wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 52

LILIANA:

Nie wiem dlaczego oszukuję Hazzę. Wciąż jesteśmy parą, a ja 'gram' w jakieś dziwne gry. Już nie mówię mu, że go kocham, ale nie chcę go zranić. Nie chcę mu powiedzieć, że spałam z Louisem, bo są kumplami. Nie chcę tego ciągnąć w nieskończoność... Popytam przyjaciół, popróbuję. Odpuszczę sobie Jenny, bo już tyle jej gadałam o Harrym, że może ma dość... Pojechałam do chłopaków. Tam zawsze ktoś się znajdzie do pogadania. Na nieszczęście w salonie siedział Louis.
- Ooo, kogo my tu mamy - przywitał mnie.
- Hej - mimowolnie się uśmiechnęłam, usiadłam obok niego i tak jakoś pocałowałam go w usta.
- Co tam?
- Mam problem...
- Mów, mała, jestem otwarty.
- Przeraża mnie twój dobry humor - stwierdziłam.
- Też powinnaś taki mieć, mnie przeraża jego brak u ciebie.
- Chodzi o Stylesa...
- Dowiedział się?
- Nie, nie, nie - szybko zareagowałam. - Nie chcę go okłamywać.
- Po prostu powiedz mu, że to koniec - doradził Lou.
- Hej, Harry, przespałam się z Louisem, a ciebie już nie kocham, będziesz jadł te frytki?
- No nie - Louis westchnął. - Łagodniej i nie dawaj tego powodu.
- Nie potrafię tak... A ty co? Mówisz Ash jak to ją bardzo kochasz?
- Nie, trochę rzadziej ją widzę...
- A chcesz z nią być? Od tego powinnam zacząć - trochę mina mi zrzedła.
- Co masz na myśli?
- Nic, tak pytam - kurczę... Nie powiem mu, że mogłabym z nim być. Nie powiem mu pierwsza, że mi się podoba, bo jeśli ja mu nie to... Za dużo stracę.
- Chyba to nie jest to czego szukam. Myślałem, że ją kocham. Jest świetną dziewczyną, ale jednak nie dla mnie. Chyba cię rozumiem, nie chcę jej zranić...
- To zaczyna być skomplikowane...
- Lil... Muszę ci coś powiedzieć...
- Co? 
- Styles... Zaliczył Jesy... - strasznie niepewnie wypowiedział.
- CO?! - wstałam z kanapy. - Co za gnój! - przeszedł mnie gniew i agresja.
- Uspokój się - Louis też wstał i chciał podejść, ale nie pozwoliłam mu się zbliżyć.
- Każesz mi się uspokoić?! On przeleciał tą dziwkę, a ty mi każesz mi się uspokoić?!
- A ty przespałaś się ze mną, jesteście na równi.
Zamilkłam.
- Jezu... - powiedziałam spokojnie. - Ty masz rację... Teraz mogę mu powiedzieć...
- Chcesz tego?
- Louis... - chyba zebrałam się na odwagę. - A jak go zostawię... Mam szanse... U ciebie...?
Przytulił mnie i szepnął mi do ucha:
- Nawet całkiem spore.

Wyszłam z Harrym w piątek wieczorem na piwo, na miasto, do jakiegoś pubu. Po jakiś pięciu nie krępowałam się i prosto z mostu zaczęłam:
- To koniec.
- Co? - spytał szybko z lekkim niedowierzaniem.
- Harry... Chcę się rozstać.
- Dlaczego, Lil...?
- Lepiej nam szła przyjaźń... - krążyłam dookoła.
- Lila...? Czy ty... Coś wiesz...?
- Wiem, że przespałeś się z Jesy - powiedziałam spokojnie.
Jak dotąd błądził wzrokiem, lecz spojrzał na mnie gdy mu odpowiedziałam. Milczał i najwyraźniej zgasiłam go trochę.
- Lil... Zrobiłem błąd...
- O taak... Ale nie dlatego cię zostawiam.
Harry spojrzał na mnie pytająco.
- Przespałam się z Louisem... - to nie przeszło przez moje gardło z taką pewnością jak reszta. Głupio mi się zrobiło po tej odpowiedzi.
- Co proszę...?
- Przepraszam cię Harry...
- Zostawiasz mnie dla niego?
- Tak trochę... - wydałam niepewnym tonem.
- On też zaliczył Jesy.
- To co...? Przecież nie jest jeszcze mój...
- Lily...
- Harry... Przyjaźń?
- Przyjaźń??
- Nie przekreślajmy tego co było między nami. Byliśmy świetnymi przyjaciółmi.
- Uprawialiśmy seks bez zobowiązań...
- Wiem, że nie będzie tak jak przedtem, ale nie chcę rozstawać się w kłótni - teraz zrobiło mi się przykro.
- Przyjaźń... - westchnął.
- Pojadę do siebie - stwierdziłam i wstałam z krzesła barowego.
- Lily - wstał za mną. - Kocham cię.
- Jak przyjaciela - dodałam za niego. - Ja ciebie też.
Mówiłam już za siebie w jego uścisku. Wyszłam i pojechałam autobusem do domu. Wszyscy spali, a ja nie budząc nikogo szybko skoczyłam do mojego pokoju i nawet bez kąpania położyłam się spać.


JENNIFER:

Byłam w szoku gdy Lily opowiedziała mi o całym tym obrocie sprawy. Mi również było przykro, że się rozstali. Przyjaźnię się z Hazzą i mam dziwne wrażenie, że jest smutny... Niby puknął Jesy i trochę w tym jego winy, ale to nie miła sprawa... W jeden wieczór siedzieliśmy wszyscy u Louisa. Prawie wszyscy, bo nie było właśnie Louisa i Ashley, Lily i Jesy. Siedziałam pod ramieniem Zayna i smsowałam z moją przyjaciółką. Nie chciała na razie przychodzić ze względu, że jest tutaj Hazza. Mówiła, że to trochę za szybko i nie chce go widzieć.

Wrócił Louis z lekko obojętną miną. Szybko zdjął kurtkę, bez słowa usiadł na kanapie i zaczął skręcać blanta, po czym wyszedł na taras i sam całego spalił.
- Zobaczę co mu jest - mruknęłam.
- Prędzej wygada się Lily niż tobie - zatrzymał mnie Hazza. Lou i tak wrócił do nas po chwili.
- Lou...? - spytałam cicho.
- Szkoda gadać... - westchnął.
- Byłeś z Ashley? - ciągnęłam. Spojrzał na mnie i rzucił krótkie 'Taa'.
- Mów stary, co jest. Nie duś tego w sobie - ponaglił go Liam.
- Zraniłem ją, kurwa... Zraniłem ją w chuj...
- Opowiedz - lekko się uśmiechnęłam.

