poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 15

Następnego ranka o 7.30 obudził mnie telefon. Dzwoniła Lily.
- Halo, halo? - powiedziałam z lekką chrypą w głosie.
- Ty już w ogóle rezygnujesz ze szkoły? - zaśmiała się moja przyjaciółka.
- Nie opłaca mi się iść...
- Jak chcesz, dzwonię właśnie żeby spytać czy idziesz, ale znam odpowiedź, więc hmmm... Dobranoc - rozłączyła się. Mi nie chciało się nic mówić więc tylko odłożyłam telefon pod poduszkę i opadłam na nią głową. Leżałam na brzuchu, a głowę miałam odwróconą tyłem do Zayna.
- Lily...? - usłyszałam zaspany głos mojego przyjaciela.
- Mhm - przytaknęłam. Poczułam jego rękę na plecach. Przytulił się do mnie, a mnie momentalnie przeszedł pojedynczy dreszczyk, aż uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Jesteś śpiąca? - spytał.
- Chyba tak, ale nie czuję żebym jeszcze miała zasnąć.
- To wstawaj, mam propozycję na dzisiejszy ranek nie do odrzucenia.
- Jaką...? - podniosłam głowę i spojrzałam na niego lekko marszcząc brwi.
- Zobaczysz.

- Okej, ale daj mi jeszcze chwilę poleżeć - odwróciłam się przodem do Zayna, a on mnie objął. - Dobrze mi przy tobie - uśmiechnęłam się lekko. Dłonią zaczęłam jeździć po ramieniu Zayna, na co pocałował mnie w czoło.
- Mi przy tobie też - odpowiedział.

Leżeliśmy jakieś pół godziny lecz Zayn kazał mi wstawać, a sam jeszcze leżał. Założyłam jego koszulkę i poszłam ogarnąć się do łazienki. Gdy z niej wyszłam Zayn był już w kuchni i robić śniadanie. Usiadłam przy stole i zaczęłam zajadać się kanapkami. Mój przyjaciel po chwili do mnie dołączył, a gdy zjedliśmy poszedł się ogarnąć. Ja w tym czasie umyłam naczynia i zrobiłam kawę. Wypiliśmy dość szybko, poszliśmy się ubrać i przyszedł czas na Zaynową propozycję na dzisiejszy ranek.

- Będziemy kosić trawę - rzucił Zayn, gdy staliśmy przed domem i paliliśmy papierosa. Chciało mi się śmiać, ale "zakrztusiłam się" dymem na co zaczęłam kaszleć. Na ustach Zayna był szeroki uśmiech. Obserwował mnie zaciągając się dymem, najwyraźniej dumny.
- Chyba głupi jesteś - podsumowałam jego pomysł.
- Nie jestem. Chodź - poszliśmy w stronę garażu. - Wolisz kosiarkę czy kosę? - spytał wciąż z uśmiechem. Wskazałam tylko ręka na kosiarkę. - Tak myślałem.

Wzięliśmy cały sprzęt z garażu i wyszliśmy na jego niewielkie podwórko, które faktycznie trochę było zarośnięte długą trawą. Po zrobieniu wszystkich potrzebnych rzeczy, by moja kosiarka i jego kosa odpaliły wzięliśmy się do roboty. W gruncie rzeczy było to śmieszne.
- Ale równo! - krzyczał do mnie Zayn. Krzyczał, bo kosiarki hałasowały.
- Staram się!
Kosiłam tak jak umiałam. Nie wiele razy to robiłam. W połowie trawnika przestałam.
- Co jest? - zaśmiał się Zayn.
- Ręce już mnie bolą. Odpoczywam - wyjaśniłam.
- Daj spokój, taki mały trawnik... Ja ci jeszcze pomagam - było mu wesoło.
- Co cię tak bawi? - też się uśmiechnęłam.
- To, że kosisz trawę - teraz obydwoje się śmialiśmy. - Tak śmiesznie wyglądasz z kosiarką.
- Spadaj - rzuciłam w niego trawą z kosiarki. On jednak wciąż się śmiał.
- Ale wiejsko to brzmi hahaha, Jenn z kosiarką hahaha!
- Koś! - pogoniłam go i oboje wróciliśmy do koszenia. Gdy cały trawnik wyglądał dość ponętnie usiadłam na trawie i zapaliłam papierosa.
- Ale ubaw - skomentował Zayn siadając obok mnie i powtarzając moją czynność. Spaliliśmy, zanieśliśmy kosiarki i weszliśmy do domu. Umyliśmy ręce, usiedliśmy przed telewizorem i popijaliśmy piwo.
- Do czego ty mnie zmuszasz? - skomentowałam poranną pracę.
- Taki mam wpływ na ciebie - spojrzał na mnie. Ja na niego również.
- Wcale nie. Nie masz na mnie wpływu.
- Mam, a to całe koszenie jest tego dowodem.
Zastanawiając się: Może Zayn faktycznie stał się tak dużą częścią mojego życia, że ma na mnie taki wpływ. Muszę częściej stawiać na swoim i w razie co trzymać rękę na pulsie, bo nim się obejrzę mogę być tak "osaczona" przez mojego przyjaciela, że w ogóle przestanę mieć swoje zdanie i w najgorszym wypadku Zayn będzie mną kierować czy coś. Ale właśnie... To jest mój przyjaciel. Przecież jeśli stracę panowanie nad sobą, jeśli zacznę ulegać i się gubić to on powinien mnie przed tym obronić. Jeśli tak nie jest to widocznie Zayn nie jest moim przyjacielem. Ale już tak dużo wie... Jeśli nie on to Lily. Lily na pewno mi pomoże jeśli zboczę na złą ścieżkę...
- Jenn... - Zayn wyrwał mnie z przemyśleń.
- Tak?
- Chcesz iść dzisiaj na imprezę?
- Nie, chyba nie. Z rana jutro jadę do Cambridge i nie chcę jechać skacowana...
- Mam jechać z tobą? - zaproponował.
- Lily ze mną pojedzie - uśmiechnęłam się. - Zostań tutaj, idź na imprezę, albo umów się z chłopakami. Nie będę cię tak wykorzystywać.
- Nie wykorzystujesz mnie. Jesteśmy przyjaciółmi, powinniśmy sobie pomagać.
- No, ale to jest weekend. Poza tym nie możesz być przy mnie non stop jak Anioł Stróż.
- Jak chcesz.

- Która jest godzina? - spytałam kończąc piwo.
- 12.00, a co?
- Na 14.00 pójdę do pracy - wyjaśniłam.
- To może pójdziemy do kina jak skończysz, co ty na to?
- No okej - uśmiechnęłam się. - Przyjedź po mnie o 19.00.

W pracy był dziś większy ruch, bo to piątek. Jednak za jakąś godzinę albo dwie będzie jeszcze więcej ludzi. Na szczęście nie byłam sama na popołudniowej zmianie. Czas się nie spieszył, a klientów było coraz więcej. Nie chciało mi się dzisiaj specjalnie wysilać. Około 17.00 przyszedł Harry.
- Co dla ciebie? - spytałam gdy podszedł do lady.
- Kawę rozpuszczalną niesłodzoną.
- Z mlekiem czy śmietaną?
- Czarną. Ale taką mocniejszą.
- Wow, Styles, jakie wymagania - zaśmiałam się.
- Dalej, rób tę kawę - pogonił mnie. Jego twarz jednak była spokojna. Już się wystraszyłam, że jest zły czy coś... Podałam mu kawę, skasowałam i usiadłam z nim przy stoliku.
- Byłeś w szkole? - spytałam.
- A byłem - uśmiechnął się i upił łyk kawy. - Szkoda, że ciebie nie było - teraz się zaśmiał.
- Czemu?
- Lily się pizgała z jakąś laską.
- Co ty gadasz z jaką? O co poszło? Wygrała? Mów mi wszystko - zaciekawiłam się.
- No na WF się wkurzyła, bo grały w palanta i jakaś laska zaczęła się srać, że przeleciało za słupkiem czy coś i mówiła, że drużyna Lil oszukuje, a ta do niej podleciała i zaczęła wyzywać, że to nie one oszukują i się kłóciły i w końcu Lil przypieprzyła tej lasce i później zaczęły się szarpać, ale tamta dostała drugi raz i poleciała w pizdu, a Lil dostała uwagę.
- Haha, tylko uwagę? To dobrze. Później z nią pogadam to mi wszystko pewnie opowie. A co u ciebie?
- U mnie w porządku, umówiłem się z Lil i idziemy do kina - uśmiechnął się.
- Co ty gadasz? Ja też idę dzisiaj z Zaynem do kina. Może pójdziemy w czwórkę?
- No spoko, mi to nie przeszkadza. Spotkamy się może około 19.30 w kinie przy moście?
- Jasne - uśmiechnęłam się. - Muszę wracać do pracy, sorry...
- Ja i tak już idę. Chciałem cię tylko odwiedzić. Pa, do zobaczenia - wstał pocałował mnie w policzek.
- No pa - pożegnałam go i wróciłam do pracy.

