niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 11

NASTĘPNY DZIEŃ

- Dzień dobry, kotku - poczułam pocałunek na czole. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Zayna, który się uśmiechał. Leżałam przodem do niego, wtulając się w jego nagi tors.
- Dzień dobry - odpowiedziałam i pocałowałam go w usta.
- Jesteś głodna?
- Która jest godzina? - zignorowałam jego pytanie.
- 11.00.
- Tak, jestem głodna - oboje się cicho zaśmialiśmy.

Zayn się podniósł i stanął koło łóżka.
- Czekasz na coś? - spytał patrząc na mnie.
- Na oklaski - szczerze to po prostu nie chciało mi się wstać. Zayn zaczął klaskać w dłonie i wiwatować. Robiąc to sam wyglądał jak by był chory psychicznie, ale ja wiem, że się wygłupiał. Zaczęłam się z niego śmiać.
- Dobra, przestań, już idę - niechętnie podniosłam się z łóżka.

Siedziałam na blacie w kuchni popijając kawę. Zayn uszykował nam płatki kukurydziane z mlekiem. W mgnieniu oka je zjadłam.
- Mogę tutaj zapalić? - spytałam.
- Zapal, wywietrzy się przecież.
Zapaliliśmy, a Zayn otworzył okno.
- Proponujesz coś na leniwą niedzielę? - spytałam zaciągając się papierosem.
- Mam dla ciebie niespodziankę - szeroko się uśmiechnął.
- Jaką? - zdziwiłam się lekko.
- Jak ci powiem to już nie będzie niespodzianka.

Po godzinie byliśmy już ogarnięci.
- Chodź, coś ci pokażę - rzucił Zayn i wyszliśmy z domu.
Weszliśmy do garażu i moim oczom ukazało się jego czarne Audi A7 i czarna Yamaha R1, w moich oczach pojawiły się zapewne iskierki.
- Wow... - wydałam z siebie wyraz podziwu.
- Noo... - Zayn się szeroko uśmiechnął.
- Boska.
- Cieszę, że ci się podoba, wieczorem cię gdzieś nią zabiorę - na jego twarzy pojawił się zachwyt, a zarazem duma - Ale nie tylko to chciałem ci pokazać.

Przeszliśmy przez kolejne drzwi, za którymi było niewielkie pomieszczenie. Jedna ze ścian była pokryta do połowy grafitti. Zayn stanął przed nią i przez chwilę się jej przypatrywał.










- Chcesz mi pomóc? - spojrzał na mnie. Pokiwałam głową, a Zayn rzucił w moja stronę spray.
- A co mam namalować?
- Co chcesz - odparł i sam zabrał się za pracę, a ja dołączyłam do niego i zaczęłam tworzyć wymyślne wzory. Godzinę później ściana była cała zapełniona naszymi malunkami.

- Masz ochotę na kino? - spytał Zayn, popijając sok w kuchni.
- Jasne, czemu nie, a co proponujesz?
- Co powiesz na "Ten niezręczny moment"? - zaproponował.
- Jestem jak najbardziej na tak - zaśmiałam się i wypiłam swój sok - Ale pojedźmy jeszcze do mnie, bo muszę się przebrać.
Z prędkością Zayna, w 15 minut byliśmy u mnie. 
Założyłam na siebie ciemne spodnie, czarną koszulkę z nadrukiem, skórzaną czarną kurtkę i białe conversy. Pomalowałam się szybko i pojechaliśmy do centrum miasta. Najpierw udaliśmy się do kina, a później na kebab. Zrobiła się 19.00, bo jeszcze pochodziliśmy trochę po mieście i Zayn zawiózł nas do niego.
- Po co tu przyjechaliśmy? - spytałam.
- Zmieniamy pojazd - zaśmiał się Zayn. Wsiadł na swój motor i poklepał miejsce za sobą.
- A kaski...?
- Jedziemy bez, wsiadaj - rzucił krótko Zayn. Wsiadłam i ruszyliśmy - Trzymaj się - dodał. Złapałam się drążka z tyłu i czułam jak nabieramy prędkości. Wiatr targał moje włosy i delikatnie muskał moje policzki, a ja postanowiłam przytulić się do Zayna, tak więc puściłam się i oplotłam chłopaka rękoma. On tylko lekko odwrócił głowę i byłam w stanie zauważyć, że się uśmiechnął.
- To mi się bardziej podoba - skomentował moje zachowanie, na co ja się tylko zaśmiałam. Wychyliłam delikatnie głowę by spojrzeć na licznik. Wskazówka cały czas powoli się unosiła, zatrzymała się gdy jechaliśmy 120 km/h. Lubię szybką jazdę, ale nie ukrywam, że gdzieś w środku mnie, jakaś mała cząstka zaczęła się  bać. Jednak po niedługim czasie zaczęliśmy zwalniać. Moim oczom ukazała się spora grupa ludzi i mnóstwo motocykli, a do moich uszu dobiegała głośna muzyka. Dookoła nie było domów więc raczej nikomu to nie przeszkadzało.
- Gdzie my jesteśmy? - spytałam jak byliśmy już dość blisko.
- Na wyścigach, Jenn - odpowiedział z zachwytem w głosie, wpatrując się w tłum ludzi.

Przejechaliśmy między tymi ludźmi "na przód".
- Ooooo... - mniej więcej taki dźwięk usłyszałam od grupki ludzi, gdy zobaczyli, że Zayn przyjechał.
- Kogo ja widzę? - podszedł do nas jeden facet i przybił piątkę w Zaynem.
- Witam - odpowiedział mu Zayn.
- Co cię tu sprowadza? Za dużo masz kasy? - zaśmiał się jego rozmówca.
- Wręcz przeciwnie - Zayn. W tle znów rozległo się ciche "Oooo...". Facet odszedł od nas, a Zayn zwrócił się do mnie:
- To jest Kevin, organizator nielegalnych wyścigów, spoko gościu, ale nie radzę z nim zadzierać.
- Będziesz się z nim ścigał? - spytałam.
- Nie, on się nie ściga, ale zorganizuje mi odpowiedniego przeciwnika.
- Nie boisz się?
- Niee - zaśmiał się cicho - Jestem zbyt pewny siebie.

Zeszłam z motoru, gdy podjechał do nas wytatuowany facet, miał około 20 - 23 lata.
- Stawiam pięć baniek - zaczął.
- Przyjmuję - odpowiedział mu Zayn i podali sobie dłonie.
Zayn spojrzał na mnie, złapał mnie za odpiętą kurtkę, przyciągnął do siebie i pocałował mnie w usta kierując swoją rękę na mój pośladek.
- Trzymaj się - uśmiechnęłam się do niego i podeszłam bliżej ludzi.
Podjechali do linii startu, a na przeciwko nich stanęła dziewczyna.
- Gotów? - niegłośno krzyknęła w stronę Zayna, który odpowiedział jej "rycząc" silnikiem. To samo pytanie zadała jego przeciwnikowi, który zrobił to samo co Zayn i dziewczyna krzycząc "START" rozpoczęła ich wyścig. Oboje wystrzelili jak z procy. Widziałam ich może przez 10 sekund, bo zniknęli za zakrętem. Po chwili poczułam czyjeś dłonie na moich oczach i czyiś oddech na moim karku.
- Zgadnij kto to - powiedział nieznajomy półszeptem. Nie wiedząc z kim mam do czynienia, najzwyczajniej w świecie odwróciłam się, by zobaczyć kto to.
- Louis, cześć! - rzuciłam się mu na szyję w celu przywitania się - Co ty tutaj robisz?
- Raczej co TY tutaj robisz? - sprostował Lou.
- Jestem tu z Zaynem. Ty też się ścigasz?
- 50% moich dochodów stąd pochodzi - wyjaśnił. To drugie 50% idzie z dilerki. Dobry interes jakby nie spojrzeć. Ale i jedno i drugie jest nielegalne...
- Od kiedy już zarabiasz w ten sposób? - zainteresowałam się.
- Jakieś 4 lata. Zdążyłem się przyzwyczaić.
- Jesteś tutaj sam?
W tym momencie podjechał do nas Harry na motorze.
- Nie, z Harrym.


- Cześć, Jenny - przywitał się.
- Cześć, Styles - podeszłam do niego i pocałowałam go w policzek.
- Co ty tutaj robisz? - zdziwił się lekko.
- Przyszłam na ryby... - odpowiedziałam z sarkazmem.
- Zayn Cię tutaj przywiózł? - spytał.
- Tak, a co...?
- Wiedziałem, że prędzej czy później w końcu to zrobi... - cmoknął Harry.
- Coś w tym złego? - przyznam, że lekko mnie wkurzyła jego postawa.
- Nie, ale nie chcemy żeby coś wam się tutaj stało - wyjaśnił po krótce.
- Nie widzę tutaj Lil... - stwierdziłam.
- No właśnie.
- Dzięki... - włożyłam ręce w kieszenie i odwróciłam się, by spojrzeć na linię mety, do której i Zayn i jego przeciwnik szybko się zbliżali. Wyglądało jakby jechali równo, łeb w łeb. Podeszłam trochę bliżej.

Linię mety przekroczyli prawie równo. Nie byłam w stanie określić, który zawodnik wygrał. Dziewczyna, która rozpoczynała ich wyścig podbiegła z szerokim uśmiechem do Zayna, chwyciła jego rękę i uniosła w górę.
- Łuuuuu! - krzyknęła do tłumu, który zaczął klaskać.