LOUIS:
Poszliśmy na spacer, było ciemno, nawet romantycznie. Trzymaliśmy się za ręce i rozmawialiśmy. Gdy zrobiła się niezręczna cisza odezwałem się:
- Ashley, muszę ci coś powiedzieć.
- Ja też... - trochę posmutniała.
- Stało się coś? - pogłaskałem ją po policzku.
- Lou... - spuściła głowę. - Wyjeżdżam... - spojrzała na powrót w moje oczy. - Wyprowadzam się...
- Z Londynu? - pokiwała głową. - Dlaczego?
- Tata znalazł pracę w Manchesterze... Mama powiedziała, że szybko znajdzie coś dla siebie i jest tam dobre liceum, znowu prywatne... I zaraz po tym znaleźli mi uniwersytet, na który pójdę...
- Ashyy... - (tak ją czasem nazywam) przytuliłem ją do siebie i pogłaskałem po głowie.
- A ty co mi chciałeś powiedzieć? - odsunęła się i spojrzała mi w oczy. Milczałem chwilę, ale co zrobić? Muszę jej to powiedzieć. Tylko nie wiem jak zrobić to w miarę łagodnie.

- Zdradziłem cię.
- Cco...? - zaszkliły jej się oczy. - Louis...
- Przepraszam...
- Kiedy...?
- Bardzo niedawno. Jak piliśmy z chłopakami... I Jesy - dodałem ciszej.
- Z Jesy...?
- I na domówce u nas...
- Z Jesy...?
- Już nie...
- Louis... Ty świnio... - łza spłynęła z jej oka. Wytarłem ją, ale szybko zdjęła moją dłoń ze swojego policzka.

Wszyscy milczeliśmy.
- Ty też przeleciałeś Jesy? - pierwsze pytanie, które nasunęło mi się na myśl.
- Noo... - cicho mruknął.
- I ty też... - spojrzałam na Hazzę.
- Tak wyszło... - odpowiedział w ten sam sposób co Louis.
- Zayn... - nabrałam powietrze w płuca.
- Rozmawialiśmy już o tym - pocałował mnie w skroń i w policzek.
- Liam, mówiłeś, że tylko ty i mój brat ją pukaliście - zarzuciłam mu.
- Byłem pijany, przepraszam - odpowiedział Li.
- Kiedy Ashley wyjeżdża? - zmieniłam temat.
- W przerwę świąteczną jakoś...
- To zaraz - zauważyłam.
- Może jeszcze na sylwestra zostanie, nie wiem.

Zorganizowaliśmy razem 'przyjęcie' sylwestrowe u Louisa, bo Ashley została. I co najważniejsze, zgodziła się przyjść. Dziwnie czułam się patrząc na te relacje w naszej paczce. Lily siedziała obok Louisa, Hazza z Niallem, reszta już różnie, ale szkoda było mi Ash. Taka kochana dziewczynka... Zajęłam się z nią, wyszłyśmy do kuchni i trochę poplotkowałyśmy.
- Cieszę się, że przyszłaś - uśmiechnęłam się do niej. - Będzie nam ciebie brakować.
- Przyszłam, bo chciałam zobaczyć jeszcze Louisa - posmutniała.
- Jeju, nie smuć się... - przytuliłam ją.
- Zdradził mnie i cholernie zranił... Płakałam co noc... I prawie nic nie jadłam...
- Kochasz go?
- Jeszcze tak... Nie mogę się przyzwyczaić do życia bez niego...
- Tak mi przykro...
- Trochę mi lepiej jak go widzę, tęskniłam za nim. Chciałabym go przytulić i zapomnieć choć na chwilę o wszystkim... - spuściła głowę.
- To idź go przytul.
- Nie, coś ty...
- Ja wezmę Lily, a ty idź z nim pogadać - pogładziłam ją po ramieniu. - I napij się.
- Nie, wypiję tylko szampana.

Zabrałam Lily od Louisa i powiedziałam jej o całej rozmowie z Ashley. Lily jest również przykro, ale mówi się, że 'serce nie sługa'...
- Oni są świetni... - skomentowałam widząc ich razem.
- Są... Ale to nie jest dziewczyna dla Louisa... - spojrzałam na Lily, a ta kontynuowała. - Straciła z nim dziewictwo - uśmiechnęła się.
- Żartujesz...! - zdumiałam się. - Jezu... Ale mi jej szkoda...
- Mi też. Głupio się czuję z tym, że zostawił ją poniekąd dla mnie...
- Nie chciałabym być na twoim miejscu.
- Kurczee...
- Pozwólmy im w ten wieczór być razem.


Bawili się dobrze. Tylko Ashley nie piła, a Louis... Też mało! Czyżby dla niej? Reszta leciała jak popadnie, ja z Lil trochę też, ale nie chciałyśmy zostawiać Ashley samej. Jedynie Jesy chlała z chłopakami, jak taka świnia. Robiło się to aż żałosne... Ale nikt nie zwracał na to uwagi poza mną i Lily. Jebane plotkary. My widzimy wszystko...

Poszłam do Zayna, bo trochę go zlałam i jak zaczęliśmy gadać to jakoś nie mogliśmy skończyć. Tym bardziej, że on jest 8 razy bardziej pijany ode mnie i rozśmieszał mnie, nie tylko tym co mówił, ale również tym jak mówił i jak nie wypowiadał niektórych literek. Mimo, że pijany, był słodki. Obejmował mnie i gdy starał się coś opowiedzieć to drugą ręką pokazywał to w powietrzu.
- Zayn - zwróciłam się gdy dochodziła północ, a my staliśmy już na dworze.
- No słucham cię, misiu - spojrzał na mnie.
- Pocałuj mnie teraz i skończ w przyszłym roku.
Malik uśmiechnął się słodko, zbliżył się i nie ostro, a namiętnie mnie pocałował.