O 18.00 wyszłam, pojechałam do chłopaków po moje torby z zakupami, które wczoraj u nich zostawiłam, później pojechałam do domu, wykąpałam się, spięłam włosy w kucyk, ładnie się umalowałam, zrobiłam sobie tosty, bo jadłam tylko rano i byłam głodna. Było około 19.05 jak przyszedł Zayn. Założyłam skórzaną czarna kurtkę i wyszłam. Po drodze powiedziałam mu, że będzie jeszcze Harry z Lily i do którego kina mamy jechać. Gdy byliśmy na miejscu i przywitaliśmy się razem z Lily stanęłyśmy w kolejce po bilety, a chłopacy poszli po popcorn albo nachosy i jakąś colę.
- Z kim się pizgałaś? - spytałam z uśmiechem na ustach.
- Z Marry - zaśmiała się. - Już wiesz? Co to za papla ci doniosła.
- Styles - wyjaśniłam i obie się zaśmiałyśmy. Lily po krótce mi opowiedziała jak to było, a ja słuchałam tego samego opowiadania po raz drugi. Nie chciało mi się szczerze tego słuchać... Przytakiwałam tylko, aż przyszła nasza kolej. Kupiłyśmy bilety na wybrany wcześniej film i poszłyśmy do chłopaków.
- Za 15 minut się zaczyna - poinformowałam ich.
- My idziemy w tym czasie do łazienki - dodała Lil i poszłyśmy. Załatwiłyśmy co trzeba i wróciłyśmy do rozmowy myjąc ręce.
- Jak to było kiedy chodziłaś z Harrym? - spytałam.
- A ty co? - lekko się zdziwiła. - Normalnie tylko nie było luzu.
- No to wiem, ale powiedz mi tak dokładnie - nalegałam.
- No wiesz, w gruncie rzeczy było dobrze, bo dogadujemy się przecież dobrze, bawimy się przecież dobrze no i wszystko było dobrze. Tylko jak na imprezie Harry'emu zachciało się całować z koleżankami to nie było dobrze. Zerwaliśmy wtedy, bo uznałam to za zdradę. Ale jednak za bardzo nas do siebie ciągnęło... Tak wyszło, że teraz jesteśmy więcej niż przyjaciółmi, ale mniej niż parą. To jest nawet lepsze. Chyba, że wolisz być wierna temu jedynemu.
- Mhm... - skomentowałam.
- A dlaczego w ogóle pytasz?
- Bo nie wiem czy się nie zakochuję w Zaynie... Jak się zakocham to będę zazdrosna i wkurzę się jak będzie się całował z kimś innym. Dlatego pytam, bo może i moglibyśmy spróbować być parą, może by nam wyszło, ale czy to niczego nie popsuje?
- Nie wiem, to od was zależy i od tego co tak na prawdę do siebie czujecie.
- Jeśli by nam nie wyszło to możemy przecież wrócić do przyjaźni, ale czy będzie tak samo?
- No właśnie... Możecie się przez to w najgorszym wypadku oddalić.
- Chuj ze związkami, nie będę się do niczego zobowiązywać - powiedziałam i wyszłyśmy z łazienki. Chłopacy stali niedaleko i się śmiali.
- Co was tak bawi? - spytała Lily i podeszła do nich. Zayn pokazał jej coś w telefonie i również ona zaczęła się śmiać. Podeszłam do niego i spojrzałam mu w telefon.
- Serio...? - spytałam i spojrzałam na Zayna.
- No musiałem - zaśmiał się. Miał w telefonie moje zdjęcie jak kosze trawę... Wyglądałam trochę jak dziecko wsi.
Poszliśmy w stronę sali, pokazaliśmy bilety i zajęliśmy swoje miejsca. Siedziałam z Lil pomiędzy chłopakami. Jednak oparłam się o Zayna, a on mnie przytulił. Było mi z nim chyba nawet lepiej niż tylko dobrze. Ale nie chcę żeby coś się między nami popsuło. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi plus dobrymi kochankami. Jednak gdy przypominam sobie ten pocałunek nad jeziorem myślę zupełnie inaczej. Myślę jakbyśmy z Zaynem byli parą i jakby był tym jedynym, tym wyjątkowym. Nie chcę tak myśleć, bo wiem, że gdy przyjdzie nam iść na imprezę, czy na domówkę czy może schlać się jak świnie w gronie przyjaciół to będzie inaczej. Będę chciała się całować z Liamem, bo dobrze całuje, będę chciała się całować z Louisem, bo podoba mi się również jak on całuje... Ja nie umiem być wierna jednemu... Teraz widzę, że Lily też nie, bo nie tylko Harry zawinił w ich związku. Po co mam powtarzać jej błędy skoro było jej ciężko po rozstaniu...? Zaczęli ze sobą gadać po pół roku rozłąki, po co mi długa rozłąka z Zaynem żeby zorientować się, że się myliliśmy i nie potrafimy być parą? Po co mi to, skoro możemy nic nie zmieniać i po prostu przyjaźnić się na swój sposób. Przychodzi mi do głowy rozwiązanie, które po prostu trzeba wcielić w życie, bo nie jest trudne: Mniej czułości z Zaynem. Nie chcę czuć do niego jakiejś miłości czy czegoś... Mamy się przyjaźnić, pomagać sobie i troszczyć się. Mamy być kochankami, bo z kimś trzeba się kochać... Tylko bez zobowiązań...

Z przemyśleń wyrwał mnie rozpoczynający się film. Więc zaczęłam oglądać, jeść nachosy i popijać colą. Po filmie poszliśmy na pizzę. Najadłam się chyba za dwóch. Po tym chłopacy zamówili piwo, a ja z Lil kawę. Pogrążyłyśmy się w rozmowie. Rozmawiałyśmy o Zaynie i o Harrym. O związkach i zobowiązaniach. Aż w końcu miałam tego dosyć. Łatwiej mi było teraz odrzucać głupią myśl o związku. Naszą rozmowę przerwał telefon Lily.
- Kto dzwonił? - spytałam gdy skończyła rozmawiać.
- Mama, chce żebym jechała z nią i tatą na zakupy, bo mamy remont i musza kupić tapety, rolety i trzeba wybrać kolor farby do kuchni. Przepraszam...
- Nie przejmuj się, jestem duża, dam sobie radę - uśmiechnęłam się.
- Na prawdę chciałam jechać z tobą do rodziców, ale widzisz... - tłumaczyła się.
- Lil, daj spokój. Nic się przecież nie stało. Nie wiem tylko czy jechać pociągiem czy może pożyczyć auto od Zayna, albo od Liama... Myślisz, że by się zgodzili?
- Liam raz dał ci już auto, więc może i by się zgodził, ale Zayn...? - podsumowała Lily.

- Moje Audi?! - rzucił Zayn, gdy spytałam czy pożyczy mi auto. - Nie ma mowy. Z całym szacunkiem, ale po prostu boję się o nią.
- O nią?
- O Audicę. Kocham tą brykę i żal mi by jej było - wyjaśnił.
- Jasne... - skomentowałam.
- Tylko Jenn, nie obrażaj się - Zayn ucałował mój policzek i mnie objął.
- Czy ja się obrażam? Mogę się jedynie na ciebie wkurzyć, ale nie mam powodu - uśmiechnęłam się do niego. - Jedziemy już?
- No, spoko - odpowiedział mi Zayn i wstał. - Wy nie jedziecie? - spytał naszych przyjaciół.
- My jeszcze zostaniemy - odpowiedział Harry, a my wyszliśmy.
- Zayn daj mi prowadzić - poprosiłam go.
- Yy... Nie?
- No proszę, piłeś piwo... - nalegałam.
- Przecież nie jestem pijany.
- Jak nas szkieły złapią to tez im tak powiesz? - uśmiechnęłam się lekko, a Zayn to odwzajemnił i rzucił mi kluczyki.
- Mam nadzieję, że masz prawo jazdy - powiedział siadając na miejscu pasażera i zapinając pasy.
- W torebce - odpaliłam silnik i ruszyliśmy. 
Po 5 minutach Zayn skomentował moją jazdę:
- Dobrze jeździsz. Ostatniego razu nie bardzo pamiętam jak jechałaś więc sama rozumiesz.. - zaśmiał się.
- No...
- Chcesz to auto jutro?
Milczałam chwilę lecz w ostateczności odpowiedziałam:
- Chcę.
- To ci pożyczę - pocałował mnie w policzek.
- Dziękuję - stanęłam akurat na światłach, spojrzałam na Zayna i pocałowałam go w usta. Chwilę tak się całowaliśmy, aż nie zatrąbił samochód za nami.

Dojechaliśmy do mojego domu. Oboje wyszliśmy i zatrzymaliśmy się przed drzwiami.
- Nie wejdziesz? - spytałam.
- Nie, idę zaraz, zostawię ci samochód, nie?
- Okej - uśmiechnęłam się.
- Dzięki za miłe popołudnie - Zayn przybliżył się do mnie.
- To ja dziękuję - uśmiechnęłam się. Zayn położył dłoń na moim policzku i mnie delikatnie pocałował. Tylko nie te motylki. Tylko nie to łaskotanie.
- Zayn... - odsunęłam się od niego.
- Coś nie tak? - lekko się zdziwił.
- Nie bądź taki czuły... - wyjaśniłam, a Zayn się zaśmiał. Złapał mnie za twarz, pocałował mnie w usta i oparł mnie o drzwi. Przejechał rękoma przez moje ramiona, aż złapał mnie mocno za nadgarstki i uniósł moje ręce do góry również je opierając. Naparł na mnie swoimi biodrami i łapczywie całował. Po chwili się odsunął.
- Tak lepiej?
Nic nie odpowiedziałam, podobało mi się to w cholerę więc tylko się uśmiechnęłam.
- To dobrze - powiedział Zayn, tak jakbym mu odpowiedziała i się wycofał. - Dobranoc Jenn - uśmiechnął się.
- Pa. W niedzielę wieczorem przyjadę.
- Daj mi znać, albo przyjedź do mnie.
- Dobra.
- Jedź ostrożnie.
- Wiadomo - zaśmiałam się.

