niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 24

Tydzień wakacji za mną. Tydzień lenistwa, tydzień obżarstwa, tydzień stu procentowego luzu. Te wakacje zapowiadają się chyba najlepiej ze wszystkich dotychczasowych. Ja, Lily, Zayn i Harry. Lepszego połączenia nie mogłam sobie wyobrazić. Planujemy pojechać naszą czwórką nad morze, dokładniej nad Morze Północne. Wybraliśmy Felixstowe, bo zajmuje około półtora do dwóch godzin jazdy samochodem.

W sobotę siedzieliśmy w czterech u Zayna i obmawialiśmy dokładnie nasz wyjazd. Niestety musieliśmy rozegrać to w ten sposób, że ja z Zaynem pojedziemy na dwa tygodnie, a Lily z Harrym dołączą do nas po tygodniu, ponieważ rodzice Lil prosili ją by została z tego względu, że oni sami chcą wyjechać, a nie chcą zostawić domu.

Tę noc spędziłam u Zayna. Lily i Harry też... Mimo naszej przerwy, o której coraz częściej zdarza nam się zapomnieć, chcieliśmy sobie pozwolić na "małe co nie co", tym bardziej, że wieczorem piliśmy parę piw... Jednak z powodu obecności naszych przyjaciół daliśmy sobie z tym spokój. Mamy na to cały kolejny tydzień, sam na sam.

W niedzielę pojechałam z Lily na szybkie zakupy, by zakupić potrzebne rzeczy typu: strój kąpielowy, ewentualnie jakaś nowa bielizna, przy okazji koszulki i jakieś szorty.

W domu spakowałam się w walizkę, zjadłam kolację i poszłam spać o 22.00, ponieważ Zayn chciał jak najszybciej wyjechać. Więc o 5.00 zadzwonił mi budzik i... Zaraz, nie nastawiałam budzika... No tak, dzwonił mi telefon, to Zayn.
- Halooo...? - odebrałam na pół przytomna.
- Jak się spało? - spytał. Wymamrotałam coś w odpowiedzi, a Zayn kontynuował:
- Wstawaj, za kilka minut u ciebie jestem - po czym się rozłączył. Wydałam jeszcze z siebie głośny dźwięk niezadowolenia i siłą, która jeszcze się we mnie dziś nie zebrała, wygramoliłam się z łóżka.

Ogarnęłam się w około 20 - 30 minut, zeszłam na dół i zastałam w kuchni Zayna.
- Dzień dobry... - przywitałam się żywiej niż przez telefon, podeszłam do niego, by dać mu całusa w policzek. - Jesteś kochany - dodałam, ponieważ zrobił mi śniadanie i kawę.

Wyjechaliśmy o 6.00, nie było wtedy żadnych korków. Po godzinie (jak zwykle) ubłagałam Zayna bym mogła prowadzić. Nie muszę chyba mówić jak uwielbiam jeździć jego Audi. Po kolejnej (ponad) godzinie małego błądzenia dotarliśmy. Wynajęliśmy przez internet domek z trzema pokojami. W sumie to były trzy domki w małym parterowym bloku. Nie było nic innego taniego.

Po pół godzinie poszliśmy na plażę "przywitać" morze zwiedzić miasto i pospacerować, tak na dobry początek.
- Wykąpiemy się? - spytał Zayn, gdy skończyły nam się tematy do rozmów.
- Nie - szybko odpowiedziałam. - Nie mam na sobie stroju.
- To może pójdziemy na piwo? - zaproponował.
- Piwo od 9.00 rano?
- Jenny... - westchnął. - Sama coś zaproponuj.
- Mi się dobrze spaceruje - zaśmiałam się. Ale naprawdę dobrze mi się tak chodziło z Zaynem. Dochodzę do wniosku, że wszystko z nim ma sens.

Wieczorem siedzieliśmy na małej kanapie i oglądaliśmy telewizję popijając piwa. Zupełnie tak jak w Londynie. Po trzecim piwie załączyła mi się krytyka.
- Nie podoba mi się ten film...
- Mogę przełączyć - Zayn wziął pilota do ręki i przełączył na coś innego.
- Niczym to się nie różni od wieczorów przesiedzianych w domu.
- Dlaczego tak dzisiaj narzekasz? - zauważył Zayn.
- Nie narzekam... Po prostu zróbmy coś wakacyjnego...
- Możemy uprawiać wakacyjny seks - zaśmiał się i pocałował mnie w szyję.
- Nie o to mi chodzi...
- Nie marudź... - powiedział pół szeptem i wciąż drażnił moją szyję trzydniowym zarostem. Przechodziły mnie ciarki.
- Zayn, nie dzisiaj. Mamy cały tydzień.

On tylko spojrzał na mnie i oparł się z powrotem o oparcie oglądając telewizję.
- Idę się wykąpać - oznajmiłam wstając i przejechałam ręką po jego ramieniu.

Nie lubię mu odmawiać, bo wiem, że chłopacy to inaczej odbierają. Prawie tak jak by się podważyło ich ego. Dlatego po prostu obiecam mu to na jutro i będzie okej.

Następnego dnia, z rana poszliśmy na plażę. Było już trochę ludzi, ale znaleźliśmy sobie bez problemu miejsce.
- Teraz mi nie odmówisz - uśmiechnął się Zayn wstając i wyciągając rękę w moja stronę.
- Ja chcę się poopalać...
- No chodź się ze mną wykąpać - nalegał Zayn i złapał moją dłoń, podnosząc mnie.

Przy brzegu jeszcze bardziej mnie odrzuciło, gdy fala wody zmoczyła moje stopy.
- Dobra, ja chyba podziękuję - odsunęłam się trochę. Zayn był już po kolana we wodzie. - Wykąp się sam.
Zayn wywrócił oczami i poszedł się zamoczyć i chwilę popływać, a ja wróciłam na ręcznik. Leżałam na plecach, a na oczach miałam okulary. Słońce ogrzewało moje ciało.

Nagle zobaczyłam przed sobą cień i otworzyłam oczy.
- Nawet o tym nie myśl - skomentowałam Zayna, stojącego przede mną, ociekającego wodą.
- Nie wiem o co ci chodzi - zaśmiał się i nachylił się nade mną. Zimna woda zaczęła kapać na mnie. Jakby to było mało, Zayn przywarł do mnie swoim ciałem. Aż pisknęłam.
- Zejdź - zaśmiałam się. - Zimno mi.
- To chodź do wody.
- Chyba chory jesteś.
- Jak wejdziesz to nie jest zimno - cmoknął mnie w nos. - Chodź...

Podniósł się i pomógł mi wstać, łapiąc mnie za dwie ręce. Chyba nie miałam ochoty się kąpać. Przy brzegu morza sytuacja się powtórzyła. Zimna woda moczyła moje stopy aż mnie gęsia skórka obeszła. Zayn trzymał mnie za jedną rękę i szedł przede mną. Byłam już po łydki we wodzie jak wyrwałam swoją dłoń z uścisku Zayna.
- Nie dam rady - zaśmiałam się. I wtedy Zayn podszedł do mnie i wziął mnie na ręce bokiem wchodząc coraz to głębiej do wody. Trzymałam się mocno jego szyi i stopniowo się unosiłam, gdy wiedziałam, że woda jest blisko moich pleców.
- Dlaczego ty mi to robisz? - powiedziałam ze śmiechem. Zignorował to i zamoczył delikatnie moje plecy. Wygięłam się natychmiast jakbym się poparzyła.
- Nie przesadzaj - zaśmiał się Zayn i postawił mnie szybko we wodzie. Znów pisnęłam tylko głośniej. Miałam wodę pod biust, chociaż i tak najgorsze są zawsze ramiona.

Szybko się przemogłam i mimo tego, że trochę miałam zmarznięte łydki kąpałam się z Zaynem i już nie czułam tego przenikliwego zimna. Zamoczyłam we wodzie nawet głowę. Było bardzo przyjemnie.

Około 17.00 poszliśmy z Zaynem na piwo do knajpy. Usiedliśmy na ogródku, żebyśmy mogli palić i rozmawialiśmy. Czułam się trochę szczerze jakbyśmy byli parą. Nie pierwszy raz z resztą. Myślę, że ktokolwiek na nas nie spojrzy jest przekonany, że jesteśmy razem. Może byłoby nawet fajnie, ale nie będę przecież mówić o tym Zaynowi. Nie chcę czegoś popsuć.

Nasz wypad na piwo skończył się może pięcioma piwami i długą drogą do naszego domku. Już w drzwiach nasze usta były złączone.

Zayn złapał mnie za tyłek, podniósł mnie, a ja oplotłam nogami go w pasie. Doszedł do łóżka i położył mnie na nim szybko znajdując się nade mną. Szybko pozbyliśmy się naszych ubrań i daliśmy się ponieść emocjom.

Kolejne dni mijały podobnie. Od rana plaża, wczesnym popołudniem obiad, a pod wieczór może jakieś małe piwko. Nie obyło się też bez spacerów po plaży i po mieście.

Z każdym kolejnym dniem byłam z Zaynem coraz bliżej, czułam to. Czułam jak psychicznie się ze sobą zżyliśmy, jeszcze bardziej niż wcześniej. To całkiem miłe, ale czy tak ma być? Nie mogę się przełamać, bo tak bardzo się boję, że nam się nie uda. Że mimo tego jak dobrymi przyjaciółmi jesteśmy, związek coś popsuje. Chyba sama w to nie wierzę, ale się tego obawiam.

Teraz nie wiem czy zachować ten dystans na wszelki wypadek czy dać się ponieść. Może mała, wakacyjna zmiana niczemu nie zaszkodzi? Gorzej jak ja się zakocham, a Zayn... Nie.

