niedziela, 21 września 2014

Rozdział 45

Louis się spiął. Wyraźnie mocno. Ashley od razu, automatycznie odsunęła się o krok do tyłu, ale on nie drgnął. Aż sama się spięłam, bo, nie wiem dlaczego, bałam się, że coś się stanie. Zayn to wyczuł i pogładził mnie po ramieniu, bo staliśmy jakoś wciąż obejmując siebie nawzajem. W salonie panowała głucha cisza i nikt jej nie przerywał. Lou po chwili się rozluźnił i wypuścił z siebie powietrze. Złapał Ashley za jedną dłoń i delikatnie pociągnął. Ona sama bała się zrobić jakikolwiek ruch.
- Tak - odezwał się Louis. - Właśnie z nią chcę chodzić - patrzył jej w oczy. - Bo ją kocham...
- Co...? - powiedziała cicho, z niedowierzaniem.
- Kocham cię, Ashley.
Chyba wszyscy... Zamarliśmy. Położyłam głowę na ramieniu Zayna i czekałam aż to się pięknie skończy i nikt tego dalej nie spieprzy.
- Ja ciebie też - słodko się uśmiechnęła. Pocałowali się po tym czule, a my wyraziliśmy dźwięki zachwytu. Jesy tylko wywróciła oczami. Lou wyjął z tylnej kieszeni jeansów srebrną bransoletkę, na której, później zauważyłam, były poprzywieszane na przemian serduszka i znaki nieskończoności oraz jedna literka L. To było takie urocze. Wypiliśmy za nich, za ich szczęście, za wytrwałość i później jeszcze za podobne rzeczy pod adresem Lily i Hazzy, moje i Zayna, ale przy nas poszło jeszcze za mniej kłótni, hahaha. W gruncie rzeczy to miało zabawny charakter.

Czas mijał, Lily ledwo się trzymała, prosto nie chodziła ani trochę. Jesy z Ashley się rozgadały, ja bardziej przy chłopakach. Paliliśmy dużo i wciąż jeszcze wlewaliśmy w siebie resztki już alkoholu.
- Ej - odezwał się Louis. - Jesy.
- Co? - odwróciła się gwałtownie do nas.
- Czemu nazywasz moją dziewczynę dziwką? - z grubej rury.
- Yyy... - chwilę pomyślała.
- Przecież to ty się puszczasz - dodał. Rozdziawiłam buzię, a wszystkich ogarnął szok. Lou tak powiedział tej dziewczynie, ostro...
- Masz z tym jakiś problem? - lekko się wkurzyła.
- Nie porównuj Ashley do siebie.
- To ty chyba jeszcze nie wiesz jak twoja dziewczyna lubi się zabawić - uniosła jedną brew i przeniosła wzrok na Hazzę. - Twoja z resztą też - skończyła. Wkurwia mnie już to. Jeden głupi wybryk, "szaleństwo" dla pieniędzy... A ciągnie się i ciągnie. Od razu trzeba było palnąć wszystko, bo może i powinni wiedzieć. A nie na przełomie takiego czasu po kolei wychodzi coś o kimś, bo ktoś zrobił to, a ktoś inny jeszcze tamto.

