niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 44

Ten rozdział dedykuję Angeli, ponieważ bardzo prosiła o seks ♥
Powodzenia w policyjnej... ;*
___________________________________________________


Liam dobierał się do mnie wciąż. Chciałam zabrać jego rękę z mojego brzucha, ale on był silniejszy. Chwycił mnie tak, że obróciłam się z powrotem na plecy, koszulka zakrywała tylko mój biust, a Liam zaczął całować mój policzek i szyję.
- Liam, przestań... - mój głos był nieco zdenerwowany.
- Cii... Wiem, że tego chcesz, kotku - zamruczał w moje ucho.
- Zacznę krzyczeć - uprzedziłam.
- Nie zaczniesz - cicho się zaśmiał. - Inaczej, zasłonię ci usta, bo nawet już za dużo mówisz - pocałował mnie w kącik ust i złapał mnie za biust. Serce biło mi szybko, a jego dotyk i pocałunki rozpalały mnie. Sprawiał mi chorą przyjemność. Jeśli nie byłabym z Zaynem to bym uległa Liamowi. Jest przystojny i nawet mnie pociąga, ale nie mogę tak myśleć. Co znaczy w ogóle, że za dużo mówię?
- Wtedy to będzie gwałt - zauważyłam.
- Nie będzie - spojrzał na mnie i ponownie ucałował kącik moich ust.
- Nie chcę tego z tobą robić - wyznałam.
- Daj spokój, podobało ci się.
- Tak, ale...
- Mnie też - jeszcze się uśmiechnął. Podniosłam się żeby wstać, ale mocno mnie trzymał.
- Będziesz tego żałował...
- Na pewno nie - był pewny siebie.
- No uważaj - wstałam, a on mnie nie zatrzymał. - Po tobie się tego nie spodziewałam - syknęłam, wzięłam swoje spodnie i stanik z podłogi, wyszłam z pokoju i trzasnęłam drzwiami. Zatrzymałam się salonie i nie wiedziałam czy zostać tutaj czy iść... Gdzieś.

- Co się stało? - spytał Niall wchodząc do salonu i zapalając światło.
- Nic - odburknęłam.
- Czemu tak stoisz? - ciągnął.
- A ty czemu?
- Jenny, porozmawiaj ze mną - poprosił.
- Idę do domu...
- Co? Dlaczego? - zdziwił się.
- Nie ważne...
- Zostań i nie pierdol, noc jest...
- A mogę spać z tobą...? - spytałam po chwili.
- Czemu pytasz? - zbiłam go trochę, ale w odpowiedzi wzruszyłam ramionami. - No dobra - dodał i poszłam spać do niego. Przytuliłam się do niego, bo było jakoś chłodno i szybko oboje zasnęliśmy.

Rano obudziłam się prze Niallem i zastanawiałam się czy iść do domu i nikogo nie budzić, czy zostać i zjeść jakieś śniadanie... W sumie mogłam nie zostawać jeśli chcę iść po cichu... Zostanę. Niall obudził się około 10 minut po mnie i się uśmiechnął.
- Śniłaś mi się.
- Dobrze chociaż?
- I to jak dobrze - zaśmiał się. - Nie byłaś moją siostrą... - dodał, a ja na niego spojrzałam. Domyśliłam się, że miał jakiś erotyczny sen, więc nie dopytywałam.
- Jesteś głodny? - zmieniłam temat.
- Jak zamierzasz zrobić śniadanie to tak - wyszczerzył się.

Zeszliśmy na dół i zastaliśmy już tam Liama i Louisa. Lou się przywitał, ale Li się nie odezwał. Nawet nie spojrzałam na niego. Nie wiem... Może brakowało mi odwagi. A może będę się zachowywać jak gdyby nigdy nic...?
- Cześć - spojrzałam w końcu na Liama.
- Jenn, ja serio...
- Dobra - przerwałam mu. - Nie chce mi się tego słuchać - przyznałam.
- Przepraszam... - dodał.
- Jak chcesz - mruknęłam i zabrałam się za robienie śniadania. Szybko upichciłam jajecznicę z 10 jajek i po kolei robiłam po dwa tosty. Bardzo chłopakom smakowało, na co mnie pochwalili, a mi samej się miło zrobiło.

Nie wiele rozmawiałam z nimi, może trochę z Niallem.
- Musimy iść na imprezę - odezwał się mój brat głośno.
- No, czemu nie? - ucieszył się Louis. Szybko poszło, bo automatycznie umówiliśmy się na sobotę. Po jakimś czasie Niall odwiózł mnie do domu, a po drodze powiedział mi, że da COŚ Jesy i zaprosi również Kevina. On będzie się d niej przystawiał itp i Jesy-szmata mu da. Wiem, że we mnie tkwi wredota, ale nie pomyślałabym, że mój brat jest gotowy robić takie rzeczy, tym bardziej na złe swojemu przyjacielowi.

W domu się wykąpałam, założyłam jakieś cienkie spodnie dresowe i białą bokserkę. Włosów nie suszyłam i wyszłam na taras zapalić. Tak siedziałam na ławeczce i patrzyłam przed siebie, aż mój telefon zawibrował. Wyciągnęłam go z kieszeni i spojrzałam na ekran. Zayn do mnie dzwonił! Szok... Przesunęłam palcem po ekranie i przyłożyłam komórkę do ucha.
- Tak?
- Jenn... - mówił obojętnym tonem. - Jesteś w domu?
- Jestem - starałam się nie okazywać emocji w głosie i jak zwykle dostosowywałam się tonem do niego.
- Mogę przyjechać? - spytał, a ja miałam wrażenie, że ktoś mu każe to zrobić, bo sam nie wykazał ani trochę zainteresowania.
- Taa... - mruknęłam tylko.
- Za 15 minut jestem - po tych słowach się rozłączył, a ja nie wiedziałam co myśleć. Ale spaliłam do końca, wzięłam gumę do żucia, by tak nie jechało mi papierosem z ust i poszłam się pomalować. Znaczy pociągnęłam rzęsy tuszem i przejechałam usta prawie bezbarwną pomadką. Rozczesałam jeszcze raz włosy i trochę je wzruszyłam żeby nie były ulizane i po chwili usłyszałam jak ktoś wchodzi do mojego domu. Zeszłam po schodach i zobaczyłam Zayna.
- Cześć - rzuciłam.
- Jak się czujesz? - tym pytaniem zbił mnie z tropu.
- Dobrze - odpowiedziałam niepewnie.
- Eech... - westchnął. - Nie przemyślałem tej rozmowy. Nie wiem co mam powiedzieć...
- Zayn... - podeszłam do niego. - Powiedz, że mi wybaczasz.
Lekko się uśmiechnął i spojrzał na mnie.
- Jenn... Nie myślałem, że jesteś zdolna do takich czynów. Wiem, że nie byliśmy jeszcze parą, ale poczułem się zdradzony. Jakiś obcy koleś widział, dotykał twoje nagie ciało...
- Nie zrobię już tak, nigdy... Jesteśmy razem i nie będę już nikomu pokazywać mojego ciała. Obiecuję... - spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Moja mała... - zaśmiał się. - Przy mnie jesteś bardziej wrażliwa... I taka krucha - położył dłoń na moim ramieniu i mnie pogłaskał. Po chwili zrobił pół kroku do przodu i mnie przytulił. Ja się w niego mocno wtuliłam i zaciągnęłam się jego boskim zapachem.
- Umawiamy się w sobotę na imprezę z chłopakami - odsunęłam się od niego, by spojrzeć.
- To zaproszenie? - lekko się zaśmiał.
- To ukryty przekaz - uśmiechnęłam się. - Idziemy - dodałam.
- Jeśli chcesz.

Dlaczego czułam się nieswojo w jego obecności? Mam wrażenie jakby coś nas poróżniło, ale sama nie wiem co, to chore... Odsunęłam się od Zayna i poszłam do kuchni. Wstawiłam wodę na kawę, a po chwili Zayn do mnie dołączył.
- Chcesz coś do picia? - spytałam.
- Nie - usłyszałam w odpowiedzi i poczułam jego dłonie na biodrach. - Misiu... - zamruczał mi do ucha, a ja westchnęłam i położyłam swoje dłonie na jego. - Co jest? - ciągnął. Odwróciłam się do niego i wzruszyłam ramionami.
- Nic... - burknęłam. Złapał mnie za pośladki i podniósł do góry, sadzając mnie na blacie. Stał między moimi nogami i patrzył na mnie, ale ja czułam się dziwnie.
- Nie chcę na nikogo... "Skarżyć"... - westchnęłam. - Tym bardziej na przyjaciela... - chciałam wydobyć z siebie więcej słów, ale może się bałam...?
- Liam, tak? Co ci zrobił? - spytał energicznie Zayn, a ja podniosłam głowę na niego szybko.
- Zayn...
- Pytam się.
- No... Wczoraj popiliśmy i... - znów się zawiesiłam.
- Mów!
- Trochę się dobierał do mnie...
- Co za gnój! - zdenerwował się i odsunął się ode mnie, ale zatrzymałam go.
- Zayn - złapałam jego nadgarstek.
- Na chwilę cię nie można zostawić!
- Przecież nic nie zrobiłam! - zeszłam z blatu i chciałam do niego podejść, ale udał się w stronę drzwi. - Gdzie idziesz? Zayn... Dopiero się pogodziliśmy...
- Idę skopać dupę temu palantowi.
- Zaczekaj...
- Co? - warknął i się odwrócił do mnie, aż trochę się wystraszyłam.
- Zostań ze mną.
- Teraz chcesz go bronić?
- Zayn - rzuciłam z oburzeniem. - Musiałam się wygadać, nie doszło między nami do niczego, cały czas czekałam na telefon od ciebie, później trochę świętowaliśmy... Serio nic się nie stało, nie idź...
- Powinienem iść i dać mu nauczkę, a nie robić to co mi dziewczyna każe - znów warknął. Nabierz pewności siebie, Jenn...!
- To znaczy, że nie liczysz się z moim zdaniem? Twoja dziewczyna prosi cię byś spędził z nią miły wieczór, porządnie się z nią pogodził, zamiast kolejny raz się kłócić, a ty wolisz iść i skopać komuś tyłek? Chyba nie na tym to polega!
- Wygrałaś... - powiedział po chwili i przytulił mnie.
- Tobie trzeba przemawiać do rozumu...?
- Przepraszam - westchnął. - Co świętowaliście? - spytał w końcu.
- Byliśmy na wyścigach...
- Beze mnie??
- Byłam u ciebie, ale trochę mnie zlałeś więc pojechałam do brata...
- Byłaś z nimi?
- Tak.
- I co? - dopytywał.
- Chłopacy się ścigali i ani razu nie spieprzyli więc się cieszyliśmy.
- A ty?
- Pojechałam raz... I wygrałam, ale miałam amatora, więc...
- Moja dziewczyna! - ucieszył się, przytulił mnie i obrócił wokół własnej osi.
- Już ci przeszło?
- Jestem z ciebie dumny - pocałował mnie.
- Taa, widzę.
- Skarbie... - złapał mnie za podbródek.
- Wkurzyłeś mnie swoim podejściem do tego co ja tobie każę robić.
- Przepraszam, Jenn - znów mnie przytulił. - Przepraszam... Mogę ci to wynagrodzić - powiedział półszeptem do mojego ucha i cicho się zaśmiał.
- Najpierw mieliśmy się pogodzić - przypomniałam. Zayn stał blisko mnie, z głową w okolicach mojego ucha, a jego dłonie już zsuwały moje spodnie i ściskały moje pośladki. Jego usta muskały moją szyję czym przyprawiał mnie o większe ciarki. Moimi wargami również sięgałam jego szyi i tak zaczęliśmy od niewinnego muskania po ostrzejsze pocałunki. Złapałam rąbek jego koszulki i pozbyłam się jej. Zayn podniósł mnie do góry, a ja owinęłam go nogami w pasie całując już namiętnie jego usta. Poszedł niedaleko, bo aż na kanapę, a stała ona max. 2 metry od nas. Usiadł na niej, a ja bardziej na niego napierałam. Po chwili Zayn już leżał, a ja na nim. Ocierałam się o jego krok, a on zdjął moją bokserkę i szybko złapał za odpięcie od stanika. Zsunął mi ramiączka i wyrzucił go na podłogę. Skierował dłonie na moje pośladki i zaczął również zsuwać moje majtki, jednak w tym momencie ktoś wszedł do domu. Leżałam całym ciałem na Zaynie, więc nie ukazywałam mojego biustu.