Po tej północy piliśmy szampana, ale cała czwórka i Jesy byli już nieźle pijani, ale mimo skrajnych stanów trzeźwości wszyscy razem bawiliśmy się zwyczajnie dobrze. Przy okazji rozmawialiśmy (tylko w czwórkę) o wylocie Ashley. Chcieliśmy ją odprowadzić na lotnisko i pożegnać.

Następnego dnia Louis przywiózł mnóstwo fast foodów na śniadanie. Gdy wszyscy powstawali (bo wszyscy tu spaliśmy) zabraliśmy się za wspólne, noworoczne, mało wyszukane śniadanie. Nie wiem dlaczego zdziwiłam się gdy Ashley przyszła do salonu bez bluzki... A przyszła razem z Louisem... Za to nie zdziwiłam się gdy w podobnym stanie przyszła Jesy z Liamem.

Ashley była chyba bardzo głodna, bo jak dorwała się do jedzenia to nie mogła skończyć. Zaśmiała się w duchu. 

Później, popijając poranną kawę, razem z Lily i Ashley siedziałyśmy na tarasie i plotkowałyśmy.
- Czy wy...? - spytałam Ashley. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
- Tak - spuściła (z zadowoleniem) głowę. - Tak wiecie... Ostatni raz, na pożegnanie... - przy tym miała trochę mniejszy uśmiech.
- Jak było? - dopytywałam.
- Było świetnie! Tym bardziej, że Louis prawie nie wypił i był taki namiętny i czuły - rozmarzyła się.
- Awwwwwwwwww... - uśmiechnęłam się.
- Lily...? - zwróciła się do niej Ash.
- Co...? - ta podniosła na nią wzrok.
- Wczoraj tak patrzyłam na Louisa... I na początku byłaś z nim cały czas i śmialiście się i tak patrzeliście na siebie...
- Mhm... - przytaknęła niepewnie Lil, a ja zauważyłam na jej twarzy ten ból.
- To z tobą Lou się przespał? 
- Słucham...? - spytała niepewnie.
- Wiem, że spał z Jesy, ale na tej domówce... Powiedział, że wtedy to nie była ona...
- Ashley... - powiedziała z lekkim pożałowaniem. - Przepraszam cię...
- Rozumiem... - Ash spuściła głowę i westchnęła. - Pójdę już.
- Zostań - poprosiła Lil. - Proszę...

Zostaliśmy wszyscy, a później jak posprzątaliśmy i się ogarnęliśmy Louis odwiózł Ashley. Gdy wrócił zastał mnie z założonymi rękoma na piersiach. Stałam w kuchni i wpatrywałam się w niego.
- Co znowu robię źle? - spytał.
- Nic takiego nie powiedziałam.
- Widzę, że coś ci się nie podoba.
- Nie o to chodzi... Szkoda mi Ashley - przyznałam, a Lou cicho się zaśmiał.
- Powiedziała wam? Coś dopowiedziała? Czy może była to opowieść na zasadzie 'Louis tylko mnie wykorzystał'?
- Nie mów tak. Chwaliła cię tylko.
- Taa... Będzie mi jej brakowało... Była taka prosta, taka poukładana. Z nią byłem jakby w innym świecie.
- A co ona ma powiedzieć o tym gdy przebywała w twoim towarzystwie?
- To było coś... Ale nic. Żyje się dalej.
______________________________________________________
W takim tępie/tempie (sorry, nie wiem jak to się pisze) to skończymy jeszcze w tym roku... :c
Czekam na 30 kom ;*

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 51

- Może lepiej już pojedziemy? - spytał Zayn. pokiwałam głową i odpowiedziałam gdy skończyłam palić papierosa.
- Zobaczę co z Lily.
Weszliśmy do salonu i w chwilę znalazłam moją przyjaciółkę. Była potargana trochę, wesoła i widać, że napita.
- Ooo, Jenny. Coś jesteś nie w tym humorze?
- Co zrobiłaś? - zabrzmiało to równocześnie jak zwykłe pytanie, bo nie znam odpowiedzi, ale również jak wyrzut, bo jednak znam odpowiedź. A ja tylko mogę się domyślać najgorszego...
- Ja...? - uniosła brew.
- Lily...
- No... Bawimy się, Jenn. Łuuhuuu...! - wymachiwała rękoma w rytm muzyki.
- Byłaś z Louisem?
- O co ci chodzi? - spytała z lekką powagą, ale średnio jej to wychodziło. - Przespałam się z nim, bo mi się podoba, a ty mi tutaj jakieś wyrzuty coś...
- Przespałaś się z LOUISEM? - wytrzeszczyłam na nią oczy.
- Ooj tam... Nie bój się o Zayna. Widziałam Jesy z jakimś kolesiem przed chwilą. Trochę się lizali pod ścianą...
- Słyszysz się?
- Dobra... Marudzisz... I w ogóle pierdolisz... - pokazała gest pod tytułem 'mów do ręki' więc odwróciłam się na pięcie i wyszłam. Przed domem Zayn czekał na mnie.
- Jak teraz pojedziemy? Oboje jesteśmy pijani jak świnie... - mówiąc to nawet na niego nie spojrzałam.
- Chodź... - sam ruszył przed siebie więc poszłam za nim. I tak szliśmy, szliśmy... Nie trzymaliśmy się za ręce, nie rozmawialiśmy, nic. Po niedługiej chwili przejechał ulicą samochód, a Malik go zatrzymał i poprosił o podwózkę. Przejechaliśmy kilka kilometrów i później mieliśmy już około 20 minut pieszo do Zayna domu, bo to jest trochę bliżej.
- Zayni... - powiedziałam półszeptem.
- Co mi chcesz powiedzieć? - spytał odrobinę głośniej.
- Nie mów tak... - tylko trochę uprzedziłam, bo nie chciałam się kłócić. On westchnął i czekał na dalsze moje słowa.
- Więc...? - ponaglił mnie, bo wciąż milczałam.
- Co my robimy, Zayn...? - zmarszczyłam brwi.
- Co?
- Kocham cię chyba najmocniej jak potrafię. Dajesz mi to, czego potrzebuję, sprawiasz, że jestem szczęśliwa, Zayn, tylko przy tobie jest moje miejsce. Mam tutaj cały świat...
- Wiesz, że kocham ciebie bardziej, Jenn - pogłaskał mnie po ramieniu. Nie wiem dlaczego nigdy nie wierzyłam w takie słowa...
- Więc dlaczego poszliśmy na domówkę, schlaliśmy się i całowaliśmy inne osoby?
- Nie wiem... Coś widocznie jest nie tak...
- Nagle? - czyżby zaszkliły mi się oczy...?
- Czegoś może nam brakuje...
- Czego nam brakuje, Malik? Niczego! - uniosłam się, ale nie krzyczałam. Zayn się nie odezwał, a ja westchnęłam.
- Idę do domu... - poszłam w stronę drzwi.
- Chodź tutaj - zawołał Zaza i ruszył za mną. Oparłam się o drzwi czołem, a gdy poczułam dłoń na moim biodrze, odwróciłam się i oparłam się plecami. - Nie chcesz iść... - szepnął. Wiem, że jest po północy i faktycznie nie widzi mi się marsz do domu o tej ciemnej porze...
- Przekonałeś mnie...

