niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 47

Północ. Jechałam przytulona do pleców Zayna, prawie pustą ulicą. Zayn nie jechał szybko, bo wypił kilka piw i nie chciał zbyt przykuć uwagi policji (w najgorszym wypadku). Przez całą drogę minęliśmy chyba z dwa samochody. Zatrzymaliśmy się przed furtką mojego podwórka. Zeszłam z motoru, ale mój chłopak nie.
- Chodź... - poprosiłam niegłośno i złapałam go za dłoń.
- Nie mogę - mimo tej odpowiedzi uśmiechnął się.
- Kto ci zabrania? - uniosłam lekko jedną brew.
- Idziesz jutro do szkoły, a ja do pracy.
- Więc chodź - nalegałam. Spojrzał na mnie jakby nie wiedział co zrobić. - Zapalmy chociaż - wygięłam usta w uśmiech. Złapał ten "podstęp" i zsiadł z motoru. Weszliśmy na podwórko i zatrzymaliśmy się przy drzwiach wejściowych. Zayn poczęstował mnie papierosem i zapaliliśmy.
- Jestem z ciebie dumny - powiedział.
- Wiem - zaciągnęłam się. - Ja z ciebie też.
- To nie to samo.
Oparłam się plecami o drzwi i patrzyłam chwilę na Zayna.
- Co? - spytał z uśmiechem.
- Skończyłam już palić...
Zayn wziął ostatniego bucha i zgasił papierosa w małej, szklanej doniczce, która stoi jako popielniczka.
- Ja też - odpowiedział. Zrobiłam udawaną smutną minę, na co Malik cicho się zaśmiał. Podszedł do mnie, objął mnie jedną ręką w pasie, a drugą oparł obok mojej głowy. Wpił się w moje usta i przez chwilę się od nich nie odrywał. Położyłam jedną dłoń na jego karku i wtargnęłam językiem między jego usta. Całowałam go namiętnie i starałam się odrobinę pogłębiać, by obudzić w Zaynie pożądanie.
- Jenn... - oderwał się ode mnie i oparł swoje czoło o moje. - Muszę już iść... - mówił półszeptem, cicho dysząc w moje usta. Zignorowałam to i ponownie, powoli złączyłam nasze usta. Drugą, wolną dłonią zjechałam do spodni Zayna, włożyłam palce za zapięcie jego jeansów i mocno do siebie przysunęłam, aż westchnął. Wciąż pogłębiałam pocałunek, jednak gdy rękę z jego karku położyłam na drzwi i znalazłam klamkę, nadusiłam ją i weszliśmy do środka w jeszcze głębszym pocałunku. Natychmiast zaczęłam zsuwać skórzaną kurtkę z ramion Zayna i palcami u stóp ściągać swoje buty. Raz dwa pozbyłam się koszulki chłopaka i już rozpinałam jego spodnie.
- Ty diablico - mruknął Zayn w moje usta i od razu poczułam na nich jego uśmiech. W mniej niż pół minuty byliśmy już oboje w bieliźnie. Zayn ścisnął moje pośladki i poniósł mnie. Owinęłam nogi wokół jego bioder, a on posadził mnie na oparciu od kanapy.
- Do góry... - szepnęłam między pocałunkami.
- Tu jest dobrze...
- Ale już...! - prawie krzyknęłam szeptem. Szedł do góry i korytarzem w stronę sypialni, a ja ocierałam się o niego krokiem, całowałam jego szyję, a nawet barki.
- Jenn... - w jego tonie usłyszałam zadowolenie i zdziwienie.
- Nie marudź... - powiedziałam to prosto do jego ucha i zgryzłam jego płatek. W sypialni rzucił mnie, by nie powiedzieć 'nas' na łóżko i migiem rozebrał nas do naga. Wbił się we mnie do końca, a moja głowa odchyliła się do tyłu. Zayn obsypał wtedy moją szyję mokrymi pocałunkami, jednocześnie posuwając. Uwielbiam odchodzić od zmysłów, gdy Malik sprawia, że niemal widzę niebo. Gdy zmieniliśmy się stronami to ja zaczęłam go całować, lizać jego szyję i napierać na niego całym ciałem, nie tylko biodrami.

Obudziłam się, ale Zayna nie było obok mnie. Co za...! Wybrałam numer do niego, by z samego rana go zgnoić. Co z tego, że jest dopiero po 6.00. Nie czekałam długo, bo od razu z pierwszym sygnałem usłyszałam dźwięk jego komórki w pokoju. Po chwili przyszedł Zayn ze szczoteczką w buzi.
- Myślałam, że poszedłeś - uśmiechnęłam się do niego i wstałam. Pół godziny później oboje byliśmy wyszykowani i popijaliśmy kawę w kuchni. Siedziałam bokiem na kolanach Zayna, bo potrzebowałam go blisko. Cmokałam go w policzek i marudziłam:
- Nie chcę już chodzić do szkoły...
- Nie chcę nawet tego słyszeć.
- No wiem... - bawiłam się jego włosami.
- Zdaj jak najszybciej pierwszy semestr, a później będziesz miała luz, jak w II klasie. Pojedziesz na trójach, czwórach i piątkach czasem, ale nie poddawaj się.
- Minęło z pół miesiąca...
- Właśnie - zaśmiał się. - Maksymalnie dwa miesiące miną i będziesz miała to za sobą, obiecuję - pocałował mnie w usta. Wstaliśmy, spaliliśmy przed domem i wsiedliśmy na motor. Zayn zawiózł mnie do szkoły. Przykuliśmy wzrok wielu osób, co mnie rozbawiło. Zeszłam z motoru i westchnęłam.
- Co jest, misiu? - spytał Zayn i objął mnie za biodro, ciągnąc tak bym usiadła na jego kolano.
- Chciałabym żebyś chodził jeszcze tutaj do szkoły. Z nami, ze mną. Chciałabym żeby te wszystkie laski były zazdrosne. Chciałabym przemierzać z tobą dziedziniec i korytarze.
- To były czasy - uśmiechnął się.
- Chodziłeś do szkoły mniej niż pół roku...
- Wszystko ma swój koniec, kochanie.
- Wiem... Lecę - skończyłam temat.
- Trzymaj się - przytulił mnie jedną ręką i pocałował. Przytrzymałam go chwilę w dłuższym pocałunku, a później poszłam.