Weszłam do domu, poszłam się wykąpać, umyłam przy tym włosy i od razu poszłam spać, bo było trochę późno.

_____________________________________________
Święta, święta i po świętach :) Proszę o kilka motywujących komentarzy i z góry zapowiadam, że kolejny rozdział pojawi się nie wcześniej niż po egzaminach. 

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 14

JENNIFER:

Postanowiłam nie iść ponownie do szkoły. Razem z Lily, która została u mnie na noc, wstałyśmy o 11.00. Nieogarnięte siedziałyśmy przed tv z nogami na stole i popijałyśmy kawę, która została nam ze śniadania. Oglądałyśmy "Kung Fu Pandę" i mało rozmawiałyśmy. Postanowiłam zadzwonić do taty. Poinformowałam Lil i wyszłam na taras. Zapaliłam papierosa wybierając numer w telefonie i zadzwoniłam.
- Cześć, słońce - przywitał mnie.
- Cześć tato, co u ciebie? Co u mamy?
- U mnie dobrze, tylko jestem w pracy. U mamy jest stabilnie, jadę do niej jak skończę pracę.
- Ale obudziła się? - spytałam z nutka zawodu w głosie, bo nie było mnie wtedy przy niej.
- Nie - opowiedział mi.
- Jak to nie? - zdziwiłam się. - Przecież...
- Wiem - przerwał mi. - Czasem miewa delikatne odruchy, ale rzadko. Chyba coraz więcej słyszy, ale mimo to jeszcze się nie wybudziła - wyjaśnił.
- Mhm... - Westchnęłam. - Przyjadę w piątek po pracy, albo w sobotę.
- Dobrze, będziemy czekać.
- My...?
- No ja z mamą - cicho się zaśmiał.
- No tak... Ostatnio nie widziałam się z nią za długo...
- Wiem, przepraszam... - zadumał ojciec.
- Za co? - zdziwiłam się.
- To ja powiedziałem Zaynowi żebyście już jechali. Przepraszam cię, córciu. Dowiesz się wszystkiego jak przyjedziesz.
- Okej... - powiedziałam niepewnie. - Ja kończę.
- Pa, córeczko, kocham cię.
Rozłączyłam się, dokończyłam papierosa i wróciłam na kanapę.
- Jadę w sobotę do Cambridge - oznajmiłam przyjaciółce.
- Mam jechać z tobą?
- A chcesz? - spojrzałam na nią.
- Ważne czy ty chcesz - uśmiechnęła się do mnie.

Ostatecznie się zgodziłam. Wróciłyśmy do oglądania filmu, gdy się skończył, przełączyłyśmy na eskę i słuchałyśmy muzyki.
- Chyba powinnam zadzwonić do Zayna...
- Już ci przeszło? - Lily spojrzała na mnie.
- To mój ojciec powiedział żebyśmy jechali, dlatego nie zdążyliśmy wejść do szpitala. A ja miałam o to żal do Zayna... Ale w ogóle wkurwiał mnie wczoraj... Schlali się i jeździli samochodem jak wariaci... Jak by mi nie zależało to bym tam nie pojechała...
- Ale zależało...
- Wiesz... - weszłam jej w słowo. - Wkurzyło mnie jeszcze to, że cały czas mi tak dokazywał jak jechałam samochodem. Co on myśli? Że jak baba to nie umie jeździć? Za coś przecież mam prawo jazdy... A on mi się srał cały czas...
- Może nie wie? - zarzuciła Lil.
- Może... Nie ważne. Zadzwonię do niego.
- Siedź tutaj - powiedziała Lily.

Zostałam na miejscu i wybrałam numer Zayna, lecz nikt się nie zgłaszał. Zadzwoniłam drugi raz - to samo. Trzeci - to samo.
- Nie odbiera...
- Może śpi jeszcze... - Lil wstała z kanapy. - Chodź.
- Dokąd?
- Ogarnąć się. Idziemy dzisiaj na zakupy, jak w sobotę mamy jechać.
- Ale...
- Cii, nie marudź, chodź.

Poszłyśmy się ogarnąć, umalować i w ogóle postawić do pionu. Później poszłyśmy na autobus i pojechałyśmy do centrum handlowego w centrum miasta. Nie było tłumów, w końcu był czwartek, 13.00 po południu... Chodziłyśmy po sklepach i w sumie nie wiem czego szukałyśmy. Lily chyba wiedziała, bo z błyskiem w oku oglądała ubrania.
- Co powiesz o tej sukience? - zdjęła z wieszaka granatową sukienkę z koronkowymi plecami. - Ładnie by ci było w takiej.
- Nie - odpowiedziałam od razu. Lily przeglądała dalej ubrania, a ja wyciągnęłam telefon i ponownie próbowałam dodzwonić się do Zayna. Lecz i tym razem na marne... "Nie mógł się obrazić" myślałam. "Nie aż tak"...
- Nie ma tutaj nic ciekawego... Nic co mogłoby się i tobie spodobać - podsumowała Lily i wyszłyśmy. Chwilę później weszłyśmy do innego sklepu, lecz mój entuzjazm nie równał się entuzjazmowi mojej przyjaciółki.
- Chujowo... - skomentowała Lily.
- Chodź tam - zaproponowałam i poszłyśmy do sklepu z butami. Co jak co, ale buty są boskie, a sukienek nie chciało mi się oglądać.

Upatrzyłam sobie już ładne lity, conversy i szpilki. Przymierzyłam to i owo i ostatecznie kupiłam parę litów, conversów i dwie pary szpilek. Jednak Lily nie odpuszczała i przez jej namówienia kupiłam dwie sukienki na jakąś imprezę czy coś i ciekawy T-shirt z wycięciami na plecach.

- Szkoda, że nie pójdziemy w sobotę na żadną imprezę - westchnęła Lily popijając kawę w kawiarni.
- Przecież możesz iść. Weź chłopaków i idźcie. Nie chcę stać niczemu na przeszkodzie. Ja pojadę sobie do rodziców.
- Coś ty, nie pójdę bez ciebie. Głupio bym się czuła wiedząc, że jesteś przy "chorej" mamie, a ja się bawię w najlepsze - wyjaśniła.
- Jak chcesz... - skomentowałam i upiłam łyk kawy. Chwile po tym przyjechał szef kawiarni więc przeprosiłam moją przyjaciółkę i poszłam na zaplecze.
- Szefie... Chciałabym się usprawiedliwić za wczoraj - wycedziłam trochę niepewna jego reakcji.
- Nie było cię - powiedział bez większego zainteresowania.
- Tak, wiem. Nie mogłam przyjść. Nie było mnie wczoraj nawet w Londynie.
- Posłuchaj, pracujesz tutaj na "swoich zasadach". Przychodzisz po prostu po szkole i nikt ci nic nie powie jeśli raz przyjdziesz wcześniej, a raz później. Ale opuszczać pracy to ty mi nie będziesz, więc albo będziesz dzwonić z poważnym powodem twojej nieobecności, albo nie masz czego tutaj szukać - jego ton był już poważniejszy.
- Tak jest. Przepraszam - spuściłam głowę.
- Jeszcze raz zajdzie taka sytuacja i cię wywalę, zrozumiano?
- Tak jest - powtórzyłam spoglądając na niego i wróciłam do przyjaciółki.
- Ciastko? - zaproponowałam jej.
- Czemu nie - szeroko się uśmiechnęła. Obsłużyłam ją i jeszcze kilu klientów aż zbliżała się 18.00. Lily pomogła mi zetrzeć stoliki i razem wyszłyśmy. Jednak na przystanku rozstałam się z nią, bo pojechała do domu, a ja szczerze nie wiedziałam co zrobić. Nie chciałam jechać do domu... Ale gdzie miałam pojechać? Do Zayna? Do chłopaków? Po co? Może pod pretekstem "Czy wszystko jest okej?" Trochę tandetnie, ale chyba wybiorę właśnie tą opcję. Wsiadłam w autobus i zastanawiałam się jak mam się zachować. Udawać przejętą czy wesołą, jakby nic się nie stało. Czy żartować sobie z nich czy współczuć...? Do niczego nie doszłam. Wysiadłam i szłam jakby mi się ogon palił. Chciałam być jak najszybciej u nich. Tylko dlaczego? Czyżbym liczyła na to, że Zayn właśnie tam będzie? Czy tak bardzo pragnęłam go zobaczyć, porozmawiać? A może brakowało mi bliskości...