- Co dzisiaj mamy? - spytałam, gdy leżałam w łóżku, wtulona w klatkę Zayna.
- Piątek - odpowiedział mi bez namysłu.
- A Lil z Harrym przyjeżdżają w niedzielę czy w poniedziałek?
- W poniedziałek rano, a dlaczego pytasz?
- Tak sobie... - rzuciłam trochę obojętnie.
- Hej... Co się dzieje? - spytał Zayn i spojrzał na mnie.
- Nic - od razu odpowiedziałam
- Jesteś jakaś smutna.
- Wydaje ci się - uśmiechnęłam się. - Bardziej zamyślona.
- To może się trochę wyluzujesz? - Zayn przejechał ręką po mojej talii i lekko uniósł moją koszulkę.
- Niee, Zayn...
- Okej, teraz widzę, że coś jest nie tak - położył swoją dłoń na moim policzku i spojrzał mi w oczy.
- Bo ci odmawiam?
- Nie, widzę w jaki sposób to robisz.
- O czym ty mówisz? - trochę zbił mnie z pantałyku.
- Normalnie byś powiedziała "Nie dzisiaj", "Ile można", albo byś jakoś odpowiedziała, a teraz? "Nie, Zayn"?

Bystry... Zaśmiałam się tylko. Pocałowałam go w policzek i odwróciłam się plecami do niego. Szybko mnie przytulił, a ja złączyłam nasze palce. Chwilę się wpatrywałam w nasze dłonie. To jest piękne... Chyba się na nowo zakochuję.

- A może jednak...? - usłyszałam po chwili głos Zayna. Lekko odwróciłam głowę, a ten przejechał po moim udzie w górę i złożył rękę pod moje majtki. Długo nie dałam się prosić. Czwartą noc z rzędu uprawialiśmy seks.

Gdy się obudziłam Zayna nie było obok mnie. Przeciągnęłam się, spojrzałam na zegarek, który wskazywał 9.00 i wstałam po kilku minutach i założyłam tylko bieliznę.

Słyszałam małe krzątanie Zayna po domu więc udałam się w tamtym kierunku. W kuchni Zayna nie było, więc wyjrzałam przez drzwi na mały taras. Strzał w dziesiątkę. Tam był.
- Dzień dobry - przywitałam się i pocałowałam go w policzek.
- Zrobiłem śniadanie - uśmiechnął się.
- Widzę - zaśmiałam się. - Pójdę się ubrać.



Założyłam koszulkę i krótkie spodenki i wróciłam do Zayna na taras.
- Jakaś okazja? - spytałam zajadając pyszne kanapki.
- A musi być? - zaśmiał się.
- Nie. Dziękuję.
- Nie ma problemu.

Po śniadaniu posprzątałam i znów rozsiedliśmy się na tarasie na ławce i spaliliśmy papierosa.
- Może dzisiaj dla odmiany coś innego? - zaproponował Zayn.
- Co masz na myśli?
- No może gdzieś wyjdziemy?
- Codziennie wychodzimy - uśmiechnęłam się.
- Jenny... Chcę cię zaprosić na randkę.

Po tych słowach oboje chwilę milczeliśmy. Nie wiedziałam co powiedzieć. Znów ta dziwna sytuacja. Znam odpowiedź, ale nie mówię...

- Okej... - wydałam z siebie.
- Zgadasz się?
- Tak - uśmiechnęłam się. - Tak...
Objęłam Zayna i pocałowałam go w policzek.

Wyszliśmy z domu około 13.00. Poszliśmy na plażę, spacerowaliśmy, rozmawialiśmy. Później poszliśmy na obiad, chodziliśmy po mieście, poszliśmy na lody, graliśmy z CymberGaya i tak nam leciał czas. Po południu poszliśmy do ładnej knajpki przy morzu i zjedliśmy wielkie desery.

W sumie było całkiem romantycznie, ale od wczorajszego wieczora żyję pod znakiem zapytania "Czy chcę aby tak było?" No cóż, w miarę romantyczne miejsce, romantyczna pora i sami stwarzamy taki klimat...
- Chłodno się robi trochę... - powiedziałam do Zayna.
- Serio ci zimno? - lekko się zdziwił. Zdjął swoją koszulę i założył na moje ramiona, zostając w bluzce bez rękawów.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się.

Podeszłam do barierki i spojrzałam na morze. To wyglądało tak bajecznie, że przez chwilę sama poczułam się jak w takiej bajce.

Po chwili Zayn podszedł do mnie i przytulił mnie od tyłu. Mimowolnie na moje usta wkradł się uśmiech.
- Pięknie tu jest - skomentowałam.
- Od kiedy jesteś taka wrażliwa na piękno? - zaśmiał się cicho Zayn.
- Po prostu mi się tu podoba - poprawiłam się. Nie chce mu tłumaczyć, że znów rodzą się we mnie uczucia i takie tam...
- Mi też - pocałował mnie w skroń i przejechał rękoma po moich ramionach. - Cieplej ci już?
- Tak - uśmiechnęłam się i spojrzałam na Zayna. Ten nachylił się kawałek i pocałował moje usta. Odwzajemniłam ten pocałunek i z każdą chwilą był on bardziej czuły.

Drugi raz, gdy całuję się z Zaynem czuję te głupie motylki. Już kiedyś raz tak było i teraz to wróciło. Czuję, że ten pocałunek jest inny. Że jest przepełniony uczuciem. Uczuciem, które z czasem rośnie.

Czyli to prawda. Zakochałam się... ♥

_________________________________________________
Po długich oczekiwaniach jest rozdział; Po długich oczekiwaniach ktoś się zakochał i w ogóle. Jest trochę krótki, ale taki mi wyszedł.
Są wakacje więc nie wiem czy rozdziały będą często czy rzadko. Nie wiem tez kiedy będzie kolejny.
Pzdr xx

sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 23

Rozdział mam ochotę zadedykować KAM XXO, której głębokie przemyślenia bywają moją inspiracją :)
___________________________________________________

W takiej sytuacji nawet Liam mnie podnieca... Czułam coraz większy popęd, ale wiedziałam, że nie mogę zrobić tego z nim. Z nikim tego nie mogę robić poza jedną osobą. I nawet nie chcę. Nie chce tego robić, a to się prawie dzieje. Wbrew mojej woli... Jednak nie wygląda to jak gwałt. A czy tak to się właśnie nazywa?

Moją głowę nachodziły setki myśli, a moje ciało przechodziła fala wstępnej rozkoszy.
- Liam... - odezwałam się, gdy całował moją szyję. Sama zaczynałam powoli dyszeć, a to dopiero początek. Co? Jaki początek? Nie, nic się nie wydarzy!

Poczułam jak dłoń Liama zjeżdża w dół po mojej talii i kieruje się "tam". Dlaczego nie zaprzeczyłam? Może dlatego, że za bardzo mi się to podobało?

Jęczałam cicho podczas, gdy Liam poruszał we mnie palcami. Wplotłam swoją dłoń w jego niedługie włosy i sama coraz namiętniej go całowałam. Po chwili Liam wyciągnął dłoń z moich spodni i całując znów moją szyję zrobił mi malinkę. Tym razem nie zaprotestowałam, kiedy uniósł moja koszulkę. Jednak nie zdjął jej do końca, bo w tym momencie ktoś mocno nacisnął na klamkę i szeroko otworzył drzwi wchodząc szybko do mojego salonu.


ZAYN:

Po fajce z Ashley zacząłem znów myśleć o Jenn. Nawet jak siedzieliśmy wszyscy w salonie i ciągle piliśmy. Właśnie... Nie wszyscy. Poza Jenny nie było Liama. Czyżby przez jakąś godzinę siedzieli przed drzwiami? Nie sądzę...

Bez słowa wstałem z kanapy i skierowałem się do drzwi.
- A ty dokąd? - usłyszałem z ust Harry'ego.
- Zapalić - pierwsza, lepsza myśl, która wpadła do mojej głowy.
- To ja też idę - dopowiedział, a za nim poszli... Wszyscy.

Na zewnątrz, tak jak czasem bywa, Lily stoi w objęciach Harry'ego, a Ashley Louisa. Tym razem własnie tak było. Gdy w moich objęciach nie było Jenn, Niall się odezwał.
- Gdzie jest Jenny? - wyglądał na lekko zdezorientowanego.
- Chuj wie - rzuciłem. - A gdzie Liam? - tak trochę z sarkazmem to powiedziałem.
- O kurwa... - wtrąciła Lily. - Myślisz...
- Ja to wiem - chyba wiedziałem co się chciała wtedy spytać. - I zaraz tam pojadę.
- Gdzie? - spytała.
- Do Jennifer - powiedziałem trochę oschle, bo głupie było to pytanie.
- Myślę, że prędzej znajdziesz ich u nas - dołączył się Louis. W sumie to miał rację.

- Może lepiej ja pojadę? - powiedziała Lily, gdy spaliliśmy.
- Nie. Ty będziesz ją kryła - "zarzuciłem" jej.
- Zayn.
- Przepraszam. Chcesz to jedź ze mną... - rzuciłem niechętnie. - A wy się... "bawcie" - powiedziałem do reszty. Poszedłem po kluczyki, wsiedliśmy do Audi i pojechaliśmy w stronę domu Louisa i chłopaków. Zajęło nam to około 10 minut. Zaparkowałem i szybko wysiadłem z auta, a za mną Lily. W domu było ciemno, bo przez okna nie było widać zapalonego światła, a drzwi były zamknięte na klucz. Czy gdyby byli w środku zamknęliby się z obawą, że ktoś ich nakryje?

Lily stwierdziła, że jednak będą u Jenny w domu więc zawróciłem z piskiem opon samochód, aż straciłem na chwilę drogę z oczu. Byłem przecież trochę pijany... Kolejne 15 minut zajęła nam droga.

Strzał w dziesiątkę! W domu Jenn świeciło się światło. Tym razem wysiadłem z samochodu jeszcze szybciej niż poprzednio, Lil też. Mocno otworzyłem drzwi, szybko wchodząc do salonu.