Tak, Jesy powiedziała już wszystko z tamtej "imprezy", już żadnej tajemnicy stamtąd nie kryjemy. Teraz jest prawie tak, jakby i oni tam byli i oglądali to wszystko. Było mi dobrze z jednego powodu: Zayn już wszystko wiedział przedtem. Wiedział o mnie. I teraz, mimo, że napiął się i spojrzał na mnie raz w inny sposób, to nie wkurwił się i nie wyzywał mnie i mi nie pocisnął i... Przemilczał to.
- Dobra, ile można to ciągnąć? - zwróciłam się do Jesy.
- Do końca - odpowiedziała "mądrze".
- Louis...? - odezwała się niepewnie Ashley. Ona siedziała obok Jesy na kanapie, a Lou obok mnie na drugiej kanapie. Spojrzałam na profil jego twarzy i w sumie nic nie zobaczyłam. On to dopiero był spięty. Widać, że zależy mu na Ash, ale jest wkurwiony. Wszyscy wiemy, że ona jest w miarę delikatna dziewczyną. I nie chce też podpaść Louisowi za bardzo, nie wkurwia go, tak jakby się bała. Ale może bardziej bała, że go przez to straci. Teraz Louis bardzo się powstrzymuje, wyżyje się najwyżej na czymś innym.
- Ashley - opowiedział jej Louis.
- Może my już pojedziemy? - rzuciłam ni to do Lou, ni to do Zayna.
- Nie, nie - powiedział Lou szybko. - Jest okej - westchnął.
- Louis, przepraszam - mówiła Ashley.
- Jest okej, skarbie - odpowiedział jej, a ja odetchnęłam z ulgą. Na twarzy Jesy ujawnił się grymas. A do Hazzy to może jeszcze nie dotarło? Albo nie wie o czym mówimy. Widać, że pijany, ale coraz mniej się odzywa. Lily już wszystko lata koło dupy. A ja jestem zadowolona, że nie kryjemy tajemnic, jednak nie jestem na tyle otwarta żeby to był koniec. Dodam jeszcze, że trochę jednak jest mi wstyd teraz przed wszystkimi przyjaciółmi...

Cóż... Piliśmy do ostatniego trupa. Okazali się nimi Niall i Zayn. Pamiętam jak weszłam Zaynowi na kolana, bokiem i przytuliłam się do niego. Mówili coś tam, że zaraz kończą, ale jakoś spaliłam papierosa i jebło. Zasnęłam tak jak siedziałam, wtulona w mojego chłopaka.

Obudziłam się w tej samej pozycji. Prawie... Tyłkiem zjechałam na kanapę, ale nogi miałam przełożone przez Zayna wciąż. I przytulaliśmy się też, jakbyśmy się nie mogli odkleić od siebie. Poza mną nie spał tylko Liam. Był w kuchni i ledwo trzymał się na nogach. Głowa to jedyna rzecz, którą mogłam poruszać. Chciałam wstać, ale było mi ciężko. Tym bardziej, że jeszcze Zayn poniekąd mnie przytulał. Zdjęłam nogi i jakoś powolnymi ruchami wstałam i poszłam do kuchni.
- Jenn, wybaczysz mi? - zaczął poranna rozmowę.
- Słucham...? - spytałam ledwo przytomna.
- Czy wybaczysz mi to... wtedy... - powtórzył.
- No... Okej. Wybaczę ci - usmiechnęłam. Nie mam siły na podejmowanie takich tematów...
- Mówiłaś Zaynowi? - ciągnął.
- Yyy... Tak, powiedziałam mu.
- Nie było widać po nim...
- Powidziałam mu tak jak było, więc do mnie też miał pretensje - przyznałam.
- Tego też nie było widać - zmarszczył brwi.
- Trochę... - odchrząknęłam. - ...Musiałam go uspokoić - odwróciłam wzrok.

Jak wszyscy się obudzili i jakoś powstawali, połamani to gadaliśmy chwilę i trochę posprzątaliśmy. Ja się szybko zebrałam, bo mam taką potrzebę bycia w swoim domu. Brat dał mi bluzę i pojechałam autobusem. Siedziałam w nim trochę zniżona, z kolanem na oparciu, na przeciw mnie. Bolała mnie głowa i miałam trochę rozmazany makijaż. Nie tak bardzo, bo przez sen się tak jakby nie ruszałam, ale nie wygląda tak jak wczoraj.