- Cześć panno "przecież potrafię" - przywitał mnie Liam gdy zapukałam do ich drzwi. Tym argumentem przekonałam go wczoraj, by dał mi samochód. Nie pomyślałam, że mogę mu powiedzieć, że mam prawko.
- Cześć - tylko na tyle się zdobyłam. Weszłam, a na kanapie siedział Harry, oglądał tv i popijał piwo. Postawiłam koło niej moje torby z zakupami.
- Nie byłeś w szkole - cicho się zaśmiałam i usiadłam obok niego. Nie wiedziałam jednak czy go nie było, bo przecież mnie też nie było w szkole. Harry mnie tylko wyśmiał. Sprzedałam mu sójkę w bok i się uspokoił. - Jak się czujesz?
- Dobrze. Dzisiaj dobrze, tylko kac morderca... Nie ma serca - zaśmiał się.
- To dobrze. Reszta też się trzyma? - nie bardzo wiedziałam co mówić.
- Taa. Bolało tylko wczoraj.

Do salonu wparował Lou uśmiechnięty.
- Proszę, proszę. Kogo do nas przywiało! - ucieszył się, stanął za kanapą, nachylił się i pocałował mnie w policzek. - Witam.
- Cześć.
Usiadł koło mnie i po chwili przyszedł Liam z dwoma piwami. Podał mi jedno, a drugie wziął dla siebie i usiadł na fotelu.
- Ja dziękuję - odmówiłam.
- Szkoda... - Louis teatralnie westchnął i wziął to piwo. Otworzył zapalniczką i jednym ciągiem wypił może trzy czwarte butelki. Oparł się o podłokietnik i spojrzał na mnie.
- To co cię do nas sprowadza? - spytał.
- Przyszłam zobaczyć czy wszystko okej - trochę sztucznie się uśmiechnęłam. - I nie chciałam jechać do domu - dodałam, nie wiedząc po co.

- Cześć - usłyszałam za moimi plecami. Natychmiast się odwróciłam i zobaczyłam Zayna. Opierał się o framugę, a ręce miał w kieszeniach. Wyglądał więcej niż zajebiście i bardziej niż pociągająco! Jaki miałam problem, by trzymać sztywno moje usta, które chciały się uśmiechnąć. Zayn kiwnął głową w stronę drzwi i sam pokierował się do wyjścia. Wstałam jak poparzona i wyszłam. Usiedliśmy oboje na schodach. Mój przyjaciel poczęstował mnie papierosem, po czym sam zapalił. Chciałam chyba porozmawiać, ale nie wiedziałam od czego zacząć. Gdybym tylko mogła powiedziałabym wszystko na raz. Zayn mi to utrudniał, bo nie się nie odzywał. Wyciągnął mnie tutaj żeby usłyszeć jak przepraszam?

Teraz, zamiast sama się do niego odezwać to prowadzę wewnętrzny monolog z myślą, że Zayn go usłyszy i nie będę musiała dalej się obciążać. Spaliłam już pół papierosa, a Zayn nie odzywał się ani słowem. Zaczynało mnie to dobijać. Skończyliśmy już palić i co dalej? "Będziemy siedzieć jak takie pizdy czy pogadamy?" To chciałam powiedzieć na głos lecz nawet nie otworzyłam ust. Spojrzałam na Zayna i odgarnęłam włosy za ucho. On również na mnie spojrzał. Nie tyle co na mnie jak na moje usta, jednak po chwili nasze spojrzenia się spotkały. Nie szybko, ani nie wolno zbliżyłam się do niego i pocałowałam go w usta. Dreszczyk przeleciał po moich plecach, a na policzku poczułam dłoń Zayna. Musnęłam go z dwa, trzy razy ustami i odsunęłam się, by na niego spojrzeć.
- Przepraszam - powiedział półszeptem.
- Przepraszam - zrównałam z jego tonem. Nie chciałam chyba teraz mu wszystkiego tłumaczyć. Wszystkiego co było w mojej głowie.
- Zaczekaj - oznajmił krótko, wstał i wszedł z powrotem do domu. Po chwili wrócił w bluzie i zamykając drzwi rzucił do chłopaków "Nara". Minął mnie i szedł przed siebie. Szybko wstałam i dołączyłam do niego.
- Nie jestem samochodem - zmartwił się trochę i udaliśmy się na przystanek. 
Wsiedliśmy do autobusu i wysiedliśmy niedaleko Zayna domu. Nie odzywałam się praktycznie. Czułam się jakby mną kierował, lecz nie wydawał mi żadnych poleceń. Otwierając drzwi swojego domu przepuścił mnie, bym weszła pierwsza. Więc weszłam i odwróciłam się w jego stronę. Zamknął drzwi i przyciągnął mnie szybko za rękę. Momentalnie wpił się w moje usta i zaczął namiętnie całować ściągając przy tym swoje buty. Zrobiłam to samo i oplotłam rękoma jego szyję. Jego ręce powędrowały na moje biodra i pokierowały mnie na ścianę. Mocno na mnie naparł swoimi biodrami, a ja zaczęłam odczuwać coraz większe pożądanie. Czułam je u siebie i czułam je u Zayna. Lecz czy na prawdę mieliśmy to teraz zrobić czy po prostu potrzebowaliśmy się pocałować i pomiziać? Nie chciałam o tym myśleć. On tak czy inaczej będzie chciał, bo to przecież facet. Tak więc odeszłam od ściany i wciąż całując się pokierowałam nas w stronę jego sypialni. Po drodze ściągnęłam z niego koszulkę, a on ze mnie. Nie obyło się bez obijania się o pobliskie ściany. W końcu dotarliśmy do sypialni i bez owijania w bawełnę pozbyliśmy się spodni. Zostając w samej bieliźnie rzuciliśmy się na łóżko. Leżałam na górze, całowałam Zayna po szyi, a rękę miałam wplecioną w jego gęste, czarne włosy. Jego dłonie zaś były zaciśnięte na moich pośladkach. Krokiem napierałam na niego wywołując coraz to większe podniecenie. Zrobiłam Zaynowi malinkę na szyi i zeszłam niżej. Zostawiłam całusa w kilku miejscach na jego klacie aż zbliżyłam się tam... Chłodną ręką przejechałam pod gumką jego bokserek aż zadrżał. Pozbyłam się zbędnej w tym czasie bielizny z chłopaka i zrobiłam mu dobrze. Raz szybciej, raz wolniej. Raz ssąc, raz liżąc. Chłopak wydawał z siebie dźwięki rozkoszy. Czasem wplatając w to moje imię. Wracając przelizałam mu wzdłuż tors, cmoknęłam go w szyję, a potem w usta. Zayn w tym czasie zdjął mój stanik, złapał mnie za biodra i położył mnie na plecy nachylając się nade mną. Zsunął moje majtki, przejechał dłonią po moim udzie i włożył we mnie palec, aż zadrżałam. Po chwili wyjął, położył dłoń niedaleko mojej głowy i pocałował mnie w usta. Nagle poczułam jak we mnie mocno wszedł. Zajęczałam przerywając pocałunek. Jego gwałtowne ruchy doprowadzały mnie do takiego szaleństwa, że aż chciało się krzyczeć. Jednak zamiast krzyku zdobyłam się na jęki. Donośne, ale nie mogłam się inaczej zachować, gdy posuwał mnie właśnie on. Zayn.


Przejechałam rękoma po jego plecach, po jego barkach, po jego ramionach i zatrzymałam dłonie na jego nadgarstkach, zacieśniając mój uścisk. Od czasu do czasu musnęliśmy się ustami albo językami, ale nie można było nazwać tego pocałunkami. Zayn trochę zwolnił i zbliżył się do mojego ucha.
- Teraz ty... - wysapał.
Odwróciliśmy się i usiadłam na nim. Złapał mnie za biodra pomagając mi w mojej robocie. Ręce miałam koło jego głowy, tak jak on przed chwilą. Trafiłam w jego usta i lekko przyssałam się do nich, by znów ich nie zgubić. Biodrami wykonując regularne ruchy, całowałam go namiętnie, łapczywie. Jednak nie mogłam robić tego dokładnie, bo przeplatało się między tym moje i Zayna jęczenie.

Dając z siebie jak najwięcej, opadłam po chwili obok niego na łóżko. Zayn zbliżył się ponownie do mojego ucha:
- Weź go do buzi... - wyszeptał.
Posłusznie to zrobiłam. Wzięłam go do buzi, przejechałam kilka razy ręką, a ten w końcu trysnął. Wyjęłam go więc z buzi, przejeżdżając po nim górną wargą. Chwilę się zawahałam, lecz połknęłam po chwili tę maź i opadłam na łóżko.
- Zgoda? - zaśmiał się Zayn. Również się zaśmiałam, lecz przerodziło się to bardziej po prostu w śmiech.
- Więc tak ma wyglądać nasza zgoda? - spojrzałam na niego.
- No - odparł z uśmiechem.
- W takie razie chcę się z tobą częściej kłócić - znów się zaśmialiśmy, Zayn cmoknął mnie raz w usta i westchnął.
- Zgoda - odpowiedziałam na jego wcześniejsze pytanie.

- Nie ruszam się stąd - powiedział po chwili Zayn. Wyglądał na wyczerpanego.
- Ja idę się wykąpać - wstałam i w drzwiach spojrzałam na Zayna. Również na mnie patrzył i się uśmiechał. Było już trochę ciemno, ale był w stanie dostrzec zarys mojej nagiej sylwetki.