- Widowiskowo tutaj... - skomentowałam.
- Leć do niego - podpowiedział mi Louis. Zobaczyłam jak przeciwnik Zayna daje mu kasę, podaje mu dłoń i odjeżdża. Podbiegłam do Zayna, który szeroko się uśmiechał.
- Gratulację - przytuliłam się do jego boku.
- Dzięki, mała - Zayn pocałował mnie w skroń i cały czas niezmiernie się cieszył.
- Siema! - przywitał go Lou.
- Cześć, chłopaki, teraz wasza kolej! - ucieszył się Zayn. Jeszcze chyba nigdy nie był tak szczęśliwy jak teraz.

Louis od nas odjechał, a Harry pokręcił przecząco głową.
- No co, chcę żeby wiedziała - odpowiedział Zayn na niezadanie pytanie Harry'ego.
- Dobra, nic nie mówię.
- Daj spokój, Styles - Zayn poklepał go po ramieniu. - Chyba się garnę jeszcze raz!
- Chyba ta wygrana uderzyła ci do mózgu - skomentowałam.
- Nie wierzysz we mnie? - Zayn mnie objął.
- A co jeśli powiem ci, że nie? Że nie wierzę.
- Wtedy ja ci udowodnię, że się mylisz - pocałował mnie ponownie w skroń i odjechał. Zostałam ze Stylesem.
- Rozmawiałeś z Lily?
- Nie... - powiedział po chwili ciszy.
- Dlaczego? - zdziwiło mnie to trochę.
- Nie wiem, kurwa, nie możemy się dogadać - przejechał ręką przez włosy.
- Dlatego jesteś dzisiaj taki nieswój?
- Chyba ta...
- Idź się ścigać - zachęciłam go.
- Heh... Chyba nie mam dla kogo. Zawsze robiłem to z myślą o Lily, a teraz...
- Skończ - weszłam mu w słowo. - Gdzie ty masz jaja, Styles?
- Dobra, chuj z tym. Dzięki - pocałował mnie w policzek i odjechał.

Wyciągnęłam telefon i postanowiłam zadzwonić do Lily. Wybrałam jej numer i przyłożyłam słuchawkę do ucha.
- Co jest...? - usłyszałam znudzony głos mojej przyjaciółki.
- Co robisz? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Jem.
- To szykuj się, Zayn zaraz po  ciebie podjedzie - wyjaśniłam.
- Po co? - głos mojej przyjaciółki był głośniejszy i bardziej wyraźny.
- Brakuje nam tutaj ciebie.

Rozłączyłam się i podeszłam do chłopaków. Usiadłam bokiem na motorze, przed Zaynem.
- Ścigasz się? - spytałam odwracając lekko głowę, by na niego spojrzeć.
- No zaraz, a co? - Zayn wciąż się szeroko uśmiechał i objął mnie w pasie.
- Pojedziesz po Lily? - szepnęłam do jego ucha tak, by Harry nie słyszał.
- No dobra... - Zayn westchnął.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek. Zeszłam z jego motoru, a on odjechał.

- A on dokąd? - zauważył Harry.
- Do sklepu pojechał - skłamałam.
- Nic, trzeba pokazać kto tu rządzi... - wtrącił Louis, podjechał do Kevina i do niego zagadał. Na moje usta wtargnął uśmiech.

Staliśmy z Harrym bez słowa i czekaliśmy na "powrót" Louisa. Jego przeciwnik zostawał trochę w tyle. Nie dużo, ale ostatecznie to Louis wygrał. Podjechał do nas zadowolony.
- Ile wystawiłeś? - spytałam zaciekawiona.
- 10 baniek - ucieszył się.

- Teraz moja kolej - odezwał się Styles, załatwił sobie przeciwnika i podjechali na linię startu. W tym samym czasie podjechał do mnie Zayn z Lily. Przywitałam moją przyjaciółkę, ale na widok Harry'ego lekko się zakłopotała.
- Nie powinnam była tutaj przyjeżdżać - powiedziała cicho i odwróciła się - Styles raczej nie chce mnie widzieć.
Pociągnęłam ją za rękę zmuszając by się odwróciła.
- Nie pierdol... - objęłam ją - Powodzenia! - krzyknęłam w stronę Harry'ego. Odwrócił się i tym samym zauważył Lil obok mnie. Lekko rozszerzył swoje oczy i zaryczał silnikiem. - Będzie dobrze - podsumowałam.

Chłopacy wystartowali, a ja razem z Lily zapaliłyśmy papierosa.
- Wiedziałaś, że oni się ścigają? - spytała mnie Lily. Spojrzałam na nią i pokiwałam przecząco głową, wypuszczając dym z ust.
- Nawet nie wiedziałam, że jeżdżą motorami... - dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę.
- Ja też nie... - spojrzała na mnie - Pogodziłaś się z Zaynem, widzę - wskazała palcem na moje dwie malinki na szyi.
- No.. - zaśmiałam się cicho.

Po niedługiej chwili Harry zakończył "pościg" wygraną. Bardzo się z Lily ucieszyłyśmy. Styles podjechał do nas, zsiadł z motoru, a Lil podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję. Ten okręcił się wokół własnej osi i nie wypuszczając jej z objęć powiedział:
- Przepraszam.
- Ja ciebie też.
- Nie chciałem być dla ciebie taki chamski.
- Wiem, Harry, wkurzyłam cię trochę.
- Trochę... - zaśmiał się. - Zgoda? - Harry odsunął się od niej, by spojrzeć jej w oczy.
- Zgoda - Pocałowali się i przez dobrą chwilę nie mogli się od siebie oderwać. Ja z Louisem i Zaynem wydaliśmy z siebie słodkie "Oooooo".

O 23.00 postanowiliśmy się zbierać. Ja pojechałam z Zaynem, Lily z Harrym, a Louis  sam. Zaproponowałam byśmy pojechali do mnie. Tylko Louis odmówił.

Usiedliśmy w salonie i popijaliśmy herbatę. Po chwili dostałam smsa. Przesunęłam palcem po ekranie i odczytałam wiadomość, która była od Lily.

"Możemy u ciebie w sypialni?"

Zaśmiałam się mimowolnie, a na moje nieszczęście Zayn spojrzał na mój telefon i również odczytał smsa i się zaśmiał. Spojrzałam na Lil, która zrobiła się delikatnie czerwona. Pokiwałam twierdząco głową, a Lil wywróciła oczami trochę "wskazując" na kuchnię.

- Idziemy zapalić - spytałam Zayna wstając i ciągnąc go za rękę do wyjścia, nie czekając nawet na jego odpowiedź. Usiedliśmy na schodach i rozpaliliśmy papierosa.
- Skąd ja to znam... - skomentował Zayn. Zaśmiałam się i spojrzałam na niego, jednak się nie odezwałam.
- Będziemy tutaj siedzieć dopóki oni nie skończą? - kontynuował.
- Myślę, że Lil nie chciałaby żebyś słuchał ją w "tych chwilach". - Zayn wstał i wyciągnął w moją stronę rękę.
- Chodź... - poprosił. Chwyciłam jego dłoń i wyszliśmy na chodnik.

Spacerowaliśmy powoli, nie rozmawiając dużo. Okrążyliśmy okolicę w jakieś 40 minut. Weszliśmy do domu, a tam Harry z Lily siedzieli na kanapie i pili sok.
- Już pogodzeni? - zaśmiał się Zayn.
- I to jak - odpowiedział zadowolony Harry.
- Tak trzymać, Styles! - Zayn i Harry przybili sobie piątkę.


Nie wiem kto wpadł na głupi pomysł, żebyśmy spali w 4 w jednym łóżku, ale skoro każdy to aprobował tak też uczyniliśmy. Ja z Lily leżałyśmy na środku, a Zayn z Harrym po bokach. Po pół godzinie dalszych rozmów w końcu zasnęliśmy.
___________________________________________
Wiem, że długo czekaliście. Mam nadzieję, że 11 rozdział podoba wam się bardziej niż mi ;) Zapraszam do komentowania, chcę wiedzieć, że mam dla kogo pisać ;p

sobota, 15 marca 2014

Rozdział 10

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

JENNIFER:
Od tygodnia nie rozmawiam z Zaynem. Zaczyna mi go brakować, ale z własnej woli nie dopuszczam go do siebie: Nie odbieram kiedy dzwoni, nie odpisuję na smsy, nie wpuszczam go kiedy przyjeżdża, a był u mnie już 3 razy. Może powinnam już skończyć?

Każdy z nas był pijany, więc jego komentarze powinny mi latać koło dupy. Jego i Louisa. Gdy wspominam słowa: "Tak bym ją zerżnął, że przez tydzień by nie usiadła na piździe", to aż się wzdrygam. Bardzo lubię Lou, zarąbisty z niego kumpel i lubię z nimi imprezować, pomimo, że zawsze z którymś lecę w ślinkę... W sumie to wylane mam na to, bo jak balować to balować...

Koniec z zadręczaniem się! Jadę do Louisa pogadać, a później pojadę do Zayna. Nie wiem czy mnie wpuści po tym jak go traktowałam przez ten tydzień, ale zrozumiem jeśli nie.