Oddając ostatni pocałunek Zaynowi podniosłam wzrok, by spojrzeć kto nam przeszkadza.
- Cześć - wyszczerzyła się moja przyjaciółka. Za Lily wszedł jeszcze Hazza.
- Teraz? - spytałam z pretensją.
- Przeszkadzamy? - udała zdziwienie.
- Nie, kurwa - odezwał się Zayn spode mnie.
- Bo my jesteśmy po małej kłótni - wyjaśniłam.
- To my... Zadzwoń do mnie w wolnej chwili - posłała mi uśmiech i wyszli.

- Wkurza mnie czasem to, że niektórzy mogą czuć się tutaj jak u siebie - wyraził Zayn.
- Ty jesteś jednym z nich - na powrót go całowałam, by mi nie marudził dłużej. Zdjął w końcu moje majtki, oddał mi pocałunek i podniósł się. Znów na nim siedziałam, tylko teraz rozpięłam jego spodnie i uniosłam się na nogach, tak jak on, by zdjąć je z niego. Poszły razem z bokserkami. Chwila pracy ręką i jego przyjaciel stał na baczność. Dosiadłam go powoli dobijając do końca i wypuszczając powietrze z ust. Przez moment poruszałam się wolno, by po chwili mieć swobodniejsze ruchy, a później unosiłam się szybciej, dodatkowo całowałam Zayna namiętnie, wplotłam palce w jego włosy i niemal go przytulałam. Jego dłonie błądziły po moich plecach,  po niedługim czasie moje dłonie zjechały na jego plecy. Wciskałam w nie swoje paznokcie z podniecenia. Tak mnie przyjemnie rozpychało na dole... Ten seks wydawał się być namiętny, czuły. Ale zmieniło się to, gdy ja leżałam na kanapie, a Zayn nade mną. Jedną nogę miałam zarzuconą na oparcie, a drugą na plecach Malika. On był stanowczy i zachowywał się jakby chciał rozładować napięcie. Może mi się wydawało, ale czy to bolało? Trochę... Jeszcze mocniej wbijałam swoje paznokcie w jego plecy, ale nie wiedziałam jak mocno.
- Jenn - warknął. - To boli.
- Mnie też - prawie odpysknęłam.
- Przepraszam... - mruknął i pocałował przelotem moje usta. Kontynuował już delikatniej, ale w zwyczaju ma być jednak stanowczy.

- Zadzwonię do Lily - oznajmiłam. Wzięłam telefon i wyszłam na taras przy okazji zapalając papierosa po dobrym seksie. Zayn zaraz szybko dołączył, przeciskając jeszcze koszulkę przez głowę i usiadł obok mnie również rozpalając. Objął mnie ramieniem i ucałował mój policzek.
- No siemanko - odebrała Lily.
- Co chciałaś? - spytałam od razu.
- Wiesz... W sumie nie pamietam, więc chyba to nie istotne - zaśmiała się, a jej głos był już podpity.
- Gdzie jesteś?
- Właśnie. Przyjedziecie do Louisa? Wypijemy coś.
- A ty już chyba masz dosyć, co?
- Ja? Skąd! Wbijajcie, czekamy - rozłączyła się.

- Jedziemy do Louisa? - spytałam Zayna.
- A chcesz?
- Z jednego powodu nie bardzo, ale wypiłabym z nimi i z tobą - lekko się uśmiechnęłam i pocałowałam jego linię szczęki, na której widniał kilkudniowy zarost. Zayn patrzył przed siebie więc nie sięgałam do jego policzka, czy ust.
- Właśnie, idziemy - powiedział szybko.
- Nie, Zayn... Bez agresji - poprosiłam. Pamiętam jeszcze, że się wkurzył na Liama. - Wyjdę na paplę...
- Martwisz się o siebie? - wtedy na mnie spojrzał, a mnie zrobiło się głupio.
- Nie o to mi chodziło...
- Mój kumpel dobierał się do MOJEJ dziewczyny. Nie pozwolę, by inni cię tak traktowali, a skoro mnie tam nie było i to już się stało, to ktoś musi podjąć tego konsekwencje. I to nie będziesz ty, bo nie zawiniłaś.
W sumie jeśli po pijaku zaczną ostrą rozmowę to Liam pewnie powie, że władowałam mu się do łóżka i będzie tak jak z Loganem. Ja nie powiem Zaynowi całej prawdy, a gdy wyjdzie na jaw ZNOWU się od siebie odwrócimy.
- Zayn... - poiedziałam niepewnie. - Zanim tam pojedziemy i w najgorszym wypadku "poprztykasz" się z Liamem... Chcę żebyś wiedział jak to w całości wyglądało...
- Znowu coś przede mną ukrywasz? - chyba się zdenerwował.
- Nie, tylko...


Stanęłam między chłopakami, a stolikiem żeby im polać i nie rozlać, ale lejąc do ostatniego kieliszka poczułam dłonie na biodrach, ale po chwili już ktoś mnie za nie pociągnął i usiadłam na czyiś kolanach, ze śmiechem... Odwróciłam się, by spojrzeć kto tak robi.
- Liam...! - uderzyłam go w ramię śmiejąc się.
- Siedź tutaj.

-

Liam był tam gdzie poprzednio. Ja z kolei siedziałam przodem do jego boku, nogi miałam przełożone przez jego uda, a on obejmował mnie ramieniem. Skutkowało to tym, że przytulałam się do niego. Zdarzało nam się wymieniać zdania po cichu z Liamem, ale byłam taka wstawiona, że na coraz mniej miałam ochotę. Delikatnie się uśmiechnął i przejechał dłonią po moim policzku. Zatrzymał ją tam i jakoś tak milimetry się zbliżył do mnie. Nie wiem czy to impuls...? Bo sama też się przysunęłam i już poczułam jego usta, ale jednak ktoś złapał mnie za głowę obiema rękoma i uniemożliwił dalsze ruchy.
- Czy to ja mam być tym, który będzie ratował ci związek? - syknął mój brat i mnie puścił. Teraz trochę zrozumiałam jaki błąd bym popełniła całując Liama.

- Dobra, lecimy spać... - odezwał się Louis, kończąc piwo.
- No... - westchnął Liam. Niall poszedł, za nim Louis i zostałam sama z Li w salonie.
- Też już idź - uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
- Chodź ze mną - ten uśmiechnął się zalotnie.
- Chyba chory jesteś - cicho się zaśmiałam i odgarnęłam włosy za ucho.
- Chodź... - wstał i wziął mnie na ręce.
- Nie, Li... Ja się prześpię na kanapie, jak zawsze - to już szeptałam, bo Liam ignorował moje słowa i szedł do swojego pokoju, a nie chciałam żeby w najgorszym wypadku Lou albo Niall nas usłyszeli... Li doszedł już do drzwi, weszliśmy, zamknął je i postawił na podłodze.
- Nie marudź - powiedział cicho.
- Ale jesteś... - po tych słowach zdjęłam spodnie, zdjęłam też stanik spod bluzki i położyłam się do jego łóżka.


Zayna mina nie wyrażała nic. Wiedziałam, że jest nieźle nabuzowany wewnątrz, ale wolę żeby wyszło tak, a nie znowu przy innych wszystko wyjdzie na jaw i Zayn się wkurwi...
- Skarbie...? - odezwałam się niepewnie.
- Jenn... - jego ton był ostrzejszy. - Pocałowałabyś go, gdyby nie Niall.
- Ale tego nie zrobiłam...
- Weszłaś mu do łóżka - zarzucał mi dalej.
- Ale...
- Jenny... - wstał. - Zastanów się czy chcesz być moją dziewczyną - powiedział oschle.
- Zayn - ja z kolei powiedziałam to z oburzeniem, ale nie powiem, że przykro mi się zrobiło. Również wstałam. - Znasz mnie, wiesz, że nie zdradziłabym cię.
- Zdradziłabyś.
- Ale nie zrobiłam tego i już nie postawię się więcej w takiej sytuacji.
- Ale Jenn, ja wiem jaka ty jesteś. Masz rację, znam cię - znowu jakaś pretensja z jego strony...
- Powinieneś wziąć to pod uwagę wiążąc się ze mną - teraz to ja zarzuciłam.
- Nie oszukujmy się, jesteś ździrowata, ale kręci mnie to jak cholera. Wkurwia mnie tylko, że pozwalasz żeby inni się do ciebie przystawiali.
- Jestem ździrowata? - tylko na to zwróciłam uwagę. Niby o tym wiem, ale to ogromna różnica usłyszeć to od kogoś.
- Kotku - przejechał po moim policzku i zbliżył się do mojego ucha. - ...Pieprzysz się jak nikt inny.
Nie wiem już nawet czy odebrać to pozytywnie czy negatywnie... Westchnęłam tylko.
- Jesteś na mnie zły? - zmieniłam temat.
- Jestem - odpowiedział bez zastanowienia.
- Bardzo...? niepewnie na niego spojrzałam, a on westchnął. - Bardzo jesteś zły... - stwierdziłam.
- Powiedzmy, że ci wybaczam - cicho się zaśmiał, ale ja znam ten ton, tą grę... Jest zły, no...
- Wiesz co... - mruknęłam i go wyminęłam, przeszłam przez drzwi i weszłam z powrotem do salonu. Zayn szedł za mną i po chwili złapał mnie za biodra, zatrzymując mnie. Zanim to zrobił zdążyłam dojść do kuchni. Całował moja szyję, ale ja westchnęłam i delikatnie się odsunęłam.
- Co ci się znowu nie podoba? - spytał.
- Jest sztywno, Zayn... Nie lubię takiej relacji. I znowu ja coś spierdoliłam...
- Wybaczyłem...
- Nie - stałam przy swoim.
On spuścił lekko głowę i się zaśmiał, podnosząc ją spoglądał na mnie zajebiście seksownym spojrzeniem, aż ja mimowolnie się lekko uśmiechnęłam i spojrzałam w bok. Zayn znów podjął próbę całowania mnie, tylko tym razem w usta. Nie przeczyłam... Jego ręce trzymały moje plecy, a moje były zawieszone na jego barkach. Zayn zmierzał gdzieś, nie wiem gdzie, bo szłam tyłem, ale po krótkiej chwili zatrzymałam się o stół w kuchni.
- To nie pomaga - wycedziłam w jego usta. Sam pocałunek nie sprawi, że nie będzie sztywno. Źle mi się znowu z nim rozmawia...