W domu poczułam ulgę i uciechę. Byłam wciąż zmęczona, ale mimo to pobiegłam do łazienki. Wzięłam kąpiel i umyłam włosy. Zrelaksowałam się i po prawie godzinie wyszłam. Wytarłam się, ale wciąż w ręczniku poszłam do pokoju. Ubrałam spodnie dresowe i luźny T-shirt bez stanika. Włosy rozczesałam, wzruszyłam i zostawiłam, by mnie chłodziły. Wyszłam na świeże powietrze zapalić i mogłabym to zaliczyć do kontynuacji relaksu. Po tym zrobiłam jajecznicę, zrobiłam tosty i zjadłam. Wypiłam kawę i byłam chyba wniebowzięta. Czas dla siebie, samemu w domu... Muszę odpocząć od Zayna, chociaż mam ochotę go widywać. Nie chce żebyśmy za szybko się sobie znudzili. Musimy utrzymać dystans, więc umówiłam się z Ashley i Lily na zakupy. Zaczynam się do nich przekonywać, bo wciągają, a jak dziewczyny wpadają w zakupowy szał to już w ogóle. Rozmawiałyśmy o tym i o tamtym. Jednak tematem przewodnim był związek... NOWY związek w naszej paczce: Ashley i Louis, Loushley. Są kochani. Lou taki nie był, ona na niego działa... Zakochał się chłopak. To takie urocze. Jeszcze plotkowałyśmy trochę i obgadywałyśmy Jesy... Żeby tak wydać koleżankę... Nie lubię w chuj tej laski...!

Z Zaynem spotkałam się po dwóch dniach. Znaczy był u mnie, wypiliśmy kawę, obejrzeliśmy film, trochę się poprzytulaliśmy i pomizialiśmy, aż nie zadzwonił Louis. W gronie samych chłopaków chcieli wypić. Nie zatrzymywałam go. Wiem, że chce iść, a to są i moi koledzy więc czemu miałabym mu zabronić? Tylko nasze pożegnanie się przeciągnęło, bo tak jak chciałam go pocałować, tak nie mogłam się od niego oderwać. Tak się przyssaliśmy i nie mogliśmy się odsunąć od siebie.
- Dobra, skończ... - mruknęłam w usta Zayna.
- Już... - odpowiedział mi tak samo.
- Mmm... Idź... - odsunęłam go od siebie. Podziałało. - Tak bardzo mnie pociągasz...
- Oj, Jenny... - znów się przysunął i położył dłoń na moim policzku. - To ty mnie pociągasz - mruknął.
- Wiem, idź już.
- Wyganiasz mnie?
- Jak nie pójdziesz teraz to zatrzymam cię tu na wiele dłużej - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Uważaj, bo mnie przekonasz - cmoknął mnie w usta.
- Pa - zaśmiałam się.
- Cześć, kochanie - spojrzał na mnie bosko i się wycofał.

Zostawił mnie, a następny raz umówiliśmy się już ze wszystkimi na tę imprezę. Lily jedzie z Harrym, a Ashley szykuje się z Jesy. One jakoś się lubią... Więc w spokoju sama się zrobię na bóstwo. Założyłam czarną, świecącą sukienkę bez ramiączek i szpile... Tak trochę bardzo dziewczęco... Oczy pomalowałam na bardzo czarno i usta na ciemny czerwony. Co mi odbiło? Ostatnio polubiłam karbować włosy i tym razem również to zrobiłam.