Jechałam autobusem przez 30 minut.
Wysiadłam na przystanku, od którego było około 15 minut do domu chłopaków. Zapaliłam po drodze papierosa, a po pięciu minutach zauważyłam Louisa i Zayna, którzy normalnie ze sobą rozmawiali. Podeszłam więc do nich.
- Cześć - przywitałam się i lekko się uśmiechnęłam.
- Siema - Louis pocałował mnie w policzek. Zayn się nie odezwał.
- Szłam akurat do ciebie - skierowałam to do Lou.
- To chodź, Zayn już jedzie - wyjaśnił.

Tak więc wszyscy poszliśmy w tą samą stronę, bo Zayn miał samochód pod domem chłopaków. Odjechał, a ja z Lou weszliśmy do środka.
- Przepraszam, że tak późno, ale w tygodniu nie miałam czasu wpaść - wytłumaczyłam się.
- Spoko, napijesz się czegoś? - zaproponował mi Louis.
- Nie, dzięki. Pogadamy?
- Jasne.

Usiedliśmy na kanapie, Louis popijał piwo.
- Jak się czujesz? - spytałam chyba trochę bez sensu.

- Dobrze, na następny dzień cała twarz mnie bolała, ale chuj z tym, jestem facetem, jeszcze nie raz ktoś mnie spizga i na odwrót - zaśmiał się.
- No - również się zaśmiałam - Z Zaynem już normalnie gadasz, widzę.
- Taa, przedwczoraj wpadł i wypiliśmy kilka piw. Pogadaliśmy szczerze i jest okej. A ciebie jak najbardziej przepraszam. Nie miałem pojęcia, że gadałem takie rzeczy o tobie, głupio mi teraz trochę jak o tym pomyślę.
- Nie ma sprawy, byłeś zalany jak świnia - podsumowałam go.
- No trochę tak... - zaśmiał się. - A ty nie rozmawiasz z Zaynem...?
- Już od tygodnia... Trochę się sprzeczaliśmy i tak wyszło... - zmartwiło mnie to trochę.
- To jedź to niego, jak tutaj piliśmy to mówił, że tęskni za tobą - Louis się do mnie szczerze uśmiechnął.
- Nie gadaj, na pewno tak nie powiedział - uśmiechnęłam się.
- Nie był trzeźwy, powiedział co mu na duszy leżało.
- Myślisz...?
- Chodź, zawiozę cię - wstał z kanapy.
- Piłeś piwo przed chwilą.
- Jedno... - przewrócił oczami i poszedł w stronę drzwi. Poszłam za nim i wyszliśmy.

W 10 minut byliśmy pod domem Zayna, wysiadłam, a Louis odjechał. Zadzwoniłam do drzwi i po chwili stanął w nich Zayn.
- Co? - spytał niegłośno.
- Mogę wejść? - spytałam nie uśmiechając się. Zayn nic nie powiedział, ale po chwili odsunął się wpuszczając mnie.
- Ty byś mnie nie wpuściła - skomentował.
- Zayn... Przepraszam za moje zachowanie. Byłam zdenerwowana i chyba chciałam... Odpocząć od ciebie... - tłumaczyłam się.
- Okej, przyjmuję przeprosiny - ulżyło mi, chociaż powiedział to tak... bezinteresownie, jednak po chwili kontynuował:
- Ja ciebie też przepraszam - kamień spadł mi z serca - byłem pijany i nie potrzebnie tak ci dogadywałem - podszedł do mnie i położył dłoń na moim policzku - I przepraszam, że cię uderzyłem...
- Przyjmuję przeprosiny - uśmiechnęłam się lekko.

Zayn, nie zdejmując dłoni z mojego policzka, zbliżył swoją twarz do mojej i delikatnie mnie pocałował. Poczułam łaskotanie w okolicy lędźwi. Odwzajemniłam jego pocałunek, który z każda chwilą stawał się coraz to bardziej namiętny. Oplotłam rękoma jego szyję, a ten oparł mnie o najbliższą ścianę. Całowaliśmy się już dość łapczywie i trochę dyszeliśmy sobie w usta. Zayn przygryzł moją dolną wargę i po chwili spojrzał na mnie.
- Zgoda? - spytał chłopak z lekkim uśmiechem.
- Zgoda. - odwzajemniłam jego uśmiech i pocałowałam go jednokrotnie w usta.


Zayn zaniósł mnie do swojej sypialni i położył na łóżko wpijając się w moje usta. Jego ręka powędrowała pod moją bluzkę, która momentalnie wylądowała na podłodze.

- Zayn, nie lubię jak jest tak jasno.
Zayn wstał i zasłonił ciemne rolety, po drodze zamknął drzwi. Zapanował półmrok. Stanęłam na łóżku, a Zayn chwycił mnie za tyłek i znowu na niego wskoczyłam. 
Oparł mnie o ścianę i ponownie zaczęliśmy się całować. Obrócił się i to on był przywarty plecami do ściany. Zeszłam z niego i ściągnęłam z niego koszulkę. W tym czasie nie odrywając się od siebie szliśmy do przeciwległej ściany. Natknęłam się na szafkę więc zmieniliśmy kierunek i wylądowaliśmy z powrotem na łóżku. Rozpięłam spodnie Zayna i zrzuciłam je z niego. Po chwili ja również nie miałam na sobie spodni. Stanik równie szybko opuścił moje ciało. Jednak za nim byłam całkiem nago, Zayn wycałował moje ciało: całował moją szyję zostawiając na niej malinkę, całował mój dekolt, moje piersi, mój brzuch. Trzymał mnie przy tym w ogromnym  napięciu, bo ja chciałam więcej, już teraz!

Zsunął ze mnie majtki, uniósł moje nogi w kolanach i całując moje uda po wewnętrznej stronie zbliżał się tam... Poczułam jego oddech między nogami, a po chwili jego język. Wypuściłam z siebie powietrze. Mała rozkosz zaczęła przeszywać moje ciało. Po jakiś 2 minutach Zayn znów całował mnie po brzuchu, po biuście, po szyi... Zsunęłam z niego bokserki i zacisnęłam swoją pięść na jego przyrodzeniu. Jeździłam w górę i w dół przez chwilę, a Zayn w tym czasie z rozkoszy ponownie zassał moją szyję i zostawił na niej drugą malinkę.

Po chwili przestałam. Zayn wziął go w rękę, chwilę jeździł po mojej Pusi (XD), aż w końcu mocno się we mnie wbił. Ponownie wypuściłam z ust powietrze, tym razem aż głowa odchyliła mi się do tyłu. Zayn oparł się rękoma koło mojej głowy wracając do całowania mnie. Biodrami wykonywał stanowcze posunięcia doprowadzając mnie tym do szaleństwa. Całowaliśmy się bardzo łapczywie dysząc sobie prosto w usta. Moje dyszenie po chwili przerodziło się w pojękiwanie. Zayn lekko się uśmiechnął słysząc to, był z siebie najwyraźniej dumny.

Ze zmęczenia zwolnił tępo i twardo dyszał w moją twarz. Zamieniliśmy się stronami. Zayn leżał, a ja na nim siedziałam. Jego ręce były zaciśnięte na moich biodrach i pomagały mi się unosić. Starałam się to robić jak najszybciej potrafiłam. Po kilku minutach oparłam się o żebra Zayna wbijając mu przy tym paznokcie w ciało. Przejechałam rękoma po jego ciele, po czym oparłam je obok jego głowy. Zawisłam nad nim całując go i wciąż wykonując jak najszybsze ruchy biodrami. Teraz to ja się zdygałam i ponownie zmieniliśmy się stronami. Zayn znów pokazał na co go stać: Pchał mocno i szybko, a ja coraz głośniej jęczałam. Zamknął mi jednak usta namiętnym pocałunkiem, który nie był dokładny, bo mimo wszystko wydawałam z siebie głośne dźwięki w usta Zayna. Dłonie położyłam na jego plecach, a przez jego stanowczość i siłę z jaką to wykonywał moje paznokcie znów się wbiły w jego skórę i pozostawiały szramy na jego plecach. Zayn znów zwolnił, jednak siły pchnięć nie zmniejszył. Po chwili wyszedł ze mnie i trysnął mi na brzuch. Fuj... Pocałował mnie w usta i położył się koło mnie, ja wzięłam z szafki chusteczkę i wytarłam się.

Obydwoje jeszcze przez chwilę dyszeliśmy.
- Zgoda... - powtórzył Zayn.
- Zgoda... - zaśmiałam się.

Ubrałam swoje majtki, bo trochę niekomfortowo czułam się bez nich. Zayn zrobił to samo. Porwałam jego koszulkę i przyodziałam się w nią. Przytuliłam się do boku Zayna i uśmiechnęłam się o siebie.
- Brakowało mi ciebie - powiedział po chwili i pocałował mnie w głowę.
- Mi ciebie też - podniosłam głowę, spojrzałam mu głęboko w te jego brązowe oczy i pocałowałam go w kącik ust. On obrócił głowę i pocałował mnie w usta.

Po 10 minutach odpoczynku wstaliśmy, ja pościeliłam łóżko, a Zayn pozbierał ubrania z podłogi kładąc je na łóżko. Sam założył jasne jeansowe spodnie. Zeszliśmy tak na dół. W kuchni napiliśmy się zimnego soku.

Było koło 18.00 więc w gruncie rzeczy nie było wcale tak ciemno jak w sypialni. Wyszliśmy na taras, usiedliśmy na ławce - huśtawce i zapaliliśmy papierosa. Zayn przełożył moje nogi przez jego kolana i gładził mnie po nich.