Malik złapał mnie za pośladki i podniósł. Posadził na stole i przysunął mnie za tyłek do siebie, aż natknęłam się na jego krok.
- Mogę cię przelecieć jeszcze raz? - spytał. Podniecił mnie ten ton, ta obojętność... Jak cholera.
- Tak - nawet się nie zastanawiałam. Spojrzał na mnie odrobinę zdezorientowany, ale zarazem zadowolony. - Przynajmniej zapomnę o tej niemiłej rozmowie z tobą - uniosłam jedna brew.
- Dobrze, kotku - odpowiedział i szybko wpił się w moje usta. Złapał za gumkę moich dresów i zdjął je ze mnie razem z majtkami. Odpiął swoje spodnie i tylko zsunął je i bokserki. Pomogłam mu trochę stanąć, bo jest dopiero po... I siedząc na stole, zabolało jak we mnie wchodził. Syknęłam cicho.
- Będę delikatny - powiedział zauważając moją reakcję. Położyłam dłoń na jego karku i zbliżyłam jego twarz do swojej.
- Nie - wyszeptałam i go pocałowałam. Zayn zaczął pchać powoli, ale mocno. Tak lubię, ale znowu mnie bolało, może to przez to, że siedzę. - Zayn, boli...
- Nie moja wina...
- Twoja - zarzuciłam mu.
- Połóż się - rozkazał i kładąc rękę na moje żebro, sam mnie położył na stole. Trzymał mnie za uda i znowu pchał mocno, ale ból przeszedł. Dłonie trzymałam na stole i gdybym mogła to wbiłabym w niego paznokcie, plecy zaczynały mi się wyginać, a z buzi wychodziły coraz to głośniejsze jęki. Wyprostowałam swoje nogi i trzymałam je teraz na barkach Zayna, a on trzymał mnie za kostki. Nie zwalniał i dawał mi tak ogromną przyjemność, jak zawsze... Powoli odchodziłam od zmysłów!

- Idziemy do tego Louisa? - spytał.
- Tak ci śpieszno? - uniosłam brwi do góry.
- Tylko pytam - zaśmiał się.
- Chodź się wykąpać - zaproponowałam. Poszedł za mną bez namysłu. Już się nie ubierałam, tylko majtki założyłam, a górę miałam cały czas na sobie. Napuściłam wannę pełną wody z wielką pianą i zanurzyliśmy się w niej. Przyniosłam do łazienki butelkę wina, by wnieść tutaj trochę romantyczności i siedząc na przeciw siebie popijaliśmy.
- Skarbie... - zaczął Zayn. - Przytul się do mnie.
Nie czekając odwróciłam się i oparłam plecami o jego klatkę piersiową.
- Uwielbiam się z tobą kochać - wyznał. Niby o tym wiem, ale...
- Dlaczego? - spytałam.
- Nie odmawiasz mi wcale, tylko kilka razy się zdarzyło, jesteś dobra i idealnie to między nami wygląda - pocałował mnie w skroń.
- Na prawdę tak myślisz?
- Ja to wiem. I właśnie tak jest - przyznał.
- Jesteś kochany - odwróciłam głowę by go pocałować. Ale nie skończyło się na tym. Zayn szybko pogłębił pocałunek, a ja odwróciłam się prawie całym ciałem i tak przez chwile nie odrywaliśmy się od siebie.

Wyszliśmy z wanny jak wypiliśmy całą butelkę. Porządnie się wytarliśmy i ja założyłam jakieś fajne świeże, lekkie ubrania, a Zayn był w tym co przyszedł. Zrobiłam swieży, odrobinę mocniejszy makijaż i mieliśmy jechać do Louisa, pomimo, że oboje wypiliśmy trochę... Zayn się nie krępował i wsiadł za kółko.
- Musiałaś założyć bluzkę z dekoltem... - znowu mi coś zarzuca. Muszę być sprytniejsza.
- Chcę ci się bardziej podobać.
- Kotku, ty mi się zawsze podobasz, cokolwiek masz, bądź nie masz na sobie.
- Daj spokój, wiem, że dekolt cię pociąga - posłałam mu zalotny uśmiech, bo akurat spojrzał na mnie.
- Nie tylko mnie... - mruknął.
- Przestań już - pogłaskałam go po udzie. - Proszę, tylko nie naskakuj na Liama - zmieniłam temat. Zayn westchnął.
- Kurwa... Nie będę sobą jak mu...
- Dobra, jak tak chcesz grać to zawieź mnie do domu - przerwałam mu.
- Okej - powiedział szybko. - Nie naskoczę na Liama.
Spojrzałam na niego, a gdy nasze oczy się spotkały, dodał:
- Dla ciebie.
Posłałam mu uśmiech i skończyliśmy rozmawiać. Pojechaliśmy do Zayna, przebrał się, przy okazji wstąpiliśmy do sklepu i kupiliśmy 3l czystej i około 21:00 byliśmy u Louisa.

- Zapomnieliście gdzie mieszkamy, czy były objazdy? - przywitał nas Lou, gdy weszliśmy do ich domu.
- Sorry - zaśmiał się Malik i spojrzał ukradkiem na mnie.
- Przecież oni mieli spinę... - odezwał się Liam. Poczułam jak Zayn się spiął, więc pogłaskałam go po plecach.
- Ruchali się - trzepnęła pijana Lily prosto z mostu.
- Aaaa.... - rzucili chyba wszyscy.
- Ale jest 21:00... - ciągnął Louis.
- Znowu się posprzeczaliśmy - wyjaśniłam spoglądając na Zayna.
- Jak wy się tak bzykacie, to dopiero będziecie latać jak się napijecie - powiedziała Lily, trochę się zaśmialiśmy i usiedliśmy. Teraz u nich w salonie stały już dwie kanapy, bo nasze grono się jakoś ostatnio powiększyło... A dzisiaj spotkaliśmy tutaj wszystkich. Nawet tą... Jesy, hahaha... Fajnie się teraz czułam, tym bardziej, że chodzę z Zaynem, a on się podobał Jesy. Nie wiem czy czasem wciąż się jej nie podoba.

Louis i Niall byli najbardziej trzeźwi z całego grona, nie wliczając mnie i Zayna, bo później przyjechaliśmy. Ale zaczęliśmy wszyscy wlewać w siebie alkohol jak pojebani... Harry siedział na fotelu, a Lily bokiem na jego kolanach i miziali się, całowali... Lou z Ashley na jednej kanapie siedzieli i ta sama bajka, Liam z Jesy wyszli jakiś czas temu, ale nie wiem czy z salonu do pokoju Liama, czy w ogóle na dwór. Ja z Zaynem i Niallem wciąż piliśmy, siedząc na drugiej kanapie. Jednak wyszliśmy przed drzwi przewietrzyć się i zapalić na powietrzu. Usiedliśmy z Zaynem na przeciw Nialla. Zayn przytulał mnie słodko od tyłu, a Niall patrzył chwilę ze szczenięcą miną.
- Kocham was - powiedział po chwili, a my się zaśmialiśmy. - Jesteście kochani - dodał. Odwróciłam głowę, by spojrzeć na Zayna, a on pocałował mnie w usta chwilę.
- Znajdź sobie dziewczynę - poradził mu Malik.
- Ja nie potrzebuję, podoba mi się takie życie, takie wyrywanie.
- A jak siedzimy i pijemy to jedyny nie masz z kim się miziać - przypomniałam.
- Przeboleję - cmoknął mój brat i wstał. Weszliśmy do środka, a wszyscy siedzieli tak jakby na coś czekali. Liam z Jesy wrócili, więc pewnie się bzykali, te cholery... Przyjrzałam się i zobaczyłam, że nie ma Louisa. Razem z Zaynem przystanęliśmy tak pomiędzy drzwiami, a kanapą i czekaliśmy razem z innymi. Lou po chwili przyszedł, złapał Ashley za rękę i pociągnął, by wstała. Teraz oboje stali na przeciw siebie na środku salonu, a my wlepialiśmy w nich oczy.
- Wybacz, że robię to po alkoholu... - zaczął i złapał Ash za dwie ręce. - Ashley... Nie mogę już dłużej czekać.
- Powiedz to - uśmiechnęła się do niego lekko.
- Bądź ze mną... Zostań moją dziewczyną.
Nie wiem dlaczego się zdziwiliśmy, ale Louis nie należy do takich, chyba... To było urocze. Spojrzeliśmy z Zaynem po sobie i uśmiechnęliśmy się znacząco. Oczy i usta Ashley wyrażały wielkie szczęście, a cała twarz ogółem była zdziwiona. To było słodkie. Ale dzięki Jesy pozbyliśmy się romantyzmu. Dlaczego ona to robi...?
- Chcesz chodzić z tą dziwką? - skierowała się do Louisa.
___________________________________________________
Hehehehe, moje mordeczki... Nie miałam weny jakoś... W chuj :D Przepraszam, że tak wyszło i że rozdział jest do dupy, bo nic nie wnosi, ale no kurwa... XD Przekleństwa same się pchają ;xx
Powodzenia w nowym roku szkolnym :D Nie bójcie się gimnazjum :)
Do następnego, xx

niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 43

Więc kilka osób zgadło, ale wypisując kilka propozycji :D
Zmieniłam moje plany i z nieznanych wam powodów dedykuję ten rozdział pewnej Sandrze ♥

___________________________________________________

Nigdy bym nie pomyślała, że pod tym kaskiem krył się Logan.
- Jennifer?! - spytał jakby z oburzeniem.
- Logan?! - dorównałam jego tonu.
- Ty się ścigasz?!
- A ty przegrałeś... - zaśmiałam się pod nosem. Mały tłum zrobić coś jak "Ooooo..."
- Chcę rewanżu - powiedział po chwili.
- Ale ja nie - wyciągnęłam rękę w jego stronę i poruszałam palcami jakbym mówiła "Dawaj kasę". W wkurzoną miną dał mi zwinięte pieniądze. Korzystając z okazji, że byłam blisko, dodałam ciszej:
- Ostatnio bardziej ci się podobało, jak dawałeś mi pieniądze - uniosłam na chwilę jedną brew, a on tylko zgromił mnie spojrzeniem. - 1:1... - powiedziałam na koniec i odjechałam.