Pojechałam taksówką, a przed klubem zastałam tylko Lily, Ashley i Stylesa.
- Jenn...? - rzuciła na wejściu Ash.
- Jenny...? - Lily również.
- Jennifer...? - i Hazza.
- Tak...? - spytałam.
- Łał... Wyglądasz... - mówił Harry. - ...Łał... - Wypuścił powietrze z ust, a Lil rąbnęła go w ramię. Zaśmialiśmy się oczywiście.
- Dzięki - wyszczerzyłam się - było mi miło po tym powitaniu i aż się trochę dowartościowałam, po ich reakcji. Przy bramce Liam nam powiedział, że stoi dzisiaj dwie godziny... Trochę do kitu, ale wytrzymamy. Weszliśmy do środka i odnaleźliśmy naszych przyjaciół. Ich miny były boskie.
- Kogo ty tutaj przyprowadziłeś? - spytał Lou Hazzy.
- Przestań być moją siostrą - powiedział błagalnie Niall.
- O kurwa...! - Zayn. On jako jedyny wstał i się przywitał ze mną. Pocałował mnie w usta i objął.
- Cześć, skarbie - zaśmiałam się.
- Idziemy się napić?
- Tak już? - spytałam, ale nie odpowiedział mi, bo pociągnął mnie w stronę baru. Zaczęliśmy z grubej rury i dołączyliśmy do naszych przyjaciół dopiero w przeciągu pół godziny.
- Gdzie Jesy i Niall? - spytałam, gdy siedzieliśmy z resztą i popijaliśmy drinki.
- Przy barze - oznajmił Hazza.
- Nie widziałam ich - spojrzałam na Zayna.
- Ja też - dopowiedział. Skoro Niall i Jesy są przy barze to znaczy, że mój braciszek chce ją upić... Po niedługiej chwili przyszedł do nas znajomy facet.
- Kevin?! - zdziwił się Louis.
- Mogę się dołączyć? - spytał z uśmiechem.
- Jasne, siadaj - odpowiedział mu wciąż zdziwiony Lou. Kevin przywitał się ze wszystkimi i usiadł.
- Gratuluję ci wygranej - skierował się do mnie.
- To dzięki tobie - przyznałam.
- Po części może - zaśmiał się. Chwilę później dołączył Niall i Jesy do nas. Przywitali się z Kevinem, a ja trochę postanowiłam pomóc bratu.
- Idziemy potańczyć? - wstałam. Poszło prosto... Jesy bez zastanowienia się zgodziła, ale Niall usiadł. Ja wzięłam Zayna i towarzyszył nam Kevin. Tańczyliśmy w sumie "w parach". Kevin wyraźnie starał się stopniowo zbliżyć do Jess. Spoglądając na nich zauważyłam, że Jesy jest jakby pod wpływem czegoś... Oczy miała trochę przymrużone i twarz odrobinę spoconą. Tańczyła blisko Kevina i nawet zdarzyło im się pocałować. Jess bardziej przytuliła się do faceta, a on na mnie spojrzał pytająco. Kiwnęłam głową jakbym mówiła "tak" i wtedy lekko się uśmiechnął. Wycofał i powoli zszedł z parkietu z Jess.
- Co to za akcja? - spytał mnie Zayn.
- Powiem ci w domu. Ta impreza kręci się wokół tego więc nie posiedzimy długo.
- Czemu nie? Impreza jak impreza...
- Miałam na myśli, że ja nie chcę siedzieć długo, ty możesz zostać jeśli chcesz - cmoknęłam go w usta.
- Zobaczymy - skończyliśmy rozmowy i po chwili pląsów wróciliśmy do przyjaciół. Z bratem wymieniłam znaczące spojrzenia i usiadłam koło niego. On objął mnie jedną ręką, a drugą położył nad moje kolano.
- Powiedz mi, czy gdybym nie był twoim bratem miałbym u ciebie szanse? - mówił z stronę mojego ucha. Zaśmiałam się słysząc to zarzucenie na nasze pokrewieństwo.
- Miałbyś - odpowiedziałam z uśmiechem.
- A wygrałbym z Zaynem? - zadał kolejne pytanie, a ręką przejechał po moim udzie delikatnie w górę.
- Nie - znów się zaśmiałam. Położyłam swoją dłoń na jego i spojrzałam Niallowi w oczy. Chwilę wlepiał we mnie swoje niebieskie tęczówki, ale odezwał się w końcu:
- No okej... - i spuścił wzrok. To zabawne, że mój własny brat na mnie leci. Porozmawialiśmy przez moment odrobinę ciszej i na inny temat. Ponieważ 2 godziny minęły to Liam zaraz przyjdzie, mam odciągnąć go od przyjaciół, bo jak jego "ukochana" przyjdzie z Kevinem to nie będzie miło.