- Co tu się, kurwa, dzieje?! - prawie krzyknąłem, podchodząc bliżej. Jennifer leżała pod Liamem na kanapie, lizali się i obmacywali. Na mój widok od razu się podnieśli.
- Nie muszę się tłumaczyć - odpowiedziała mi Jenny obojętnie.
- Ja mam inne zdanie - trochę na nią naskoczyłem.
- Idź już, Liam - zwróciła się do niego. Przeszedł koło mnie, a ja nie mogłem się powstrzymać od komentarza:
- Tak, idź już Liam, dzisiaj nici z seksu.
Nic nie odpowiedział, tylko wyszedł. Jenn poprawiła bluzkę, wzięła kubek ze stołu i poszła w stronę kuchni mówiąc:
- Ty też już możesz iść. Oboje możecie.
- Wydaje mi się, że musimy sobie coś wyjaśnić - założyłem ręce na piersi.
- Źle ci się wydaje - powiedziała, wracając do salonu. - Idźcie już w chuj.
- Nigdzie nie pójdę póki nie dowiem się co to miało, kurwa, znaczyć - powiedziałem przez zęby, podchodząc do niej i łapiąc ją mocno za ramię. Patrzyła na mnie obojętnie przez kosmyk włosów, który spadł na jej twarz. Długo to nie trwało, bo zaraz obok znalazła się Lily, która krytykuje w chuj moje zachowanie tego typu.
- Uspokój się - lekko uniosła głos i stanęła z boku, prawie pomiędzy mną, a Jenn.
- Wyjdź, lepiej - odpowiedziałem.
- Nie mów jej co ma robić - wtrąciła Jenny.
- Bo co? - zacisnąłem uścisk na jej ramieniu, aż się odrobinę spięła.
- Nie tak agresywnie! - krzyknęła Lily. Zdenerwowałem się w tym momencie i puściłem Jennifer. Złapałem Lily za oba ramiona i powiedziałem:
- Nie wkurwiaj mnie już dzisiaj i wyjdź, bo nie jesteś mi tutaj na nic potrzebna.
Myślałem, że zabije mnie wzrokiem, ale mimo wszystko wyszła. Wróciłem do Jenn.
- Co to ma, kurwa, znaczyć?! - podszedłem do niej i teraz to ją złapałem za ramiona, przy okazji oparłem ją o tył kanapy. - Chcesz przerwy żeby pieprzyć się z innymi?!
- Przecież się z nim nie pieprzyłam! - odpysknęła. Kolejny raz zacisnąłem uścisk. Miałem ochotę ją... Uderzyć. Jakie to złe. Bicie dziewczyny...
- Gdybym nie przerwał to byś się pieprzyła jak pojebana! I co, później byś opowiadała Lily jaki to Liam był dobry?!
- Nie, kurwa, daj mi wytłumaczyć!
- Co chcesz mi tłumaczyć?! Wyszłaś bez słowa, zniknęłaś gdzieś z moim kumplem, a jak cię znajduję to się obmacujecie! Jak to mi, kurwa, wytłumaczysz?!
- Nie chciałam się z nim pieprzyć, okej? Nie umiałam tego przerwać! - chyba jej się trochę oczy zaczynały szklić. Nie miałem tego w planach, ale to było silniejsze ode mnie i moja ręka jakoś sama z siebie uderzyła twarz Jenn. Odwróciłem ją tyłem do siebie, złapałem jej włosy i pociągnąłem je do siebie, opierając Jenny plecami o siebie, kładąc jej głowę na moim ramieniu.
- Nie chciałaś? To co mu się tak, kurwa, podobało, że zrobił ci malinkę?! Może tak dobrze całujesz?! - krzyknąłem. - A spodnie pewnie same ci się rozpięły, co?!
Nic mi nie odpowiedziała. Wyglądała na bezbronną, potarganą dziewczynę, która dostała gnój i ma ochotę zamknąć się sama w pokoju... Jednak nie, ona ma broń.

Przejechała ręką po moim udzie kierując się w górę. Tym razem nie jest pod wpływem, nie muszę tego ignorować. Ale chcę. Chociażby żeby zrobić jej na złość. Chciała przerwy? To ją będzie miała.

Gdy dojechała do mojego kroku rozpięła mi guzik i zamek od jeansów.
- Myślisz, że to mnie przekona? - powiedziałem trochę oschle.
- Tak myślę.
- To jesteś w błędzie - odpowiedziałem już innym tonem. Ale szczerze to chyba mijałem się z moim celem. Zdanie zmieniło mi się, gdy zaczęła macać mnie przez bokserki. Nie wspominając, że po chwili wjechała pod bokserki. Tym razem ta mała ździra wygrała.

Wyciągnęła rękę z moich bokserek, odwróciła się i odsunęła. W sumie to odeszła.
- Możesz już iść - powiedziała spokojnie.
- Chyba żartujesz - w moim głosie była odrobina pretensji.
- Idź, skoro jesteś już spokojny.
- JUŻ nie jestem spokojny - znów podszedłem do niej. Teraz chciałem to zrobić. Mimo tego co przed chwilą powiedziałem.
- Wyjdź - uniosła lekko głos.
- Myślisz, że od tak teraz wyjdę?
- Kurwa, idź sobie - ponaglała mnie.
- Nie i chuj - przełożyłem ją sobie przez bark i poszedłem na górę. - Skoro z Liamem chciałaś się pieprzyć to ze mną też możesz.
W jej sypialni lekko popchnąłem ją na ścianę i zamknąłem drzwi. Podszedłem do niej jak najbliżej mogłem i przejechałem dłonią po jej twarzy. Jenn nie chciała nawet na mnie spojrzeć, więc złapałem za jej podbródek i uniosłem go w górę. Pocałowałem jej usta, lecz nie wyglądała na zadowoloną. Więc wpiłem się w nie mocniej, aż musiała odwzajemnić pocałunek, który pogłębiałem.

Wolną ręką przejechałem po jej talii. Wsunąłem dłoń pod jej majtki i włożyłem w nią dwa palce. Czułem, że ktoś już tutaj był. Jej usta lekko zacisnęły się na moich. Gdy przestałem, rozebrałem ją do bielizny. Wyglądała na skrępowaną.
- Rozluźnij się... - zamruczałem jej do ucha i pocałowałem ją w szyję. Rękoma przejechałem po jej barkach i chwyciłem ją za głowę, by pocałować ją w usta.

Zdjąłem swoją koszulkę i obróciłem nas tak, że to ja się opierałem o ścianę.
- Na kolana, kotku - powiedziałem półszeptem. Tylko rzuciła mi spojrzenie i zrobiła o co prosiłem. Zdjęła moje spodnie, bokserki i wzięła mojego "przyjaciela" w usta. Dłoń lekko zaciskała, a językiem kręciła kółka dookoła. Gdy skończyła, stanęła na nogi i spojrzała na mnie.
- Tylko bez fochów - uśmiechnąłem się do niej. Zdjąłem jej stanik i popchnąłem ją na łóżko. Szybko również znalazłem się na nim, a dokładniej nad Jenn. Zdjąłem jej majtki i mocno się w nią wbiłem, aż zajęczała na początku. Poruszałem się coraz szybciej, a ona coraz głośniej jęczała. To jej się podobało...


JENNIFER:

Zostawił mnie. Przeleciał mnie i poszedł... Nie wiem dlaczego nie chciałam tego robić z Zaynem. Coś mnie odrażało. Znów czułam w sobie zdradę. Jakbym zdradziła Zayna z jego przyjacielem i później nawet nie chciała na Zayna patrzeć. Musze trochę oprzątnąć mój mózg, bo tak nie jest. Dziewczyno! Nie przespałam się z Liamem, ale gdyby nie Zayn.. Kurwa, doszłoby do tego, nie mam co się wypierać.

Od tego wszystkiego rozbolała mnie głowa. Leżałam w łóżku rozmyślając. Moje oczy były nawet przyzwyczajone do ciemności. Nie chciało mi się wstać, ale nie chciałam też spać. Tak po prostu leżałam opuszczona, naga, pod kołdrą i zastanawiałam się co zrobiłam. W gruncie rzeczy nic, ale to jak się czuję mnie przytłacza.

Podniosłam się, założyłam majtki i koszulkę i zeszłam na dół. W kuchni wzięłam coś na sen w większej dawce i wróciłam do łóżka. Zasnęłam od razu.

Rano, jeśli tak to można nazwać. Obudziłam się o 13.00. Nie chciało mi się wstać, więc zadzwoniłam do Lily i w przeciągu AŻ 30 minut znalazła się koło mnie. Potrzebowałam jej teraz. Oczywiście powiedziałam jej wszystko co się wczoraj tutaj wydarzyło i zapewniłam ją, że nie mam do niej żalu, że wyszła. Mówiła, że sama już nie miała ochoty oglądać "jego ryja" (tak powiedziała), a ja ją w pełni rozumiałam. Jej bardzo nie podoba się brutalne zachowanie Zayna. Mnie czasem na prawdę, muszę przyznać, to podnieca, ale bez przesady. Wczoraj był dla mnie okrutny. Po części przy nim czułam się jak szmata.

Około 15.00, gdy się ogarnęłam, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie i takie tam, wyszłam z Lily na miasto. Pojechałyśmy w sumie na piwo i całe popołudnie spędziłyśmy razem.

Z Zaynem jak na razie się nie kontaktowałam, on do mnie też nie dzwonił... Nie wiem czy powinnam się odezwać, ale wiem, że tego nie zrobię. Poczekam.

Kolejny tydzień zleciał tak od niechcenia. Oceny są wystawione, jestem zadowolona. Ostatni weekend i wakacje! Niby Louisowi obiecałam, że pójdziemy na imprezę, ale czy to ma sens, gdy wciąż nie rozmawiam z Zaynem? Może przejadę się do rodziców, sama i będę miała weekend z głowy?

W piątek, o 18.00 gdy wyszłam z pracy zrobiło się pochmurno. A gdy jechałam autobusem zaczęło kropić. Byłam już na szczęście w dom, gdy rozpadało się na dobre. Podoba mi się taka pogoda, gdy jest trochę chłodno i pada deszcz.