Wzięłam szybki prysznic i wróciłam do sypialni w ręczniku. Zapaliłam światło, a Zayn leżał wciąż nago na łóżku. Spojrzałam na jego twarz, starając nie patrzeć się na jego "przyjaciela". Nie chciałam na niego nawet patrzeć... Szeroko uśmiechnął się na mój widok. Wygoniłam go z pokoju, by również poszedł się wykąpać. W tym czasie pościeliłam łóżko, pozbierałam ubrania z podłogi, ubrałam swoje majtki i wzięłam sobie jakąś większą koszulkę od Zayna. Położyłam się po lewej stronie łóżka, albo raczej usiadłam... I czekałam na Zayna. Przyszedł w miarę szybko również w samym ręczniku. Tylko on miał go zawiniętego na biodrach, a ja pod pachami. Założył bokserki i wszedł do łóżka.
- Na pewno nie... - zaśmiał się i pocałował mnie w usta.
- Co? - spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Nie będziesz spała w tej koszulce.
- Bo?
- Bo będziesz spała bez - wyjaśnił i zdjął ją ze mnie. Odruchowo nakryłam się kołdrą, chociaż nie wiem skąd ten odruch, przecież leżałam przed chwilą całkiem nago przed nim... Może to światło tak na mnie działało i nie chciałam by w pełni widoku oglądał moje ciało.

Zsunęłam się, położyłam głowę na poduszkę i przykryłam się pod ramiona. Zayn wstał, wyłączył światło i położył się z powrotem obok mnie. Leżał na plecach, a ja przysunęłam się tak, by przytulić się do jego boku. Objął mnie i ucałował w czoło.
- Zayn... - zaczęłam.
- Tak?
- Rozmawiałam dzisiaj z tatą. Dlatego cię dzisiaj przeprosiłam.
- W porządku. Miałaś prawo być zła. Wiem ile dla ciebie znaczy zobaczyć mamę, więc wybaczam ci to.
- Wiem, czułam, że mi wybaczasz - zaśmiałam się na wspomnienie zaledwie sprzed pół godziny.
- Styles mi powiedział, że masz prawo jazdy. Więc przeprosiłem cię dziś za moje komentarze i w ogóle.
- Zayn...
- No...?
- Czasem myślę, że ty tylko udajesz, że jesteś zły na mnie. Tak łatwo uległeś dzisiaj - stwierdziłam.
- To ty uległaś - zaśmiał się.
- Nie - zostałam przy swoim. - Byłeś zły?
- Byłem. Byłem na ciebie wkurwiony wczoraj - zaśmiał się. - Ale starałem się tego nie pokazywać. I przyznam, że miałem na ciebie ochotę wczoraj, dlatego wziąłem cię na kolana. Byłaś taka zła, taka stanowcza i w chuj mnie tym podniecałaś - wyznał.
- Dzięki - lekko się zaśmiałam.


Po pół godzinie rozmów zrobiłam się trochę senna. Zayn odwrócił się tyłem do mnie, więc przytuliłam go od tyłu, usuwając przestrzeń między nami.



_______________________________________________
Jestem dość wcześnie z 14 ;) Mam nadzieję, że nie jest za krótki. Czekam na miłe komentarze ;*
PS. Jak nastroje? Podoba wam się teledysk 

"You and I" ♥ ?

wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 13

Nie wiem co mi się śniło, ale obudziłam się w środku nocy z powodu mojego wiercenia się. Zayn mnie obejmował, ale nie wiem czy go też obudziłam. Spojrzałam na zegarek, była 1.00 w nocy.
- Co się dzieje? - usłyszałam zaspany głos Zayna.
- Nie chciałam cię obudzić.
- W porządku. Zły sen? - mówił spokojnie.
- Chyba tak, nie wiem nawet...
- Odwróć się do mnie - poprosił, a ja wykonałam jego prośbę. Odwróciłam się i wtuliłam się w jego tors. On położył rękę na moich plecach i mnie po nich gładził.
- Smutno mi chyba - zaczęłam z innej beczki.
- Wiem. Nie dziwię ci się nawet - jego ręka powędrowała na moją głowę i teraz to po niej mnie gładził. Westchnęłam, a Zayn pocałował mnie w czoło.
- Nawet nie wiesz ile otuchy dodaje mi to, że jesteś tutaj, obok mnie - mówiłam cicho, ale nie patrzyłam w Zayna oczy. I tak było ciemno, lecz moje oczy były już oswojone z tym brakiem światła.
- Od tego są przyjaciele - ponownie pocałował mnie w czoło.
- Zayn...
- No...?
Chwilę się zawahałam, bo nie byłam pewna czy chcę to wspominać, ale cóż:
- Ty nie jesteś taki.
- Jaki? - lekko się ode mnie odsunął jakby chciał spojrzeć na moją twarz.
- Taki żeby bić... - usłyszałam jak westchnął cicho.
- Eech, Jenny... Niestety jestem...
- Ale wobec mnie...?
- Taa... Tutaj masz rację. Nie powinienem był ciebie uderzyć.
- Jednak to zrobiłeś... - nie wiem czemu wciąż ciągnęłam temat.
- Nadal masz do mnie o to żal...? - spytał. Tylko westchnęłam.
- Nie... Chuj z tym...
- Jenny... Na prawdę cię za to przepraszam. Czasami... Może z nerwów, nie myślę nawet o tym. Jakoś samo z siebie tak wyjdzie. Ale zawsze później tego żałuję i myślę, że zraziłem ciebie tym i że nie będziesz się chciała do mnie odezwać, albo będziesz chciała zakończyć naszą przyjaźń przez to jak cię traktuję.
- Zayn... - zszokował mnie trochę jego monolog. - Nie będę chciała kończyć naszej przyjaźni, bo jest ona dla mnie zbyt cenna. Nie odwrócę się od ciebie i nie myśl w ten sposób. Nie powinieneś bić dziewczyn, ale wybaczam ci wszystko.
- Jesteś kochana, Jenn - cmoknął mnie delikatnie w usta.
- Wiem - uśmiechnęłam się delikatnie. - Chodźmy już spać.
- Dobranoc, mała - ponownie mnie pocałował lecz tym razem trochę przedłużył ten pocałunek. Nie chciałam się odrywać od jego ciepłych ust. Jednak Zayn się odsunął i położył swoją głowę na poduszce.


- Dobranoc - odpowiedziałam, wtuliłam się w jego tors i zamknęłam oczy. Dość szybko zasnęłam.

Około 7.00 poczułam szturchanie i do moich uszu zaczęło dobiegać moje imię. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Zayna, który był oddalony ode mnie zaledwie o kilka centymetrów.
- Co? - powiedziałam na przywitanie. Zayn tylko delikatnie wskazał głową drzwi. Spojrzałam na nie i ujrzałam mojego tatę. Stwierdzenie, że czułam się wtedy niezręcznie topiło się w moim prawdziwym odczuciu jak ziarenko piasku na plaży.
- Tato... - powiedziałam z lekką pretensją w głosie jednocześnie odsuwając się od Zayna. - Dlaczego nie pukasz?
- Idę do pracy - zignorował moje pytanie. - Postaram się wrócić około 15.00.
- Dobrze, dobrze - tym razem poczułam się jak jeszcze rok temu, gdy tutaj mieszkałam, a rodzice wychodzili do pracy zostawiając mi dom do wysprzątania na głowie. Chyba, że był to dzień roboczy, to robiłam to po powrocie ze szkoły.
- Jedźcie, proszę, do mamy, a...
- Oczywiście, że pojedziemy. Po to tu jesteśmy, tato - weszłam mu w słowo.
- Kocham cię - pożegnał się i wyszedł z pokoju.
- Ja ciebie też - rzuciłam za nim z nadzieją, że usłyszał.
Usłyszałam jak tata zapala silnik i odjeżdża z podjazdu.
- Starych nie ma, chata wolna... - zaśmiałam się i opadłam na poduszkę twarzą. Zayn przytulił mnie obejmując moje plecy i powiedział:
- Myślisz, że sobie coś pomyślał?
- Nie wiem. Mówiłam wczoraj, że jesteśmy przyjaciółmi...
- Głupio się czułem trochę - stwierdził.
- Ja też - powiedziałam zdecydowanym głosem.
- Chcesz spać? Jest dopiero po 7.00.
- Taa, do 9.00 jeszcze pośpię.

Razem z Zaynem przysnęliśmy, lecz gdy się obudziłam jego obok mnie nie było.
- Zayn! - krzyknęłam na cały dom, jednak nie uzyskałam odpowiedzi. "No kurwa..." pomyślałam. Z wielką niechęcią wywlekłam się z łóżka i wyszłam z pokoju. Zayn był w kuchni i robił jajecznicę.
- Nie łaska obudzić...? - spytałam i nalałam sobie soku do szklanki.
- Zbyt słodko wyglądałaś, a mi nie chciało się już spać o tej 9.00 - wyjaśnił.
- Co? - cicho spytałam i spojrzałam na zegarek na kuchence. Wskazywał 10.30. Zayn cicho się zaśmiał i przełożył jajecznicę z patelni na talerze. Ja wypiłam mój sok duszkiem i usiadłam przy stole, na którym były dwa talerze z tostami, dwa z jajecznicą i dwa kubki z kawą.
- Jesteś kochany... - podsumowałam jego starania i napiłam się kawy.
- Wiem - uśmiechnął się. - Smacznego.