Poszliśmy pod prysznic, razem, ale kąpaliśmy się w ciszy. Niby nawzajem się wyszorowaliśmy, niby się przytulaliśmy, ale znów było jakoś sztywno.
- Chcę spać sama - oznajmiłam.
- Dlaczego...? - cicho spytał. W odpowiedzi wzruszyłam ramionami. Poszłam w stronę salonu, ale Zayn mnie zatrzymał.
- Pójdę na kanapę - powiedziałam.
- Ja pójdę. Idź do sypialni - pogłaskał mnie po policzku i poszedł na kanapę. W sypialni cicho zamknęłam drzwi, wyszukałam spodnie dresowe chłopaka i założyłam je, bo dał mi tylko koszulkę i swoje bokserki. Położyłam się do łóżka, przykryłam się cała, mocno przytuliłam poduszkę i dałam spłynąć moim łzom. Pomimo tego, że nawet nie mam konkretnego powodu. Może to słabość... Może kocham mojego chłopaka do tego stopnia, że cholernie boję się jego utraty? Cóż... Lepiej cicho łkać teraz niż przy nim... Jednak po jakimś czesie drzwi również cicho się otworzyły. Siąknęłam nosem i spojrzałam na postać we framudze, bo tam się zatrzymał. Milczał chwilę i patrzeliśmy oboje na siebie.
- Kocham cię, Jennifer - odezwał się Zayn.
- Przytul mnie... - prawie szepnęłam. Szybko znalazł się obok mnie i wziął mnie w swoje ciepłe ramiona. Wtuliłam głowę w jego klatkę piersiową i ponownie siąknęłam nosem.
- Płaczesz? - jakby się nie zdziwił.
- Nie...
- Misiu... - pogłaskał mnie po głowie i pocałował moje czoło. - Nie bądź już smutna.
Nie nie odpowiedziałam, Zayn westchnął i dodał.
- Kochajmy się i zapomnijmy o dzisiaj.
- Nie mam ochoty...
- Nie jesteś trzeźwa. Na pewno masz - złożył kilka pocałunków na moim policzku.
- Y,y... - zaprzeczyłam.


ZAYN:

Nie chciałem żeby była dłużej taka smutna. Wiem, że trochę poszliśmy w złą stronę u Louisa, ale musimy o tym najlepiej zapomnieć. Tak więc pocałowałem Jenny ciepło w usta, a te zadrżały. Objąłem ją bardziej i nie naciskając powoli pogłębiałem pocałunek, by był wciąż namiętny, a nie zbyt ostry. Położyła dłoń na moim karku, a ja z kolei na jej udzie i przysunąłem je w swoją stronę. Bez pośpiechu znalazłem się nad nią i mimo wszystko starałem się ją podniecić ocierając się swoim krokiem o jej. Całowałem jej szyję, a ona cicho dyszała. Nie protestowała gdy zacząłem ją rozbierać. Gdy skończyłem - również. Więc wszedłem w nią powoli, a ona westchnęła drżącym szeptem. Poruszałem biodrami wolniej niż zwykle. Nie chcę jej pieprzyć. Chcę się z nią namiętnie kochać i sprawić jej tym wielką przyjemność, a nie zajebisty orgazm. I byłem czuły. Nie przyspieszałem. Całowałem ją w usta, po policzkach, po szyi. Później już dyszałem w jej usta, tak jak ona w moje.

Rano obudziłem się przed Jenny. Przytulałem ją cały czas i tak leżałem i patrzyłem na jej spokojną twarz i lekko posklejane rzęsy od płaczu. Zastanawiałem się co mogę zrobić, by nie była już smutna. Mi jest po prostu przykro, ale ona chyba to inaczej odebrała. Nigdy nie była AŻ tak empatyczna. Miłość faktycznie zmienia ludzi...

- O czym myślisz? - nagle cicho spytała.
- O tobie - pocałowałem ją.
- Nie kłam - niezauważalnie się uśmiechnęła.
- Przepraszam... - udałem.
- Głupek - jej uśmiech był teraz widoczny.

Zjedliśmy śniadanie w tej głupiej ciszy, wypiliśmy kawę w ten sam sposób. Kurwa. Jesteśmy aż tak głupi, że nie potrafimy normalnie porozmawiać pomimo tego, że wczoraj trochę przesadziliśmy?

- Misiu... - odezwała się Jenn jako pierwsza. - Jesteś na mnie zły? - spojrzała z lekkim bólem w moje oczy.
- Nie - pokręciłem głową.
- Nie możemy nawiązać tematu... - spuściła głowę.
- Upijmy się i pogadajmy - uśmiechnąłem się.
- Myślisz, że to pomoże?
- Oczywiście. Nie umiem czekać i patrzeć czy coś się zmienia czy nie. Źle się czuję gdy nie mogę z tobą porozmawiać, a widzę, że chciałabyś.

Tak wieczorem się napiliśmy. Piliśmy dużo i bez umiaru. Słowa przychodziły łatwiej z każdym kolejnym kieliszkiem. Śmiechy, czułości. Wiecie jak to jest jak się zapomina o świecie, nie? Tak właśnie było. A jak już przesadziliśmy to nie było nic.

Obudziłem się na kanapie w podobnej pozycji, w której wczoraj skończyłem. Jenny nie spała, ale nie ruszała się. Nie mieliśmy siły się nawet odezwać. Ni to siedzieliśmy, ni to leżeliśmy... Jakieś 10 minut minęło aż spróbowałem wstać. Zrobiłem dwie mocne, czarne kawy i trochę nam pomogły. Pod prysznicem się przytulaliśmy i nawet śmialiśmy. Wiedziałem, że to nam pomoże.