Poszłam się wykąpać we wannie, by się odprężyć, umyłam włosy i chwilę jeszcze poleżałam i myślałam. Niestety przypomniałam sobie o Zaynie. Każdego dnia znalazł się moment, gdy zaczynałam o nim myśleć. Dziś też. Myślałam o tym żeby zadzwonić, bo ile można się nie odzywać... Ale codziennie tak myślę.

Wyszłam z łazienki, wysuszyłam włosy, ubrałam czarne leginsy, biały T-shirt i bluzę i zeszłam na dół, by coś zjeść. Wygrały tosty.

Mój telefon nagle zaczął dzwonić. Jakie było moje zdziwienie, gdy na ekranie widniał napis "Zayn". Odebrałam po chwili i obojętnie powiedziałam:
- Co?
- Zanim cokolwiek powiesz, chciałem cię przeprosić, Jenn, ja... - usłyszałam od niego. Jednak mu przerwałam.
- Okej, rozumiem, coś jeszcze?
- Jenny... - westchnął. - Przyjedź do mnie.
- Hahahaha - wyśmiałam go. - Pada. Sorry, muszę kończyć - rozłączyłam się. Niby cały tydzień czekałam na telefon, ale przeprosił, tyle mi starczy. Zabrałam się za zmywanie po kolacji. Wstawiłam wodę na herbatę i wyszłam zapalić. Na schodach, przed domem na szczęście był daszek. Wróciłam do domu, zrobiłam herbatę i poszłam usiąść do salonu. Włączyłam tv i zaczęłam skakać po kanałach. Nie mogłam nic znaleźć. Jedynie ciekawy film to "Córka Prezydenta", ale  chyba zbliżał się ku końcowi.

Po kilkunastu minutach, ktoś zapukał do moich drzwi. "O niee..." pomyślałam. Wstałam i otworzyłam drzwi, za którymi stał Zayn.
- Mogę wejść? - spytał. Wpuściłam go i się cofnęłam o kilka kroków.
- Co cię tutaj sprowadza? - spytałam.
- Ty - odpowiedział szybko, lecz po chwili dodał. - Pomyślałem, że nie lubisz kwiatów, więc kupiłem ci małe czekoladki - lekko się uśmiechnął i podał mi pudełko Milki. - Hej - "przywitał się" i pocałował mój policzek.
- Dzięki, usiądź - powiedziałam z lekkim uśmiechem na ustach. Usiadł, a ja zajęłam miejsce obok niego. - Napijesz się czegoś? - spytałam, ale odmówił. Od razu przeszedł do ponownych przeprosin.
- Miałem prawo się zdenerwować Ty na moim miejscu też byłabyś zła - tłumaczył się.
- Wiem, rozumiem cię. To ja cię powinnam przeprosić, bo zaszłam za daleko z Liamem - nie chciało mi się nawet tłumaczyć tego, że "to nie tak", naprawdę nie chciałam, bla bla bla... Może z pół godziny tak siedzieliśmy, póki z jego i z mojej strony wszystko się nie wyjaśniło. Stanęliśmy na etapie "zapomnijmy, wciąż kocham cię jak przyjaciółkę/przyjaciela". Zayn przytulił mnie, pocałował w policzek i zabraliśmy się za jedzenie czekoladek.

Oglądaliśmy "Park Jurajski". Siedziałam z podkurczonymi nogami, schowana pod ramieniem Zayna. Ten z kolei siedział trochę zsunięty, a nogi miał na stole. Nie przeszkadzało mi to. Sama je tam czasem kładę. Zły nawyk...
- Dobrze, że jesteś - powiedziałam po jakimś czasie.
- Dobrze, że ty też jesteś - cicho się zaśmiał. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. "Na szczęście" nawet nie miałam ochoty go pocałować. Ale oparłam moją głowę o jego.
- Zostaniesz na noc? - spytałam.
- A chcesz żebym został?
Chwilę się zawahałam co odpowiedzieć, chociaż nie wiem dlaczego, odpowiedź była prosta:
- Chcę - uśmiechnęłam się delikatnie.


Położyliśmy się około 23.00. Zayn leżał na plecach, a ja do niego przytulona. Mała lampka była jeszcze zapalona, a my się nie odzywaliśmy. Tak mi było dobrze. Przy nim, nawet w ciszy. Jego obecność mnie trochę podbudowuje. Po prostu lubię, kiedy jest. Od tak.

Zanim poszliśmy spać rozmawialiśmy chwilę. Tak spokojnie, w takiej ciszy. To było przyjemne. Przed północą wyłączyłam lampkę i odwróciłam się tyłem do Zayna.
- Przytul mnie - poprosiłam. Zaraz poczułam jego ciepło przy moich plecach. Objął mnie i przytulił, a w jego dłoń wplotłam swoje palce.
- Dobranoc - powiedział cicho i pocałował mnie w policzek.

___________________________________________________
Postaram się szybko napisać 24, ale najwcześniej będzie na tydzień w weekend, bo mam teraz trochę pracy nad zakończeniem gimnazjum ♥ XD
Proszę was, cieszcie się z rozdziału ;)
Ogólnie nie denerwuje mnie, gdy pytacie o kolejny rozdział :)
Kto się w kim zakocha, dowiecie się czytając. Ja już wiem kto ;p
Mała wzmianka dla pewnej czytelniczki: Można uprawiać seks z przyjacielem, zależy jak bardzo się go kocha ;)
Koniec, pozdrawiam xx

wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział 22

Nic nie zmieniało mojego stanu. Głowa bolała mnie niemiłosiernie, a nie piłam wczoraj chyba wiele. Chociaż... Pamiętam początek imprezy, wlewanie w siebie alkoholu i... Seks. Z Zaynem (na szczęście). Ale dlaczego tylko tyle...?

Mocna kawa mi nie pomagała. Może to nie był najlepszy pomysł na dobry poranek? Jednak postanowiłam wziąć tabletki i po 10 minutach zaczynało powoli przechodzić. Spaliłam jeszcze papierosa i w sumie było coraz lepiej. Pomijając zwykłego kaca...

Miałam na sobie bluzę Zayna i swoje majtki. Siedziałam z Zaynem w salonie przed tv i sączyłam dalej kawę patrząc na Zayna, lecz ten oglądał telewizję.
- Dlaczego jesteś taki obojętny dziś?  - spytałam w końcu.
- Złe samopoczucie - rzucił. Jakoś nie wiem jak z nim rozmawiać.
- Pójdziemy się wykąpać? - zmieniłam temat. A pamiętam, że mieliśmy się wykapać razem dziś rano. Zayn wstał z kanapy i zaniósł mój kubek do kuchni. W tym czasie mi odpowiedział:
- Ale u ciebie, w wannie.
- Zayn...! - lekko uniosłam głos.
- Co? - spytał spokojnie.
- Nie rozumiem cię w ogóle... Zachowujesz się jakbyś...
- Jenn - przerwał mi. - Jest w porządku - podszedł do mnie i mnie przytulił do siebie. Lubię jak mnie przytula, ale nie dam się zbajerować. Nie jestem ślepa i widzę, że coś jest nie tak.

Pojechaliśmy do mnie i praktycznie od razu skierowaliśmy się do łazienki. Nalałam dużo wody do wanny, z wielką pianą. Siedzieliśmy na przeciwko siebie, odprężając się.
- Chodź do mnie - powiedział po chwili Zayn. Więc zbliżyłam się do niego i odwróciłam. Oparłam się plecami o jego klatkę piersiową, a on mnie objął. Poczułam pocałunek na skroni i mimowolnie się uśmiechnęłam lekko.
- Wszystko jest w porządku - mówił Zayn. - Ale nie mogę znieść myśli, że mogło ci się coś wczoraj stać...
Że co? Serio mam AŻ takie luki z wczoraj...?
- Nie rozumiem... - powiedziałam niegłośno.
- Źle to powiedziałem. Po prostu czuję w sobie złość, albo nienawiść jak pomyślę, że mógł cię ktoś przelecieć bez twojej wiedzy. Albo w ogóle...
Urodziły się we mnie dwa pytania... Jedno dotyczyło mojej nieświadomości wczorajszej imprezy, a drugie - jego uczuć. Zaczynam rozumieć jego nastrój, ale jednak poprosiłam go o wyjaśnienia. On pamiętał.
- Nawet nie masz pojęcia jak ciężko było mi cię ignorować... Te twoje zaloty, czy podrywy. Myślałem, ze wyjdę z siebie. Byłaś mega podniecająca - słodko się zaśmiał.
- To dlaczego to ignorowałeś?
- Bo byłaś pod wpływem... Chciałem się do ciebie dobrać już za tym klubem, ale serio coś mi na to nie pozwalało. Zajebisty był ten seks w samochodzie, bez  dwóch zdań, ale wiem, że dla ciebie znaczył on coś innego.
- Zayn... Uprawiamy seks bez zobowiązań. Między nami on ma nic nie znaczyć.
- Chodzi mi o to, że gdybym to nie był ja, dla ciebie nie byłoby różnicy. Możesz się wypierać, ale ja to wiem. Widziałem twoje zachowanie, a ty nie więc nie ma co dyskutować...

Gdy skończyliśmy sobie wszystko wyjaśniać, gdy się porządnie wyszorowaliśmy i trochę ocknęliśmy, wyszliśmy w ręcznikach z łazienki. Ubrałam w miarę luźne ubrania, a Zayn założył to co ze sobą przywiózł. W gruncie rzeczy, jego ciuchy też były luźne.