- Awww... - przywitały mnie Lily i Ashley przy schodach.
- Cieszę się, że was widzę - uśmiechnęłam się i każdej z nich dałam całusa w policzek. Weszłyśmy razem do szkoły i szłyśmy w stronę szafek przez korytarz.
- To słodkie, że przyjechałaś z Zaynem motorem i ludzie się na was patrzyli - wyraziła Ashley.
- Lepiej to wyglądało jak Zayn chodził do szkoły, bo prawie każda śliniła się na jego widok, a on szedł ze mną pod ramieniem.
- Jak romantycznie - ucieszyła się.
- Wcale nie - wtrąciła Lily. - Bzykali się po toaletach i celowo wzbudzali zazdrość...
Śmiałam się z tego, ale serio mi tego brakuje.

Poszłyśmy razem na pierwszą lekcję, a Jesy już od poniedziałku się spóźniła.
- Minęło 20 minut lekcji - odezwał się nauczyciel. - To jest już nieobecność.
Jesy zignorowała jego słowa, szła do swojej ławki i gdy przechodziła obok mojej obrzuciła mnie jadowitym spojrzeniem. Siedziała w przedostatniej ławce, tak jak ja, tylko w rzędzie obok. Ja z Lily siedziałyśmy w środkowym, a ona z Ashley po naszej lewej. Chyba na każdej lekcji... Na długiej przerwie (Lily, Ashley i ja) poszłyśmy do łazienki na drugim piętrze, bo jest najbardziej... Tam prawie nikt nie wchodzi. Otworzyłyśmy okno i weszłyśmy do jednej kabiny, nie zamykając drzwi. Zapaliłyśmy fajkę i w miarę szybko paliłyśmy, żeby już wyjść. Na dworze już za zimno żeby wychodzić ze szkoły więc radziłyśmy sobie tak. W tej szkole nie ma takiego nadzoru. Nauczyciele teoretycznie wiedzą, że uczniowie palą w toaletach, ale jakby przyłapali to zrobią przypał...

Nie miałam nic na jutro do nauki więc uczyłam się z zaległego materiału. By kolejnego dnia to zdać. I tak w każdej wolnej chwili uczyłam się i uczyłam się... Aż minęło kolejne pół miesiąca.

W czwartek czilowałam i tylko czytałam książkę, bo miałam z niej sprawdzian następnego dnia. Do końca mam około 60 stron więc spokojnie skończę. Siedziałam na tarasie w leginsach i bluzie, ale otulałam nogi i tyłek kocem. Paliłam papierosa i czytałam i czytałam... Przy zachodzie słońca. Wtedy zadzwonił mi telefon.
- Cześć, tatuś - przywitałam się, patrząc kto ma do mnie romans.
- Cześć, kochanie. Dzwonię z prośbą, pytaniem.
- No słucham...?
- Mógłbym cię odwiedzić w ten weekend?
- Oczywiście, tato. Ty zawsze - ucieszyłam się. - Ale w piątek czy w sobotę?
- Nie wiem, zależy jak załatwię wolne w pracy.
- Dobrze, będę się ciebie spodziewać - uśmiechnęłam się do telefonu, mimo, że tata nie mógł tego zobaczyć.

Z ostatnimi stronami przeniosłam się do kuchni, bo na dworze już nie widziałam wiele, a zapalanie światła na tarasie nie miało sensu, bo i tak robiło się chłodno. [...] Następnego dnia napisałam chyba wszystko na temat książki. Zdałam przy okazji kolejną rzecz z matematyki. I tak to powoli szło, tak to wyglądało. Teoretycznie zapowiadałby mi się weekend nauki, ale odpuszczę sobie i spędzę czas z tatą. Jadąc ze szkoły weszłam do sklepu i kupiłam makarony, kurczaka, sery i inne składniki do zrobienia pożądnego obiadu. Lub kolacji.

Tata zadzwonił, że przyjedzie w sobotę około 11.00 rano. Więc postanowiłam jeszcze dziś zrobić zapiekankę z makaronem, a jutro zrobię makaron z gulaszem z kurczaka. Taki plan. Więc zabrałam się za zapiekankę. Gdy kuchnia, salon i cały dół przeszły zapachem, ktoś wszedł do domu.
- Jenny! - zawołał męski głos. Głos mojego Zayna.
- Nie ma mnie? - krzyknęłam w odpowiedzi. Wtedy wszedł do kuchni z siatkami z zakupów.
- A szkoda... Będę musiał sam zjeść te lody czekoladowe i bezy popijając piwem...
- Ooo kupiłeś mi słodkie? - spytałam wysokim tonem zachwytu. Odwróciłam się od kuchenki i spojrzałam na niego i na siatki.
- Już jesteś?
- Jestem, kochanie. Dla ciebie zawsze jestem - zaśmiałam się i ucałowałam go w usta na przywitanie.

Skończyłam pichcić na dziś więc umyłam ręce siedziałam z Zaynem w salonie na kanapie. Wyjadałam lody z pudełka, od czasu do czasu łącząc to z bezami. Przy okazji otworzyłam drugie piwo.
- Spodziewasz się kogoś? - spytał nagle Malik.
- Mhm - przytaknęłam z pełnymi ustami. - Tatuś jutro przyjedzie - dokończyłam, gdy mogłam już mówić.
- Kurde... Chciałem zostać na noc - podrapał się po karku.
- Możesz, przecież on... - chwilę pomyślałam. - On nie wie, że my jesteśmy znów razem...
- Taa... - westchnął Zayn.
- To co...? Jutro się dowie - cmoknęłam mojego chłopaka.

Do piątego piwa nasze rozmowy schodziły stopniowo na głębokie i wyszukane tematy. Aż nie poszliśmy na papierosa i nie wróciliśmy do salonu trzymając się za dłonie. Zgarnęłam ze stolika swoje piwo, ale wtedy Zayn usiadł na kanapie i pociągnął mnie w swoją stronę. Usiadłam na nim okrakiem, jedną ręką objęłam go za kark, a drugą trzymałam butelkę i wlewałam w siebie pozostałe pół piwa. Malik w tym czasie zaczął składać pojedyncze pocałunki na mojej szyi, a mnie obeszły ciarki, na co mocniej przysunęłam się do bruneta. Jego to tylko rozbawiło. Odłożyłam na podłogę butelkę, a dłonie chłopaka już były pod moją koszulką. Zajęłam się namiętnym, czułym, a zarazem łapczywym całowaniem mojego skarba, przy czym (chyba jak zwykle) napierałam na niego, wzbudzając w nim pożądanie. W mgnieniu oka pozbył się mojego górnego okrycia i całował znów moją szyję, przy czym ja całowałam również jego. Wróciliśmy do ust i na powrót  dziko się 'lizaliśmy'. Dłonie Malika zjechały z moich pleców na pośladki i zacieśniły się. Po chwili jednak chciał zsunąć leginsy z mojego tyłka, ale oboje usłyszeliśmy pukanie, na które nawet nie zdążyliśmy zareagować, ponieważ ktoś od radu wszedł do domu.