- Jenn... - zaczął Zayn, a ja spojrzałam na niego - ...Jesteś zazdrosna?
- Przyjaźnimy się przecież - szczerze to nawet nie wiedziałam co powiedzieć.
- Ale jak poszedłem z Katy zapalić i ją obejmowałem i to wszystko robiłem perfidnie na twoich oczach to nie byłaś zadowolona - wspomniał Zayn.
- Katy...? - spojrzałam na niego "podejrzliwie"
- No widzisz - zaśmiał się - jesteś zazdrosna.
- Wcale nie... - upierałam się.
- To dlaczego tak na nią naskoczyłaś? - teraz to Zayna wzrok był trochę podejrzliwy.
- Po prostu nie mogłam patrzeć jak ta wywłoka się do ciebie klei, a ty i tak byś się nią nie zainteresował...
- Po prostu jesteś zazdrosna o mnie - znów się zaśmiał Zayn.
- Oj no może trochę... Ty też jesteś zazdrosny o mnie i co... - ah ta moja pewność siebie.
- Nie jestem... - wyjaśnił Zayn.
- Oooj jesteś, jesteś i to bardzo - zaśmiałam się.
- Dobra może i jestem... - zaśmiał się ponownie.

Skończyliśmy palić, przenieśliśmy się do salonu na kanapę, siedzieliśmy mniej więcej w tej samej pozycji co przed chwilą i kontynuowaliśmy naszą konwersację:
- Nie chciałabym żebyś się w kimś zakochał.
- Dlaczego?
- Bo jesteś moim przyjacielem, a przez jakieś twoje głupie zakochanie stracilibyśmy to co mamy teraz. - wyjaśniłam.
- Nie chciałbym tego - skomentował Zayn - A co jeśli ty się zakochasz?
- Kiedy byłam związana z moim byłym chłopakiem to nie miałam tendencji do zdradzania, ale myślę, że jeśli bym związała się teraz z jakimś chłopakiem to i tak bym do ciebie przychodziła - zaśmiałam się. - Chociaż mając ciebie nie zakocham się w kimś innym.


Po około pół godziny rozmowy poszliśmy do kuchni. Zayn postanowił zrobić kolację więc ja usiadłam przy stole i popijałam kawę. Zjedliśmy bez pośpiechu. Niestety nie ma w tym domu zmywarki więc ja pozmywałam po kolacji.

O 20.00 poszliśmy do salonu i włączyliśmy w tv Mumię. Siedziałam raz z nogami na stole, raz z nogami na Zaynie, raz z głową na kolanach Zayna, a raz przytulona do Zayna. Koło 23.00 film się skończył, a ja postanowiłam zostać na noc.

- Co powiesz na wspólną kąpiel? - zaproponował Zayn.
- Z tobą zawsze - zaśmiałam się.
- Tylko ja nie mam wanny...

Poszliśmy do łazienki, rozebraliśmy się i weszliśmy pod prysznic puszczając ciepłą wodę. Wyszorowałam plecy Zayna, a on moje. Gdy oboje byliśmy w białej pianie zaczęliśmy się pieścić i całować. Zayn oparł mnie o kafelki nie przestając całować. Przejechał dłonią po moim boku i skierował ją w stronę mojej intymności. Oderwałam się o niego i wyszeptałam:
- Zayn...
- Ciii... - położył palec na moich ustach, a druga ręka zaczęła mnie "tam" pieścić. 
Zajęczałam cicho, a Zayn władował we mnie dwa palce. Znów mnie pocałował, a ja wplotłam rękę w jego włosy odwzajemniając pocałunek. Po chwili Zayn wziął mnie na ręce i na "siebie" natknął. Tak więc powtórka z rozrywki. Drugi raz dzisiaj zobaczyłam niebo.

Zeszłam z Zayna, a on "skończył". Opłukałam się ponownie i wyszliśmy spod prysznica wycierając się dokładnie ręcznikami. Założyłam swoje majtki i koszulkę Zayna i położyliśmy się do łóżka. Leżałam przytulona do nagiego torsu Zayna (bo ten spał w samych bokserkach).
- Dobranoc, marudo - Zayn pocałował mnie w czoło.
- Dobranoc... - nie wiedziałam jakie przezwisko mu wymyśleć... Podniosłam głowę i poałowałam go w usta. Zasnęliśmy w przeciągu 10 minut.

____________________________________________
Mam nadzieję, że podoba wam się rozdział i nie przeszkadza wam natłok erotycznych scen... :)
Dacie radę chociaż z 10 komentarzy...? ;)

poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 9

ZAYN:
Gdy Jenny odeszła żałowałem, że ją uderzyłem, lecz po chwili mi przeszło. Dziwne uczucie, bo niekiedy poczucie winy powracało, ale ostatecznie olałem sprawę.

Stałem jakiś czas w korytarzu opierając się o ścianę, w końcu postanowiłem wejść do pokoju Louisa. Nie wiem co mnie pokusiło. Stanąłem w drzwiach patrząc na śpiącego Lou.
- Nie śpię... - wymamrotał kręcąc lekko głową i mrużąc oczy. Fuknąłem i spojrzałem w bok. - Zayn... - kontynuował leżący.
- Co? - rzuciłem krótko i obojętnie.
- Przepraszam stary, wiesz, że jak za ostro baluję to nie kontroluję się... - cały czas mamrotał.
- Czemu akurat Jenn? Ona jest moja, a ty chciałeś ją zerżnąć. - spojrzałem w końcu na mojego rozmówcę.
- Kuuurwa stary, wiesz, że normalnie bym Ci tego nie zrobił. Jak piję to przychodzą mi głupie pomysły do głowy... - milczałem przez chwilę.
- Nie mogę na ciebie patrzeć - wyszedłem z pokoju Louisa i poszedłem do kuchni, w której była Lily. Wziąłem z lodówki piwo i oparłem się o blat. Przez chwilę patrzyłem na Lily, a ona na mnie.

- Co...? - odezwałem się po chwili.
- Co zrobiłeś Jenn, że poszła? - Lily wstała od stołu i oparła się koło mnie.
- Gdzie poszła? - zignorowałem jej pytanie.
- Do domu raczej, nie wiem...
- Kuurwa... - przejechałem ręką po twarzy i przeczesałem włosy. Lily spojrzała na mnie pytająco. Nawet nie miałem siły nic wymyśleć, słowa wypłynęły z moich ust jak potok:
- Louis dobierał się jej do majtek, ja go spizgałem, ona później do niego poszła, a jak wyszła to jej zarzuciłem, że się pieprzyła z nim, dostałem w twarz i... ona też...
- Nie wiem po czyjej stronie stanąć... - skomentowała Lily.
- Po niczyjej...
- Wiesz, nie musiałeś swojego przyjaciela tak od razu spizgać, tym bardziej zarzucać Jenn, że mu dała... - Lil.
- Jak usłyszałem jego komentarze na jej temat to nie potrafiłem zapanować nad sobą. Wkurwiłem się, że Jenn do niego poszła po tym co o niej mówił. - popiłem piwo.
- I jej przy okazji też przypieprzyłeś... - dopowiedziała Lily.
- No... - tylko na tyle było mnie stać.

Wypiłem piwo, spaliłem papierosa i poszedłem do salonu, w którym nikogo nie było tylko Liam lezał rozwalony na fotelu. Rzuciłem się na kanapę i momentalnie zasnąłem.


Obudziłem się kiedy poczułem, że ktoś mnie klepie po twarzy. Otwarłem oczy, to był Liam.
- Jest 15.00... Trzeba tu posprzątać... - mówił lekko niewyraźnie. Ledwo podniosłem się z kanapy, rozejrzałem się dookoła i się przeraziłem. Na podłodze chipsy porozdeptywane, piwo rozlane, butelki leżały, pogaszone ćmiki i piach... Wstałem i poszedłem do kuchni, wziąłem z lodówki piwo i wypiłem je duszkiem. Siedziała tam Lily ubrana w to co wczoraj (+ jej bluzka i bluza Harry'ego) i Niall, który jadł bułkę w boczkiem. Ohyda, pomyślałem. Ale podobno najlepsze na kaca.

Każdy z nas sprzątał, zbieraliśmy najpierw butelki, później Liam i Harry przelecieli salon miotłą, a ja odkurzaczem. Dla Nialla został mop. Zmienił go jednak w połowie Louis, bo blondyn się buntował, że ma najciężej. Każdy wykonywał swoją pracę ślamazarnymi ruchami, więc zajęło nam to godzinę, a sprzątaliśmy tylko salon. Gdy podłoga wyschła Lily poustawiała krzesła, stół i kanapę na swoje miejsce. Później trochę ogarnęliśmy kuchnię i wypiliśmy mocną kawę. Zapaliłem papierosa nie odzywając sie do nikogo, chociaż niektórzy wymieniali ze sobą pojedyncze zdania.

- Pojadę do Jenn... - odezwałem się, lecz nie wiem do kogo to miało być skierowane.
- Ja do niej pojadę - wtrąciła Lily - Ciebie nie chce na razie widzieć.
- Skąd ta pewność? - wkurzyło mnie to szczerze.
- Jak myślisz... Chciałaby na ciebie patrzeć teraz...?
- W sumie to chyba nie... - zrezygnowałem z mojego pomysłu.