- To jest ten cały Logan? - spytał Louis, gdy byliśmy już trochę dalej.
- A co? - spojrzałam na niego. Przy okazji rozpaliliśmy papierosa.
- Wyobrażam sobie jak Ashley przed nim tańczy... Rozbiera się...
- Nie tylko przed nim...
- Nie pocieszaj mnie - zaciągnął się, a ja się cicho zaśmiałam. - Nigdy bym nie pomyślał, że ona jest w stanie tak...
- Albo Lily... - powiedział mój brat. - Wyobrażacie sobie taką Lily?
- Nie - Liam i Louis pokręcili głowami.
- Ja sobie wyobrażam Jenny - zaśmiał się cicho Liam. Wszyscy na niego spojrzeliśmy. - No co?
- Nawet ja sobie nie wyobrażam mnie, tam...
- Ja tak - Liam znów się zaśmiał. - To musiało wyglądać... Bosko.
- Zróbcie taki pokaz kiedyś dla nas - wtrącił ze śmiechem Louis, ale ja tylko pokiwałam głową.
- Dla obcych jest łatwiej się rozebrać - stwierdziłam, czując minimalne "doświadczenie".
- Przede mną się rozebrałaś - rzucił Liam.
- Nie całkiem - wspomniałam sobie jak uprawiałam seks w Liamem.
- Odchodzimy od tematu - znów Louis się odezwał.
- Nie rozbiorę się przed bratem - zażartowałam.
- Niall nie będzie patrzył - zaśmiał się Lou.
- Moje wyobrażenia staną się rzeczywistością - wtrącił teraz Liam.
- Wyobraź sobie Jesy, ta nie tylko się rozbierała - celowo przytoczyłam.
- A ty masz chyba jeszcze wyścig do wygrania - natychmiast zmienił temat, a wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Wy nie jedziecie? - spytałam wszystkich.
- Ja bym pojechał - stwierdził Louis. - W sumie, to pojadę.

Jak oni to robią, że wciąż wygrywają? Może ja za jakieś 3-4 lata tez tak będę jeździć? O czym ja w ogóle mówię? Ja nie będę się ścigać dłużej... Po Louisie pojechał Niall, bo ścigał się tylko ze mną, chociaż nic nie przejebał, bo ten wyścig to tylko "żart". Nie czuję się gotowa, by jechać kolejny raz. Może przyjadę tutaj innym razem?
- Która jest godzina? - spytałam, gdy wszyscy znów byliśmy obok siebie.
- 23.00 - powiedział mój brat, spoglądając na zegarek.
- Zbieramy się?
- Co? Nie jedziesz?
- Nie, przyjedziemy następnym razem. Dzisiaj nie chcę jechać drugi raz.
- Dobra, może w przyszłym tygodniu - skończyliśmy rozmawiać i pojechaliśmy do domu chłopaków. Jechałam razem z Niallem i przytulałam się do jego pleców. W czasie drogi myślałam o Zaynie... Miał się odezwać, a dotąd... W sumie to nie wiem, nie wzięłam ze sobą telefonu. Ale byłam u niego dopiero dzisiaj więc może jutro, albo w najbliższym czasie się do mnie odezwie...
- Jesteśmy - brat wyrwał mnie w przemyśleń, parkują w garażu, razem z chłopakami. Zeszłam z motoru i w czwórkę weszliśmy do domu z uśmiechem na ustach.
- Jestem z ciebie dumny, siostrzyczko - Niall przytulił mnie teraz mocno.
- Ja też - Liam objął mnie od tyłu.
- No ja też - dołączył Louis i objął Nialla od tyłu. Wybuchnęliśmy wszyscy śmiechem i przestaliśmy się przytulać.
- To co, opijamy! - ucieszył się Liam.
- No nie wiem... - stawiałam opór.
- Wygrałaś z chłopakiem, my też nic nie przejebaliśmy, czego ty nie wiesz? - spytał Lou z pretensją.
- Powinnam jechać do domu...
- Pojedziesz jutro - Louis objął mnie ramieniem i doprowadził do kanapy, siadając. Sam wstał i poszedł do kuchni.
- Dobra, wypiję piwo... - zgodziłam się. Liam przyniósł cztery kieliszki, jakąś zagrychę i postawił na stół, a Louis przyniósł pół litra wódki. Patrzyłam bez słowa na niego, on też na mnie patrzył. Postawił flaszkę na stole i usiadł obok mnie.
- Nie wypijesz piwa - powiedział w końcu. Liam zabrał się za polewanie, bo siedział na fotelu i rozłożył nam kieliszki. I tak... Pierwsza flaszka poszła w obroty. Ale co to jest na cztery osoby...? Po drugiej miałam większy szum. Miałam po prostu wielki szum.

Z telewizora leciała muzyka, my głośno gadaliśmy, śmialiśmy się, przytulaliśmy się. Jakoś było wesoło i akurat trójka tych chłopaków bardzo, ale to bardzo mi odpowiada. Mieliśmy na stole trzecią butelkę wódki, a moje gardło było już przepalone, więc wchodziło mi coraz lepiej. Od czasu do czasu krążyliśmy między kuchnią, a salonem, ale nie wiem dlaczego... To po kolejną flaszkę, to po colę, bo się skończyła, a potrzebna była do popijania, to po kieliszek, bo Louis swój zbił o stół, tak kilka razy każdy się garnął. W salonie też nie siedzieliśmy cały czas na tyłkach. Chociaż, gdy przyszło polewać kolejny kieliszek, ja wstałam, bo siedziałam na fotelu, a chłopacy w trójkę na kanapie. Stanęłam między chłopakami, a stolikiem żeby im polać i nie rozlać, ale lejąc do ostatniego kieliszka poczułam dłonie na biodrach, ale po chwili już ktoś mnie za nie pociągnął i usiadłam na czyiś kolanach, ze śmiechem... Odwróciłam się, by spojrzeć kto tak robi.
- Liam...! - uderzyłam go w ramię śmiejąc się.
- Siedź tutaj.
- Ale stamtąd was widzę...
- Podaj te kieliszki - wtrącił Lou. Wzięłam kieliszki ze stołu i podałam im. Równo przechyliliśmy głowy i wypiliśmy zawartość.
- Chyba mamy dosyć, panowie - zaśmiałam się.
- Mamy dosyć, panowie? - spytał Liam.
- Nie - odpowiedzieli jednocześnie Louis i Niall.
- Ty chyba wymiękasz - zwrócił Liam do mnie.
- Nie - prychnęłam. Chciałam wstać, żeby polać, ale Li cały czas mnie trzymał. Po chwili śmiechu mnie puścił, a ja rozlałam po kieliszkach i podałam chłopakom. Około ponad pół butelki zleciało, my w jeszcze gorszym stanie, ledwo trzymając się na nogach, po prostu siedzieliśmy. Ja nie wytrzymywałam na kolanach Liama i wyciągnęłam nogi na Louisa, a głowę położyłam na Nialla.
- Ale mam dyndę... - parsknęłam śmiechem patrząc na brata.
- Jeszcze tylko pół flaszki i damy ci spokój - odpowiedział mój brat, delikatnie klepiąc mnie po policzku.
- Ale ja już nie polewam...
Louis zdjął moje nogi z siebie i wstał, by polać. Przyznam się, kielunka rozlałam... Haha... Poleciało mi gdzieś po szyi na kolana brata... Kurde... Ale później poszło. Podniosłam się i na powrót siedziałam na kolanach Liama, tyle, że tym razem obejmowałam go ramieniem.
- To teraz nie wypada iść spać - zaśmiałam się. - Po tym trunku trzaa balować...
Chłopacy śmiali się ze mnie.
- A co chcesz robić? - spytał Louis z uśmiechem na ustach.
- Teraz mogę tańczyć - parsknęłam śmiechem.
- A rozbierzesz się przy okazji? - podrzucił Liam.
- Co to, to nie - odpowiedziałam pewnie. - Powinno tobie raz starczyć.
- Nie rozebrałaś się cała... Miałaś koszulkę - napomniał.
- Dobra, ja nie chcę słuchać waszej łóżkowej przygody - wtrącił Niall. Ja razem z Liamem i Lou się roześmialiśmy. W sumie to zleciała nam jakaś godzina i nawet nie wiem jak... Niall pożerał bułki w kuchni, bo zgłodniał, Louis siedział na fotelu i sączył piwo, a Liam był tam gdzie poprzednio. Ja z kolei siedziałam przodem do jego boku, nogi miałam przełożone przez jego uda, a on obejmował mnie ramieniem. Skutkowało to tym, że przytulałam się do niego. Zdarzało nam się wymieniać zdania po cichu z Liamem, ale byłam taka wstawiona, że na coraz mniej miałam ochotę.
- Co teraz będzie? - spytał mnie Liam, znów cicho.
- Z czym? - odsunęłam się odrobinkę, by móc spojrzeć na jego twarz.
- Z Zaynem...? Już dawno przestaliście rozmawiać...
- On... Powiedział, że się do mnie odezwie...
- A odezwał się...?
- No nie... - westchnęłam. - I brakuje mi go...
- Będzie dobrze... - delikatnie się uśmiechnął i przejechał dłonią po moim policzku. Zatrzymał ją tam i jakoś tak milimetry się zbliżył do mnie. Nie wiem czy to impuls...? Bo sama też się przysunęłam i już poczułam jego usta, ale jednak ktoś złapał mnie za głowę obiema rękoma i uniemożliwił dalsze ruchy.
- Czy to ja mam być tym, który będzie ratował ci związek? - syknął mój brat i mnie puścił. Teraz trochę zrozumiałam jaki błąd bym popełniła całując Liama.

- Dobra, lecimy spać... - odezwał się Louis, kończąc piwo.
- No... - westchnął Liam. Niall poszedł, za nim Louis i zostałam sama z Li w salonie.
- Też już idź - uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
- Chodź ze mną - ten uśmiechnął się zalotnie.
- Chyba chory jesteś - cicho się zaśmiałam i odgarnęłam włosy za ucho.
- Chodź... - wstał i wziął mnie na ręce.
- Nie, Li... Ja się prześpię na kanapie, jak zawsze - to już szeptałam, bo Liam ignorował moje słowa i szedł do swojego pokoju, a nie chciałam żeby w najgorszym wypadku Lou albo Niall nas usłyszeli... Li doszedł już do drzwi, weszliśmy, zamknął je i postawił na podłodze.
- Nie marudź - powiedział cicho.
- Ale jesteś... - po tych słowach zdjęłam spodnie, zdjęłam też stanik spod bluzki i położyłam się do jego łóżka. On rozebrał się do bokserek, zgasił światło i zajął miejsce obok mnie. Leżałam na plecach, a Liam bokiem, czułam, że patrzy na mnie. Po chwili fizycznie poczułam jego dłoń na moim brzuchu.
- Liam, proszę cię... - powiedziałam jakby z pretensją. - Nie powinnam nawet wchodzić ci do łóżka...
- To ja cie tutaj zaciągnąłem.
- A ja się zgodziłam - chyba miałam pretensję do siebie.
- Złościsz się?
- Nie - westchnęłam. - Dobranoc - odwróciłam się plecami do niego.
- Dobranoc, słonko.
- Liam - warknęłam na niego.
- Przepraszam - objął mnie mocno i ucałował mój policzek. - Dobranoc.

Myślałam, że będzie spokojnie, że nie będzie chciał ode mnie rzeczy, których nie mogę mu dać, ale...