W tygodniu nie widziałem się z Jenn. Ona chodziła do szkoły, ja do pracy. Nawet trochę się martwiłem z pierwszym dniem (chodzi o poniedziałek XD) jak dziewczyny poszły do szkoły, ale na szczęście żadna nie wróciła z podbitym okiem. Z Jesy widziałem się jak poszedłem w czwartek do chłopaków, a Jenn mówiła mi przez telefon, bo codziennie do niej dzwoniłem.

W piątek mam wolne więc w czwartek jak poszedłem do chłopaków to zostałem na dłużej i znowu coś wypiliśmy. Tylko w męskim gronie z prywatną dziwką. Znaczy tak to wygląda. Była z nami Jesy i również piła. Tańczyła nam na stole, nawet zaczęła robić striptiz, ale zdjęła tylko bluzkę, bo zadzwonił jej telefon. Ale za to później jej już nie założyła. Była w samych jeansach, spod których wystawały jej białe stringi i w białym staniku. Miała w ogóle wyprostowane włosy, a byłem przyzwyczajony do jej burzy loków.

Wyszedłem na taras zapalić z Liamem. Tak żeby pogadać chwilę, nie przy reszcie.
- Rozmawiałeś z Jenn? - spytał mnie Liam.
- Taa, codziennie.
- A kłóciliście się? Coś...?
- Nie, nie... Na początku było ciężko, ale dogadaliśmy się.
- Przepraszam... Nie chciałem żeby tak wyszło. To twoja laska. Nie powienienem był się na nią... Napalać.
- Dobra, jest okej. Nie masz co przepraszać, bo wina leży u każdego po trochu.
- Kocham cię, stary - lekko mnie przytulił i poklepał po plecach.
- No, ja też - odwzajemniłem gest.

Wróciliśmy do salonu, a chłopacy wlewali w Jesy piwo. Miała trochę spoconą twarz i wyraźnie już była pijana.
- Ona ma już chyba dosyć - zaśmiałem się widząc to wszystko.
- To co - dodał ciszej Liam. Spojrzałem na niego z lekkim śmiechem i przybiłem mu piątkę. Jeszcze dało się w nią wlewać przez jakiś czas. Prawie nikt tego nie wykorzystywał, hahaha... Sama się dawała. Chociaż nasza w tym wina, że każemy jej pić więcej.

- Idę to wykorzystać dopóki nie padła - stwierdził po jakimś czasie Liam.
- Baw się dobrze - zaśmiałem się. Liam wziął ją za rękę i pomógł wstać.
- Chodź, księżniczko - zwrócił się do niej i wyszli.

- On jeszcze z nią jest? - spytał Niall.
- A co? Zaliczyłbyś? - śmiałem się z niego.
- Chodź, Horan, zjarajmy - poklepał go po ramieniu Louis.
- Nie, bo później mi nie stanie - oburzył się Niall. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.

Gdy wrócił Liam (sam), wyszliśmy się przewietrzyć i spalić. Payne zaproponował nam jointa, ale każdy odmówił... Czyżby każdy coś planował...? Spaliliśmy fajki i wróciliśmy do salonu. Nie było z nami Nialla, jakby gdzieś zniknął... Jak wrócił i usiadł to szybko się odezwał.
- Spizgaj mnie, Payno, ale było warto.
- Dobra, Horan, stało się... - łagodził sprawę Liam.
Nie wiem dlaczego zdziwiłem się gdy wróciła do nas Jesy.
- Przepraszam panowie za moją nieobecność - usidła na kanapie. - Ale byłam w niebie...
- Horan... - odezwał się Liam.
- Postawiłem ją trochę na nogi - Niall objął Jesy. - Teraz się trzyma.
- Jest dobrze chłopcy, pijemy nie śpimy!

Piliśmy dalej i teraz najlepiej z nas trzymała się Jesy. Trochę przyjebała i nadała tępo do picia. Po dobrej godzinie zmieniliśmy klimat. Mieliśmy zapodane murzyńskie rytmy, Jesy tańczyła, stół odsunęliśmy żeby miała miejsce przed kanapami i fotelem. Louis zapalił mniejsze światło, a Jess czuła się prawie jak w swoim żywiole. Jak jej się znudziło to usiadła obok Harry'ego i napiła się.
- Styles coś za spokojny dzisiaj - zauważył Lou.
- No... Zachowujesz się jak dziewica - śmiał się z niego Niall.
- Co wy pierdolicie - Harry nawet sam się śmiał. Oni nie przepuszczą okazji i nie pozwolą zamulać kumplowi. Więc ten też coś wciągnął i oczy mu się otworzyły.
- Zajmij się nim - powiedziałem na ucho Jesy. - Bo na początku będzie wariował.

Styles niby nic nie chciał, ale jak Jesy usiadła na nim i zaczęła go całować, ocierać się o niego to później już nie miał protestów. A Liam zaczął mieć już chyba wyjebane na tą dziewczynę, bo widać, że nie jest warta wiele.

My zajęliśmy się sobą, gadaliśmy o głupotach, o dziwactwach, tylko nie o dziewczynach, jakoś nikt wtedy o nich nie myślał. W między czasie spaliliśmy. Wrócił Hazza, uśmiechnięty, zadowolony, a po nim Jesy.
- Chętny następny? Jak już jest okazja - mówiła pewna siebie.
- Co za laska... - westchnął cicho Louis. - Raz się żyje - wstał, objął Jesy i poszedł ją zaliczyć.

Gdy z powrotem siedzieliśmy w sześciu w salonie Jesy była najbliżej mnie i też się przystawiała.
- Jeszcze tylko ty, kotku - mruczała do mojego ucha.
- Może innym razem - pocałowałem ją w policzek.
- Wolę teraz.
- Za dużo wypiłem - przekonywałem ją.
- Pomogę ci.
- Mam cię bzyknąć jako piąty?
- Zawsze najlepsze zostawiam na koniec - teraz to ona pocałowała mnie w policzek, a później w szyję.