Lily wstała od stołu, powiedziała, że idzie na autobus, zarzuciła kurtkę i wyszła.

- To jadę do siebie - rzuciem do kumpli.
- Jadę z tobą - odparł Harry.

Wyszliśmy i wsiedliśmy do samochodu Stylesa, jechaliśmy na oko 60 km/h z powodu cholernego kaca. Około 30 minut później byliśmy pod moim domem. Weszliśmy do niego, wzięliśmy piwo i usiedliśmy na kanapie.

- Czemu nie gadasz z Lily? - spytałem, bo przez cały "ranek" nie wymienili ze sobą ani słowa, nawet na siebie nie spojrzeli.
- Wkurwiła mnie wczoraj... - wyjaśnił po krótce. Ja spojrzałem na niego pytająco więc Harry konynuował - Rozumiem, że sie lizała z innymi, ale sorry, wszedłem do kuchni, a ona siedziała na blacie, całowała się z Niallem, a ręką marała go po kutasie.
- Pierdolisz... - nie powiedziabym, że Lily taka jest...
- No przez spodnie, okej, ale sam fakt.. - wyjaśnił. - Najgorsze, ze ja nic nie zrobiłem.
- Co z ciebie za facet...?
- Jakaś laska mnie pociągnęła do salonu i tańczyłem jakiś czas, a później zapomniałem... Ogólnie to tylko ten moment pamiętam. - zakończył swoje opowiadanie.
- Pamiętasz jak wywijały na stole? To mi się podobało - uśmiechnąłem się na to wspomnienie.
- Taa, pamiętam. Lubię jak one razem imprezują - Styles się zaśmiał.

Gadaliśmy jakis czas, później poszdłem do pokoju dospać, a Harry postanowił kimnąć się u mnie na kanapie.

JENNIFER:
Obudziłam się o 14.00, byłam mocno otulona kocem, ale trzęsłam się z zimna, głowa mi pękała, a ciało było całe spięte. Czułam jak bym umierała, a nie budziła się. Chciałam wstać i wziąć coś przeciwbólowego, ale nie miałam ani trochę siły. Tak mnie to frustrowało, że pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Po chwili jednak wstałam i wciąż otulając się grubym kocem poczłapałam się do kuchni, jednak nie szłam cały czas prosto, bo czasem zarzuciło mnie to w prawo to w lewo...

Wzięłam dwie tabletki APAPu i popiłam colą. Poszłam do łazienki i puściłam sobie ciepłą wodę do wanny. Zamoczyłam się po szyję i czekałam, aż moje ciało się rozluźni. Przez dobre 10 minut się nie ruszałam, a wodę miałam na prawdę ciepłą, ale nie parzyła.

Wyszorowałam się dokładnie, bo zawsze po imprezach czuję się wyjątkowo brudna... Umyłam dokładnie włosy i poleżałam tak przez 20 minut. Wytarłam się, na włosy założyłam ręcznik i założyłam gruby szlafrok na siebie. W sypialni przyodziałam majtki, założyłam ciepłą bluzkę od piżamy z długim rękawem i długie spodnie od kompletu pod szlafrok i naciągnęłam skarpetki na stopy. Położyłam się do łóżka, a na kołdrę zarzuciłam jeszcze mój koc. Głowa już mnie nie bolała, nie było mi zimno, zasnęłam w 5 minut.

Pospałam jakieś dwie godzinki, bo o 17.00 obudził mnie całus w policzek i jakiś smród. Otworzyłam oczy i ujrzałam Lily. Bez słowa ją przytuliłam.
- Jak się czujesz? - spytała.
- Już w miarę dobrze, a ty?
- Bywało lepiej... Pogadamy? - pokiwałam głową i dodałam:
- Tylko się wykąp, bo cuchniesz...

Lily wstała, wzięła z mojej szafy majtki i równie ciepłą piżamę jak ta, którą miałam na sobie i poszła do łazienki. Po 40 minutach wróciła, założyła skarpetki i położyła się obok mnie. Było mi na tyle ciepło, że ściągnęłam szlafrok. Leżałyśmy na boku, patrząc na siebie.

- Pokłóciłam się z Harrym... - zaczęła.
- O co poszło...?
- Widział jak całowałam się z Niallem i dotykałam go tam... - Lily lekko się skrzywiła.
- Pierdolisz...
- Znaczy przez spodnie, ale nie powinnam... I całowałam się z Liamem - lekko się zasmuciła.
- Najważniejsze, że do niczego nie doszło, wiedz, że ja zawsze stanę za tobą. - pocieszyłam ją trochę.
- Wiem - uśmiechnęła się - Tylko kurde... Umówiłam się z Harrym, że możemy się całować z kim chcemy, ale sypiamy tylko ze sobą, a gdyby on nie przyszedł wtedy do kuchni to nie wiem czy nie złamałabym tego... - lekko się zasmuciła. Pogładziłam ją po policzku i pocałowałam w czoło.
- Po prostu staraj się o tym pamiętać następnym razem.

- Zayn mi powiedział co się wczoraj stało między wami - wyjechała z innego beczki.
- Szkoda gadać... - wróciłam myślami do tej sytuacji, w głowie miałam urywki.
- Jestem po twojej stronie - uśmiechnęła się.
- Dzięki, Lil...
- Z drugiej strony, co by było, gdyby Zayn ci nie pomógł?
- Nie wiem... Ale nie chciałabym żeby Louis ze mną wygrał... - skwasiłam się lekko.
- Czyli dobrze, że Zayn się wtrącił.
- Dobrze, nie wiem co mnie tak wkurzyło. Chyba to, że Lou krwawił... - wzdrygnęłam się na to wspomnienie - Zayn powiedział, że mam się nie dziwić, że wszyscy się do mnie przystawiają skoro świcę cyckami...
- Ale chamówa... W bluzce też by się do ciebie przystawiali. Jak bym była facetem to byłabyś moja, a nie Zayna. - obie się zaśmiałyśmy.
- I vice versa.
- Wybaczysz mu...? - Lily wróciła do tematu.
- Na pewno, tylko jeszcze nie teraz... Zabolało mnie trochę jak mi zarzucił, że się pieprzyłam z Louisem, zrobił to z taką drwiną... No i mnie uderzył.. Nie musiał tego robić, cham jeden...
- Będzie dobrze. - Lil mnie przytuliła.
- U ciebie też.

Zrobiła się 18.30. Postanowiłyśmy zasnąć i wstać dopiero jutro, tylko trochę chujnia, że dziś jest niedziela. Nastawiłam budzik na 6.00 i zasnęłam.

O 6.00, gdy budzik zadzwonił nie miałam większego problemu ze wstaniem. Podniosłam się, przetarłam oczy i spojrzałam na budzącą się Lil.
- Dzień dobry - zaśmiała się.
- Dobry, dobry. Wstawaj, bo jeszcze jedziemy do ciebie.

Wstałyśmy, ogarnąłyśmy się, zjadłyśmy małe śniadanko, pożyczyłam Lily jakieś ubrania, pomalowałyśmy się i byłyśmy gotowe. Poszłyśmy na autobus, który jedzie o 6.40 i jechałyśmy w stronę domu Lily.

- Masz bilet? - szepnęłam do przyjaciółki rozsiadając się na przeciwko niej. Pokiwała tylko przecząco głową. 10 po siódmej byłyśmy już w centrum miasta. W 5 minut doszłyśmy do jej domu. Rodzice Lily szykowali się akurat do pracy, a ja usiadłam w kuchni i czekałam aż moja przyjaciółka spakuje się do szkoły.

Wyszłyśmy z domu i poszłyśmy na przystanek, koło którego był kiosk. Skorzystałyśmy i kupiłyśmy bilety na autobus i przy okazji papierosy. W oczekiwaniu na autobus spaliłyśmy po jednym. W 15 minut byłyśmy niedaleko szkoły. Przeszłyśmy tylko przez pasy i byłyśmy na dziedzińcu.

Za 10 minut zaczynają sie lekcje, a my nigdzie nie widziałyśmy Zayna i Harry'ego. Nie jestem pewna czy w ogóle pojawią sie dzisiaj w szkole. Zadzwonił dzwonek i udałyśmy się na polski. Od czasu do czasu o czymś z Lil rozmawiałyśmy, ale w sumie to trochę słuchałam starszego nauczyciela i robiłam notatki... Może dlatego, że zbliżał sie sprawdzian, a z nich muszę mieć dobre oceny, bo przeciez mają największą wagę.

Przerwę spedziłam z Lil w łazience poprawiajac włosy i rozmawiając. Po trzeciej lekcji zobaczyłam na korytarzu Zayna, stał przy swojej szafce, a obok niego Harry. Pokazałam ich Lily lecz nie zareagowałyśmy. Usiadłysmy na ławce na korytarzu i patrzyłysmy na nich. Zachowywali się jak najbardziej normalnie. W sumie to jak mieli by się zachowywać..? Zayn na mnie spojrzał w pewnym momencie, ale zignorował mnie. Tak jakby mnie w ogóle nie znał.

Zadzwonił dzwonek, poszłam z Lily na biologię. Nauczycielka wyrąbała nam niezapowiedzianą kartkówkę. Szlak... Coś tam pamiętam z ostatnich lekcji, może 3 będzie. Po napisaniu mieliśmy zabrać się za robienie cwiczeń, a ona w tym czasie sprawdziła nasze wypociny. Nie myliłam się, trzy. Lily dostała taką samą ocenę.