- Jennifer...! - zawołał w progu mój ojciec... Jakby z pretensją.
- Tato...! - u mnie 100% tej pretensji w głosie. Wstałam szybko z Zayna i podnosząc koszulkę z podłogi zakręciło mi się w głowie. Na skutek tego zrobiłam nieplanowany krok w bok, trąciłam butelki stojące na podłodze i natknęłam się na fotel. Zayn wstał i objął mnie, jakby chciał postawić mnie do pionu. Założyłam szybko okrycie i chciałam podejść do taty, ale zrezygnowałam.
- Dobry wieczór - nagle przywitał się Malik. Tata odkiwał tylko głową.
- Przepraszam, tato. Zayn właśnie wychodził - powiedziałam starannie wymawiając każde słowo.
- Serio...? - spytał ciszej Zayn.
- Zostań - zwrócił się ojciec do niego.
- Nie będę się witać, bo czuć ode mnie piwo... - ciągnęłam swoje.
- I papierosy - wtrącił.
- To ja, przepraszam - szybko dodał Zayn. Tata nie wie, że palę.
- Przepraszam, że musisz oglądać mnie w takim stanie. I w takich okolicznościach. - dokończyłam.
- Oj, Jenny... - zaśmiał się cicho. - To zabawne, ale nie jesteś już dzieckiem - podszedł do mnie i przytulił mnie - TY śmierdzisz papierosami.
- Przepraszam...
- Nie przepraszaj - pogłaskał mnie po głowie, trochę mnie targając.

- Wydawało mi się, że usłyszałam inny termin twojego przyjazdu i spodziewałam się ciebie jutro - mówiłam, gdy siedzieliśmy na kanapie. Wciąż w trójkę. Tata znów się zaśmiał. - Nie śmiej się ze mnie, tato, bo wstyd mi, że się napiłam i rozmawiam z tobą.
- Przepraszam, skarbie - znów się zaśmiał, tym razem z Zaynem. Z Zaynem, który ma odrobinę mocniejszą głowę ode mnie i to mnie bardziej chwyciły te piwa. - Nie wydaje ci się. Mówiłem, że będę jutro, ale stwierdziłem, że opłaca mi się dzisiaj przyjechać, tylko zapomniałem zadzwonić.
- Ale jakbyś przyjechał kilka minut później to bym się wściekła jak cholera.
Na trzeźwo bym tego nie powiedziała. Nawet w przenośni. Tego, że te 'kilka minut później' pewnie bzykałabym się tutaj na kanapie, gdzie właściwie każdy znajomy może wejść. Chyba zacznę zakluczać drzwi...
- Moja mała... - ojciec objął mnie i przytulił. - Już nie jesteś taka mała.
- Wiem, tato... - westchnęłam.

Godzinkę później siedzieliśmy w kuchni i zajadaliśmy się moją pyszną zapiekanką. Ponieważ odrobinkę wytrzeźwiałam, czułam mniejszy wstyd. Teraz to Zayn i tata zajęli się rozmowami, a ja słuchałam, od czasu do czasu coś dopowiadając. Po posiłku wróciliśmy do salonu, a tata sączył piwo.
- Jechałbyś po pijanemu? - spytał Malika mój ojciec.
- Nie, nigdy nie jeżdżę po alkoholu - skłamał. Zaśmiałam się w myślach.
- Czyli zostałbyś na noc? - wtedy Zaza tylko pokiwał głową. - Zostałbyś na noc i przeleciał moją córkę, wcześniej ją upijając?
- Tato...! - zawołałam z oburzeniem.
- To nie tak... - odpowiedział Zayn.
- A jak?
- Tato - powtórzyłam się, ale znów mnie zignorował.
- Po prostu bym został żeby nie jechać po pijanemu.
- Zostałbyś... Trochę jak w hotelu.
- O co panu chodzi? - spytał żywiej Malik. Oooj...
- Nie tym tonem, chłopcze.
Teraz to już tylko obserwowałam. Siedziałam na fotelu i patrzyłam na ich obu siedzących na dwóch końcach kanapy.
- Jasne - prychnął Zayn.
- Posłuchaj. Ja pamiętam jak skrzywdziłeś Jenny we wakacje, pamiętam jaka była przybita jak do nas przyjechała. Myślę, że to ciebie najbardziej potrzebowała, gdy zmarła Emily. Okropnie mi teraz myśleć, że po prostu upiłeś Jenny, przeleciałbyś ją i rano byś pojechał, bo wytrzeźwiałeś.
- To wcale tak nie wygląda. Kocham pańską córkę, kocham Jennifer. Skrzywdziłem ją i żałuję tego, dlatego już nigdy tego nie zrobię i nie pozwolę również nikomu innemu jej ranić. Dzisiaj chciałem spędzić z nią wieczór i noc, bo stęskniłem się za nią. Co z tego, że piliśmy piwa? Co z tego, że poszlibyśmy do łóżka? Później pewnie byśmy się wykąpali i poszli spać. Przytuliłbym Jenn do siebie, a ona zasnęłaby tak jak najbardziej lubi. Rano byśmy zjedli razem śniadanie, wypili kawę, posprzątali, a ja pojechałbym dopiero po południu - wypowiedział trochę uniesionym tonem, jedno słowo za drugim. Po jego wypowiedzi nawet mnie zatkało, mimo, że wiem jak by to było, bo często tak się kończyło picie we dwójkę. Nikt nic nie mówił... Przez chwilę panowała cisza.

- Wygrałeś - odezwał się mój tata.

Nie długo rozmawialiśmy. Gdy Zayn poszedł wziąć prysznic trochę skarciłam tatę, ale jego tłumaczenie to 'martwię się o ciebie". To urocze. Jeszcze jak przytuli i powie, że dorastam... Mówiłam tylko żeby już tak nie naskakiwał na Zayna i gdy łazienka była wolna, tata ją zajął. Jako gospodarz domu pójdę ostatnia. Malik przyszedł do salonu w spodniach od dresów i świeżej koszulce i miał tylko mokre włosy. Rany, sam seks! Dlaczego nie mogę go teraz przelecieć...?