Zajadaliśmy się w spokoju przez dobre 20 minut. O 12.00 postanowiliśmy jechać do szpitala. Weszliśmy do sali, w której leżała moja mama. Stała przy niej pielęgniarka i robiła coś przy kroplówce. Po chwili wyszła, a my usiedliśmy po obu stronach jej łóżka. Chwyciłam ją tak jak ostatnio za dłoń i spojrzałam na jej spokojną twarz.
- Dzień dobry, mamo - przywitałam się z nadzieją, że mimo śpiączki mnie słyszy. Pogłaskałam jej dłoń i uśmiechnęłam się do siebie.
- Nie wyobrażam sobie tak siedzieć przy tobie - zaczął Zayn.
- Skąd ta myśl? - lekko się zdziwiłam.
- Zależy mi na tobie - tak jak tobie na matce - i ciężko by mi było patrzeć jak leżysz i nie wiadomo kiedy się obudzisz.
- Mi też jest ciężko, ale nie chcę żebyś patrzył jak się rozklejam - sztucznie się uśmiechnęłam.
- Widzisz jaka jesteś silna... Jak twoja mama.
- Dziękuję ci za te wszystkie słowa, Zayn.

Siedzieliśmy przez 10 minut w ciszy po czym Zayn wyszedł do łazienki. Zdobyłam się na odwagę żeby "porozmawiać" z mamą, bo przy nim jakoś dziwnie by mi było to robić. Pogładziłam delikatnie ją po policzku i uśmiechnęłam się.
- Kocham cię, mamo. Nie mogę się doczekać aż przytulę cię i zobaczę twój uśmiech. Jesteś silna, tak jak ja teraz i nie poddasz się, prawda? - ucałowałam jej dłoń. - Wiem, że mnie słyszysz... - Łza spłynęła mimowolnie po moim policzku. Nagle poczułam jakby delikatny uścisk dłoni. Tak delikatny, że niemal niewyczuwalny, ale jednak poczułam. Lekko szerzej otworzyłam oczy i uniosłam swoją głowę.
- Mamo...?
- Co się stało? - usłyszałam za plecami głos Zayna.
- Zayn... Długo tutaj stoisz?
- Słyszałem trochę, jeśli o to pytasz - szlak, miał tego nie słyszeć... - Co się stało? - powtórzył pytanie.
- Słyszała mnie, słyszała co do niej mówiłam - chyba zaczynałam doznawać minimalnego szoku.
- Jak to?
- Mówiłam do niej, a ona uścisnęła moją dłoń. Tak lekko, ale czułam to, na prawdę to zrobiła - przestałam panować nad słowami, które wypływały z moich ust.
- Uspokój się - powiedział spokojnie i przytulił mnie. Pogładził mnie po prawym policzku, a lewy ucałował. W tym momencie weszła pielęgniarka do sali.
- Proszę pani, ona się budzi ona uścisnęła moją dłoń - wyrwało się ze mnie aż wstałam.
- Słucham? - spytała jakbym mówiła co najmniej po chińsku.
- Jenn, uspokój się - powtórzył Zayn niegłośno i objął mnie od tyłu.
- Dobrze, proszę wyjść, musimy zbadać jej stan i...
- Nie wyjdę stąd, chcę być przy niej kiedy się obudzi - powiedziałam szybko, na szczęście nie krzycząc, ale na nieszczęście pielęgniarka nas wyprosiła. Usiadłam na krześle na korytarzu, a Zayn tak jak ostatnio ukucnął przede mną i złapał mnie za dłonie, które mi się trzęsły. Cała w środku się trzęsłam.
- Uspokój się, proszę - chłopak pocałował moje usta, a ja poczułam lekką ulgę dopóki się ode mnie nie oderwał. - Zaczynam się bać, że nie myślisz już racjonalnie.
- Zayn... - nie wiem nawet co chciałam powiedzieć.
- Wiem, że to przeżywasz, ale czasem trzeba się opanować - pogładził mnie po policzku. Westchnęłam, a moje trzęsące się ciało lekko się uspokoiło. Zayn usiadł obok mnie i przytulił mnie do siebie.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła...? - to było raczej pytanie retoryczne, bo wiem, że bez niego oszalałabym tutaj. - Ile razy mam ci dziękować...?
- Już wystarczy - cicho się zaśmiał i ponownie pogładził mnie po głowie. - Chodźmy na razie do domu, przyjdziemy później, dobrze?
Zgodziłam się, bo wiedziałam, że bez względu na to gdzie będę siedziała i tak niczemu nie zaradzę. Jechaliśmy 10 minut samochodem w totalnej ciszy. W domu usiedliśmy przed telewizorem na kanapie i szukaliśmy jakiegoś filmu. Skacząc po programach, Zayn zostawił na TVN7, gdzie był emitowany "Alvin i wiewiórki"
- Na prawdę chcesz to oglądać...? - spytałam z zażenowaniem.
- Nie ma nic lepszego - Zayn siedział na końcu kanapy więc ja się położyłam na boku, a głowę umiejscowiłam na jego kolanach. Po chwili zadzwonił mi telefon, była to Lily.
- Lily... - zaczęłam.
- Co się z tobą, dziewczyno dzieje? Nie przychodzisz do szkoły, nie uprzedzasz mnie nawet o tym, nie dajesz znaku życia, jak byś się zapadła pod ziemię. Miałam dzwonić wcześniej, ale w szkole byłam punkt 8.00 i tak wyszło, no, ale mogłaś...
- Lily! - przerwałam jej.
- No?
- Przepraszam, powiem ci wszystko jak wrócimy, najprawdopodobniej dzisiaj. Nie martw się, wszystko jest okej - zapewniłam moją przyjaciółkę.
- WróciMY? - postawiła nacisk na "my". - Jenn, gdzie ty, kurwa, jesteś i z kim?
- Spokojnie, Lil... Jestem z Zaynem u moich rodziców.
- No tak, mogłam się domyśleć, że z nim. Sorry, spanikowałam, że coś ci się stało.
- Nie - zaśmiałam się - Żyję, muszę kończyć.
- Pa, do zobaczenia - pożegnała się ze mną. Odłożyłam telefon.

- Chodź zapalić - zaproponował Zayn. Ten to ma łeb na karku, sama nie pomyślałam o tym, że dobrze by mi to zrobiło. Wyszliśmy na taras i usieliśmy na ławce. Spaliłam w mgnieniu oka i rozpaliłam drugiego.
- Nie rozpędzaj się tak - zaśmiał się Zayn.
- Teraz mi lepiej - powiedziałam gdy spaliłam.
Usiedliśmy na kanapie tak jak poprzednio, położyłam się na kolanach Zayna, a on mnie przykrył kocykiem i gładził mnie po ramieniu. Przysnęłam...


ZAYN:

Sam nie chciałem oglądać filmu o wiewiórkach, więc skoro Jenn zasnęła, przełączyłem na "Iron Mana". Niedługo po tym przyjechał ojciec Jenny.
- Wy w domu? - spytał na wejściu.
- No, przyjechaliśmy w sumie dopiero.
- Mała śpi? - spojrzał na nią, obszedł kanapę i usiadł na fotelu obok.
- Odpoczywa. W szpitalu trochę się zestresowała, a w nocy się budziła.
- Wy coś chyba więcej niż przyjaciele, co...? - uśmiechnął się szeroko.
- Nie... Staram się jej pomóc i być blisko - odpowiedziałem poniekąd szczerze. Nie musi wiedzieć jak nasza przyjaźń wygląda gdy się ściemni. Zaśmiałem się w duchu.
- Długo się znacie? Ostatnio jak u nas była to przyjechała z Lily, na Gwiazdkę.
- My się znamy od ferii zimowych. Pan zna Lily? - zaciekawiło mnie to.
- Taa, od dziecka - zaśmiał się. - Biegały wokół domu, całymi dniami siedziały na placu zabaw i wracały całe brudne.
Starałem się wyobrazić to sobie, ale moja wyobraźnia była ograniczona.
- Myślałem, że poznały się jak Jenn przeprowadziła się do Londynu.
- Nie, obie mieszkały tutaj, ale ojciec Lily dostał pracę w Londynie, więc się wyprowadzili z Cambridge. Jenn nie chciała zostać tutaj bez najlepszej przyjaciółki więc na 18 urodziny kupiliśmy jej dom w Londynie i teraz sobie radzi.

Teraz to wszystko miało sens. Przecież przez rok nie zeszłyby się tak, że znałyby się na wylot. Nie ma chyba rzeczy, której Jenn by o Lily nie wiedziała i na odwrót. Nurtowało mnie jeszcze jedno, lecz nie wiedziałem czy mogę o to pytać.
- Proszę pana... - zacząłem, lecz od razu mi przerwał.
- Mów mi Chris.
- Więc, Chris... Kto to jest "młody"?
- Eech... - westchnął głęboko. - Nie mam pewności, że Jenn śpi, a... - dokończył szeptem. - Nie chcę żeby ona na razie wiedziała.

