche, więc zarzuciłam kurtkę i kaptur, wciągnęłam buty i wyszliśmy przed dom.

- Fajki mi się skończyły - rzuciłam licząc, że ktoś mnie poczęstuje.
- Oooj, tak mi przykro... - zaśmiał się Harry.
- Spadaj - powiedziałam śmiejąc się - Masz szczęście, że śnieg stopniał, bo byś oberwał.
- Nie denerwuj się, złość urodzie szkodzi - droczył się dalej.
- Gorzej chyba być nie może... - wtrącił Zayn i momentalnie dostał strzała w brzuch. Jednak chłopak się śmiał. Wszyscy się śmialiśmy. Należę do tych, które... Jakby to powiedzieć... Nie obrażają się?

- Częstuj się - Harry wyciągnął w moją stronę paczkę papierosów. Wzięłam jednego uśmiechając się i zapaliłam.
- Mogę ci dać na studenta? - spytał Zayn patrząc na mnie.
- Dawaj - nie miałam nic przeciwko. Opierałam się o drzwi, a chłopak dał rękę obok mojej głowy, zaciągnął się papierosem i prawie złączył nasze usta wpuszczając mi dym do ust. Wciągając go momentalnie wędrował do moich płuc. Zayn pomimo, że skończył włożył mi język do ust. Zaczęliśmy się namiętnie całować, jednak po krótkiej chwili Lily zakaszlała. Uśmiechnęłam się do Zayna i dalej już paliliśmy normalnie.

Chłopacy siedzieli u mnie jeszcze przez jakąś godzinę po czym oboje pojechali do domu.  Lily postanowiła zostać u mnie na noc. Dałam jej jakąś świeżą bieliznę i koszulkę i tak o 21.00 poszłyśmy spać.

- Śpisz...? - spytałam po jakiś 5 minutach leżenia.
- Nie jeszcze... - odpowiedziała mi niegłośno.
- Prześpię się z Zaynem. - oznajmiłam.
- Brakowało ci tego - zaśmiała się przyjaciółka.
- Widać...?
- Jestem twoją przyjaciółką więc ja czasem to widzę.
- Chcę to z nim zrobić, cieszę się, że pojawił się w naszym życiu. - zaśmiałam się i ciepło na serduszku mi się zrobiło jak pomyślałam o nim.
- Życzę ci powodzenia - Lily.

- Dobranoc, Liliana.
- Dobranoc, Jennifer.