Niall i Harry się skończyli. Liam ledwo stał na nogach. Louis dawał radę stać. Zanieśliśmy ich do pokoi. Wróciłem z Louisem na dół, bo Liam skończył przygodę. Pościeliliśmy na dole dwie kanapy i położyliśmy się spać. Louis też już poszedł do siebie. Jakoś dziwnie nie mogłem zasnąć. Minęła może dobra godzina... Wstałem i poszedłem się napić.
- Nie śpisz? - usłyszałem Jesy.
- Jeszcze nie...
- Wykorzystajmy to... - wstała i podeszła do mnie.
- Daj spokój - mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Kiedy ogień spotyka ogień... Robi się gorąco... - Zaczęła całować moją szyję, a rękę włożyła w moje bokserki. Jak teraz odmówić? Spuściłem lekko głowę i tak przeszliśmy do ostrego pocałunku, wylądowaliśmy na kanapie i już niczemu nie protestowałem.


JENNIFER:

Poukładało się trochę między mną a Zaynem. W tygodniu dzwonił do mnie codziennie wieczorem i rozmawialiśmy około pół godziny. Tylko w czwartek krócej, bo mówił, że idą wszyscy do Louisa. Ja siedziałam u Lily i trochę się uczyłyśmy na matematykę. Więcej w sumie plotkowałyśmy. O tym jak Lil czuje się gady patrzy na Ashley albo na Hazzę. Na pół ma na to wyjebane, ale zastanawiamy się jak to wszystko rozegrać.

W piątek nie było Jesy w szkole. Znowu miałam głupie przeczucia. Skoro Zayn ma wolne i pochlał u Louisa to jest duża szansa, że Jess była z nimi.
- Nie podoba mi się to - mruknęłam do Lily na lekcji.
- Ostatnio było tak samo, nie masz się czego obawiać.
- A ty? Myślisz, że Harry'ego by nie podeszła?
- Bez przesady, nie rób z niej aż takiej dziwki.
- Nie broń jej, obie wiemy jaka jest. Z resztą Hazzy też nie ma w szkole...
- Przeszkadzam wam? - spytała nauczycielka.
- Nie, skąd - powiedziała szybko Lily.
- I tak nawet nie słucham...
- Jenn... - skarciła mnie Lil.

Na przerwie stałyśmy z trójkę z Ashley i obmyślałyśmy wagary. Długo nam to nie zajęło i już po drugiej lekcji poszłyśmy. Około 10.00 byłyśmy u Louisa. Weszłam szybko jako pierwsza, a po mnie dziewczyny. Nie wiedziałam co mam myśleć. Zobaczyłam Jesy leżącą nago na rozłożonej kanapie.
Jesy
Spała i nawet nie drgnęła jak weszłyśmy. Druga kanapa była również rozłożona, ale pusta. Było cicho i najwyraźniej wszyscy spali jeszcze. Lily dźgnęła Jesy nogą, ale ona tylko burknęła przez sen. Ja poszłam zobaczyć po pokojach. Weszłam do jednego, tam Louis spał.
- Wstawaj! - prawie krzyknęłam.
Weszłam do innego, zastałam śpiącego Liama.
- Wstawaj!
'Gdzie jest Zayn?'...
W innym zobaczyłam Harry'ego i Nialla w jednym łóżku...
- Pobudka!

Pobudziłam ich i wróciłam do salonu.
- Nie ma tylko Zayna... - założyłam ręce na biodrach. Dziewczyny patrzyły na mnie i się nie odzywały.
- Hej... - usłyszałam zaspany głos Liama. Objął mnie od tyłu i pocałował mnie w policzek.
Odwróciłam się i spojrzałam na niego. Stał w samych bokserkach.
- On tutaj spał?
- Nnoo... - odpowiedział trochę niepewnie.
- Dlaczego ona jest naga? - dopytywałam z rosnącą złością.
- Nie wiem... Jak szliśmy spać to była chyba ubrana... - wyglądał jakby przypominał sobie wczorajszy wieczór. Jego mina automatycznie się zmieniła i przybrała wyraz pożałowania, że właśnie takiej odpowiedzi mi udzielił. Odwróciłam się i chciałam wyjść, ale zatrzymał mnie.
- Jenn, to nie tak...!
- Skąd wiesz? Przecież ty już spałeś!
- Ja ją przeleciałem. I Niall. Rozebrała się może do spania...

Wsiadłam w autobus i pojechałam do Zayna. Zbliżała się 11.00 więc może już wstał. Weszłam z rozmachem do jego domu i go zawołałam. Przyszedł z łazienki z mokrymi włosami, w dresach i koszulce.
- Dobrze się wczoraj bawiłeś? - naskoczyłam na niego.
- Słucham?
- Pytam czy dobrze się wczoraj bawiłeś!
- Byłem u Louisa.
- Wiem gdzie byłeś. I wiem z kim byłeś. Tylko nie wiem jeszcze co robiłeś.
- Nic, piliśmy.
- Ah tak... Dlaczego nie zostałeś tam na noc?
- Nie chciałem.
- Zostawiłeś Jesy nagą i wróciłeś grzecznie do domu...?
- Nie, Jenn... Nic nie zrobiłem - podszedł do mnie i mnie przytulił. Ja nie drgnęłam. - Musisz mi uwierzyć, misiu.
- Ale nie wierzę.
- Myślisz, że mógłbym przelecieć Jesy...?
- Skoro raz to zrobiłeś to mógłbyś drugi.
- Mylisz się.
- Zayn, ale zobaczyłam ją... Nago, a obok druga kanapa była pusta...
- Cii... - pogłaskał mnie po plecach. - Nie wymyślaj za dużo, bo uwierzysz sobie.
- Więc nie zdradziłeś mnie? - spojrzałam mu w oczy.
- Nie.



_______________________________________________________
Jednak nie wyłączyłam udowadniania, że nie jesteście robotami XD
Cóż... XD
Długo szło wam komentowanie...

Ale i tak was kocham ♥
Mam nadzieję, że w tą przerwę świąteczną szybciej polecą rozdziały. O tyle o ile będę w domu :)
Może do 15 kom? Wiem, że na to was stać ;*

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Rozdział 50

W poniedziałek nie było Jesy w szkole. Niby całe szczęście, niby nie całkiem. Zayn ma wolny tydzień i na pewno pójdzie do Louisa jak wstanie. Oni przecież nie będą w poniedziałek od rana poza domem. Do 10.00 byłam spokojna, bo wymyśliłam sobie, że o tej godzinie Zayn wstanie. A jak już wyjedzie to wiem, że jakieś piwko z rana jest bardzo w ich stylu. Gdzie moja obawa? Boję się, że Jesy też tam będzie, bo gdzie miałaby być?