Zaczął unosić moją koszulkę, przejeżdżając dłonią po moim nagim boku. Wiem, że jesteśmy pijani i mamy bardzo wyczulone zmysły dotyku, ale no kurwa... Położyłam dłoń za jego dłoni, ale mu to nie przeszkadzało. Skierował ją na mój również nagi brzuch i dalej podwijał mi bluzkę. Chciałam mu przerwać, ale... Dlaczego się nie odezwałam?
_____________________________________________________
Nie za długi, ale inaczej nie dodałabym dziś tylko jutro, a miał być kilka dni temu. Więc enjoy i piszcie jak wam się podoba, bądź też nie :)


środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 42

Na czym teraz stoję? Zayn nie odzywa się do mnie ani słowem, gdy przyjeżdżam do Nialla, a on tam akurat jest, to zbiera się i wychodzi nie patrząc na mnie. Co na prawdę nas skłóciło wiedzą tylko dziewczyny i mój brat. Reszta patrzy na nas i się zastanawia. A przecież byliśmy wspaniali... Może jak poczekam jeszcze jakiś czas, jak wszystko trochę się uspokoi, albo odejdzie, chociaż kawałek, w niepamięć, to pójdę do Zayna, przeproszę. Nie mam mu co wyjaśniać, bo nie mam żadnych argumentów, nic. To się stało, a ja nie jestem w stanie się z tego wytłumaczyć.

Nie płaczę za Zaynem, żeby nie było wątpliwości. Staram się to traktować jak jakąś kolejną sprzeczkę. Prędzej czy później i on zatęskni. Mam taką nadzieję. Myślę, że nie przeholowałam, chociaż w tym miejscu można dyskutować... Może i jestem trochę ździrowata, ale nie poradzę nic na mój charakter. Będąc z Zaynem w związku na pewno nie dopuściłabym się takiego czegoś, bo wiem, że to nie są puste słowa, tylko zobowiązuje mnie to do jakiejś tam czystości. Nie względem Zayna, oczywiście.

Znamy się już długo, wie jaka jestem, zna mój charakter i sam się przecież podjął związania się ze mną. Nie może mu przeszkadzać ta cała ździrowatość. Wie dobrze, że nie zdradziłabym go, ani nie dopuściłabym się głupich, bezmyślnych czynów. Ja mam Zayna i nie potrzebuję szukać rozrywki u innych chłopaków. Zayn daje mi to czego potrzebuję i sprawia, że jestem szczęśliwa. Mam do tego przyjaciół i żyje mi się naprawdę bardzo dobrze. Nie mam na co narzekać.

Lily usunęła w końcu dziecko. Zwlekała, bo się bała. Nie przejęła się tym, że je zabija, czy coś tam... Jak będzie chciała to zrobią sobie następne. z tego co mi opowiadała to nie ma żadnych powikłań i będzie mogła ze spokojem zajść znów w ciążę, bez skutków ubocznych. Mimo to, widać, że przytyła. W końcu ponad miesiąc wpieprzała jak głupia, bo miała (dosłownie) podwójny apetyt i teraz są efekty. Nie jest gruba, tylko trochę widać po brzuchu, który był płaski, a skóra na nim napięta i trochę po tyłku.

W jeden piątek, po pracy, zamiast do domu, pojechałam do Louisa i chłopaków. Wypiłam sobie z nimi piwo, pooglądałam telewizję, popatrzyłam na Ashley wtuloną w Louisa, ogółem fajnie...
- Jade do sklepu, chcecie coś? - odezwał się Niall. Chłopacy poprosili o jakieś piwa, coś, ale ja nie...
- Kup mi pudełko lodów...
- Jakiś konkretny smak? - zaśmiał się mój brat.
- Czekoladowo-śmietankowe - uśmiechnęłam się do niego. Ostatnio lubię tak pojeść łyżeczką na spokojnie lody z pudełka. Jakby uspakajało...

Zostałam w salonie razem z Liamem, Louisem i Ashley. Nie rozmawiałam jakoś z nimi, bardziej po prostu oglądałam film w telewizji.
- Jenny... - zwrócił się do mnie Liam, a ja na niego spojrzałam. - Chodź, przytul się - wyciągnął jedno ramię. Wstałam z fotela i zajęłam miejsce na kanapie, pod ramieniem Liama. Objęłam go na brzuchu i w sumie dalej oglądałam tv. Przyjemnie mi się zrobiło w jego objęciach.
- Nie wiem co cię tak męczy, ale przejdzie mu - pocieszył mnie i pocałował w skroń.
- Mhm... - powiedziałam pół sarkazmem. Chciałam mu nawet powiedzieć co się stało, bo to nie musi być wielką tajemnicą, ale Louis nie mógłby się o tym dowiedzieć. Liam to nie problem, bo przeciez wie, że Jesy się z kimś pieprzyła, ale ciekawe czy Harry wie. Czy Zayn mu powiedział...?

Po jakimś czasie przyjechał Niall, ale oprócz sprawunku przywiózł ze sobą Harry'ego. Zaśmiał się na mój widok i usiadł na fotelu, spoglądając na mnie.
- Jak tam? - spytał.
- Jak widać - odpowiedziałam pierwsze co przyszło mi do głowy.
- Odzywał się?
- Zgadnij... Myślisz, że odezwałby się do mnie pierwszy?
- No nie wiem - ciągnął Styles.
- Ale ja wiem...

Niall podał mi lody i łyżeczkę i zaczęłam jeść. Reszta trochę rozmawiała, pili piwo i czasem spoglądali na telewizor, a ja byłam w niego zagapiona. Nawet tak się wsłuchałam, że nie słyszałam rozmów przyjaciół.
- Mogę zostać na noc? - spytałam Nialla, gdy późna godzina widniała  na zegarku.
- Głupie pytanie - wtrącił Louis.
- Jasne - odpowiedział mi brat. Gdy wszyscy poszli spać, ja zostałam na kanapie, bo właśnie tam miałam spędzić noc. Oglądałam jeszcze jakiś film po cichu w nocy, a lody skończyłam jeść, gdy zostało mi około 1/4 z pudełka.
- Wciąż nie śpisz? - usłyszałam. Wystraszyłam się, bo było ciemno i nie słyszałam kroków.
- Tak - powiedziałam półszeptem nie oglądając się nawet z kim rozmawiam. Słyszałam, że odkręca butelkę, więc pewnie pije. Po chwili usiadł obok mnie. Zobaczyłam, że to Liam. Tak najbardziej się go tutaj spodziewałam.
- A ty? - spytałam.
- Ja spałem.
- Zapalisz? - zmieniłam temat. Zapaliliśmy papierosa i w ciszy oglądaliśmy.
- Brakuje ci go? - Liam na mnie spojrzał. Zaciągnęłam się jeszcze zanim odpowiedziałam.
- Tak.
Po tym Liam objął mnie jedną ręka, tak jak poprzednio.
- Kwestia czasu... - stwierdził.
- Mam nadzieję, musiałabym iść do niego... Pogadać.
- Nie rozmawiałaś jeszcze z nim? - trochę się zdziwił.
- Nie... Czekam aż trochę ochłonie.

Siedzieliśmy jeszcze chwilę w ciszy aż nie usłyszeliśmy stłumionych, cichych jęków. Raczej Ashley, bo jest jedyną dziewczyną tutaj poza mną.
- Nie... Znowu...? - westchnął Liam, a ja się zaśmiałam.
- Chodź, nie będziemy tak siedzieć - powiedziałam z uśmiechem, zgasiłam papierosa w popielniczce i wstałam. Wyciągnęłam rękę o Liama, a on ją niepewnie chwycił.
- Chcesz ich przebić? Też jesteś dość głośna - przytoczył Liam, ale znów się zaśmiałam, tym razem z nim.
- Nie.
Stojąc pod drzwiami pokoju Louisa popatrzyłam na Liama z uśmiechem.
- Nie wejdziesz tam - stwierdził szeptem mój przyjaciel.
- Ja nie wejdę?
- Nie zrobisz tego - mówił jakby był coraz mniej pewny.
- Na pewno się zakluczyli - cały czas szeptaliśmy.
- Zobacz - jednak podpuszczał mnie. Co się miałam wahać? Nadusiłam na klamkę, ale faktycznie drzwi były zakluczone, więc zapukałam kila razy. W chwili jęki Ashley ucichły.
- Co? - usłyszeliśmy zdenerwowany głos Louisa.
- Wszystko w porządku? - spytałam go przez drzwi.
- Słyszeliśmy krzyki kobiety - ciągnął Liam. Ciężko było nam wstrzymać śmiech.
- Śmieszne. Spierdalaj - teraz głos Louisa był jeszcze bardziej zdenerwowany, a my w końcu wybuchnęliśmy śmiechem.

Następnego dnia, późnym popołudniem pojechałam do Zayna. Stanęłam przed drzwiami i w nie zapukałam. Po dłuższej chwili otworzył mi. Miał na sobie tylko bokserki, wystające spod szarych spodni dresowych. Z włosów kapały mu kropelki wody, a moje kolana aż się ugięły na ten widok.
- Cześć - powiedziałam po chwili, ale chyba czekał na dalszy ciąg, bo się nie odezwał. - Mogę wejść? - spytałam niepewnie. Przepuścił mnie i zamknął drzwi. Oparłam się tyłkiem o oparcie od kanapy, a Zayn stanął około dwa metry przede mną.
- Zayn... - zaczęłam. - Przepraszam...
- Tylko to przyszłaś mi powiedzieć? - spytał oschle.
- Co więcej mogę zrobić? - nie mówiłam głośno. - Wiem, że to puste słowo, ale...
- Tak - przerwał mi. - Każdy potrafi to powiedzieć.
- Ale ja nic więcej nie mogę zrobić. Nie mam jak się z tego wytłumaczyć. Mogę jedynie powiedzieć, że potrzebowałyśmy pieniędzy, ale mówiłam to już i wiem, że to mnie nie usprawiedliwia... Dlatego, chociaż dla zasady, mówię "przepraszam"... - wzięłam głębszy oddech, a Zayn milczał. - Wybacz mi, Zayn... - poprosiłam. On westchnął, złapał mnie za bark i przyciągnął do siebie, przytulając. Owinęłam rękoma jego nagie ciało i poczułam jego boski zapach, świeżo po kąpieli. Przejechałam rękoma po jego plecach, a po chwili Zayn już mnie od siebie odsunął.
- Idź już - powiedział również niegłośno.
Ale co to ma w ogóle znaczyć?! To zawsze ja tak mówię, on używa mojej metody...
- Zayn... - wyszeptałam.
- Dobrze słyszałaś - ciągnął oschle.
- Co to znaczy?
- Odezwę się - rzucił. Patrzyliśmy chwilę w swoje oczy, ale wiedziałam, że on nie chcę bym tutaj siedziała. Wyszłam więc i znów nie wiedziałam gdzie pojechać. Do domu, siedzieć sama? Do Lily na babskie pogaduchy? Do chłopaków na piwo? A może...

- Cześć, chłopaki - weszłam szybko do domu chłopaków. - Mam do was ogromną prośbę - powiedziałam też szybko. Wszyscy na mnie patrzyli, ale nikt się nie odezwał. - Pojedźmy na wyścigi.
Spojrzeli po sobie i zaczęli coś mruczeć.
- No w sumie... - Louis podrapał się po karku i wstał.
- Czemu nie... - dołączył Liam i również wstał.
- Nie - rzucił pewnie Niall i zrobił to samo.
- Czemu? - spytałam razem z chłopakami.
- Bo chcesz się ścigać - Niall zwrócił to do mnie, a pozostali dwaj chłopacy spojrzeli zdezorientowani na mnie.
- Braciszku, proszę... - podeszłam do niego i przytuliłam. - No proooszę...!
- Nie - stał na swoim.
- Umiesz jeździć? - spytał w końcu Louis.
- No już tak, uczę się dopiero miesiąc, ale... - spojrzałam na Nialla. - Jakoś muszę oddać ci te pieniądze...
- Jak się zabijesz to my zaraz do ciebie dołączymy, za sprawą Zayna...
Zignorowałam to, zaśmiałam się tylko i znów go przytuliłam. Pojechałam z Niallem do mnie, żebym się przebrała i w ogóle cieplej ubrała, a chłopacy pojechali już na miejsce. Założyłam czarne spodnie, ciemny T-shirt i skórzaną kurtkę. Takie wyścigi kojarzą mi się z ciemnymi kolorami...