Rozmawialiśmy chwilę o tacie i tak uspokajałam ich po kolei aż sama nie poszłam się wykąpać. Założyłam długie spodnie od piżamy i luźną bluzkę na naramki z wyciętymi pachami. Poszłam do pokoju gościnnego, gdzie ułożyłam tatę. Leżał już w łóżku.
- Dobranoc, tatusiu - powiedziałam niegłośno i usiadłam na skraju łóżka, całując w policzek i przytulając go.
- Dobranoc. Tylko nie chce słyszeć, że wy...
- Oczywiście - odpowiedziałam szybko, po czym wyszłam.

Zayn leżał już, czekając na mnie. Szybko władowałam się pod kołdrę i przytuliłam bruneta.
- Ściągaj te spodnie - szepnęłam i sama je zdjęłam palcami u stóp, zdjęłam również jego koszulkę i swoje spodnie całując Malika. Skończyło się jednak na tym i niedługo po tym zasnęliśmy.

Następnego dnia obudziłam się później niż Zayn. Ten patrzył na mnie i bawił się kosmykami moich włosów. W ramach przywitania dał mi całusa w usta i przytulił mnie.
- Pojadę niedługo - odezwał się. Westchnęłam z niezadowoleniem.
- Nie posprzątamy?
- Nie chce wam siedzieć na głowie.
- Rozumiem...
- Posprzątamy i lecę - znów mnie cmoknął, a ja się podniosłam. Po pół godzinie oboje byliśmy ogarnięci. Robiłam śniadanie, Zayn popijał kawę, a po chwili tata wszedł do kuchni.
- Dzień  dobry - przywitał się i uśmiechnął. Zrobiłam również jemu kawę i po śniadaniu sprzątałam, a mój tata porwał mi chłopaka. Zajęli się (znowu) rozmowami o jego samochodzie, wyszli do auta i nie wrócili... Obleciałam salon i przeniosłam się do łazienki. Przy okazji korytarz u góry posprzątałam i schodząc na dół napotkałam moich mężczyzn.
- Chciałam dzwonić na policję - prychnęłam, a Zayn mnie objął.
- Przepraszam, kochanie - pocałował mnie w skroń i nawet trochę się skrępowałam przy ojcu.
- Zayn... - cicho się zaśmiałam. On wyczuł, że się speszyłam i był tym najwyraźniej rozbawiony.
- Przepraszam, że nie posprzątaliśmy.
- Nie ma sprawy, masz usprawiedliwienie - rzuciłam spojrzenie tacie.
Zayn pojechał po kilku minutach, a ja zostając sama z tatą musiałam się 'tłumaczyć'.
- Myślałem, że zerwałaś z nim dawno temu...
- Nie ja, rozstaliśmy się i tyle...
- Coś poważnego?

Pojechaliśmy razem na wakacje i na jednej imprezie nieznajoma blond szmata zrobiła Zaynowi laskę, ja w ramach zemsty zrobiłam laskę naszemu kumplowi i tak jakoś się pokłóciliśmy...

- Może trochę... - opowiedziałam w końcu. - Jak wrócił to nie mogliśmy się dogadać, a ja miałam się w stronę Liama, tego co przywiózł mnie i Nialla wtedy. Ale z czasem nam szło i tak jak wtedy się przyjaźniliśmy, tak teraz jesteśmy razem i jest świetnie
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa, skarbie - uśmiechnął się i chyba chciał tym zakończyć temat. Przytuliłam go mocno, a resztę dnia spędziliśmy na spacerach po Londynie, bo tatuś dawno nie był, a wieczorem oglądaliśmy, tak jak kiedyś, zwierzęta na Discovery Channel i oboje popijaliśmy piwo... Tak, mam już 19 lat, ale jednak to nie jest jakieś przyzwyczajenie czy coś i nie jestem do końca wyluzowana. Do piwa mieliśmy standardowo kanapki z połową lodówki i tak trochę sobie uzupełnialiśmy czas, przez który się nie widzieliśmy. Po kilku minutach dostałam smsa, który był od Zayna.

"Mam na ciebie cholerną ochotę, skarbie. Powiedz ojcu, że musisz coś załatwić."

Zaśmiałam się tylko do telefonu i odpisałam.

"Widzimy się w piątek. Trzymaj się."

Nie wiem czy nie zdenerwuje się teraz, ale najmniej mnie to obchodzi. Biedny Zayn, nie zaspokojony po wczoraj... Naprawdę rozbawiało mnie to.

W niedzielę tata pojechał około 16.00, a ja migiem poleciałam do książek... Uczyłam się do 21.00, poszłam się wykąpać i od razu spać, żeby rano wstać z łóżka. Jak już wstałam, poszłam do szkoły, napisałam dwa razy więcej kartkówek niż inni i gdy wróciłam do domu, to znów się uczyłam, kąpałam i szłam spać. Cały tydzień w ten sposób, masakra. Ciężko mi się to wytrzymuje, ale czego się nie robi dla... Miłości?

Wreszcie w ten upragniony piątek po szkole od razu się wykąpałam, wypiłam kawę, wsiadłam w autobus i pojechałam prosto do Zayna, by odreagować. Ucieszył się na mój widok, ale jeszcze milej zaskoczyłam go przechodząc od razu do tego po co tu przyjechałam. Chciałam zaspokoić i jego i siebie, bo tęskniłam za moim chłopakiem przez cały tydzień. I tak zostałam u niego na noc, a w sobotę pojechaliśmy do mnie się uczyć... Jasna cholera. To się nigdy nie skończy.
___________________________________________________
Dziękuję pewnemu anonimowi za radę :) Postaram się oczywiście i z góry przepraszam za powtórzenia i błędy w rozdziale :D
Mało wnoszę, ale mam pewien plan, tylko nie chcę za szybko.. ;o

Wiem, że wracam po czasie, ale następny rozdział po 10 kom. ;*

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 46


Klaudia Łukasiak > Dziękuję za propozycję, ale niedługo będę już kończyć to ff i nie wiem czy miałoby to większy sens :) Chciałabym pisać kolejnego bloga, ale patrząc po tym - nie wiem czy dam radę.
____________________________________________________


Czy mogę jako pierwsza powiedzieć Zaynowi, że go kocham? Teoretycznie tak, jednak coś mi na to nie pozwala. To on jest chłopakiem i poczekam na jego krok. Jeśli też to czuje - to świetnie. Jeśli nie - zaczekam. Wiem, że łączy nas naprawdę dużo i to kwestia czasu.