Po tych wyjaśnieniach o wiele prościej było mi rozmawiać z Zaynem i przy okazji rozumiałam jego postawę. Jest jeszcze jedna rzecz, którą muszę z nim "wyjaśnić", więc gdy siedzieliśmy w salonie, nawet nie włączyłam tv tylko od razu rzuciłam:
- Zayn... Powiedz mi jedną rzecz.
- No.
W głowie było to łatwiejsze. Szczerze, trochę trudno mi było to wypowiedzieć na głos, ale cóż...
- Powiedz, że się we mnie nie zakochałeś - wydałam to z siebie.
- Co? - zaśmiał się Zayn.
- Po prostu to powiedz - ponaglałam go.
- Nie zakochałem się w tobie - odpowieział. - Ale skąd to zwątpienie u ciebie?
- Przez to wszystko co powiedziałeś o mnie i o twoich uczuciach...
- Nie - przerwał mi. - To nie tak. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, więc chyba mogę żywić do ciebie pewne uczucia - zaśmiał się.
- Ale wiesz o co mi chodzi?
- Wiem. Chcę się z tobą przyjaźnić, żeby nie zepsuć czegoś związkiem. Ale wiedz, że jeśli byś się przespała z jakimś kolesiem to ze mną byś już nigdy tego nie zrobiła, a gnoja bym zajebał.
- Dlaczego? - nie wiem dlaczego o to spytałam.
- Ze złości, z zazdrości. Pod pewnym względem jesteś moja. Wiesz... Większość uświadomiłem sobie właśnie wczoraj. Ale nie jestem zakochany - zaśmiał się.
- To dobrze - posłałam mu uśmiech. - Bo ja też nie.

- Możemy zrobić sobie przerwę - zaproponowałam.
- Od siebie czy od seksu?
- Od seksu i bliskości. Tak jakbyśmy byli przyjaciółmi, jak ty i Lil, jak ja i Hazz.
- Dobra, może to rozwieje te zwątpienia co do uczuć - skomentował. A więc zapowiada się ciekawie. Jednak ciekawi mnie, kto pierwszy nie wytrzyma.

W poniedziałek po szkole, umierałam w pracy. Było kurewsko gorąco i klimatyzacja padła... Marzyłam o zimnym piwie, ale jestem W PRACY. Ogólnie nie było dużego ruchu, ale mały też nie był. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam w drzwiach Zayna.
- Proszę - uśmiechnęłam się do niego, lecz nie odpowiedział. - Co chcesz? - dodałam.
- Ciebie - słodko się zaśmiał.
- Robisz kolejkę - zmieniłam temat.
- Nie ma kolejki - zauważył.
- Oh, Zayni... - oparłam się łokciami o blat.
- Będzie ciężko, nie chcę tej przerwy - znów się zaśmiał.
- Ale ja chcę. Zachowujmy się jak przyjaciele, Zayn, nie jak kochankowie.
- Okej... To co powiesz na przyjacielskie piwo po pracy? - teraz to Zayn oparł się o blat.
- Nie - uśmiechnęłam się. - Jeszcze ostatni tydzień dociągnę oceny.
- A kiedy się będziemy widywać?
- Nie wiem, w wolnym czasie.
- Jenny, nie podoba mi się to - trochę zmienił ton.
- Przepraszam, przyzwyczaisz się - puściłam mu oczko, wychyliłam się i pocałowałam go w policzek.

Piątek... Wreszcie piątek! Lekcje zleciały mi raz-dwa. Ale w pracy ruch... Bo piątek, bo gorąco, bo chcą lody, ech... Czy ci ludzie nie mogą iść na piwo i do chaty...? Razem ze mną na zmianie była Tina, koleżanka z pracy, więc szło nam lepiej niż miałybyśmy tutaj siedzieć w pojedynkę.

Tego popołudnia zawitał do kawiarni Pan Król Tomlinson! Co on tutaj robi...? Nie chcę być wredna, ale trochę nawet nie pasuje do tego miejsca. Bardziej go widzę na ostrej domówce, albo popijającego piwo w barze itp. Ale skoro przyszedł to czas go obsłużyć. Podszedł do lady. Wcześniej nie zauważyłam, że przyszedł z Ashley.
- Cześć! - przywitała się dziewczyna.
- Siema - powiedział Louis.
- Ty tutaj pracujesz? - lekko się zdziwiła koleżanka.
- Nie, stanęłam ze złej strony lady - odpowiedziałam z sarkazmem.

Obsłużyłam ich i po chwili, gdy ruch zrobił się trochę mniejszy, usiadłam obok nich.
- Co myślisz, żeby iść jutro na imprezę? - rzucił od razu Lou.
- Chyba mi się nie chce iść do klubu - MI...?
- Co? - zdziwił się.
- Jakoś tak... Może napijemy się w naszym gronie w domu i tyle...? - zaproponowałam.
- No dobra, to za tydzień pójdziemy, już się nie wymigasz - zaśmiał się Lou i mnie objął.
- Dobra, nastawię się psychicznie. W sumie będę miała co uczcić, hahahaha.
- Co takiego? - wtrąciła Ashley. Nawet nie zauważyłam, że wcześniej nic nie powiedziała.
- Oceny! Hahahaha, już prawie wszystko poprawiłam - powiedziałam z entuzjazmem. Nagle zaciekawiła mnie jedna rzecz...
- A gdzie ty chodzisz do szkoły? - spytałam Ash.
- Chodzę do prywatnego liceum w Londynie.
- Wow... Szkoda, że nie chodzisz tutaj, bo byłybyśmy w jednej klasie - puściłam jej oczko.

Tak więc następngo dnia umówiliśmy się na chlanie u... Zayna! Już to widzę: Nie widzieliśmy się przez cały tydzień, ogółem się pociągamy, będziemy pić... I gdzie tu mowa o przerwie?

Jechałam do Zayna autobusem razem z Lil, po drodze kupiłam oczywiście, nic innego niż flaszkę. Weszłyśmy do niego do domu, w którym siedział już Harry. Podeszłyśmy do nich i się przywitałyśmy buziakiem w policzek.
- Gdzie reszta? - spytała Lily.
- Ja ci nie wystarczę? - Harry uśmiechnął się zawadiacko. Wszyscy się zaśmialiśmy. Poszłam z Zaynem do kuchni włożyć butelkę do zamrażalki i chwilę pogadać.
- Dawno cię nie widziałem, już prawie zapomniałem jak wyglądasz - zaczął Zayn.
- Weeź.. - szturchnęłam o w bok. - Przepraszam.
- Mieliśmy zrobić przerwę od seksu, a nie od siebie. Teraz musisz mi to wynagrodzić - cicho się zaśmiał i objął mnie.
- Nic nie muszę - pocałowałam go w policzek. - Chodź.
- Nie będę się prosił - zatrzymał mnie. - Za jakieś dwie godziny sama będziesz chciała - teraz to on pocałował mnie w policzek i odszedł. No co za... Ugh!

Wyszłam z kuchni do salonu, a tam siedzieli już Liam i Niall.
- Cześć, braciszku - zaśmiałam się.
- Siema - odpowiedział mi i podszedł się przywitać buziakiem w policzek.
- Cześć, Liam - podeszłam do niego.
- No hej - objął mnie i pocałował również mój policzek.
- A gdzie Louis i Ashley? - spytała Lil, gdy się witała z Liamem.
- Mają teraz chwilę dla siebie - zaśmiał się Niall.
- Bara bara bara, riki tiki tak... - zaśpiewał Harry ze śmiechem.
- Dokładnie - odpowiedział Liam. Usiedliśmy na kanapie.
- Zaczynamy bez nich czy szybko dołączą? - Lily.
- Oni dołączą za pół godziny, godzinę... - odpowiedział Liam.

Więc jedna flaszkę obróciliśmy raz dwa bez nich. Drugą w sumie też... W końcu przyjechali.
- Jacy zadowoleni! - "przywitał" ich Harry. Ash się lekko zarumieniła.
- Wiadomo - zaśmiał się Louis. Dołączyli do nas i zaczęliśmy raz pić, od czasu do czasu pozwalając Louisowi i Ashley nadgonić. W między czasie każdy rzucał pomysły co możemy robić poza gadaniem i piciem. Chyba wygrała gra "Prawda vs. wyzwanie"
- To ja zaczynam - odezwał się Zayn. - Ale kogo mam pytać?
- To weźcie butelkę - zaproponował Niall. Chyba mieliśmy już troszkę dyndę, bo każdy miał spowolnione myśli. Siedziałam na kanapie pomiędzy Zaynam, a Liamem. Obok Zayna siedziała Lily. Na fotelach (odwróconych teraz w stronę stołu) siedział Harry i Ashley, a Niall i Louis przystawili krzesła na przeciwko nas.


ZAYN:

Zakręciłem butelką i wypadło akurat na Jenny.
- Prawda czy wyzwanie? - spojrzałem na nią.
- Prawa, na początek.
- Hmm... - chwilę pomyślałem. - A jak nie opowie to jest jakaś kara?
- Możemy ściągać po jednej rzeczy - zaproponowała... Ashley! I tak też zostało. Kontynuowałem:
- Jeśli mogłabyś wybrać, to z kim z nas chciałabyś się przespać? Oprócz mnie.
- Ale dojebałeś - skomentowała. - Nie odpowiem na to pytanie...
- No weź, powiedz, jestem bardzo ciekaw. Już na wstępie będziesz się rozbierać? - ponaglałem ją.
- Nie powinieneś wiedzieć z kim...
- Ale chcę, dalej mów - ma coś do ukrycia...?
- Zjam - powiedziała niewyraźnie.
- Z kim? - powiedzieli wszyscy równocześnie.
- Zjamm...
- Jenn - odezwałem się.
- Z Liamem... - w końcu wyraźnie odpowiedziała. Nie wiem jakiej odpowiedzi się spodziewałem, ale chyba każda wywołałaby u mnie szok, tak jak ta. Ale nie pokazałem tego.
- Uuu, serio? - Liam jakby się ucieszył, hahaha. Jenn nie odpowiedziała mu tylko szturchnęła go w bok. Teraz ona zakręciła i wypadło na Ashley.
- Prawda czy wyzwanie?
- No niech będzie... Wyzwanie.
- Zrób dla nas striptiz na stole - rzuciła.
- Wiesz przecież, że tego nie zrobię...
Jenny wzruszyła tylko ramionami, a Ash zdjęła jednego buta. Skończyliśmy w tym czasie kolejną flaszkę. Trudno pomyśleć, że po upływie godziny wciąż w to graliśmy tylko już w gorszym stanie. Dodatkowo nie mieliśmy już części garderoby na sobie. Jednak niektóre wyzwania są z dupy wzięte... Nie miałem ochoty całować się z chłopakami. Ja osobiście siedziałem bez tylko koszulki.