Po czwartej lekcji standardowo trzydziestominutowa przerwa, postanowiłysmy pójść na papierosa. Wyszłysmy za mały murek i zapaliłyśmy, po jakiejś minucie dołączyli do nas Harry i Zayn. Chyba sie nas tutaj nie spodziewali.

Spaliliśmy w totajnej ciszy. Po 10 minutach poszłyśmy na dziedziniec i usiadłyśmy na ławce. Po krótkiej chwili na naszym polu widzenia znów pojawili się nasi przyjaciele. Jakaś laska do nich podeszła, a ja i Lily perfidnie się na nią patrzyłyśmy. Wzięła od Zayna papierosa i szeroko się do niego usmiechnęła, Zayn to odwzajemnił i spojrzał kątem oka na mnie, widziałam to. Objął tą dziewczynę ramieniem i poszedł z nią chyba zapalić, znów...

Wrócili po 10 minutach, uśmiechali się szeroko do siebie jak gdyby nigdy nic.
- Co to ma znaczyć? - skierowałam to do Lily, a moja mina nie wyrażała żadnych uczuć.
- Idź tam. - zaproponowała moja przyjaciółka.


Wstałam i podeszłam do nich, Zayn w tym czasie zdjął rękę z ramienia tej dziewczyny. Ja bez słowa położyłam dłoń na jego karku i wpiłam się w jego usta kątem oka spoglądając na tą wywłokę, której ten widok się najwyraźniej nie podobał. Odsunęłam się od Zayna i skierowałam się do jego nowej koleżanki:
- Jeszcze raz cię z nim zobaczę, a zapamiętasz mnie na długo - delikatnie i sztucznie się usmiechnęłam.
- Aha? Chodzimy do jednej szkoły - zadrwiła i się zaśmiała równie sztucznie.
- Dotknij go, to nie będzie ci tak do śmiechu. A teraz spieprzaj. - lekko się do niej przysunęłam.
- Bo co mi zrobisz? - droczyła sie dalej. Uderzyłam ją z liścia w twarz, po czym chwyciłam ją za bluzę i spojrzałam jej w oczy.
- Spierdalaj, powiedziałam! - niegłośno krzyknęłam i odepchnęłam ją. Z oburzeniem poszła w drugą stronę.

- Co ty odpierdalasz? - spytał z kpiną Zayn. Rzuciłam mu tylko wkurzone spojrzenie i wróciłam do Lily. Zayn poszedł w strone Harry'ego. Lily przybiła mi piątkę i zasmiałyśmy się obydwie.
- Chyba jej nie polubiłam... - zaśmiałam się ponownie.

Po skończonych lekcjach Lily pojechała ze mną do kawiarni, w której pracuję.
- Coś dla ciebie? - spytałam przyjaciółkę stając za ladą.
- Czekoladowego szejka.

Nie było wielkiego ruchu więc mogłam sobie pozwolic na długie konwersacje z Lily. Od czasu do czasu jakiś klient się zjawił, ale wiadomo, nie tak czesto jak w piątki... Siedziała ze mną aż do 18.00. Razem wyszłyśmy i poszłyśmy na autobus, kupując przed tym bilety. Lily jechała jednak innym autobusem do siebie, a ja innym do siebie.

Usmażyłam sobie naleśniki na obiad, albo raczej obiadokolację i zajadałam się popijając czerwonym winem w samotności. Włożyłam naczynia do zmywarki i odstawiłam wino.
- Pieprzyć to... - powiedziałam do siebie i wyciągnęłam z lodówki piwo. Usiadłam na kanapie w salonie, włączyłam w tv eskę i odpaliłam laptopa. Skakałam po różnych portalach, stronach itp. Pisałam z Lily na facebooku i popijałam piwo. Napisałam przy okazji Louisowi, przeprosiny, że nie przyjechałam, ale nie byłam za bardzo w stanie... Może godzina zleciała, a do moich drzwi ktoś zapukał. Wstałam, uchyliłam drzwi i ujrzałam Zayna. Natychmiast zatrzasnęłam drzwi z powrotem.
- Jenn, wpuść mnie. - prosił Zayn, lecz ja nie reagowałam, stałam oparta plecami o drzwi. - Proszę, pogadajmy. - nalegał.
- Idź stąd - odpowiedziałam w końcu.
- Nie pójdę dopóki mi nie otworzysz. - szantaż...?
- Trochę sobie poczekasz...
- Jenny...
- Spadaj już, nie chce mi się z toba gadać - starałam sie go spławić.
- Chcę tylko wszystko wyjasnić...
- Spieprzaj, nie rozumiesz? - uniosłam sie lekko i odeszłam od drzwi.

Posprzątałam w kuchni, wyłączyłam laptopa, poszłam sie wykąpać i położyłam się do łóżka ponownie otwierając laptopa. O 23.00 poszłam spać.

___________________________________________
Przepraszam za opóźnienie, nie miałam wiele czasu, by wejść, też rozdział jest trochę którki...
Skomentujcie jak przeczytacie, proszę, uszczęśliwia mnie to bardzo ;)

niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 8

Zayn zapukał do drzwi. Otworzył je Niall.
Przywitaliśmy się i weszliśmy do środka. W domu było już trochę ludzi, lecz w przeciągu godziny dom się bardziej zapełnił. Muzyka głośno grała i każdy dobrze się bawił. Do picia były tylko piwa, ale było za to zielsko do palenia.

- Jak się bawicie? - wszedł między mnie i Lily Louis i objął nas ramionami.
- Dobrze - uśmiechnęła się Lily i wypiła łyk piwa.
- O nie, nie nie... - Louis pokręcił głową - Chodźcie ze mną.

Pociągnął nas do kuchni, gdzie siedział Liam i skręcał jointy na stole. Oparłam się o blat, Louis stanął obok mnie, Lily na przeciw, a Liam obok niej. Podał Louisowi jednego skręta, by rozpalił, a sam rozpalił drugiego. Podał mi, zaciągnęłam się i zakaszlałam. Ściągnęłam trójkę i podałam do Louisa. Oparłam się o blat łokciem, trzymałam w tej ręce piwo, a drugą wzięłam jointa od Liama i zaciągnęłam się kolejny i kolejny raz czując jak powieki robią mi się stopniowo cięższe. "Tak, Jennifer, popij to piwem" - powiedziałam w myślach biorąc kilka łyków piwa.

Osobiście nie należę do osób, które mają wielkie rzyganie po mieszaniu alkoholu i zielska. Jest niezła bomba, ale mój organizm chyba toleruje to połączenie.

Widząc, że joint się kończy Louis zaproponował mi szota. Wziął skręta do buzi drugą stroną i dmuchał powoli, a ja robiąc "tunel" z dłoni wciągałam wylatujący dym. Po chwili skończyło się to zakaszlnięciem, ale chuj z tym, ważne, że mam bombę!

Liam również zrobił Lily szota i tak skończyliśmy palić 2 pierwsze wąsy. Dopiłam moje piwo do końca, a Liam wyciągnął 2 kolejne z lodówki.

- Pijemy razem na szybkość? - zaproponował Liam i otworzył swoją butelkę.
- To może wszyscy się zmierzmy - zaproponował Louis. Liam stał najbliżej lodówki więc wyciągnął jeszcze 2 piwa i podał naszym towarzyszom. Wszyscy mieliśmy już otwarte piwa, więc trzeba było ustalić jakiś zakład.

- Proponuję taki: Jeśli ja, bądź Lou wygra wy dwie zatańczycie na stole bez bluzek - rzucił Liam.
- A jeśli ja, bądź Jenn wygra wy dwaj wejdziecie na stół żeby wszyscy was widzieli i się pocałujecie - Lily się cwaniacko uśmiechnęła. A chłopacy zrobili wielkie oczy.
- Ale wiecie jak... - zaczęłam.
- Z języczkiem. - powiedziałyśmy razem z Lily poruszając brwiami.

Liam nie wiedział co powiedzieć, ale Louis go wyręczył:
- Zakład stoi. I tak nie macie szans - był dość pewny siebie. Że niby dziewczyny są słabsze...? Zobaczymy.

- Na trzy - Liam - Raz... Dwa... Trzy. - wszyscy zaczęliśmy pić piwo duszkiem. Każdy jak najszybciej, byle tylko nie przegrać. Czułam jak żołądek przepełnia mi się gazem z piwa i rozpycha mnie trochę. Dochodziłam do końca i ostatniego łyka zrobiłam dość wielkiego. Oderwałam jak najszybciej od siebie butelkę odwracając ją szyjką w dół, by pokazać, że wszystko wypiłam, ale na moje nieszczęście wypiłam równo z Liamem. Króciutką chwilę po tym Louis oderwał się od butelki, a dosłownie ułamek sekundy po nim Lily. Co to oznacza...?

- Więc... Ostatecznie chyba ktoś się rozbiera i wchodzi na stół - powiedział dość zadowolony Louis. Kuźwa, jego pewność siebie się sprawdziła... Przybili sobie z Liamem piątkę zadowoleni, że nie będą się całować na oczach wszystkich. Liam w tym czasie wyciągnął dwa piwa z lodówki i podał jedno Louisowi.