W jedną środę, po pracy, około 18:30 pojechałam do Zayna. Tak żeby spędzić z nim wieczór, posiedzieć. Oglądaliśmy telewizję i piliśmy kakao.
- Jenn - odezwał się Zayn. - Chciałabyś wrócić do szkoły?
- Słucham? - zdziwiłam się skąd to pytanie.
- Chciałabyś? - powtórzył.
- Nie... Nie z tymi zaległościami...
- Mógłbym ci pomóc, bo już to miałem. Harry też, Lil też.
- Hazza ma w tym roku maturę, nie będę mu zawracać dupy. Lily też ma naukę. Dlaczego w ogóle pytasz?
- Skończyłabyś technikum, później poszlibyśmy na studia, razem... - uśmiechnął się zalotnie. Zrobiłam większe oczy i odpowiedziałam dopiero po chwili:
- Razem...?
Kiwnął tylko głową.
- O jakich studiach zawsze myślałeś? - zdałam sobie sprawę, że nie pytałam go jeszcze o to.
- A ty? - nie odpowiedział.
- No nie wiem... Miałabym przecież jeszcze dwa lata nauki... Może coś w stylu 'stosunki międzynarodowe'.
- To poszlibyśmy razem - wciąż się uśmiechał.
- Ty poszedłbyś na stosunki międzynarodowe?
- Poszedłbym z tobą - przysunął się do mnie i objął.
- Nie, Zayn. Nie w ten sposób. Ciebie widzę w menadżerstwie, w zarządzaniu. Poza tym o czym my rozmawiamy? Nie wrócę do szkoły. Spójrz na siebie, dlaczego nie poszedłeś na studia po technikum?
- Rozstaliśmy się, wyjechałem, chlałem, balowałem... Nie miałem głowy do tego.
- Dwa lata musiałbyś czekać, to bez sensu, skończmy ten temat.
- Jenn, skarbie... Jestem gotów to dla ciebie zrobić. Przypomnę sobie wszystko jak będę uczył ciebie i pójdziemy razem.
- Oszalałeś - zaśmiałam się. Zayn złapał mnie za łyki i przełożył je przez swoje kolana.
- Na twoim punkcie, kochanie - pocałował mnie.

Zostałam na noc u Zayna. Jestem do niego cholernie przyzwyczajona. Wydawało mi się tak normalne położyć się obok niego w łóżku, przytulić go, pocałować... Zarazem to niezmiernie słodkie i uwielbiam to jak byk. Szkoda, że musiałam wcześniej wstać żeby iść do pracy.Zadzwonił mi budzik, który szybko wyłączyłam. Niechętnie, na pół przytomna podniosłam się delikatnie. Ale obudziłam jednak Zayna. Mruknął 
"przez sen" i wciąż obejmował mnie, uniemożliwiając mi ruchy.
- Muszę wstać - szepnęłam do jego ucha. Teraz zamruczał coś w rodzaju zaprzeczenia i nie puszczał mnie. - Zayn... - kontynuowałam.
- Zostań - powiedział półszeptem, nie otwierając oczu. Cmoknęłam go w usta i wyswobodziłam się z jego uścisku. Wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic, rozczesałam włosy i puściłam je wolno. Na szczęście w torebce mam małą kosmetyczkę z najpotrzebniejszymi kosmetykami. Pomalowałam się lekko, znalazłam w szafie jakieś moje czyste legginsy i bokserkę, założyłam na to koszulę Zayna, nie zapinając jej, pocałowałam go jeszcze raz i wyszłam. Po drodze spaliłam papierosa, bo nie chciałam już dłużej czekać do 18.00... Wolę spalić po porannej kawie, ale jeszcze jej nie wypiłam. W pracy nie mogę wyjść zapalić więc codziennie wytrzymuję 10 godzin.

W piątek o 20.00 byłam zmęczona. Wypiłam po pracy 2 kawy, wzięłam chłodny prysznic, ale średnio pomogło. Mimo to siedziałam na kanapie u Louisa i popijałam piwo, smsując z Lily. Namawiałam ją na przyjazd, ale cały czas mówiła, że mama jej nie chce puścić za kilka jedynek w szkole. Wyśmiewałam ją trochę, na co reagowała słodką złością. Ostatecznie mówiła, że wpadnie, tylko mama musi zobaczyć, że się uczy. Więc jeszcze chwilę posiedzi nad książkami i się urwie. Po chwili dostałam smsa od Zayna. Pytał czy wyjdziemy na piwo. Minus 3 dla romantyzmu... Odpisałam, że jestem u brata. Zgaduję, że Zayn zaraz też tutaj będzie.

- Wydajesz się trochę smutny - rzuciłam do Louisa, gdy usiadł koło mnie.
- Eech... Nie wiem co zrobić, nie umiem pocieszać - odpowiedział mi i wziął łyka piwa. Spojrzałam na niego pytająco, unosząc jedną brew. - Ashley wylali ze szkoły... - wyjaśnił.
- Słucham? - zdziwiłam się. - Dlaczego?
- Złapali ją na paleniu papierosów w toalecie, zaczęła pyskować nauczycielom i chodzić na wagary...
- Ashley?
- Myślę, że to przeze mnie - zignorował moje "pytanie".
- Myślisz, że zmieniła się przez ciebie? - spytałam, a Lou pokiwał głową. - Tak właśnie jest, Louis. Wiem, że cię nie pocieszam, ale...
- Dobra, skończ - zaśmiał się. - Zmieńmy temat.
- Zaraz będzie tutaj Lil i Zayn.
- To może pojadę po Ash - głośno pomyślał.
- Jest tutaj w ogóle ktoś?
- Jest Niall, kąpie się, a Liam wyszedł z Jesy na randkę.
- Gdzie?
- Na randkę.
- Gdzie??
- Na miasto, pewnie wypiją coś, pójdą do niej się pieprzyć i wróci jutro - wytłumaczył.
- Aaa... - zaśmiałam się.