Na miejscu zastaliśmy Louisa, bo Liam dał się ponieść i akurat się ścigał. Oni są w tym dobrzy. Pogadałam z Lou, żeby ten cały Kevin, co tutaj "dowodzi" załatwił mi kogoś... Słabszego. Oni znają się z tym kolesiem, więc liczę, że będzie trzymał ich stronę i nie wyjebie mi kogoś równego moim chłopakom...

Liam przyjechał cały w skowronkach, więc nie pytam kto wygrał. Na pytanie "Ile wystawiłeś?" odpowiedział, że 5 kawałków. To dużo... Dokładnie tyle, ile wiszę bratu. Po krótkiej, poradnikowej rozmowie z Niallem, wiem co zrobię. Wystawię na początek 3 koła, a jak przegram to oni wystawią za mnie. Tylko wtedy będę musiała skołować 8 tysięcy żeby oddać...

Chłopacy wpadli na pomysł żeby najpierw odstawić małą szopkę i pojadę w wyścigu z moim bratem. On da mi minimalne fory, ale mam poznać trochę tor i zobaczyć czym to się różni od tych wyścigów z Zaynem na pustkowiu. Założyliśmy kaski i podjechaliśmy do "początku". Niall pożyczył mi swój motor, a sam jechał Liama. Kolejny wyścig też pojadę motorem brata, bo teraz go trochę wyczuję.
- Wy razem? - spytał Kevin. Oboje kiwnęliśmy głowami. - Ile dajesz> - zwrócił się do Nialla.
- 5 kawałków - powiedział bez zastanowienia. Chyba to jakaś standardowa suma. Nie za dużo, nie za mało. Kevin spojrzał na mnie, a ja przytaknęłam głową, nie odzywając się. Kevin kiwnął ręką, że mamy podjechać na start. Serce biło mi trochę szybciej, ale nie specjalnie się bałam. W końcu wygram...

Wystartowaliśmy i jechaliśmy prawie łeb w łeb. Po prostej wszyscy nas jeszcze widzieli, ale gdy zakręciliśmy, zostawiłam Nialla kawałek na zakręcie. Ale nie wiele, żeby nie było. Cały czas próbował mi dorównywać. Raz mnie wyprzedził, ale wiedziałam, że muszę śmielej gazować i wyprzedziłam go około 100m od mety i ostatecznie dojechałam pierwsza, a Niall mniej niż sekundę po mnie.

Rozliczanie zawsze odbywa się przy Kevinie więc Niall wyciągnąć zwinięte pieniądze i mi podał. Nie było większych wiwatów, bo nikt nie wiedział kto siedzi na obu motorach. Odjechaliśmy i dołączyliśmy Do Louisa i Liama. Siedziałam cały czas na maszynie, zgasiłam silnik i zdjęłam kask, uwalniając moje brązowe włosy spod niego.
- Zawsze chciałem to zobaczyć na żywo - wyszczerzył się Louis, a my się zaśmialiśmy.
- Jak było? - spytał Liam i przytulił mnie jednym ramieniem krótko.
- Fajnie. Trochę adrenaliny nie zaszkodzi, ale jak to będzie "na serio" to będzie dobrze jak pikawa mi nie wyskoczy...
- Będzie dobrze - pocałował mnie w policzek.
- Będę musiał  pojechać minimum dwa razy, jak przejebie to więcej...
- Dobrze jeździsz - powiedział Niall. - Staraj się tylko w zakręty wchodzić bliżej bandy, zyskasz na czasie. I trochę gazuj zanim wyjedziesz na prosto. Może cię trochę zarzuci, ale też będziesz szybsza - poradził mi brat.

Spaliliśmy po papierosie, Louis raz się garnął i po jakimś czasie, gdy ochłonęłam z tego, że jechałam w wyścigu i zebrałam nowe siły na "prawdziwy" wyścig, założyłam kask i podjechałam bliżej, powoli, bo Niall szedł obok mnie. Podszedł blisko Kevina, poszeptał mu trochę do ucha, tamten się tylko zaśmiał, a oczu trochę mu zabłysły. Niall podszedł do mnie i zamurowało mnie jak cholera, gdy usłyszałam czym go przekupił:
- Powiedziałem, że załatwię mu ostrą panienkę - wyszczerzył się.
- Jesy?! - wydusiłam.
- Nie mów Liamowi, ani nikomu. Trzeba ją upić tylko i...
- Nie znam cię, człowieku... - weszłam mu w słowo. - Dopiero sam ją pukałeś, a teraz wykorzystujesz ją, by przekupić jakiegoś kolesia?
- Chcesz wygrać czy nie?
- No chcę... - przytaknęłam.
- Aż tak lubisz Jesy?
- Nie lubię jej...
- Więc o co tyle szumu? Sama wykorzystałaś ją w ten sposób.
- Skąd o tym wiesz? - zdziwiłam się. Powiedziałam tylko Lily, że dałam jej coś na popęd, żeby poszła się ruchać...
- Lily - zaśmiał się. Fajnie...
- Jak to zrobisz?
- Nie martw się, zajmę się tym, a ty idź i to wygraj.
- Chodź ze mną - poprosiłam. - Nie będę z nimi rozmawiać.

Razem z Niallem stanęliśmy obok Kevina i jakiegoś jeźdźca, ale nie wiem czy młody, czy jaki, bo był w kasku. On o mnie tez nic nie wie... Może tylko, że mam ładne nogi i jeśli mają mnie tutaj za chłopaka to chyba za pedałka...
- Ile? - spytał najpierw mnie Kevin.
- Trzy - odpowiedział Niall za mnie. Podjechaliśmy na linię startu i nasz wyścig rozpoczęła dziewczyna, wymachując rękoma.

Wystrzeliliśmy jak z procy, już na samym początku mocno gazowałam, by jak najszybciej objąć prowadzenie. Tak jak myślałam, serce wali mi jak pojebane, ale muszę starać się o tym nie myśleć... Jechałam po prawej stronie, a zakręt jest w lewo, mocniej przekręciłam gaz, mimo, że trochę zaczynałam się bać... Skręcając w lewo prawie zajechałam drogę rywalowi, ale udało mi się objąć prowadzenie. Tak jak mówił Niall, przygazować, zanim wyjadę na prostą. Zrobiłam tak i zarzuciło mi tył na prawo, ale utrzymując tą prędkość, bądź ją zwiększając wyjechałam na prostą. Starałam się nie zwalniać, chociaż bardzo chciałam. Serce biło mi naprawdę szybko, a adrenalina skoczyła jak głupia. Ale co z tego, pokusiło mnie i naciągnęłam gaz jeszcze bardziej, ostatni, nie duży zakręt, dam radę... Może ewentualnie minimalnie zwolnię. I od razu but i oby do mety. Bez większych zahamować pociągnęłam gaz, w miarę rozsądku i... Gdzie tu mowa o rozsądku. Właśnie jadę w nielegalnym wyścigu i albo wygram 3000£, albo tyle przegram... Dlaczego przeciwnik nagle jest tak blisko mnie? Teraz przyspieszył...? Mam mocniej przekręcić gaz...? Jeszcze mocniej? Jeszcze? BOOOSZ! Hamulec... Wygrałam to. Wygrałam! O kurwa! Zaczęłam robić się coraz bardziej szczęśliwa. Moi przyjaciele podjechali do mnie, a brat podbiegł i mnie przytulił. Myślę, że teraz mogę zdjąć kask.

Zgasiłam silnik, mój rywal również. Stał bardzo niedaleko mnie. Odpięłam kask i zdjęłam go, tak jak poprzednio, puszczając wolno włosy. Ich zdziwienie było ogromne, tak jak brawa, które rozbrzmiały w moim kierunku. Mimowolnie miałam uśmiech na ustach. Po chwili mój przeciwnik również zdjął kask, moje oczy niemal nie wyleciały z orbit, a w moim gardle nagle pojawiła się wielka gula. Nigdy bym nie pomyślała, że pod tym kaskiem krył się...
_____________________________________________________
Więc tego... Nie dodaję zbyt późno... Nie wiem co tutaj napisać... ;pp
Zgadnijcie z kim ścigała się Jenny, to... Czy każdy z was ma aska? Mogłabym mu dać... :O Z 50 lajków XD
Jeśli ktoś z was nie ma aska to nie martwcie się, może i tak nie zgadniecie XD
Żartuję... To był nie miły żart... Dawajcie swoje nazwy, a jak nie to pozostaje mi tylko zadedykować komuś z was kolejny rozdział ;DDD

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 41

- Jennifer - Zayn kontynuował. - Zostaniesz moją dziewczyną? - patrzył pięknym wzrokiem w moje oczy. To była chwila, której chyba nigdy nie zapomnę, jeszcze nigdy nie widziałam takiej iskry w jego spojrzeniu.
- Twoją? - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Tylko moją - oddał mi uśmiech. Pokiwałam lekko głową.
- Tak - powiedziałam po chwili. - Tak - uśmiechnęłam się szerzej. Chciałam go pocałować, ale jednak mocno się do niego przytuliłam. Dopiero po chwili złączyliśmy nasze usta w długim, czułym, namiętnym i romantycznym pocałunku.

- Aaaaaaaaaaaaaaaa! - następnego dnia wbiegłam do domu Louisa i chłopaków z głośnym piskiem, skacząc samymi nogami.
- Pająk? - spytał Niall i wstał, by się przywitać. Rzuciłam mu się na szyję i przytuliłam.
- Cześć, braciszku.
- Stało się coś? - spojrzał na mnie trochę dziwnie. Wyminęłam go obracając się wokół własnej osi ze splątanymi dłońmi.
- Cześć, Louis - szeroko się do niego uśmiechnęłam, bo wszedł do salonu.
- Kto to jest? - spytał Lou Nialla. Ashley i Liam, którzy siedzieli przez ten cały czas przed telewizorek wybuchli śmiechem.
- Zrób mi kawę, Louisie - powiedziałam z entuzjazmem i stanęłam za kanapą włączając się do oglądania.
- A może frytki do tego? - spytał z sarkazmem, ale zignorowałam to.