- Za trzeźwa jestem na takie wygłupy... - rzuciła Lily.
- To was odpręży - uśmiechnął się Louis i podał Lily jakąś białą, niedużą tabletkę.
- Co to jest? - spytałam go zanim zrobimy coś głupiego z Lily czego możemy później żałować.
- Ekstazy, spokojnie... Weźcie na pół - wytłumaczył Lou.
- Nie skrzywdzilibyśmy was - uśmiechnął się Liam.

Tak więc Lily przegryzła tabletkę i podała mi połowę. Wzięłam od Liama piwo i popiłam. Wzięłam trzy łyki i oddałam Liamowi. Do kuchni wszedł Niall z papierosem w ustach. Wyciągnął w naszą stronę paczkę papierosów i każdy z nas wziął po jednym, podpalając.

- Ale jazda. - powiedział Niall lekko sepleniąc, wypuszczając dym z ust.
- Jazda to będzie za parę minut - powiedział Liam z cwaniackim uśmiechem.
- Nie będę pokazywał palcem, ale ktoś tu przegrał zakład - Lou znacząco spojrzał na mnie i na Lily, na co ja tylko fuknęłam.

Spaliliśmy papierosa, gadaliśmy jeszcze około 20 minut, a ja poczułam szybsze bicie serca. Spojrzałam na moją przyjaciółkę, której źrenice nieco się poszerzyły. Muzyka obijała sie echem po mojej głowie. Odsunęłam się od blatu, o który wcześniej się opierałam i lekko się zachwiałam. Pociągnęłam Lily za sobą i spojrzałam na chłopaków, a Louis poruszył zabawnie brwiami uśmiechając się szeroko.
Wyszłyśmy z kuchni i zaczęłyśmy przeciskać się pomiędzy tańczącymi gośćmi kierując się w stronę stołu. Weszłyśmy na niego i w rytm muzyki zaczęłyśmy tańczyć w miarę seksownie: Kręcenie biodrami, zarzucanie włosami i takie tam... Dobrze się przy tym bawiłam.

Louis i Liam stali przed stołem, a Nialla zniknął mi z pola widzenia. Spojrzałam na Lou, a ten przyłożył pięść do ust i wyraźnie odchrząknął dając mi do zrozumienia, że miałyśmy ściągnął koszulki. Tak więc zakręciłam biodrami, przejechałam rękoma w górę po moim ciele unosząc koszulkę, a zgromadzeni imprezowicze "zahuczeli". Rozległo się nawet kilka gwizdów, między innymi ze strony Liama. Ściągnęłam całkowicie bluzkę i rzuciłam ją na Louisa, który się szeroko uśmiechnął.

Tak kontynuowałyśmy nasze popisy. Doszło do tego może jakieś wypinanie się, albo schylanie dekoltu, który i tak był już cały na wierzchu. Ugięłam się na nogach i z powrotem uniosłam puszczając oczko do Louisa i zagryzając dolną wargę. Po chwili tańca zauważyłam, że na końcu salonu siedzi Niall, a obok niego Harry.
Wyraźnie nas podziwiali, bo ich buzie były uśmiechnięte. Jednak nie widziałam nigdzie Zayna. Pierdolić to, najważniejsza, że ja sie dobrze bawię.

Nie mam pojęcia po jakim czasie zeszłyśmy ze stołu, zupełnie straciłam rachubę czasu. Ale było tak gorąco, że nawet nie założyłam z powrotem koszulki. Miałam czarne legginsy i czarny, podkreślający stanik więc tak zostałam. Lily też została bez koszulki. Poszliśmy do kuchni w czwórkę. Otworzyłam lodówkę w zamiarze wyciągnięcia kolejnego piwa, ta była praktycznie wypełniona browarami. Wzięłam dwa i podałam jedno Lily. Opierała się akurat o blat, a ja na nim usiadłam popijając piwo.

- Jakie ruchy, dziewczyny... - skomentował nasze popisy Liam. Zaśmiałam się, zrobiło mi się bardzo miło po tym komplemencie. Wypiłam jakieś pół butelki piwa, musiałam trochę odsapnąć. Na blacie leżała paczka papierosów. Śmiałek, który zostawił ją tutaj musi się pogodzić z myślą, że już jej nie ma. Poczęstowałam się jednym, a moi towarzysze zrobili to samo. Ulżyło mi jak się zaciągnęłam, jednak papieros okazał się się trochę słaby. Tak więc nie tylko ja, ale i Lily, Lou i Liam wzięli jeszcze jednego. 
Podkurczyłam nogi tak, że siedziałam bokiem na blacie i oparłam się plecami o lodówkę, obok której siedziałam. Czas jakoś dziwnie mi się ciągnął, czułam jakbym paliła papierosa już jakieś 10, albo 15 minut. Miałam dopiero połowę, a zaciągałam się w regularnych, niedługich odstępach. Na mojej twarzy gościł uśmiech, który mnie nie opuszczał nawet na chwilę.

W końcu skończyłam palić papierosa, zgasiłam go w popielniczce i dokończyłam moje piwo. Wstałam, wzięłam za rękę Lily i poszłyśmy do toalety za potrzebą. Zrobiłyśmy swoje, umyłyśmy dłonie i zaczęłyśmy patrzeć na swoje odbicie w lustrze.

- Zajebiste masz cycki - skomentowała Lily.
- Ty masz zajebiste cycki - odpowiedziałam.
- Patrz na tą twarz - przejechała dłońmi po swoich policzkach.
- Patrz na moją... - Ale twórcza rozmowa... Stałyśmy tak chwilę, aż w końcu ktoś zaczął się dobijać do drzwi. Więc wyszłyśmy ustępując łazienki komuś innemu. Szłam w stronę salonu dość chwiejnym krokiem. Na dodatek utrudniały mi to szpilki. Gdy byłyśmy już w salonie zaczęłyśmy ni stąd ni zowąd tańczyć. Wmieszałyśmy się w tłum i czasem ocierając się o innych członków domówki tańczyłyśmy jakoś tak na luzie. Poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach, więc zakręciłam pewniej tyłkiem. Nie obchodziło mnie nawet kto to był. Nic mnie nie obchodziło. Dookoła mnie otoczenie wydawało się tak dziwnie szalone. Po długim czasie i totalnym zmęczeniu powędrowałyśmy do kuchni, po drodze napotykając Harry'ego i Zayna. 
O cholera, dawno go nie widziałam... Nie jestem pewna czy mnie zauważył, ale razem z Harrym się śmiali i chyba też się dobrze bawili. W sumie to mogę powiedzieć, że stęskniłam się za brunetem... Ale kiedyś w końcu trzeba od siebie odpocząć. Zaśmiałam się w duchu  i po chwili znalazłyśmy się z Lily w kuchni. Wzięłyśmy po piwie z lodówki.

Liam, Louis i Niall wciągali fetę. 
Ja pierdole co za ćpuny... Nie przeszkadzało mi to, szczerze, ani trochę, bo to ich sprawa, ale sama bałabym się tak często coś brać. Niall nas zauważył i zaproponował nam lecz odmówiłyśmy, bo miałyśmy bombę po ekstazy, które w gruncie rzeczy brałam po raz pierwszy. Do tego popijam piwem i palę jointy... Jak imprezować to tylko ostro.

Podeszłam od tyłu do siedzącego na krześle Liama i przejechałam dłońmi od jego bark, aż do bioder przytulając go.
- Daj mi jednego gibona - powiedziałam półszeptem do jego ucha. Ten odwrócił głowę, spojrzał mi w oczy, a po chwili na usta i tak po prostu mnie pocałował. Odsunęłam się i spojrzałam w jego brązowe oczy.

- Czy to miało znaczyć "okej"? - zaśmiałam się. Liam tez się zaśmiał i sięgnął po to o co prosiłam. 4 jointy leżały koło niego luzem na stole, więc myślę, że zamierzają to zaraz spalić. Podpaliłam swojego i spaliłam z Lily na pół popijając standardowo piwem. Moje powieki były już na połowie moich oczu, a głupia Lily poczęstowała mnie papierosem. O dziwo jeszcze głupsza Jenn się skusiła i przepaliłyśmy to wszystko jeszcze fajkami. Serce biło mi jak pojebane, głowa była trochę cięższa niż zwykle, a jak spojrzałam w jakiś punkt to uciekał mi z pola widzenia. Gdzie bym nie spojrzała nic nie stało w miejscu. Nie mogłam skupić wzroku w jednym miejscu, bo mi uciekał skurwiel... Ale faza...!

Po chwili podszedł do mnie Niall i położył swoje dłonie na moich biodrach, chciał coś powiedzieć, ale ja go ubiegłam.
- Niall weź te ręce. - zwróciłam mu małą uwagę i spojrzałam w te magiczne, niebieskie tęczówki.
- A co jeśli tego nie zrobię? - droczył się Niall i zjechał rękoma na moje pośladki i lekko zacieśnił ucisk.
- Masz takie czarujące oczy... - zignorowałam jego pytanie i zatonęłam w głębinach jego oczu. Nawet nie wiem kiedy zaczęliśmy się całować... Podniósł mnie za pośladki w górę i usadził na blacie, tym samym rozszerzając moje nogi. Zmniejszyliśmy odległość między nami, wplotłam palce w jego blond włosy, językiem walczyłam o dominację nad Niallem. Ostatecznie oderwaliśmy się od siebie po jakimś czasie z powodu braku tchu... Aż zakręciło mi się w głowie.