Louis wrócił z Ashley, siedziałam pod ramieniem Zayna, który przy okazji przywiózł Lily. Niall wykapany, wypachniony siedział z mokrymi włosami. Popijaliśmy piwo i rozmawialiśmy:
- Przykro mi... - zwróciłam się do Ash, obserwując jej odrobinę smutniejszą minę.
- Daj spokój... - sztucznie się uśmiechnęła. - Moi rodzice rwą sobie włosy z głowy... Ja to jakoś zniosłam.
- Zapisz się do nas do szkoły - zaproponowała Lily. Ash energicznie podniosła głowę.
- To jest dobry pomysł - stwierdził Lou.
- To jest bardzo dobry pomysł - wtrącił Zayn. - Jenny też wróci do szkoły - dodał.
- SERIO? - zdziwiła się Lily.
- Nie... - mruknęłam.
- Tak - ciągnął Zayn.
- W sumie... - mruknęła Lily.
- Coś nie tak? - zaniepokoiłam się.
- Bo wiesz... - ociągała się Lily. - Jesy też chodzi teraz do naszego technikum.
- CO?! - prawie krzyknęłam.
- Świetnie, pójdziesz ty, pójdzie Ashley, będzie Lily i będziecie spotykać Jesy - podsumował mój chłopak. Zmierzyłam go spojrzeniem.
- Musiałabym w weekendy uczyć się, by zaliczyć pierwszy semestr, a w tygodniu na bieżąco podsumowałam.
- Dasz radę, kochanie - Zayn pocałował mnie w policzek. - Ja ci pomogę.
- Ja też - przyłączyła się Lily. Ignorując ich powiedziałam wszystkim. Wszystkim obecnym:
- Zayn chce iść ze mną na studia.
- Na jedne? - rozmawiała Lil.
- Tak - odpowiedział jej brunet.
- Nie - poprawiłam go. - Pójdziemy tam, gdzie będą nasze OBA kierunki i będziemy studiować na jednym uniwersytecie.
- Jezu, jakie to kochane - wyraziła Ash.
- Nie pójdę z tobą na studia - wtrącił Louis na co już się śmialiśmy.

Tak, pół miesiąca minęło i w piątkę chodziliśmy do szkoły. W piątkę, bo jeszcze Hazza, tylko my, cztery dziewczyny chodzimy do jednej klasy... Dlaczego kurwa...? Zwolniłam się z pracy, bo muszę się oddać nauce... W sumie to i tak trochę olewałam tą robotę i często mnie nie było, ale starałam się zawsze znaleźć kogoś za mnie. Teraz Zayn wręcz zmusił mnie, by trochę "na mnie zarabiać". Nie lubię takiego układu, więc jak najszybciej muszę zaliczyć pierwszy semestr, żeby móc pracować chociaż w te weekendy.

Jeździłam do szkoły najczęściej autobusem, ale zdarzyło się z dwa razy w tygodniu, że Hazza z Lil przyjechali po mnie. Zakuwałam teraz jak głupia, na lekcjach musiałam się skupiać, a nie plotkować z Lily. Nie wiem dlaczego Ashley siedziała z Jesy. Jesy trochę miała wylane na te zajęcia, kartkówki nie pisała na więcej niż 3. Ashley zaś nie schodziła poniżej 3. To dobra uczennica, dobra dziewczyna. Mogłaby mieć wykształconego chłopaka, nawet z bogatego domu, tak by pasował do niej idealnie. Ale ma Louisa. Louisa, którego kocha za to jaki jest, nie za to kim jest. Skończył szkołę średnią, ale nic a nic później nie zrobił. Tak jak Liam, czy Niall. Zayn się w sumie teraz się ocknął, tylko chce zrobić sobie przerwę. A Hazza... Myślę, że pójdzie od razu po szkole. Chociaż jeśli zaczekałby z Zaynem rok to w czwórkę byśmy poszli. Nie wiem jak Ash... Ale o czym my tutaj rozmyślamy...? Czas pokaże.

Piątek... Siedzę na łóżku i uczę się matematyki z Zaynem. Staram się w jeden weekend nauczyć się dwóch tematów z dwóch przedmiotów. Więc tym razem nie było źle, bo tematy były w miarę do ogarnięcia. W sobotę uczyłam się na angielski. Zayn uczył mnie podobnie jak jazdy na motorze. Coś mówiłam źle to się unosił i tłumaczył na swój sposób. Nawet chyba lepiej tak było...

- Jestem już zmęczona... - narzekałam w sobotę o 19.00.
- Jeszcze kilka minut i dam ci spokój. Reszta jutro - mówił Zayn.
- Zayn... - przeciągnęłam się. - Bolą mnie plecy...
- Dobra... - westchnął. Zrzucił książki na podłogę. - Połóż się.
- Naprawdę? - ucieszyłam się, bo rozumiałam przez to tylko jedno.
- Tak, kochanie - cmoknął mnie w policzek. Zdjęłam swoją koszulkę i szybko położyłam się na brzuch, a Zayn usiadł mi na tyłku i zaczął masować mi plecy. - Jedziemy jutro na wyścigi - ciągnął rozmowę.
- Tak?
- Jenn, masz jeszcze dług u Nialla...
- Wiem... - westchnęłam.
- Jak chcesz to mogę...
- Nie. Jutro ja też pojadę.

"Jutro"... Niedziela. O 20.00 pojechaliśmy z Zaynem na wyścigi, gdzie mieliśmy się spotkać z resztą. Nie wiedziałam, że ta reszta to będą wszyscy z naszej paczki... Nawet Ashley z Louisem, nawet Jesy z Liamem... Lily z Harrym to nie problem.
- Śmigasz? - spytał z szerokim uśmiechem Niall i mnie objął.
- Taa, będę musiała. Rozgrzej trochę motor, bo innym nie pojadę - pocałowałam go w policzek.
- Się robi, szefowo - zaśmiał się. Tak pojechał wyścig i skubany wygrał. Po nim pojechał Louis, przy czym Ashley była bardzo zdenerwowana i bała się o Louisa. Nie dowierzała, gdy wygrał. Ucałował ją oczywiście, gdy wrócił, był bardzo dumny. Ja jakoś nie mogłam się spiąć i "wysłałam" Liama. Po nim jeszcze Hazza, ale Zayn się nie dał, nie pojedzie dopóki ja tego nie zrobię.
- Nie będę miała tak łatwo... - trochę zaczęłam się obawiać.
- W sumie to ostatio... - zaczął mój brat.
- Niall! - uniosłam się lekko na niego, ale z rozbawieniem.
- Będzie dobrze - pocieszyła mnie Lily.
- To jej nie pomoże - ciągnął Niall. Podszedł do mnie i znów mnie objął. - Ścigałaś się już, tak?
- Tak - odpowiedziałam mu.
- Wygrałaś, tak?
- Tak.
- Wiesz jak to jest, tak?
- Tak.
- Wiesz jakie to uczucie, tak?
- Tak.
- Jedź i poczuj się tak samo.
- Tak...
- Kocham cię - powiedział na końcu mój brat, a ja odjechałam. Ile tam miałam wystawić? Wtedy były 3 koła to teraz tylko 2... Tak zrobiłam i gdy razem z moim nieznajomym przeciwnikiem wystrzeliliśmy jak z procy starałam się objąć prowadzenie. Nie chciałam zwalniać przy zakrętach, ale wiem, ze to konieczne. Jak wcześniej, po poradach Nialla, szybko mocniej przekręcałam gaz i mimo tego, że zarzuca mi tył to ciągnę do przodu. Szybciej i szybciej. Kolejne zakręty tak samo. Czułam tą chorą adrenalinę, ten strach, a co najgorsze, czułam, że wygram. Gdy przeciwnik był w jednej linii ze mną i co chwile któryś z nas wyprzedzał  drugiego, byłam zalana strachem, że nie będę miała tych 2 tysięcy, by oddać bratu. Przed metą jest jeszcze zakręt, więcej jeśli przygazuję jeszcze bardziej to nie wiem jak na tym wyjdę, bo do zakrętu i tak muszę zwolnić. Ale kto myśli racjonalnie podczas pieprzonego wyścigu? Pociągnęłam gaz i adrenalina, przy zakręcie, chyba sama wyciągnęła moja nogę w stronę ziemi, by wyrobić mocniejszy zakręt. Może to była intuicja? Ta kobieca? Czy mogę wygrać dlatego, że mam kobieca intuicję? "Szit, o czym ty, Jenn, myslisz? Gazuj!" Znów mnie doganiał, ale te 10m przed metą pokonałam w mniej niż 3 sekundy. I znowu (kurwa) wygrałam! Przepraszam za to przekleństwo, ale aż nie dowierzam, że marzenia tak łatwo się spełniają. To zbyt piękne i zbyt łatwo poszło. Mimo, że z tego stresu pewnie zrzuciłam trochę kilokalorii...