Gdy również Niall siedział na kanapie spojrzał w górę, w bok na mnie.
- Denerwuje mnie, że wisisz nade mną.
Wtedy oparłam się łokciami o oparcie tak, bym bardziej się nachyliła. Mój nowy wisiorek wtedy odsunął się od mojego ciała i bujał się na mojej szyi. Niall na niego spojrzał i wziął w dłoń. Ja szeroko się uśmiechnęłam.
- Wszystko jasne - zaśmiał się mój brat i spojrzał mi w oczy.
- Pokaż - wtrąciła Ashley i wykonała tę sama czynność co Niall. - O boziu, jaki śliczny.
- Prawda? - ucieszyłam się.
- Tyle zachodu o jakiś łańcuszek? - spytał Louis kładąc moją kawę na stole.
- Dziękuję - pocałowałam go w policzek i usiadłam na fotelu patrząc na moich przyjaciół. - Tyle zachodu, bo ja i Zayn jesteśmy parą - wyrażałam wielkie szczęście, a reszta pozytywny szok.
- Gratuluję! - ucieszyła się Ashley i wyciągnęła ramiona by mnie przytulić.
- Nic, tylko szczęścia życzyć - kiwnął głową Niall w moją stronę.
- Podpisuję się pod tym - wtrącił Liam.
- Ja też - teraz i Louis się uśmiechnął.

Wypiłam kawę, pogadaliśmy i około 18.00 poszłam do domu, bo dziś umówiliśmy się z Zaynem, Lily i Harrym na podwójną randkę. Te całe miłostki uderzają nam (przynajmniej mi) do głowy. Ale co zrobić? Można po prostu nazwać to "wspólne wyjście na miasto", albo coś, nie do razu randka. Nawet nie jedziemy do żadnej restauracji na kolację czy coś, po prostu zaproponuje się pizzerię i będzie dobrze.

Założyłam na siebie jeansy, conversy, bokserkę i skórzaną kurtkę. A łańcuszek od Zayna stał się nieodłącznym dodatkiem. O 19.00 przyjechał po mnie Zayn, a z Lil i Hazzą umówiliśmy się przed kinem. Jechaliśmy rozmawiając trochę.
- Cześć - przywitała nasz Lily i podeszła do nas. Ucałowała nas na przywitanie, a po chwili przywitał się Harry.
- Przytyłaś, Lily... - stwierdziłam i spojrzałam na nią.
- Serio...? - spytała.
- No... - powiedział Zayn, ale jakby się trochę bał tego, że mówi dziewczynie, że przytyła.
- Zrób coś z tym, za długo zwlekasz - lekko się uśmiechnęłam.

Nie wiem kto wybrał film, ale obejrzeliśmy "Epicentrum", na co bym się chyba nie zgodziła, bo nie przepadam za takimi filmami, ale w tym towarzystwie bardzo miło mi się to oglądało. Później tak jak przewidziałam, poszliśmy na pizzę.
- Ja wezmę z Zaynem dużą na pół - oznajmił Harry.
- Nie, ja wezmę z tobą dużą na pół, bo Jenn nie zje dużej - wtrąciła Lil do Hazzy, a wszyscy się zaśmialiśmy.
- Jaką chcesz? - spytał mnie Zayn.
- Kebabową, ale małą - uśmiechnęłam się do niego.
- Weźmiemy średnią - podsumował. A Nasi przyjaciele wzięli też kebabową, ale dużą...

Po jakimś czasie przynieśli nam dwie pizze i do tego 2 sosy czosnkowe. Zaczęliśmy się objadać, a pizza kebabowa jak to pizza kebabowa była bogato obłożona najróżniejszymi dodatkami, które lądowały na talerzach, albo zatrzymywały się dookoła ust. I jak tutaj jeść kulturalnie w pizzerii? Celowo wybraliśmy takie miejsce, że ludzie nie patrzeli jak jemy.
- Jenn, odrobinę kulturalniej - powiedział Zayn półszeptem. Miałam wrażenie, że byłam najbardziej brudna w moich przyjaciół, a oni właśnie podśmiechiwali się.
- Jakby się dało - odpowiedziałam z uśmiechem. Nawet dłonie w połowie miałam unorane. Zayn wziął serwetkę i przetarł mi kilka razy usta, póki nie były czyste i spojrzał mi w oczy. - Dziękuję - powiedziałam po chwili, a brunet mnie pocałował, to ja się pierwsza osunęłam. - Nie teraz - mimowolnie znów usta wygięły mi się w uśmiech.
- Dlaczego?
- Bo czosnek - po tej odpowiedzi wybuchnęliśmy śmiechem, chociaż to nie było śmieszne.

- Jesteście słodcy - stwierdziła Lily.
- Otóż to... - wskazałam na nią palcem. - Olśniło mnie.
- Piłaś? - spytał Zayn, znów się śmialiśmy.
- Wiecie o co chodzi? - kontynuowałam. Pokręcili przecząco głowami. - Jak się znów związaliście - mówiłam do Lil i Hazzy. - To się nie zmieniliście, a pierwszy związek was zmienił. Jakbyście się trochę zaślepili i dlatego nie wiedzieliście dokąd iść. Po tej długiej przyjaźni się nauczyliście wszystkiego i teraz związaliście się tylko "słownie", bo cały czas jesteście razem. I nie zmieniliście się.
Ich miny wyglądały jakby szukali odpowiedzi podczas, gdy nauczycielka ich odpytuje.
- Ale ja tylko powiedziałam, że jesteście słodcy - powiedziała niepewnie moja przyjaciółka.
- Bo się zaślepiliśmy. Dłużej tak pójdzie i zabłądzimy.
- Uwielbiam twoje metafory... - wtrącił Zayn.
- Ale rozumiecie mnie? Jeśli ja i Zayn będziemy się zachowywać tak jak właśnie teraz to nie zajdziemy daleko. A jeśli będziemy normalni tak jak kiedyś to przetrwamy - byłam z siebie dziwnie zadowolona. - Koniec - szeroko się uśmiechnęłam, a moi przyjaciele zaczęli mi bić brawo. Nie wiem czy to dlatego, że w końcu się zamknęłam, ale wyglądało na sarkastyczne brawo. Ludzie spojrzeli na nas trochę dziwnie, ale to nas tylko rozbawiło.

Zjedliśmy pizzę, a ja ledwo się ruszałam, bo zjadłam aż trzy kawałki, a średnia pizza nie jest wcale taka średnia, hahaha. Zayn zjadł większą część. A Hazza i Lily po równo, na pół. Hazza to Hazza, ale Lily? Teraz pożera wszystko, strach ją do kuchni wpuszczać... Chłopacy chcieli pojechać jeszcze na piwo, więc pojechaliśmy do niewielkiego pubu. I tylko Zayn i Hazza pili, bo ktoś musi prowadzić samochód. Więc oni siedzieli na stołkach barowych obok siebie, a my z Lily obok siebie. Zajęłyśmy się babską rozmową. Dzięki niej uświadomiłam sobie jak to jest w związku. Teraz miałabym ochotę siedzieć z Zaynem przed telewizorem, małe światło byłoby włączone, my wtuleni w siebie, czujący się tak jak w niebie. Kurwa, rymuję! To zaczyna być wszystko takie romantyczne... Dlatego tego musimy unikać, by przetrwać.

Chłopakom trzy piwa wleciały łatwo i dość szybko. Przysiadłyśmy się do nich i tak jak bardzo często na imprezach oni siedzieli prawie na przeciw siebie opierając się łokciem o bar, a my stałyśmy przed nimi, w ich objęciach.
- Ale ładny - powiedział Harry biorąc w dłoń mój łańcuszek. - Nie zauważyłem go wcześniej - spojrzał na Zayna. - Machnąłeś się.
- Warto było - zaśmiał się, a ja poczułam się dość... Słoko, ale to było miłe.
- Awwwww... - wydała z siebie Lily, a my się zaśmialiśmy.

Jakoś do północy wypili łącznie z 6, może 7 piw i stwierdzili, że MOŻNA BY się powoli zbierać. Spaliliśmy jeszcze papierosa zanim wsiedliśmy do aut. Zayn i Harry stali oparci, każdy o swoje i głowy im spadały na dół, ale starali się utrzymywać ją na równi. Zayn jedną dłonią trzymał papierosa, a drugą wyjął z kieszeni i objął mnie, bo stałam obok niego, również oparta o auto.
- To lecimy, nie? - odezwała się Lily jak spaliła. Ja się ruszyłam, ale chłopacy się ociągali. To było piękne jak wsiadłam z Lily za kierownicę i odpaliłyśmy auta NASZYCH CHŁOPAKÓW. Ona BMW, a ja Audi. Obydwie nadusiłyśmy na pedał gazu, by zaryczeć trochę silnikami, a dookoła nie było wcale tak pusto i zwróciłyśmy uwagę niektórych przechodnich. Wrzuciłam pierwszy bieg i ruszyłam, a Lily zaraz za mną. Jechałam dość szybko, bo lubię czuć jak się przemieszczam. Lily nie zostawała w tyle, ale nie ścigałam się z nią, po prostu zasuwałyśmy.
- Jesteś wymarzoną dziewczyną jaką mogłem sobie wymarzyć... - odezwał się Zayn, ale średnio wyraźnie. Siedział prosto, ale oczy miał w połowie zakryte powiekami.
- Powiedzmy, że zrozumiałam - uśmiechnęłam się, ale bardziej do siebie.
- Tak jeździsz dobrze i szybko i wiesz co robisz...
- Po części - teraz się cicho zaśmiałam słysząc jego wypowiedzi.
- Nie obrażasz się na mnie... Jesteś wyrozumiała, ale jak się wkurzysz... To bez kija nie podchodź...
- Hahaha - już się głośniej śmiałam. - Gdzie pana zawieźć?
- Tam gdzie ciebie...
- Co?
- Chcę być z tobą...
No więc pojechałam do mnie. Zaparkowałam przed bramą i czekałam na Zayna przy furtce, bo chwilę mu zajęła wysiadka z auta. Ruszyłam do domu i weszłam, zostawiając otwarte drzwi, bo Zayn jeszcze człapał. Nawet światła nie zapaliłam, skierowałam się do kuchni i tam włączyłam. Napiłam się wody i wzięłam dwie gumy do żucia do buzi, chociaż wiele to chyba nie pomoże po sosie czosnkowym. Po chwili przyszedł król i oparł się o blat obok mnie.
- Jak tam? - spytałam z uśmiechem. Śmiesznie obserwuje mi się go pijanego kiedy ja jestem trzeźwa.
- Żyję, ale... - westchnął. - Zrób mi coś do jedzenia...
- Mało ci? - zdziwiłam się.
- Starczą tylko dwie skibki chleba..
- Hahaha, tylko dwie?
- Proszę... - mamrotał. Zrobiłam mu dwie skibki chleba z serem żółtym, szynką i rzodkiewką. Zjadł w mgnieniu oka, pochwalając, że pyszne.
- Idę się wykąpać - oznajmiłam i odsunęłam się o blatu, bo cały czas stałam, ale Zayn zatrzymał mnie.
- Niee... - mruknął.
- Tak - powiedziałam szybko, ale Zayn wciąż mnie trzymał.
- A ja...?
- Nie wpuszczę cię w takim stanie pod prysznic, bo się chwiejesz, a we wannie jeszcze zaśniesz - zaśmiałam się na tę myśl.
- Chodźmy razem pod prysznic.
Czy on jest głuchy...?
Zgodziłam się, bo co miałam zrobić. Wzięłam świeże majtki i luźną koszulkę na grubsze na ramki do spania i przy okazji znalazłam jakieś bokserki Zayna.