I gdy tylko Li podszedł do stolika - wstałam.
- Idziemy się napić? - zaproponowałam.
- Miło cię widzieć - "odpowiedział". Wyjechałam z grubej rury, a przy bramce widzieliśmy się tyle co nic... Zaśmiałam się tylko na jego wypowiedź.
- Chodź - pociągnęłam go za rękę. Nie narzuciłam szybkiego tempa, bo ja już trochę w siebie wlałam.
- Nie jesteś już zła? - spytał. Wraca do "tamtego"...?
- Liam przestań. Nie możemy się kłócić o takie różne głupstwa, bo przyjaźnimy się w dużym gronie i to źle na nas wpływa...
- Co to za twórcza wypowiedź? - zdziwił się.
- Nie jestem zła, zapomnijmy - uśmiechnęłam się.

Gdy wróciliśmy do stolika nie było przy nim kilku osób więc teraz można upozorować, że Jesy tańczyła przez cały ten czas. Plan mojego brata powiódł się w 100% i nie wiem czy nie poszło za łatwo... W sumie to wyszło tak jak mówiłam: Pojechałam z Zaynem około 1.00 do domu. Niektórzy zostali, niektórzy tez się zwinęli. Tyle imprez, że powoli zaczynają mi się nudzić. Może się starzeję?! Nie... To dopiero 19 lat.

Na następny dzień, siedziałam w dresach Zayna i w jego koszulce, wykąpana, świeża, popijając kakao na ławce-huśtawce. Obok mnie siedział Zayn i obejmował mnie. Powietrze było rześkie, a zarazem przyjemne.
- Co to za akcja z Kevinem? - przypomniał sobie Zayn.
- Nie powiesz nikomu, okej? - spojrzałam na niego.
- Nie.
- Jak byliśmy na wyścigach to pierwszy raz ścigałam się z Niallem, żeby poznać tor. Dał mi fory, żeby nie było. Drugi raz, gdy miałam jechać "na serio" Niall załatwił z Kevinem żeby dał mi jakiegoś amatora, ale on chciał też coś z tego mieć więc Niall powiedział, że załatwi mu ostrą panienkę na jedną noc... I poszliśmy na imprezę, żeby Kevin zaliczył Jesy.
- Co ty mówisz? Niall postawił Jesy żebyś wygrała?
- No można tak powiedzieć...
- Musi cię kochać - uśmiechnął się do mnie. Zaśmiałam się tylko cicho.

Około 13.00 pojechałam do domu. Ogarnęłam trochę, posprzątałam i zajęłam się sobą. Zastanawiam się teraz jak to jest z tym kochaniem? Myślę o mnie i o Zaynie. Jesteśmy teraz razem, jesteśmy parą. Jesteśmy zakochani, ale nie powiedział mi jeszcze, że mnie kocha. Ja jemu co prawda też tego nie powiedziałam, ale nie zrobię tego jako pierwsza. A kocham go w ogóle? Czy to jest na tyle silne uczucie, by nazwać to miłością? Cóż... Nie oddałabym Zayna nikomu, jest mój i jest kochany. Uwielbiam go za to jaki jest, za jego zalety i wady. Nie zamieniłabym go na żadnego innego. Chyba go kocham...
____________________________________________________
To chyba jasne, że przepraszam was najmocniej za to "opóźnienie"... Nie myślałam, że nie będę miała kiedy pisać... Zaczęłam I klasę w LO i cieszę się jak cholera :)
Jednak bardzo tęsknię za Jenn, Zaynem, innymi i za wami :(
Wierzcie czy nie, ale w ten weekend cały czas się uczyłam. Teraz jest godzina czwarta, ale miałam jakieś zadania do zrobienia więc postanowiłam się nie kłaść i dokończyć przy okazji rozdział.
Myślę, że im bardziej rok szkolny się rozkręci tym będę miała jeszcze mniej czasu na pisanie. Nie chcę tak :( Szkoda, że w sierpniu nie dodawałam tak często jak w lipcu, bo miałabym to z głowy i to opowiadanie już by się skończyło :)
Co do rozdziału... Ni w dupę, ni w oko, za to też przepraszam... ;x