Na mecie moi przyjaciele mnie trochę przytulili i cieszyli się ze mną. Zdjęłam kask, a Zayn mnie ucałował. Dużo osób było w szoku, a niektórzy pokazali na mnie palcem z miną "to jest ta". Jakby mnie widzieli tutaj ostatnio. Mój przeciwnik tym razem był nieznajomy. Mimo złości wymalowanej na jego twarzy, lekko się uśmiechnął, gdy podawał mi pieniądze.
- Eric - przedstawił się.
- Jennifer - odwzajemniłam lekki uśmiech. Wtedy Zayn odchrząknął, spojrzałam na niego, a on miał założone ręce na piersi. Do nieznajomego już się więcej nie odezwałam, nawet nie widziałam go już zbytnio. Zayn był ze mnie najbardziej dumny ze wszystkich.
- Dziękuję, Niall - przytuliłam go mocno, gdy już zeszłam z motoru. Dałam mu te pieniądze. - Teraz jesteśmy juz na zero.
- Nie ma za co.
- Też cię kocham - uśmiechnęłam się. Zwróciłam się do Zayna. - To teraz twoja kolej.
- Wiem, kochanie - objął mnie. - Teraz mogę jechać.
- Nie bądź taki pewny siebie.
- Dajesz mi rady? Ile w tym siedzisz? - uśmiechnął się słodko.
- Spadaj - fuknęłam. - A jak nie wygrasz?
- Ja nie wygram?
- Zobaczymy - dałam mu soczystego całusa w usta, a on pojechał.

- Ale zazdro - podeszła do mnie Ashley. Poczęstowała mnie papierosem przy okazji.
- Co ty mówisz...? - zaśmiałam się.
- Tak się ścigać, jeździć motorem... - westchnęła. Tylko wzruszyłam ramionami. - Fajnie tak potrafić prowadzić motor.
- Nauczyłam się, bo musiałam pomóc Lily z kasą. Miałam mało pomysłów.
- Jesteś wielka - powiedziała właśnie Lily, która podeszła do nas i mnie przytuliła.
- Dzięki - pogładziłam ją po plecach.
- Nie bałaś się? - kontynuowała Ash.
- Bałam się - znów się zaśmiałam.
- Serio?
- Jak cholera.
- To dzielna jesteś - wyszczerzyła się.
- Przestańcie mi wlewać, bo głupio się czuję - stwierdziłam zgodnie z prawdą.

Zayn przyjechał pierwszy, dumny jak paw, wygrał 10 tysięcy... "Bez ryzyka nie ma zabawy" często powtarzał. Cóż, jako jego dziewczyna, przytuliłam go mocno i ucałowałam. Musimy wyglądać świetnie w tym świetle: On się ścigał, ja też, on wygrał, ja też. Para ze wspólnymi zainteresowaniami, jak słodko.

Staliśmy kawałek dalej z resztą,  Zayn zsiadł z motoru, a kask położył na siedzeniu. Złapał mnie za obie dłonie i pocałował w usta.
- Chcę ci coś powiedzieć - spojrzał w moje oczy.
- Tak...? - spytałam niegłośno. Chwilę milczał.
- Kocham cię, Jennifer - wyznał. Teraz ja chwilę milczałam.
- Zayn... - zamrugałam kilka razy. - Też cię kocham.
Wymieniliśmy się delikatnymi uśmiechami i namiętnie się całowaliśmy przez chwilę. Nasi przyjaciele byli raczej zachwyceni.

- Gratuluję wygranych - podszedł do nas Kevin. Przywitał się ze wszystkimi chłopakami przybijając piątkę  później żółwika, a dziewczynom ucałował dłonie. Wzrok zatrzymał na Jesy, którą Liam obejmował.
- Dzięki - powiedział szybko Niall, który to zauważył i nie chciał, by w najgorszym wypadku coś wyszło na jaw. Jednak Kevin nie zareagował.
- Miło cię znów widzieć - skierował to co Jesy.
- Znów? - zdziwił się Liam.
- Kevin był na ostatniej imprezie z nami - wyjaśnił Niall.
- Faktycznie - uspokoił się trochę Li.
- My się będziemy powoli zbierać - rzuciłam. Niektórzy lekko byli zdezorientowani, ale Zayn załapał, bo znał "historię" Jesy i Kevina.
- Jenn ma rację, jutro szkoła - zaśmiał się. Stałam przed nim, a on trzymając dłonie na moich biodrach ucałował mnie w policzek.
- Spadaj - również się zaśmiałam.
- Szkoda. W każdym razie, gratuluję tych wygranych. Jestem pod wrażeniem, jesteście tutaj chyba najlepsi - chwalił. - A ty... - podszedł do mnie i do Zayna, ale ostatecznie zwrócił się do mnie. - ...Ładnie lecisz.
- Moja szkoła - wtrącił Zayn. Wtedy Niall odchrząknął. - Jego też - dodał Zayn.
- Jestem z was dumny, do zobaczenia - pożegnał się.
- Dzięki, na razie - odpowieziałam. Reszta też coś mruknęła w pożegnaniu.