Puściłam wodę z kabinie i zaczęłam się rozbierać, podczas gdy Zayn opierał się o umywalkę i uśmiechał się.
- Na co czekasz? - spytałam, rozebrana do bielizny.
- Na ten moment - zaśmiał się. Odpowiedziałam mu tym samym i "uderzyłam" go swoją koszulkę.
- Rozbieraj się - powiedziałam z uśmiechem. Trochę ciężko szło mi dogadywanie się z pijanym, ale w końcu dochodziło do skutku.

Pod wpływem wody Zayn się chyba trochę obudził, ale wciąż jest nietrzeźwy i... Jakiś napalony. Mimo, że nawzajem się namydliliśmy i błądziliśmy dłońmi wzajemnie po swoim ciele, ja nie odczuwałam wielkiej ochoty... Nawet jak się całowaliśmy czy coś to nic.

Spłukaliśmy się, wyszliśmy, wytarliśmy się dokładnie ręcznikami i ubraliśmy. W drodze do sypialni czułam się śledzona. Zayn podążał za mną jak za... No nie wiem, jak za jakimś obiektem pożądania... W sumie to może właśnie nim jestem.

- Skarbie, ale ty mnie pociągasz - usłyszałam za plecami, poczułam dłonie Zayna na biodrach i jego oddech na szyi.
- Nie pierwszy raz to słyszę - uśmiechnęłam się do siebie.
- Idę za tobą i idę i nie mogę się napatrzeć na... Ciebie - zamruczał mi do ucha i zaczął unosić moją koszulkę, ale położyłam swoje dłonie na jego.
- Zayn...
- Nie odmawiaj mi... - mówił tym samym tonem. Odgarnął moje włosy na lewy bok i zaczął całować moją szyję po prawej stronie. Zaczynał mnie przekonywać, ale...
- Daj spokój... - powiedziałam spokojnie, a on przestał mnie całować i odwrócił mnie przodem do siebie.
- Tak nie gram... - znów złapał moje biodra i skierował mnie na łóżko tak, że lekko na nie upadłam. Zajął miejsce nade mną i gdy tylko zaczął całować na powrót moją szyję i ocierał się o mój krok sobą, czułam, że wygrał.
Z pocałunkami przeniósł się na moje usta, a ja w nie coś mruknęłam, dopiero po chwili udało mi się to w miarę zrozumiale:
- Zayn...
- Nie mrucz... - powiedział półszeptem. - Chcę usłyszeć jak jęczysz.
Zaśmiałam się cicho na jego słowa. Palcami u stóp złapałam za gumkę jego bokserek i zsunęłam je w tym samym czasie co Zayn pozbył się mojej koszulki. Schodził pocałunkami przez moje ciało niżej i niżej, aż doszedł do moich majtek, których też równie szybko mnie pozbawił. Zaczął namiętnie lizać moją intymność, lekko na nią dysząc, a ja powoli już wzdychałam.

Po wszystkim chciałam się Zaynowi odpłacić, więc teraz to on leżał na plecach, a ja obsypałam go pocałunkami. Byłam już na dole, wzięłam jego męskość w dłoń i, jak zawsze, przelizałam go po całej długości. Wzięłam go całego do buzi i zaczęłam lizać i zasysać, poruszając przy tym dłonią i śliniąc go. Zayn też już wzdychał.

Dosiadłam go, siedząc na Zaynie, nie kładąc się na nim, poruszałam się w przód i w tył, ale gdy to zaczęło być za mało, przejechałam dłońmi po jego żebrach, klatce piersiowej i zatrzymałam je na poduszce, po obu stronach jego głowy. Wisząc nad nim poruszałam biodrami w górę i w dół, od czasu do czasu całując mojego chłopaka. Po niedługiej chwili, zamiast dłońmi, opierałam się na łokciach, przy czym moim ciałem byłam bliżej Zayna. Moje westchnięcia przerodziły się w jęki, a Zayna... W głośniejsze westchnięcia. Bardziej zmęczeni, bardziej spoceni, bardziej się całowaliśmy i bardziej dyszeliśmy sobie wzajemnie w usta.

Gdy nadeszła sobota, znów umówiliśmy się na imprezę. Tym razem założyłam zwykłe, czarne legginsy i do tego nieopiętą, białą koszulę z rękawami do łokci. Ostatni guzik zapięłam na wysokości paska od stanika. Zrobiłam mocny makijaż i pokarbowałam włosy.

- Cześć, piękna - przywitała mnie moja przyjaciółka, gdy wysiadłam z taksówki.
- Hej - szeroko się uśmiechnęłam. Stała przed klubem razem z całą resztą, oprócz Liama. Czułam się prawie jak gwiazda. Przywitałam się z wszystkimi, a Zaynowi na końcu dałam soczystego całusa w usta. Liam stał na bramce, więc żadna nowość, że weszliśmy za darmo.

Po kilku kolejkach na start i kilku drinkach przy stoliku, gdy język miałam odplątany, nogi również... Poszliśmy tańczyć. Oczywiście Zaynowi nie przeszkadzało, że ocieram się tyłkiem o Louisa, ale również nie przeszkadzało mu to, że Ashley ociera się o niego. Takie dość długie pląsy zakończyliśmy przy barze, popijając drinki dla orzeźwienia. Po kilku zostałam z Ashley i Lily, a reszta poszła posadzić swoje tyłki na wygodnej kanapie.
- Idziesz? - spytała Ashley, gdy kierowały się do stolika.
- Zaraz przyjdę - uśmiechnęłam się, a one odeszły. Wypiłam jednego szota i zamówiłam po tym drinka.
- Ja zapłacę - usłyszałam. Obejrzałam się, by zobaczyć kto mówi i ujrzałam Logana.
- Nie trzeba - rzuciłam. On się tylko zaśmiał i zbliżył się do mojego ucha.
- Ja postawię tobie, ty postawisz mi... - zamruczał.
- Daruj sobie - sztucznie się uśmiechnęłam.
- Co powiesz na jeszcze jedno spotkanie?
- Nie - odpowiedziałam bez zastanowienia.
- Dlaczego? - wyglądał jakby nieco się zdziwił.
- Bo nie, głuchy jesteś?! - warknął Zayn. Odwróciłam się i spojrzałam na niego tylko przez chwilę. Stał ramieniem za mną, prawie obok mnie. Oboje patrzeliśmy na Logana.
- To było jednorazowe - musiałam zebrać trochę odwagi na tę rozmowę, kiedy Zayn tutaj stał.
- Wyglądałaś na zachwyconą - Logan kontynuował. - Szczególnie jak mnie dosiadłaś i...

- Skończ! - przerwałam mu. Czułam na sobie spojrzenie Zayna.
- Nie... Teraz mów - poprosił Zayn. Ja dostałam swojego drinka, więc wzięłam go z baru i chciałam odejść, biorąc Zayna za rękę, ale przytrzymał mnie mocno. Logan się nie krępował i opowiedział wszystko Zaynowi. Wszystko...


Przyszedł czas niby na najgorsze, jednak w tym stanie nie odczuwałam tego źle. Zdjęłam powoli swój stanik i rzuciłam na jakiegoś chłopaka. Lily zrobiła to samo. Tańczyłyśmy i kręciłyśmy najwięcej tyłkami w samym stringach i wysokich szpilkach. Tak jak prosił Logan, całowałam moją przyjaciółkę od czasu do czasu. Tańczyłyśmy również na kolanach, też wypinając się trochę i czasem liżąc ze sobą. Później razem z Lil zeszłyśmy i usiadłyśmy okrakiem na wybranych chłopaków. Ja oczywiście usiadłam na Logana, bo jakoś tak go znam trochę... Jego ręce zaciskały moje prawie nagie pośladki, a ja całowałam jego szyję. Wygięłam się pod koniec, pozwalając patrzeć na mój biust i na tym skończyłyśmy.


- Miłej zabawy - Logan powiedział co trzymając w dłoni mój wisiorek. Po chwili go puścił i odszedł. Było mi teraz głupio. Nie wstyd, tylko głupio. Nie wiedziałam co powiedzieć, a Zayn stanął przede mną i patrzył, jakby czekał na wyjaśnienia.
- Miałaś zamiar mi o tym powiedzieć? - spytał, gdy dłużej milczałam. Pokiwałam przecząco głową. - A masz mi coś teraz do powiedzenia? - ciągnął. Ja znów pokiwałam przecząco głową. - Świetnie. Też nie mam ci już nic do powiedzenia -  syknął bliżej mojego ucha i odszedł.

Super. Czyżby mój świeży związek właśnie się zjebał? Kurwa! Tylko nie rycz, nie tutaj... Nie, cicho, jest okej... Wzięłam trzy głębokie wdechy, mojego drinka i wypiłam go w mgnieniu oka. Po tym jebłam dobre kilka szotów, aż nie poczułam większego szumu. I z dwoma drinkami, lekko chwiejąc się, poszłam do stolika. Usiadłam i wypiłam jednego, czując na sobie wzrok wszystkich moich przyjaciół.
- Gdzie zgubiłaś Zayna? - spytało któreś z nich, ale nawet nie wiem które, któryś chłopak. Ja wzruszyłam ramionami i zabrałam się za drugiego.
- Chyba masz już dosyć - skomentował Louis. Siedział obok mnie i spojrzałam na niego.
- Spadaj - rzuciłam krótko i sączyłam drinka dalej.
- Jenn, nie pij wię... - odezwał się mój brat, ale mu przerwałam.
- Ty nie pij więcej.
- Ja jeszcze mogę.
- Ja też - zgromiłam go spojrzeniem i dokończyłam drinka. Chciałam wstać, ale Liam usiadł z mojej drugiej strony i zagroził mi przejście. Patrzyliśmy na siebie pytająco, aż Liam się nie odezwał:
- Siedź.
- Przepuść mnie - chciałam znów wstać, ale złapał mnie za rękę i ciągnął w dół.
- Co się stało? - spytała mnie Lily, która siedziała centralnie na przeciw mnie. Wzruszyłam ramionami i złapałam za jej drinka dopijając do końca.
- Nic - teraz jej odpowiedziałam. - Czemu myślisz...?
- To widać po tobie od razu - weszła mi w słowo. Znów wzruszyłam ramionami.
- Idziecie zapalić? - spytałam Ashley i Lily. Zgodziły się i wstały.
- Pójdę z nimi - oznajmił Niall.

- Coś z Zaynem... - stwierdziła Lily siadając na ławce obok mnie.
- Spotkałam Logana... - zaciągnęłam się papierosem.
- I co...? - ponaglała mnie przyjaciółka. Opowiedziałam jej o tej całej rozmowie z Loganem, a później i z Zaynem. Zakryła usta ręką, po czym mnie nią objęła.
- Nie wiem co to ma znaczyć, ale trochę się zjebało... - skomentowałam swoją sytuację.
- A gdzie on jest? - spytał Niall.
- Nie wiem - wzruszyłam ramionami. - Pewnie wyszedł. Ja tez zaraz idę. Nie chce mi się już bawić...
_________________________________________________
Niestety rozdziały idą w wolnym tempie, ale jak już ostatnio mówiłam: Nie chce dodawać tak szybko, bo jeszcze we wakacje by się skończył. Chociaż sama czuję, że będzie się zbliżał koniec... Cóż, ostatnio nie mam weny, musicie mi to wybaczyć. A teraz napiszcie kilka szczerych komentarzy :D