Wziąłem Jenny na ręce i wstałem, zaniosłem ją do jej pokoju i zamknąłem drzwi. Wróciłem na dół i usiadłem na kanapie.
- Może mi pan powiedzieć?
- Chris - poprawił mnie.
- Ciężko mi się przestawić.
- Zayn... „Młody” to jest bart Jennifer. Ma, co prawda, 20 lat, ale zawsze tak na niego mówiłem. A na Jenn "Mała".
- Jenny ma brata?
- No powiedzmy. To nie jest mój syn. Emily - mama Jenn - przede mną miała faceta i nawet dziecko, ale niezręcznie wyszło, że zostawiła ich obydwóch dla mnie... Później urodziła się Jennifer i jak miała 3 lata, ożeniłem się z Emily.
- O kurde... I Jenny nic o tym nie wie?
- Nie wie... Chociaż nie wiem dlaczego. Jej mama nie chciała, by wiedziała - wyjaśnił.
- A jej brat wie o Jenny? - spytałem.
- Nie... Raczej nie. Emily nie miała z byłym kontaktu.
- Ale on tutaj przyjedzie dzisiaj, prawda? Ten bart...
- Tak... Skoro chodzi o jego matkę, postanowiłem go zawiadomić... Chłopcze... Nie zrozum mnie źle, ale nie chcę żeby Jennifer o nim wiedziała...
- Rozumiem, mamy jechać? - rzuciłem prostu z mostu, bo tylko to przez tą wypowiedź zrozumiałem.
- Nie myśl tylko, że wyganiam was, broń boże, ale Emily prosiła... Nie chcę, by jakieś problemy miały z tego wyniknąć...
- Proszę... Chris...?
- Tak...?
- Dzisiaj w szpitalu Jennifer mówiła do mamy dużo i twierdzi, że uścisnęła jej dłoń... I zaczęła panikować, a później rzuciła, że musi być przy mamie jak się obudzi...
- Przykro mi... Przyjedźcie na weekend, dobrze?
- Dobrze - szczerze się uśmiechnąłem.
- Ja idę się wykąpać i jadę do szpitala.
- Jak wrócisz nas już nie będzie - zaśmiałem się. Głupio to brzmiało, ale przecież o to prosił Chris.

Jechaliśmy w ciszy. Jenn miała do mnie żal o to, że nie wstąpiliśmy już do szpitala, a ja nie wiedziałem co miałem wymyślić. Chciałem trochę pogadać albo coś, ale Jenny miała słuchawki w uszach i nawet do mnie dochodziły dźwięki muzyki. Po godzinie się zatrzymałem i wyciągnąłem z uszu mojej przyjaciółki słuchawkę.
- Idziesz zapalić?
- Nie - rzuciła sucho i włożyła słuchawkę z powrotem do ucha.
Wyszedłem, odlałem się przy okazji i zapaliłem z nadzieją, że po chwili Jenn też wyjdzie. Tak też się stało. Wyszła, lecz stała z drugiej strony samochodu wciąż ze słuchawkami w uszach. Spaliłem i wsiadłem do samochodu. Czekałem za Jenn, po chwili wsiadła bez słowa i ruszyłem. Pół godziny później moja towarzyszka wyciągnęła słuchawki i postanowiła się odezwać:
- Zawieź mnie do Lily.
Tak jak poprosiła, tak zrobiłem. Zatrzymałem się przed domem Lil i rzuciłem do Jenn tylko "Trzymaj się". Odpowiedziała "Na razie" i zamknęła drzwi. Odjechałem i zadzwoniłem do Harry'ego.
- Siema, co jest? - przywitał mnie przyjaciel z uciechą.
- Piwo?
- No, to wbijaj do Louisa - zaproponował.
- To wbijcie do mnie za pół godziny - rozłączyłem się i w 10 minut dojechałem do domu. Wziąłem szybki prysznic i przebrałem się. Usłyszałem, że ktoś wchodzi, a  po chwili głosy moich przyjaciół. Poszedłem do nich, przywitaliśmy się i rozsiedliśmy się w trójkę w salonie.
- Gdzie macie Liama i Nialla? - spytałem.
- Liam na mieście załatwia jakieś sprawy, a Niall mówił, że też gdzieś jedzie - wyjaśnił Lou i postawił na stole 2 butelki (0,7) wódki.
- Myślałem, że dzisiaj na spokojnie - skomentowałem.
- Właśnie, my mamy jutro szkołę - wtrącił Harry. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Oh, Styles, napij się, bo bredzisz - Lou.

Poszliśmy do kuchni i przyrządziliśmy sobie jakąś zagrychę. Louis pokroił kiełbasę, Harry ser, a ja kanapki ze smalcem pokroiłem na kęsy. Wziąłem jeszcze kieliszki i sok z czarnej porzeczki, a Lou wziął szklanki. Usiedliśmy z powrotem w salonie, polaliśmy wódki i soku i zaczęliśmy pić. Włączyłem do tego tv żeby jakaś muzyka leciała i teraz było git. Pierwszą butelkę obróciliśmy raz dwa na rozgrzanie. Gadaliśmy przy tym głośno, śmialiśmy się i zapominaliśmy przy tym o bożym świecie.
- Panowie, ja już podziękuję - stwierdziłem. - Musze się teraz trzymać, bo Jenn mnie potrzebuje.
- Przyjacielu - Louis objął mnie ramieniem. - Jak chlać to porządnie.
- Przyjacielu - Harry się dosiadł, bo siedział na fotelu i również mnie objął. - Dziś nie rozmawiamy o dziewczynach i masz tutaj - podał mi mój kieliszek napełniony wcześniej alkoholem. - Pij.
- Styles...
- Zayn, skarbie... - odezwał się Lou. - Przyjaciele wiedzą co jest dla ciebie dobre.
Chcąc nie chcąc napiłem się i tak jakoś wyszło, że wypiliśmy drugą flaszkę, po której język mi się może trochę zaczął plątać, ale byłem jeszcze świadom wielu rzeczy. Na przykład tego, że dzwonił mi telefon. Ale tego kto dzwonił i dlaczego nie odebrałem już nie wiem...

Zrobiła się 21.00.
- Jedziemy polatać bokiem na plac koło M1? - zarzucił Louis.
- Nie, stary, jesteś pijany - odpowiedział Harry popijając sok.
- Czemu nie? - wtrąciłem. - Tam jest od chuja miejsca. - zagryzłem kiełbasą.
- No dalej, nie spinaj się Styles - namawiał go Lou. Harry spojrzał na niego i przez chwilę nic nie mówił.

- A czym jesteśmy? - w końcu spytał.
- Golfem.
- To lecimy.
Podnieśliśmy się z kanapy i wyszliśmy z domu.
- A może pojadę swoim? - zarzuciłem.
- Nie szkoda Audi...? - skwasił się Lou.
- Szkoda... - przyznałem mu rację i pojechaliśmy w trójkę jego Golfem. Koło M1 było trochę ludzi, ale zwijali się chyba akurat. Wysiedliśmy z auta i zapaliliśmy po papierosie.
- Jedziemy wszyscy czy pojedynczo, każdy po kolei? - spytał Harry.
- Jeden chuj - wzruszył ramionami Lou. Spaliliśmy i Louis wsiadł sam do samochodu, a my trochę się rozeszliśmy na boki. Louis odpalił i ruszył zostawiając na asfalcie ślady opon. Zaczął manewrować, wchodził w zakręty oczywiście na ręcznym. Lepiej wychodził mu zakręt w lewo niż w prawo. Raz obrócił się o 180 stopni. Po tych popisach wsiadł Styles i robił podobnie.
- Dobrze w chuj to wygląda - skomentował manewry Harry'ego. Spojrzałem na niego, a oczy błyszczały mu z podziwu.
- Nie podniecaj się tak, bo zaraz dojdziesz - zaśmiałem się. Szturchnął mnie tylko w ramię. 

Po skończonych manewrach Harry'ego ja wsiadłem do Golfa. Puściłem sprzęgło i mocno nadepnąłem na gaz. Po jeździe chłopaków nie było widać, że są wstawieni, jednak jak sam jadę to bardzo to czuję. Kręci mi się trochę w głowie i przy zakrętach mi trochę ucieka obraz, ale kogo to obchodzi? Jechałem prosto i przed samym krawężnikiem skręciłem zaciągając ręczny. Jechałem w drugą stronę i skręciłem w ten sam sposób. Mi samemu też lepiej wychodzą skręty w lewo. Zawsze chciałem spróbować jeden manewr, ale nigdy nie miałem okazji. Tak więc teraz skorzystałem i zabrałem się do realizacji tego. Dojechałem do krawężnika przodem i zahamowałem. Odjechałem w miarę szybko na wstecznym, zaciągnąłem ręczny obracając się o 180 stopni i wcisnąłem z powrotem gaz próbując jechać do przodu. I chuj! Jechałem. Udało mi się to. Dojechałem do chłopaków i wysiadłem.
- Widzieliście to? - rzuciłem z zachwytem.
- To było zajebiste, stary! - przybiłem piątkę z Lou. - Jedziemy teraz wszyscy?
- No, dalej - powiedział Harry i weszliśmy wszyscy do auta. Ku naszemu zdziwieniu zaczął padać deszcz. "Skąd, kurwa, deszcz skoro było tak ładnie?" pomyślałem. Lou usiadł za kierownicą, a ja z tyłu. Jechaliśmy cały czas skręcając na ręcznym. To w lewo, to w prawo. A mnie zarzucało na tylnym siedzeniu. Asfalt był cały mokry więc teraz lepiej zarzucało, tylko chujowo, że Golf ma napęd na przednie koła, bo nie było takiej wiksy. Ale jednak mokry asfalt dał o sobie znać, bo jednego zakrętu Louis chyba nie wymierzył: Jechaliśmy prosto w stronę muru, czy ściany (nie byłem w stanie tego ocenić) i gdy Lou skręcił zaciągając ręczny, samochód pojechał jeszcze w bok i bokiem, albo raczej prawym tylnim "rogiem" auta przyjebał w tą ścianę. Na szczęście przy zakręcie zarzuciło mnie w lewo, ale uderzyłem się głową dość mocno o szybę. Strasznie mi się zakręciło, ale jednak podniosłem się i spojrzałem na przyjaciół.
- Jak się trzymacie? - można powiedzieć, że to wyjąkałem.
- Kurwa, ale przepierdoliłem - odezwał się Louis. Wyglądało na to, że uderzył się tak jak ja. Spojrzałem na Stylesa, który bardziej się trzymał.
- Mi chyba nic nie jest... Zarzuciło mnie w lewo i przy odbiciu uderzyłem w szybę, ale lekko...
- Zadzwoń, Styles, na pogotowie. Łeb mi zaraz pęknie - poprosiłem go.
- Czy cię popierdoliło? - wtrącił Lou. - Jesteśmy pijani. Zabiorą mi za to prawko!
- Zadzwońmy do dziewczyn - zaproponował Harry.
- To dzwoń - pogoniłem go.
- Ty dzwoń.
- Jenn mnie zabije, już dość dzisiaj się wkurwiła na mnie. Ty dzwoń.
- To zadzwoń do Lily - Styles nie ustępował.
- To twoja dupa, ty dzwoń.
- Przyjaciółka, tak jak i Jenn - wyjaśnił Harry.
- Jenn też pukasz? - zadrwiłem.
- Zamknijcie te mordy! - uspokoił nas Louis. Przez tą chwilę zapomniałem o bólu, który przeszywał moją głowę. Jednak teraz sobie przypomniałem i czułem jakby mi płonęła.
- Zadzwoń, Lou - powiedziałem spokojnie.