Będąc w szkole podpytałam Ashley o Jess, bo na imprezie miały gadać.
- Mówiła, że nudzi jej się jeden chłopak...
- Co? - zdziwiłam się.
- Liam to według niej ciacho, ale teraz chce podbić do Zayna, bo stęskniła się za nim i jego władcą. Cytuję - dodała szybko gdy zrobiłam na nią większe oczy.
- Co za krowa...! Ja jej dam, kurwa... Odechce jej się jeszcze.
- Była pijana, może tak nie jest. Pewnie paplała trzy po trzy, nawet nie wiedziała co...
- Nie broń jej. Na pewno jest tak jak mówiła. Coś o Liamie więcej? - dopytywałam, ździebko bardziej nerwowa.
- Znaczy tłumaczyła, litanie prawiła jaki to Liam jest przystojny, dobry i świetny i chwaliła go, ale ona lubi przygody.
- Dziwka... - patrzyłam w bliżej nieokreślony punkt i trochę obgryzałam paznokcie.
- Coś dodać...? - spytała niepwenie.
- No mów - spojrzałam na nią uważnie.
- Z Zaynem bzykała się tylko raz i teraz jak na was patrzy to zazdrości tobie, że możesz sprawić mu przyjemność i że to ciebie on puka.
- Hah!... - wyrwało mi się.
- Nie bój się - w pewnym czasie dołączyła do nas Lily.
- Właśnie, Zayn cię kocha - pogładziła mnie po ramieniu Ash z uśmiechem.
- Louis ciebie też - chyba bardzo chciałam to powiedzieć. W tym momencie automatycznie zrzedła mina Lily.
- Słucham? - zmrużyła oczy, ale ja to zignorowałam.
- Jeśli się z nim pokłócę - przeżuciłam wzrok na Lil. - I on mnie z nią zdradzi...
- To co? - ponaglała mnie Lil, która właśnie odwróciła wzrok.
- To im nie daruję.
- Obydwóm?
- Jej bardziej...
- Myślisz, że to ją powstrzyma? - ciągnęła Lily, tylko na nią spojrzałam. - Jeśli raz ją przeleci to ona zacznie mu się ładować do łóżka non stop.
- Skończyłaś już?
- A nie jest tak? - zignorowała moje pytanie.
- Kurwa, jaka z niej szmata! Jest już w szkole? Chętnie jej najebię...!
- Dobra, ciii... Lily przesadziła - 'pocieszyła' Ash.
- Nie uspakajaj mnie. Jak byś ty się zachowała jak byś przyłapała Louisa jak całuje się z jakąś laską?
Zatkała się na chwilę, ale wydusiła niepewne 'no nie wiem...' Lil nerwowo kręciła głową.

Po 12.00 zadzwoniłam do Zayna z kontrolą. Nie myliłam się - był u chłopaków. Nie myliłam się part 2 - Jesy tez tam była. Mówiłam Zaynowi, że ma nie pozwalać na takie sytuacje jak ostatnio, bo 'inaczej porozmawiamy'. Mimo to wciąż byłam niespokojna, bo wiedziałam, że ona siedzi tam z moim chłopakiem.

Zadzwoniłam również do Nialla, bo byłam bardzo ciekawa jak u niego po imprezie. Pamiętam, że miał tam się zająć Jesy jak ja poszłam, a chciałam zostać z nią w palarni. Odpowiedź brata była prosta 'zaliczyłem ją, żeby się ogarnęła.' Trochę naskoczyłam na niego, że jest nienormalny, że nie powinien, że to Liama dziewczyna. Tylko nie wiem dlaczego. Zazwyczaj śmiałam się z niego, że w tajemnicy przed Liamem pieprzył się z Jesy, a teraz? Co we mnie wstąpiło?

Po szkole zamiast do domu pojechałam prosto do chłopaków. Razem z Ashley tyle, że ona trochę za mną się wlokła, bo ja nadałam tempo. Nie chciała z początku ze mną udać się do chłopaków, ale trochę jej 'kazałam' i mówiłam, że wszystko sobie muszą wyjaśnić, chociaż nie wiem o co się kłócili. Wbiegłam do ich domu i zobaczyłam na jednej kanapie Zayna i Nialla, na drugiej Liama z Jesy pod ramieniem... [?], a Louis stał na środku salonu i przywitał Ashley, wchodzącą do mieszkania nieco po mnie, ale ja go tam w ogóle ominęłam, rzuciłam plecak na podłogę, wskoczyłam okrakiem na kolana Zayna i mocno go przytuliłam. Usłyszałam śmiech Nialla. Zdjęłam szybko i nieporadnie kurtkę, położyłam ją na oparciu, ale spadła za kanapę, a ja jeszcze mocniej przytulałam mulata.
- Stało się coś...? - spytał.
- Nie - odpowiedziałam dziwnie szybko. - Tęskniłam - dodałam normalnie.
- Jakie to słodkie - powiedziała przesyconym głosem Jesy. Nabrałam powietrza w płuca i powoli odsunęłam się od chłopaka, ale trzymał ręce na moich plecach i przytrzymywał mnie bym nie wstała. Teraz to on mnie do siebie przyciągnął i przytulił by uspokoić. Zaśmiał się przy tym cicho, bo znał moją reakcję na tę dziewczynę.
- Jedziemy do mnie? - spytałam go półszeptem.
- Bzykać się? - odezwała się Jesy.
- Też byś chciała, co? - syknęłam szybko wstając z chęcią ruszenia na nią, ale Zayn złapał mój nadgarstek.
- Jenn! - zawołał jakby oburzony. Nic nie odpowiedziałam, a wszyscy na mnie patrzyli z lekkim szokiem. Tylko ja i Ash tutaj wiedziałyśmy, że Jesy ma na Zayna ochotę. Po chwili ciszy wzięłam swoją kurtkę i plecak i idąc do drzwi odwróciłam się.
- Idziesz? - spojrzałam na Zayna. Pokiwał głową i wstał. - Na razie - trochę obojętnie rzuciłam i wyszliśmy.