- Idę po kolejną flaszkę - oznajmiła Jenn i wstała udając się do kuchni.
- A ja idę się napić czegoś normalnego - wtrącił Liam i wstał, lecz szybko go zatrzymałem.
- Wybij to sobie z głowy.
- Daj spokój, Zayn - zaśmiał się Liam.
- Siadaj - skończyłem z nim rozmawiać. Może trochę świruję, ale muszę się opiekować Jenn, więc lepiej było, że Liam do niej nie dołączył. Czasem odnoszę wrażenie, że Jenny się za bardzo rozpędza, albo z kolei zbyt mocno się hamuje. Zgodziłem się na przerwę, skoro tego chce... Nie wiem w sumie dlaczego.
- Idziesz zapalić? - spytałem po chwili Liama. Wyszliśmy w dwóch przed dom i gdy rozpaliłem papierosa i wziąłem pierwszego bucha od razu się odezwałem:
- Nawet nie próbuj wykorzystywać tego co Jenn powiedziała.
- Stary... Jenn jest naszą wspólną przyjaciółką - cicho się zaśmiał. - Jest dobrą dupą, nie oszukujmy się, że chętnie bym ją brał...
- Ja pierdole... - tylko tyle odpowiedziałem.
- Tej, no wyluzuj, nic jej nie zrobię. Chyba, że sama będzie chciała - znowu się zaśmiał. Zmierzyłem go wzrokiem.
- Pamiętaj, że cię obserwuję - wygiąłem usta w uśmiech.
- Zayn... Zayn... Przyjacielu - wtedy Liam mnie objął. - Jesteśmy kumplami, a ty za dużo wypiłeś, bo robisz się agresywny.
- Dobra, nie psujmy atmosfery - poklepałem go po klacie i skierowałem się do drzwi, które były uchylone. Pchnąłem je, a za nimi stała Jenn, kurwa. Tylko spojrzeliśmy sobie w oczy i wyminąłem ją. Poszedłem do salonu, gdzie Niall siedział na fotelu, a Lil na jego kolanach i się lizali. Harry'ego i Louisa nie było, a do mnie podeszła Ashley (dodam, że nie miała na sobie koszulki).
- Napijemy się? - zaproponowała.
- Z tobą zawsze - zaśmiałem się. Usiedliśmy na kanapie i to Ash polała do kieliszków.
- Twoje zdrowie - puściłem jej oczko. Wypiliśmy, ale zaraz znów polała i tym razem zaproponowała moje zdrowie. Tak wypiliśmy kilka i nawet nie wiem jak to się stało, że siedziała na mnie okrakiem i się całowaliśmy. Napierała na mnie jakby chciała więcej. Dłonie mi same pojechały na jej pośladki i je ścisnęły. Nie powiem, była pociągająca. Ale jest Louisa.
- Zayn - usłyszałem. "Kurwa" pomyślałem. To Niall do mnie mówił.
- Co? - spytałem.
- Nie zapominaj się.
- Przecież nic nie robię, lepiej zobacz jak się bawi twoja siostrunia - powiedziałem to obojętnie, bo nie chciałem na niego naskoczyć. W tym momencie Ash zeszła z moich kolan i usiadła obok, zajmując miejsce po moim ramieniem. Nie wiem co robi Jenn, więc mogę być trochę nerwowy. Coś długo z Liamem nie wracają.
Do salonu wszedł uśmiechnięty Styles i Louis. Na pierwszy rzut oka było widać, że wciągali.
- Teeej - odezwałem się do nich.
- Co, nie było cię - zaśmiał się Louis. - Grzecznie mi tam - zwrócił się do Ashley. Usiedli, a Niall się podniósł, stawiając Lil na nogach.
- Chodź - rzucił w moją stronę i poszedł do kuchni. Lil poszła od razu za nim więc zaproponowałem Ashley żeby też poszła jednak została z Louisem.
W kuchni Niall usypał kilka kresek i po kolei wciągnęliśmy.
- Pokłóciłeś się z Jenn? - spytał Niall.
- Nie - odpowiedziałem bez zawahania. - Nie chce tylko żeby Liam jej coś zrobił.
- Nie zrobi, ona sobie poradzi - wtrąciła pewna Lily. - Ona nawet nie będzie chciała.
- Tego nie jestem pewny.
- Ja jestem. Nawet nie wiesz jak cię chwali - zasmiała się. - Uwierz mi, że nie ma czego szukać przy innym, bo z tobą ma wszystko.
- Dobrze wiedzieć - usmiechnąłem się szczerze do niej.
- Jeszcze po jednej? - wtrącił Niall. Usypał kreski i znów wciągnęliśmy. Po chwili wyszedł zapalić, a ja znalazłem dwa piwa w lodówce. Miałem wtedy po prostu na nie ochotę, więc poczęstowałem Lily i chwilę gadaliśmy o Jenny. Dzięki niej trochę wyluzowałem. Nie byłem zły na Liama, że przebywa teraz z Jenn, ani na nią, że przebywa z nim i w ogóle... Aż w końcu zupełnie przestałem się martwić o to czy ona coś zrobi czy nie. W sumie to zapomniałem wtedy o niej.

- Fajnie, że Harry nas poznał - uśmiechnęła się Lily, opierając się o blat.
- Jesteście najlepszymi przyjaciółmi jakich kiedykolwiek miałem - teraz dopiero doszedłem do tego wniosku. Lily zaśmiała się cicho.
Stałem obok niej i patrzyłem na nią, ona na mnie też. Czułem, że nasza odległość zaczyna się robić niebezpieczna, ale jakoś zacząłem ją stopniowo zmniejszać. Byłem już prawie przy jej ustach, spoglądałem na nie. Wyglądały na słodkie. Lekko je musnąłem, gdy nagle usłyszałem:
- Zapomnij.
Spojrzałem przed siebie i ujrzałem Sylesa. Odsunąłem się kawałek od Lily.
- Z kim jak z kim, ale nie z moją Lil - powiedział Harry z uśmiechem na ustach. Chyba za dużo wciągnął, żeby teraz zachować powagę.
- Sorry - rzuciłem również z uśmiechem i wyszedłem. Znów ciągnęła mnie fajka. Jednak przeszedłem przez salon i zgarnąłem Ashley. Wyszliśmy na taras i usiedliśmy na ławce. Poczęstowałem ją papierosem i objąłem. Ona przynajmniej nie jest zakazana. Po części.
- Jakby Jenny mnie zobaczyła to by mnie chyba z miejsca zabiła - odezwała się. Na chuj ona zaczyna w ogóle temat Jennifer? Staram się nie myśleć o najgorszym, co może robić z moim przyjacielem, a ona jeszcze ją wspomina.
- Nie myśl o tym - sztucznie się zaśmiałem. Spojrzała na mnie i zaciągnęła się papierosem. Skorzystałem i ją pocałowałem, przy okazji wciągnąłem jej dym do swoich płuc. Tak jakoś znów tego wieczoru się całowaliśmy. Ta też jest słodka.


JENNIFER:

Chyba jednak nie miałam dnia na alkohol. Trochę gorzej się czułam i po prostu postanowiłam pojechać do domu. Tylko spaliłam papierosa z Liamem.
- Może cię odwiozę - zaproponował.
- Jesteś pijany.
- To co? Jest około 1.00 w nocy, nie ma ruchu - zaśmiał się.
- Pojadę autobusem, tak będzie lepiej.

Mhm... Liam zwiózł mnie do domu, ale jak się znalazł ze mną W domu?
- Wezmę coś przeciwbólowego, albo coś na sen i się położę, a ty już możesz jechać - uśmiechnęłam się do niego.
- Wyganiasz mnie?
- Skąd, po prostu idź się dalej "bawić".
- Mogę zostać?

Tak poszłam spać, że aż oglądałam film z Liamem w salonie i piłam herbatę. Jeszcze nigdy nie zostałam z Liamem sam na sam i nie w takich okolicznościach. Szczerze to nawet trochę obawiałam się czy coś może zrobić mi, albo wbrew mojej woli.

Powiedziałam prawdę, że oprócz Zayna mogłabym się przespać z Liamem, ale właśnie... OPRÓCZ Zayna. On ma ogromną przewagę nad innymi. Nie wiem czy się tym przejął czy nie, albo czy go to wkurzyło, ale prędzej czy później sobie to wyjaśnimy.

Powinnam była powiedzieć im, że jadę do domu. Nie wiem dlaczego tego nie zrobiłam. Zaczęłam rozmawiać z Liamem i tak wyszło, że dopiero teraz sobie o tym przypomniałam.

- Chcesz żebym został na noc? - wyrwał mnie z przemyśleń. Czy chcę? Wbrew pozorom to pytanie było ciężkie. Nie powiem mu, że nie, ale co on zrozumie jeśli powiem "tak"?
- Jeśli chcesz to możesz zostać - uśmiechnęłam się. W głębi czułam, że może mnie to coś kosztować. Nie wiele, ale odczuwałam, że coś będzie nie tak... - Ale śpisz na kanapie - dodałam. Nie mogłam przecież pozwolić mu spać ze mną w jednym łóżku. Więc dałam mu kołdrę i nawet nie rozłożył kanapy.
- Dobranoc - uśmiechnęłam się.
- Tak bez niczego? - lekko uniósł brwi. Podeszłam do niego i nachyliłam się (bo siedział), by dać mu buziaka w policzek. Ten złapał mnie za nadgarstek i pociągnął tak, bym usiadła. Gdy już to się stało po prostu pocałował mnie w usta. Szczerze, nawet nie przeczyłam. Nie raz już się całowałam z Liamem i nie było to dla mnie nic nowego. Może tylko moje odczucia się zmieniły, bo cały czas czułam coś w kościach...
Podobał mi się sposób w jaki całuje Liam, trochę na mnie napierał. Ja trochę alkoholu wypiłam i nie powiem jak to na mnie zaczęło działać. Zwyczajnie mnie zaczął podniecać. Do tego stopnia, że położył się na mnie i całował łapczywie, dysząc mi w usta.
Ale ja mogłam się domyślać o co mu chodzi. Przyjaźnimy się, ale nie zdziwiło mnie to, do czego zmierza. Oderwałam się od niego gdy zaczął unosić moją koszulkę.