Pojechaliśmy wszyscy do Louisa i chłopaków, ale i tak będziemy się zbierać szybko.
- Jest 22.00, nie byliśmy długo, tylko po hajsy - rzucił Louis i już szedł z kuchni z piwem.
- Maksymalnie o 23.00 jadę - stwierdziłam.
- Oj tam, ten jeden dzień jutro możesz sobie odpuścić - prychnął Lou, objął mnie i prowadził do kuchni. Otworzył piwo i przechylił, wkładając początek butelki w moje usta. Upiłam w ten sposób pół piwa, bo wciąż mnie obejmował.

Zostaliśmy na trochę, rozsiedliśmy się w salonie i popijaliśmy może trzecie piwo.
- Zostańcie, popijemy, wyśpicie się tutaj - prosił Liam.
- Nie, ja muszę iść jutro o szkoły - tłumaczyłam
- Louis ma rację, ten jeden dzień możesz sobie odpuścić.
- Teraz raczej nie mogę, muszę być na każdej lekcji...
- Kujon - prychnęła Jesy.
- A w ryj chcesz?
- Jenn - upomniał mnie Zayn. Chyba wszyscy się na mnie spojrzeli. Nic nie powiedziałam, po prostu się zamknęłam. Zayn pogładził mnie po ramieniu. - Jenny musi nadrobić pierwszy semestr i ma też bieżący materiał - wytłumaczył bardziej Louisowi i Liamowi. Po pięciu piwach trochę miałam szum, więc postanowiłam więcej nie pić. Za kilka minut 23.00, a jeszcze muszę dojechać do domu, zatrzymać u siebie Zayna... I ogarnąć się.

Tak pojechałam o 23.00, że było już z pół godziny po, a ja poszłam do kuchni po kolejne piwo. Spotkałam tam Nialla.
- On ją pamięta - powiedział cicho.
- Wciąż o tym myślisz?
- Nie możemy jej zabierać na wyścigi...
- Daj znać jak przekonasz Liama - prychnęłam. - Uważaj, bo Jesy chyba też coś świta. Jak się napije to wygada wszystko.
- Kurwa... Liam mnie zabije.
- Nie będzie tak źle, ona nie wie czemu Kevin ją przeleciał.
- Dobrze, że nie grzeszy inteligencją.
- Tylko za dużo papla... - stwierdziłam.

- O mnie mówicie? - odezwała się Jesy. Stała we framudze. Spojrzeliśmy z Niallem za nią, bo było widać salon. Niektórzy byli zajęci rozmową, a Liam i Lily patrzyli na nas. W sumie średnio słychać ich rozmowy, a my w miarę cicho mówiliśmy, chyba...
- Pytasz czy to ty nie grzeszysz inteligencją? Owszem - powiedziałam pewnie.
- "Ona nie wie czemu Kevin ją przeleciał"? - zacytowała. Wcale cicho nie mówiła.
- Co?
- Nie udawaj idiotki. Chociaż ty nie musisz udawać... Powiedz lepiej co knujesz znowu ze swoim braciszkiem.
- Nic... - mruknęłam. Minęłam ją i celowo szturchnęłam ją w ramię. Poszłam do salonu popijając piwo, a Niall przyszedł za mną.
- "Ona nie wie czemu Kevin ją przeleciał"? - spytał Liam i wstał. Ja sama stałam z tyłu kanapy, a Niall zatrzymał się w środku salonu. Spojrzeliśmy po sobie i oboje wzruszyliśmy ramionami.
- Pytasz nas czemu jakiś koleś puknął ci laskę? - zarzucił mu Niall.
- Ty szmato, wciąż się puszczasz? - skierował się do Jesy.
- Ja? - spytała z wyrzutem.
- Przecież nie ja - uniósł się. Ja popijałam piwo.
- To nie tak - broniła się.
- Zabalowałaś z Kevinem ostro, dlatego cię zapamiętał, co?
- To Niall - rzuciła, a ja, Liam i kilka osób z towarzystwa parsknęliśmy śmiechem.
- Jesteś żałosna - stwierdził Liam.
- Może i zabalowałam z nim, ale to wina Nialla - powiedziała nieco pewniej. - Nagle przyszedł na imprezę Kevin, Niall zaciągnął mnie do baru i wlewał we mnie alkohol, Jenn wyciągnęła między innymi mnie i Kevina w tłum, a później Kevin mnie wziął i co? Ta suka - pokazała na mnie palcem. - mnie wykorzystuje. - odwróciła się teraz w moją stronę. - Może powiesz nam w końcu, dlaczego Kevin mnie przeleciał, skoro najwyraźniej znasz powód... - podeszła do mnie na odległość metra. Nie powiem, zagięła mnie...
- Bo jesteś łatwą ździrą i nie problem cię zdobyć - powiedziałam pierwsze co mi na myśl przyszło, ale oberwałam za to z liścia. To jasne, że jej oddałam, ale zaraz Liam ją odciągnął.
- Skąd nagle Kevin na imprezie? - spytał Li. - I czemu puknął akurat Jesy?
- Powiedziałem mu, że jeśli załatwi Jenn amatora na wyścigi i ona wygra to ogarnę mu ostrą panienkę - opowiedział Niall, a wszyscy spojrzeli na niego wielkimi oczami.
- Niall! - powiedziałam oburzona.
- Nie chce mi się już wymyślać kłamstw... - westchnął. Liam nic nie powiedział tylko wycelował w twarz Nialla prawego sierpowego.
- Liam! - krzyknęłam na niego.
- Co, kurwa? Masz szczęście, że jesteś dziewczyną, bo też byś oberwała!
Obrzuciłam go tylko złym spojrzeniem i podeszłam do Nialla, przyłożyłam mu do twarzy zimną butelkę od piwa.
- Chodź - powiedział oschle Liam do Jesy, złapał ją za dłoń i wyszedł. Spojrzałam z powrotem na Nialla.
- Nie przejmuj się - uśmiechnął się sztucznie do mnie. Pogłaskałam go po twarzy.
- Muszę lecieć - oznajmiłam.
- Trzymaj się - opowiedział mi brat, pocałowałam go na pożegnanie, pożegnałam się ze wszystkimi, a Zayn czekał już przy drzwiach z kluczykami w dłoni. Grrr...
________________________________________________________
Matko, to opóźnienie to jest porażka. Przepraszam najmocniej. Chciałabym pisać częściej, ale jakoś nie mam czasu. Nawet w wolnej chwili zapominam, ale wtedy moja przyjaciółka mówi "piszesz dzisiaj?" Postaram się dodać kolejny o wiele szybciej niż ten, ale nie obiecuję, że będzie on w listopadzie :/