Podszedł do nas Liam i poprosił Nialla by odszedł.
- Co jest, panie przystojny? - zaśmiałam się i oblizałam usta. Liam również się zaśmiał.
- Uważaj, Jenn... - zaczął.
- Nie bardzo rozumiem...
- Zaynowi by się nie spodobał ten widok. - wyjaśnił. Zaśmiałam się tym razem trochę szyderczo.
- Ten...? - położyłam dłoń na karku Liama, przyciągnęłam go do siebie i drugi raz w ciągu dzisiejszego wieczoru wpiłam się w jego usta. Jednak tym razem pocałunek był namiętny. Po chwili coś, a raczej ktoś nam przerwał.

Usłyszałam chrząknięcie i razem z Liamem spojrzeliśmy w bok. Przy framudze stał Zayn, lecz gdy spojrzeliśmy na niego powoli zbliżył się w naszą stronę.
- Kto jest następny w kolejce? - spytał sarkastycznie - Louis...? Harry...? Może ja...?
- Daj spokój, stary - podszedł do niego Harry i wyszli z kuchni.

Aha...? Co to miało być...?

- Jenn... - Liam spojrzał na mnie obojętnie.
- Co? - spytałam krótko. On pokiwał tylko przecząco głową.
- Wspaniale całujesz - widać było, że nie to chciał powiedzieć, ale cóż, to też może być.
- Ty też - zaśmiałam się. Cmoknął mnie w usta i odszedł biorąc piwo z lodówki.

Na stole Lily całowała się z Niallem. Ja miałam już taką pizdę, że hamulce dawno odeszły w niepamięć, a język był rozplątany.
- I tak nie poruchasz - skomentowałam śmiejąc się. Oderwali się od siebie również z uśmiechem na ustach.
- Spadaj - odparła Lily.
- Wy spadajcie - I wyszli wciąż się szeroko uśmiechając.

Tak zostałam sama w kuchni. Chciałam sięgnąć piwo z lodówki, ale zamiast uchwyt od lodówki złapałam uchwyt od zamrażarki i otworzyłam ją. Tam też były piwa, chyba jakiś zapas. Tak więc sięgnęłam jedno piwo i w tym samym czasie poczułam mocnego plaskacza na tyłku i wyprostowałam się. Z bólu tylko wypuściłam powietrze ustami, nie krzyknęłam. Chłopak oparł mnie przodem o lodówkę i jeździł po moich biodrach.
- To jak... Teraz ja jestem w kolejce...? - szepnął mi na ucho. Odwróciłam głowę i ujrzałam twarz Louisa. Oczy miał na pół otwarte, jak ja. 

Uśmiechnęłam się delikatnie do niego. Poczułam jak jego dłonie z bioder przechodzą trochę w przód. Próbował wsunąć ręce pod moje leginsy, ale ja chyba nie chciałam, by to zrobił.
- Lou, co ty robisz...? - starałam się zatrzymać jego dłonie.
- Nie marudź, kochanie... - zaseplenił na głos. O nie, nie, nie. W ten sposób to ja się nie bawię.
- Louis przestań! - zdenerwowałam się, ale nie umiałam go odepchnąć od siebie.

Ktoś mnie chyba wyręczył, bo nagle Louisa nie było przy mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam, że Zayn trzyma go za koszulkę przy ścianie.
- Jeszcze raz będziesz się do niej, kurwa, dobierał to dostaniesz po mordzie! - uniósł się Zayn.
- Daj spokój... Taka dobra dupa z niej... Ty ją pieprzysz, ja też chcę. - Do Louisa chyba nie docierały słowa Zayna. Za tą odzywkę oberwał z pięści w twarz. Chyba był w chuj naćpany, bo się zaśmiał, co jeszcze bardziej wkurzyło drugiego. Louis kontynuował:
- Tak bym ją, kurwa, zerżnął, że przez tydzień by nie usiadła na piździe. - Zrobiłam wielkie oczy, a Zayn przypierdolił Louisowi kolejny raz z pięści w twarz. Jednak powtórzył to chyba z trzy raz, aż na twarzy pobitego zagościła krew. Przeraziłam się. Podbiegłam do nich i próbowałam odepchnąć Zayna, który wpadł w furię.

- Uspokój się! - krzyknęłam na niego, próbując wejść pomiędzy nich, udało mi się. Zayn puścił Louisa, a ten opadł po ścianie na podłogę, cicho jęczał z bólu, ale oczy miał zamknięte. Gdy Zayn spojrzał mi w oczy pokiwałam przecząco głową i wyszłam z kuchni.

- Jenni! - krzyknął za mną. Wyszłam na dwór, a on zaraz za mną. Odwróciłam się i spojrzałam na niego.
- Co ty, kurwa, odpierdalasz? - krzyknęłam wściekła na niego - Własnego przyjaciela potrafisz tak spizgać?
- Może miałem pozwolić mu zerżnąć cię na stole w kuchni?! - krzyknął na mnie.
- Nie trzeba było rzucać się na niego z pięściami!
- Trzeba było! - przerwał na chwilę - Gdzie ty masz, kurwa, koszulkę?! Chodzisz półnaga, świecisz cyckami i dziwisz się, że kolesie sie do ciebie przystawiają?! - krzyknął. Z nerwów uderzyłam go z liścia w twarz.
- Ah tak, czyli w ubraniu nie jestem za grosz kusząca?! Dzięki w chuj...! - odwróciłam się, zachwiałam się robiąc krok do tyłu, jednak po chwili poszłam do przodu i weszłam do mieszkania.

Było tam duszno w porównaniu z dworem, a w powietrzu unosił się zapach papierosów, zielska i potu. Dodatkowo było dość siwo od dymu. Poszłam do kuchni, gdzie zastałam Nialla.
- Gdzie jest Lou? - spytałam, odpowiedział, że u siebie w pokoju więc tam się skierowałam. Weszłam, a przy nim siedziała Lily czyszcząc mu twarz.
- Mogę zostać z nim sama? - Wszyscy wyszli, a ja usiadłam na łóżku obok Lou. Miał otwarte oczy i spojrzał na mnie.
- Louis... Przepraszam... - pogładziłam go dłonią po twarzy.
- Nie twoja wina... Ja spierdoliłem sprawę... - wymamrotał. - Przyjaźnimy się, a ja chciałem cię w pewnym sensie skrzywdzić... Nie tylko ciebie, bo i Zayna...
- Wybaczam ci... Odpocznij, jutro przyjdę zobaczyć co i jak - uśmiechnęłam się i cmoknęłam go w policzek. 

Wyszłam i zobaczyłam na korytarzu Zayna, którego wzrok był wściekły.
- Myślałeś, że poszłam się z nim pieprzyć? - znów się na niego uniosłam.
- A nie jest tak? - zadrwił Zayn.
- Jak możesz, ty frajerze! - uderzyłam go z liścia w twarz i popchnęłam na ścianę - Myślałam, że się przyjaźnimy, a ty mnie od takich wyzywasz?! - nie wytrzymałam i uderzyłam jego twarz pięścią. 

To go zdenerwowało... Chwycił mnie mocno za ramiona i oparł mnie o ścianę stając na przeciw.
- Nie pyskuj - chwycił moją twarz za żuchwę - Bo dostaniesz w tą niewyparzoną buzię. - wycedził przez zęby.
- Nie boję się ciebie, pokazałeś mi kim jesteś: Zwykłym dupkiem, który chciał tylko poruchać! - krzyknęłam, co było błędem, bo dostałam z liścia w twarz. Zignorowałam ból...
- Tego się po tobie nie spodziewałam - powiedziałam sucho i uderzyłam go w brzuch. Odeszłam zostawiając go na korytarzu.

W kuchni znalazłam moją koszulkę, założyłam ją i postanowiłam iść w pizdu. Niewiele osób zostało. Zarzuciłam swoją letnią kurtkę i wyszłam na dwór, a tam Lily z Harrym palili papierosa nie odzywając się do siebie.

- Gdzie idziesz? - spytał Harry. spojrzałam na niego, a później na Lily, zachwiałam się i odwróciłam się z powrotem ruszając ledwo do przodu.
- W pizdu... - wymamrotałam.
- Zostań, tutaj się prześpimy - zawołała Lily. Znów się odwróciłam.
- Tutaj? Na pewno nie. Nara - poszłam takim samym chwiejnym krokiem przed siebie.

Szłam długo w chuj... Nogi mnie bolały, głowa mi pękała. Byłam wkurwiona, pokłóciłam się z Zaynem. W ogóle chujowo... Spojrzałam na zegarek w telefonie, była 4.00. Zadzwoniłam po taksówkę, która przyjechała pod kościół, który mijałam. W 20 minut znalazłam się pod domem. Pieszo to bym za 2 godziny doszła. W tym stanie to może za 3... Zapłaciłam panu u poszłam do domu. Zrzuciłam z siebie kurtkę, torebkę również 
rzuciłam na podłogę. Nie miałam siły iść nawet na górę. Rozwaliłam się na miękkiej kanapie i przykryłam kocem, który na niej leżał. Zasnęłam chyba w pięć minut...


_________________________________________
Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale mam od zajebania nauki i miałam aktywny weekend. Następny rozdział pojawi się najwcześniej w kolejny weekend. Zapraszam do komentowania, to bardzo motywuje :)