- Halo, Jenn...? - zaczął Louis. - Co robisz? (...) Jest taka sprawa (...) Nie, nie tylko chciałem cię spytać (...) Dobra, już nie owijam. Przyjedźcie koło M1 z Lily (...) No po prostu przyjedźcie, najlepiej zaraz (...) No i chuj, że pada (...) No, nara. - rozłączył się. - Powinny być za 10 - 15 minut.
- Zapalimy? - spytał Styles.
- Pada - odpowiedziałem.
- Palcie tutaj - włączył się Lou.
- Ty nie palisz? - spytał go Harry.
- Nie.

Zapaliliśmy i w aucie zrobiło się siwo od dymu.
- Albo jednak... - powiedział Louis do siebie i również zapalił.

- Wychodzę - powiedziałem gdy spaliłem. Wyszedłem na deszcz żeby odetchnąć świeżym powietrzem i trochę ochłonąć, albo raczej otrzeźwieć na tym deszczu. Chłopacy też wysiedli i staliśmy w trójkę oparci o samochód. Patrzyliśmy w stronę ulicy. Na pobliski przystanek podjechał autobus i wysiadły z niego dwie dziewczyny. Od razu wiedziałem, że to Lil i Jenn. Szły w naszą stronę mokre. Tak padało, że przez ten kawałek zdążyły przemoknąć.
- Ja pierdole, nie - taka była reakcja Jenn. Nie spodziewałem się nawet, że rzuci mi się na szyję i będzie się litować.
- Cześć - przywitała się Lily i każdego z nas pocałowała w policzek. - Nie... No kurwa nie... To jest do was podobne.
- Co jest? - spytała Jenn.
- Niech oni ci powiedzą.
- Co narozrabialiście? - rzuciła Jenn w naszą stronę.
- Chcieliśmy trochę polatać bokiem... - zaczął Harry.
- Jesteśmy pijani więc nie dzwoniliśmy na pogotowie tylko do was - sprostował Lou. Ja nie chciałem się nawet odzywać. Widziałem jak Jenny ilustruje nasze niewielkie obrażenia na czołach. Nasze spojrzenia się spotkały i Jenn pokręciła przecząco głową.
- Czy was do reszty pojebało? - zarzuciła nam. Wkurwiła mnie tym, ale nawet już nie miałem siły się z nią droczyć. Byłem pijany, uderzyłem się w głowę i miałem po prostu dość.
- Mogłabym powiedzieć, że dobrze wam tak, że macie za swoje lekkomyślne wybryki, ale kurwa, żal mi was - wtrąciła Lily. Czułem się wtedy jakbyśmy byli dziećmi i coś nawywijali, a mama by nam prawiła kazania tak jak teraz dziewczyny. Jenn obeszła samochód, by zobaczyć jakie straty odniósł.
- Zaraz jesteśmy - rzuciła i nawet na nas nie spojrzała. Pociągnęła Lily za rękę i odeszły.
- Widzę, że konkretnie z Jenn... - zaczął Lou.
- Ma do mnie po prostu żal o coś i tyle... - nie tłumaczyłem mu więcej. Zapaliłem drugiego papierosa i usiadłem bokiem w aucie. Po kolejnych 15 minutach podjechał do nas samochód. Rozpoznałem białe BMW X6 Liama, jednak to nie on z niego wysiadł tylko dziewczyny.
- Chyba się przewidziałem - wyraził swoja opinię Louis.
- Nie tylko ty... - dodałem cicho, tak by tylko on słyszał.
- Wsiadacie czy będziecie tak stać? - rzuciła w naszą stronę.
- Nie wsiądę z tobą do samochodu - zaprzeczyłem.
- Bo? - skwasiła się.
- Bo jesteś babą.
- Nie to nie. Na razie.
Wsiadła do samochodu, Lou i Harry również. Lily do mnie podeszła i położyła rękę na moim ramieniu.
- Co jest? Znowu jakaś spina?
- Kto jak kto, ale ty powinnaś wiedzieć - spojrzałem na nią.
- Oj dajcie już spokój, zwykła niezgodność zdań, a wy już latacie...
- Może masz rację... - wiedziałem, że Jenn na nas patrzy, mimo, że światła samochodu świeciły prosto na nas. Nie chciałem nic zrobić, ale tak sobie położyłem dłoń na policzku Lil. Odpowiedziała mi uśmiechem. W tym samym czasie Jenn mocno nadusiła na klakson. Właśnie na to czekałem.
- Wiedziałem... - zaśmiałem się do siebie.
- Chodź już - również się uśmiechnęła i poszliśmy do samochodu. Usiadłem z tyłu do chłopaków, którzy siedzieli oparci o siebie z zamkniętymi oczami, a Lily zajęła miejsce obok Jenn, która miała poważną minę i gdy tylko wszystkie drzwi były zamknięte ruszyła z piskiem opon.
- Może spokojniej? - zadrwiłem trochę w stronę Jenn.
- Może się zamkniesz? - odpysknęła.
- A jak nas złapią? - drążyłem temat.
- Kurwa Zayn, zamknij tą mordę - uniosła się. Nic więcej nie powiedziałem. Dojechaliśmy do domu chłopaków. Był tylko Liam. Jenn rzuciła mu kluczyki, a my jak takie ofiary usiedliśmy na kanapie obok siebie.
- O kurwa – Liam wybuchł śmiechem. – Graliście w Need For Speeda?
Przyniósł watę i wodę utlenioną. Lily wzięła kawałek waty, nalała na nią wodę utlenioną i  zaczęła obmywać Harry'emu małą ranę na czole. Liam i Jenn zrobili to samo. Liam zabrał się za Lou, a Jenn za mnie. Miała wciąż poważną minę. Gdy przykładała mi watę do czoła aż zasyczałem i wzdrygnąłem się.
- Nie ruszaj się - skomentowała. Nie pokazywałem, że jestem na nią wkurwiony. Normalny odruch, a ona mnie wyzywa. Dobrze, że nie przeszkadza jej gdy kaszlę... Czułem jakby rana na czole mi płonęła, bardziej niż wcześniej głowa. Jenn ponownie polała watę i przyłożyła mi do czoła. W tym czasie cały czas patrzyłem na jej twarz. Była taka spokojna. Poważna, ale spokojna. I skupiona na tym co robi. Mimo mojej złości złapałem ją za tył kolana, by zgięła nogę. Gdy to już zrobiła złapałem ją za tyłek i przyciągnąłem delikatnie do siebie. Teraz gdy siedziała na mnie okrakiem poczułem jak bardzo chciałbym w nią wejść i poczuć ją na sobie. Jednak po niej tego nie było widać, bo nie zmieniła wyrazu twarzy. Odłożyła tylko watę i przykleiła mi na czoło plaster. Podniosła się, a ja jej nie zatrzymywałem.
- My idziemy - rzuciła Lily i udała się w kierunku drzwi.

- Jak byście coś chcieli to dzwońcie - dodała Jenn. Momentalnie wyciągnąłem telefon i wybrałem jej numer. Komórka zadzwoniła jej gdy otworzyła drzwi wejściowe. Odwróciła się tylko w moją stronę i się uśmiechnęła. Tak jakby przez złość, ale jednak. Wyszły a ja już się nie ruszyłem z miejsca. Louis poszedł chyba do siebie, a ja z Harrym zostaliśmy na kanapie, opadliśmy na swoje ramiona i w ten sposób usnęliśmy.

_______________________________________________
W miarę szybko pojawił się 13 rozdział ;) Proszę o kilka komentarzy otuchy ;3 Tak po 15 komentarzach dodam następny ;p
Pozdrawiam xx