- Daj się ponieść - zamruczał mi do ucha i całował mnie na powrót.

_____________________________________________________

Małe opóźnienie... Nikt się nie zorientował, że długo nie dodawałam, hahahaha. Tak wyszło. I kolejny raz jestem niezadowolona z rozdziało, bo mimo braku weny staram się coś stworzyć. Ale to się poprawi :)

wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 21

Rozdział dedykuję Angelinie A., która nieco mi pomogła ;*
__________________________________________________

Co to było? Koleś zaproponował nam striptiz za 1000£, Zayn się wkurwił... Ale skąd on wiedział? Przecież nie mógł tego usłyszeć. Widziałam, że na nas spoglądał, ale siedział przy stoliku, a poza tym muzyka głośno gra. No tak... Ashley. Razem z Lily po sobie spojrzałyśmy i obie udałyśmy się do stolika.
- Powiedziałaś mu? - rzuciłam do Ash.
- Pytał... - wytłumaczyła się.
- Ciekawe dlaczego Styles nie zareagował - nie wiem dlaczego kierowałam to wciąż do Ashley.
- Harry jest w palarni razem z Liamem i Niallem.
- Kurwa... - wtrąciła Lily. - Chodź.
W dwie wyszłyśmy z klubu, ale w pobliżu nie było Zayna z Loganem. Poszłyśmy wzdłuż klubu, aż doszłyśmy do końca "ściany". Spojrzałyśmy w bok i tam właśnie stali. Zayn akurat opierał Logana o mur. Stąd mogłyśmy co nieco usłyszeć. Ale niewiele. Stałyśmy tam i patrzyłyśmy co robią, bo jak się chcę pizgać to niech się pizgają...
Logan kopnął Zayna z kolanka w brzuch, więc ten go puścił. Jednak Zayn nie pozostawał mu dłużny, bo się odmachnął i uderzył Logana z pięści również w brzuch. Po chwili Zayn dostał z pięści w twarz i zrobił krok do tyłu, tak go odrzuciło. Ale był silny i znów się odmachnął. Wycelował w twarz Logana z pięści, lecz uderzył szybko dwa razy. Logan już mu nie oddał i dostał trzeci raz, z drugiej ręki. Zayn ponownie chwycił go za kurtkę i przyparł mocno do ściany.
- Nikt ci, kurwa, nie powiedział jak się imprezuje?! - krzyknął Zayn. Ale chyba tego nie zrozumiałam.
- O co ci, kurwa, chodzi?! - odpowiedział Logan, nie sądziłam, że jest w stanie.
- Widziałem, kurwa, jak wsypałeś proszki do drinka Jenn!
- Jakie, kurwa, proszki?!
- Nie pierdol, bo nie jestem głupi!

Spojrzałam na Lily, a ona na mnie.
- Widziałaś coś? - spytałam.
- Nie...
- A piłam tego drinka? - wolałam się upewnić. Ja nie bardzo pamiętałam.
- Nie wiem... - odpowiedziała mi.

Wróciłyśmy do obserwowania chłopaków. Odwróciłam głowę i Logan znów dostał w twarz, lecz tym razem się zaśmiał.
- Może łatwiej by się rozebrała - skomentował. Ale, że ja...? Za tą odzywkę znów dostał w twarz. Jednak Zayn też. - Przestań mnie, kurwa, bić, bo...
- Bo co, kurwa?! Bo co? - przerwał mu Zayn. - Przypadkowej dziewczynie oferujesz kasę za striptiz i dosypujesz jej gówniane proszki do drinka i co?! Liczysz, że da ci dupy przy okazji?!
- Nie twój zasrany interes!
- No i chuj! Masz, kurwa, pecha, że zagadałeś do Jennifer, rozumiesz?! - po tym wycelował z pięści w jego twarz. - Rozumiesz, kurwa?!
- Spierdalaj! - Logan znów się zaśmiał i uderzył Zayna. Zayn szybko mu oddał.
- Ty spierdalaj, bo jak cię jeszcze raz zobaczę to ci, kurwa, nie podaruję! - krzyknął na Logana, uderzył go jeszcze z dwa razy, złapał za kurtkę i popchnął. Przechodząc obok mnie Logan szepnął:
- To jeszcze nie koniec - i odszedł. Szybko podbiegłam do Zayna z Lily.
- Zayn! Co ci strzeliło do... - nie skończyłam, bo złapał mnie mocno za ramiona i przyparł do ściany.
- Co TOBIE, kurwa strzeliło do głowy?! - uniósł się.
- Ej, ej, może grzeczniej?! - wtrąciła Lily.
- Nie rozmawiam teraz z tobą! - rzucił Zayn, wyciągnął telefon i zadzwonił. Jego rozmowa z mojej strony wyglądała mniej więcej tak:
- Przyjdź za klub... Nie pierdol tylko tu, kurwa, przyjdź... Nie, zabierzesz stąd Lil - rozłączył się.
- Jak, kurwa, zabierzesz Lil?! - zdenerwowała się i popchnęła Zayna, przez co uwolnił mnie z uścisku.
- Nie wkurwiaj mnie lepiej, tylko spierdalaj, jak cię proszę!
- Proszę?! Ty mnie, kurwa, nie prosisz! I na pewno nie będziesz mi mówił co robić! Chodź Jenn - złapała mnie za rękę i chciała pociągnąć za sobą, lecz Zayn złapał mnie szybko w tali i przyciągnął do siebie.
- Ona tutaj zostaje, a ty możesz spierdalać - rzucił oschle. Nie wiem dlaczego ja się przestałam odzywać. Po chwili przyszedł Harry.
- Co się tutaj dzieje? - spytał i podszedł bliżej nas. - Tak ci wpierdoliła? - zaśmiał się, bo Zayn miał trochę krwi na buzi.
- Zabierz stąd Lily - znów oschle powiedział Zayn.
- Dobra, ale weź to kurwa, wytrzyj, bo przerażasz - odpowiedział mu spokojnie Harry i wyciągnął chusteczki ze spodni. Nawet sam mu wytarł buzię, śmiesznie to trochę wyglądało.
Objął ramieniem Lily i poszli. Jednak zanim skręcili Lil rzuciła Zaynowi piorunujące spojrzenie.
- Dobrze się, kurwa, czujesz? - spytałam trochę zła, lecz nie krzyknęłam. Zignorował to, złapał mnie mocno za ramiona i przyparł mnie do ściany.
- Piłaś to, kurwa, czy nie? - Zayn miał równie zły ton co ja.
- Nie wiem - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Jak to, kurwa, nie wiesz? - uniósł się lekko. - Wiesz co by się, kurwa, stało jakbym tego nie widział?!
- No i chuj! Może tego nie wypiłam! Gdyby nie ty byłabym o 1000zł do przodu!
- Co ty, kurwa, pieprzysz?! Nie będziesz rozbierać się przed jakimiś typami!
- Bo co?! - rzuciłam.
- Bo ci na to nie pozwalam! Rozbierasz się przede mną i to ci powinno, kurwa, starczyć!
- Tak, panie... - powiedziałam już ciszej i się lekko uśmiechnęłam.

Ta jego "troska", ta reakcja na innego faceta, i znów ta jego okrutna złość. Dziwię się, że jeszcze mi nie wyjebał. Ale to chyba ja bym musiała zacząć... Jednak nie jestem w stanie. Po całym moim ciele zaczęły przechodzić ciarki, ciarki, które skierowały się w jedno miejsce. W tamto miejsce... Serce mi przyspieszyło, a moje oczy były wpatrzone w Zayna oczy. Głowę miałam opartą o mur i odchyloną lekko do tyłu.
- Jenn... - usłyszałam. Lecz znów nie odpowiedziałam... Cicho się zaśmiałam. Położyłam lewą dłoń na karku Zayna i przysunęłam jego głowę bliżej.
- Zayn... - wyszeptałam i pocałowałam jego usta. Prawą ręką przejechałam po jego torsie. Palce włożyłam za zapięcie jego jeansów i mocno przysunęłam go do siebie. W tym samym czasie zgryzłam jego dolną wargę. Poczułam delikatny uśmiech na jego ustach.
- Lubisz to... - wyszeptałam i znów się zaśmiałam.
- Chodźmy stąd - powiedział spokojnie.
- Niee... - zatrzymałam go.
- Jesteś w złym stanie - zauważył.
- No to co...? - nie mówiłam głośno. - I tak mnie nie zawieziesz do domu. Jesteś pijany...
- A ty...? Ty ledwo stoisz...
Faktycznie, myślałam, że mi się tylko wydaje, ale czuję się jakbym za chwilę miała upaść.
- To mnie potrzymaj - zaśmiałam się.
- Dobrze się czujesz...?
- Chuj wie...
- Jenny...
- Nie marudź... - przyciągnęłam go do siebie jak najbliżej i wpiłam się w jego usta. Wydaje mi się, albo na początku nie chciał odwzajemnić tego pocałunku. Jednak po chwili uległ i włożyłam język między jego wargi. Zwykły pocałunek, ale czułam jakbym miała się rozpłynąć. Nie... Ja chcę więcej! Zdecydowanie więcej!
- Zayn... - wyszeptałam. - Bierz mnie...
- Jenn, jesteś... - nie skończył, bo wpiłam się ponownie w jego usta. - Zawiozę cię do domu - dodał.
- Jak do domu? - lekko się zdziwiłam. Chyba zgłupiał.
- Chodź - złapał mnie za rękę i pociągnął, ale ja tak nie chciałam. Co to miało znaczyć w ogóle?
- Nie, Zayn...!
- Nie dyskutuj! - powiedział oschle i ciągnął mnie dalej za rękę.
- Chodźmy chociaż do klubu, nie do domu... - oparłam mu się i stanęłam na przeciw niego.
- Do klubu? Dziewczyno! Widzę, że jesteś pod wpływem, ledwo stoisz, w dodatku masz... - znów nie skończył, lecz tym razem uderzyłam go z liścia w twarz.
- Zamknij tą mordę - powiedziałam normalnym tonem i odeszłam. Poszłam w stronę wejścia do klubu, ale niestety Zayn pobiegł za mną i mnie zatrzymał.
- Tylko mnie, kurwa, nie uruchamiaj - oznajmił.
- Bo co?
Nie odpowiedział. Za to wziął mnie na ręce i położył mnie na swoim barku, trzymając mocno moje nogi. Nawet się nie odezwałam. Puściłam ręce, jak długie, w dół i czekałam aż mnie postawi. Kiedy już to zrobił, oparłam się o samochód. Bo właśnie na parking mnie zaniósł. Nie trwało to długo, bo nim się obejrzałam Zayn otworzył drzwi i posadził mnie na siedzenie pasażera. Po chwili usiadł za kierownicą i odpalił silnik.
- Będziesz prowadził? - zdziwiłam się.
- Jestem w stanie. Dostałem po mordzie i mi lepiej - powiedział nie patrząc na mnie. Wzrok miał wpatrzony w drogę, przed siebie. Jechał wolno i uważnie. Nie chciałam, by coś nam się stało, ale kurwa... To było silniejsze ode mnie.

Cały czas na niego patrzyłam, lecz on na mnie ani nie zerknął. Położyłam dłoń na jego udzie i powoli przejechałam do góry. Tylko rzucił okiem na moją rękę i wbił swój wzrok ponownie w drogę. Przejechałam jeszcze wyżej aż doszłam "prawie" do jego kroku.
- Jenny, przestań - rzucił, ale nawet się nie uśmiechnął. Zignorowałam to. Zbliżyłam się powoli do niego i musnęłam jego policzek, po czym pocałowałam. Przy okazji również zostawiłam pocałunek na jego szyi, a dłoń przesunęłam na jego krok, lecz w tym momencie się zatrzymał.
- Głucha jesteś? - w końcu na mnie spojrzał.
- A ty... Straciłeś czucie? - uśmiechnęłam się do niego.
- Nie o to chodzi.
- A o co? Jesteś taki oschły, jakbyś czuł do mnie obrzydzenie. Jakbym dała innemu facetowi. Ale ja nic takiego nie zrobiłam. Z tym całym Loganem nawet się nie całowałam. Nic, z nikim...
- Jenn...
- Co?
- Dopiłaś swojego drinka, to mnie odrzuca. Normalnie to już dawno bym cię brał, ale teraz nie mogę. Czuł bym, że cię wykorzystuję.
- Nie, Zayn... Nie. Ty możesz, ty zawsze... Proszę.
Pocałowałam go w usta i od razu wsadziłam język w jego buzię. Dłonią przejechałam po jego kroku i lekko ją zacieśniłam. Poskutkowało tylko tym, że coraz bardziej odwzajemniał moje gorące pocałunki. Więc rozpięłam jego rozporek i włożyłam rękę pod jeansy i znów zaczęłam pieścić. Zaczęło działać, bo aż zadyszał mi w usta. Już chciałam wjechać pod jego bokserki, ale oderwał się ode mnie i wyszeptał:
- Przekonałaś mnie.

Wychodząc z samochodu zauważyłam, że stoimy na totalnym zadupiu. Było ciemno, była noc, ale żadnego domu nie można było dostrzec, ani nic... Wsiadłam na tylne siedzenie i od razu usiadłam na Zayna okrakiem. Zaczęliśmy się łapczywie całować, lecz ja już tego miałam dosyć. Zdjęłam koszulkę z Zayna, a po chwili ściągnęłam również moją bokserkę. Na powrót pocałowałam Zayna, a on wjechał ręką pod moją spódniczkę i pod majtki. Już wtedy poczułam tak ogromne podniecenie, że myślałam, że wybuchnę. Tak, starałam się całować Zayna, lecz już wtedy byłam zdyszana, dodatkowo zaczęłam wydawać ciche jęki.

Zeszłam z Zayna i zaczęłam całować jego szyję i obojczyk.
- Zrób to, Jenn - usłyszałam od niego i poczułam jego dłoń na mojej głowie. Spodnie miał już rozpięte, więc zsunęłam je z niego, pozbyłam się bokserek i wzięłam jego przyjaciela w rękę i do buzi. Aż mnie się to podobało, nie wspominam nawet o Zaynie, bo miał dłoń zaciśniętą w moich włosach i płytko dyszał. Zdjęłam z siebie spódniczkę i majtki i znów dosiadłam Zayna, tylko tym razem pożądnie! Już z pierwszym wejściem jęknęłam. Unosiłam się na nim pierw nie szybko, sama siebie trzymając w napięciu. Ale po chwili nie mogłam tego znieść i robiłam to coraz szybciej. Teraz to ja miałam dłoń zaciśniętą w jego włosach, a on na moich biodrach. Tym razem się nie całowaliśmy.


Zmieniliśmy się, ale w ten sposób, że leżałam na siedzeniach, a Zayn nade mną. Pchał mocno, pchał szybko, pchał stanowczo. Przechodziła mnie zajebista rozkosz, spełnienie. Czułam to rozpychanie między nogami, ten puls. Niemal mogłabym wybuchnąć. Jęczałam głośno, a Zayn doprowadzał mnie do takiej euforii, że brak słów. Moje ciało prężyło się z podniecenia. Zayn złapał mnie za plecy i pchał tak jakby chciał dopchnąć, przepchnąć... Aż w końcu ostatnie pchnięcie, ostatni jęk, ostatni ruch... I wyszedł. Usiadł i nawet nic nie powiedział. Złapał tylko moją głowę i przysunął do swojego kroku. Nie stawiałam oporu, bo się przyzwyczaiłam. Podoba mi się to, że czasem jest taki hardy, taki oschły. Podnieca mnie...

Usiadłam, podkurczyłam nogi i oparłam głowę na rękach.
- Byłeś niesamowity - powiedziałam po chwili.
- Ty też - odpowiedział.

Po chwili ciszy się odezwałam.
- To nie tak...
- Co? - spytał Zayn.
- Mieliśmy tam wrócić, nie tutaj przyjechać...
- O czym ty mówisz?
- "To jeszcze nie koniec"... - powtórzyłam słowa Logana.
- Jenn...
- Logan tak powiedział jak mnie mijał. Powinnam była iść do klubu i...
- I co? Zrobić striptiz, czy dać Loganowi dupy? Bo nie wiem... - chyba się zdenerwował. Spojrzałam na niego.
- Nie wiem... Coś powinnam zrobić.
- Ja pierdole, jaka ty jesteś nieodpowiedzialna... Nawet przez myśl mi nie przechodzi to, że zamiast mnie mógłby teraz robić to ten gnojek.
- Wykorzystać mnie...? - spytałam cicho.
- Tak właśnie. Wykorzystać cię. Wyruchać cię i iść w pizdu. A ty byś nawet nie przeczyła...
- Ale nic mi nie zrobił...
- Wsypał ci proszki do drinka, którego wypiłaś. Tylko to ja cie wyruchałem, a wydaje mi się, że on chciał to zrobić. Jak byś się zachowała jakby zamiast mnie to Logan tutaj siedział?
- Nie wiem...
- Tak samo, dokładnie tak samo. Jestem tego, kurwa, pewny.
- Zayn...
- Nie chce mi się w ten sposób rozmawiać - skończył naszą konwersację, ubrał się i usiadł za kierownicę. Więc też się ubrałam, ale zostałam z tyłu. Spojrzałam w okno, ale było całe zaparowane. Nawet nie wiem kiedy dojechaliśmy do domu. Wysiadłam z auta i poszłam powoli przed siebie. Zayn jednak wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Do jego sypialni, bo do swojego domu pojechał. Zanim wylądowałam w łóżku Zayn zdjął moją spódniczkę i bluzkę, dał mi swoją luźną koszulkę, którą z trudem założyłam po ściągnięciu stanika i chciałam iść do łóżka, ale Zayn mnie wyręczył. Znów wziął mnie na ręce i położył. Nakrył mnie kołdrą i pogłaskał mój policzek.
- Idę się wykąpać - oznajmił.
- Zayn, nie... Chodź do mnie, a wykąpiemy się rano, razem - poprosiłam go cichym głosem. Rozebrał się do bokserek i położył się koło mnie. Objął mnie od  tyłu, chwilę pojeździł dłonią po mojej ręce i mocno mnie do siebie przytulił. Teraz czułam się tak jakbym była Zayna dziewczyną i najzwyczajniej bym go zdradziła. Stąd to jego obrzydzenie do mnie, czy co on tam czuje... Pogrążyłam się we własnych myślach i tak zasnęłam. Bez słowa.

__________________________________________________
Przepraszam, że się nie napawaliście tym rozdziałem, ale nie mam ostatnio czasu, a staram się dodawać (w miarę możliwości) szybko. Rozdział jest trochę krótki, chyba nic nie wnosi i ogólnie nie jestem z niego zadowolona, ale już dodaję.
Co do waszych komentarzy:
Nie wiem czy Zayn w ogóle wyzna miłość Jenn, ale miałam to na uwadze.
Nie przepadam za romantyzmem, ale jak mi będzie pasować to może trafić któreś do szpitala i będzie "SOŁ ROMANTIK" czekanie :)
Następny w przyszłym tygodniu, jak się uda ^^