- Jenn, nie przesadzasz już trochę? - spytał Zayn gdy weszliśmy do mojego domu. Westchnęłam.
- Nie chcę żebyś z nią się spotykał...
- Słucham? Odbiło ci?
- Jestem zazdrosna.
- O Jesy??
- Tak, właśnie o nią.
- Jenn odpuść sobie i nie szalej. Wiesz, że kocham ciebie i tylko ciebie, a ty jesteś zazdrosna o kogoś kto przy dobrej okazji bzyknie się z każdym facetem, który jej się spodoba?
Westchnęłam.
Poszliśmy do kuchni i, co było dziwne, wypiliśmy kawę. Powoli, w ciszy... Pół godziny głuchej ciszy... Na końcu wstałam i włożyłam kubki do zmywarki.
- Chodź zapalić - Zayn złapał mnie za dłoń. Wyszliśmy na taras i tak szybko jak odpaliłam papierosa tak szybko go spaliłam. Malik jeszcze nie skończył więc odpaliłam drugiego.

Powoli się ściemniało, a my znów siedzieliśmy w kuchni, tylko już nie w takiej ciszy i piliśmy piwo zamiast kawy. Poszło mi równie szybko co z tamtym papierosem.
- Nic mi nie pomaga...
- Wyglądasz wciąż tak jak przedtem - lekko się uśmiechnął Zayn i złapał mnie za dłoń.
- To znaczy jak?
- Jak byś tłumiła w sobie wszystkie emocje i tykała. Nie wiadomo kiedy wybuchniesz i zaczynam się bać im dłużej tu siedzę.
Zaśmiałam się.
- Ty nie musisz się bać. Dla ciebie to po części korzystne.
- Dlaczego?
- Jak wybuchnę to zawsze możesz mnie uspokoić - uniosłam jedną brew i pocałowałam chłopaka. - Ba. Nawet musisz.
Teraz on się zaśmiał.

Wstałam i oparłam się tyłkiem o stół obok miejsca gdzie siedział Zayn i ponownie westchnęłam.
- Co znowu, misiu? - Zaza też wstał i objął mnie ramieniem, przy okazji całując mnie w skroń. - Masz takie huśtawki...
- Co się dzieje Zayn?
- Słucham?
- Co się z nami dzieje?
- Z nami? Jenn, skarbie... Nie chcę robić z siebie niewinnego, ale to ty pobiłaś się z Jesy w szkole, ty wciąż na nią naskakujesz, ty zaczęłaś wyzywać ludzi jak robią coś źle. To ty krzyczysz po czym jesteś później smutna...
Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem. On znów pocałował moja skroń, a zaraz policzek i usta.
- To ty mi powiedz co się dzieje - dodał. Stanęłam na przeciwko niego i się nakręciłam.
- Jesy przystawia się do ciebie, bo lubi przygody, tęskni za tobą, bo tylko raz ją puknąłeś i zazdrości mi, że to ja robię ci dobrze, a ty się ze mną pieprzysz. Ona też chce dlatego próbuje cię uwieźć. Nie wiem dlaczego naskakuję na ludzi jak widzę, że robią coś złego. Może dorastam, może jestem przewrażliwiona po tym jak Jess cię pocałowała. Dlatego krzyczałam na Lily i Louisa kiedy przyłapałam ich jak się lizali na imprezie, dlatego krzyczałam na Nialla jak powiedział, że zaliczył Jesy na imprezie. Po prostu się, kurwa, boję, że wszystko się znowu zacznie pierdolić. Bo było chyba za dobrze...!

Zayn chwilę milczał po mojej elokwentnej wypowiedzi. Wziął głębszy oddech i odpowedział.
- Potrzebujesz chyba dużo snu...
- Albo... - coś mi skoczyło w głowie. - ...Odlotu.
- Nie wiem czy to dobry pom...
- Tak...! - uśmiechnęłam się i już go nie słuchałam. - Zaczekaj.

Skoczyłam na górę, by nie ciągnąć Zayna za sobą. Nie chciałam żeby zobaczył, że nie mało mi zostało od czasu jak Niall mnie "poratował'. Wzięłam trochę i odsypałam na kartkę. Wróciłam na dół i wysypałam to na stole w kuchni.
- Daj mi kartę, albo coś - poprosiłam. Wyciągnął z portfela, a ja uformowałam dwie solidne kreski. Podzieliłam to jednak na dwa, bo wydawały się aż za wielkie. Wciągnęliśmy po jednej na każdą dziurkę  i się otrząsnęliśmy.
- Po tej kawie... - powiedział Zayn.
- Po tym piwie...
- Chodź zapalić - złapał mnie za rękę.
- Nie...
- Chodź, bardzo mi się chce palić - prawie wybiegliśmy na taras. Tak szybko spaliłam papierosa, że nawet nie wiem kiedy... Wróciliśmy do kuchni. Chciałam wyciągnąć kolejne piwo z lodówki, ale Zayn mnie powstrzymał.
- Myślę, że nie jest ci potrzebne - wyszeptał do mojego ucha. W mgnieniu oka byliśmy do siebie przyssani. Bardzo zachłannie się całowaliśmy błądząc po swoim ciele. Chodziliśmy po kuchni, obijaliśmy się o wszystko, aż Zayn posadził mnie na stole. Szybko i nieporadnie ściągnęłam jego koszulkę i zaraz nie miałam również swojej. Równie szybko pozbyliśmy się spodni i bielizny. Zaczęliśmy uprawiać seks na stole. Szybki i jakiś dziki. Starając się całować, ale to już nam nie wychodziło. Jak się znaleźliśmy w salonie...? Siedziałam na oparciu od kanapy i odchylałam głowę do tyłu, podczas gdy Malik całował moją szyję trzymając mnie jedną ręką za kark, a drugą za plecy. Gdy przeszliśmy na kanapę odezwałam się.
- Nie... Tu jest zbyt normalnie...
Cóż, przenieśliśmy się na szklany stół. Całkiem. Teraz Zayn leżał plecami przy zimnym szkle, a ja leżałam na nim. Nie dużo czasu minęło, a już nas tam nie było. Chciałam iść do góry, ale zatrzymaliśmy się na schodach. To ja na nich leżałam i jęczałam.
- Chodź już... - wysapał Zayn. Podniósł mnie i po drodze do sypialni zatrzymał się w korytarzu. Oparł mnie o ścianę i trzymając mocno za pośladki posuwał. To nie wszystko. Postawił mnie na podłodze i odwrócił plecami do siebie. Teraz oparłam się rękoma o ścianę, a on przylegał do mnie całym ciałem i całując, bądź dysząc na moją szyję trzymał mnie za biodra i mocno pchał.

Obudziłam się w nocy. Tak myślę, bo było ciemno. Byłam w łóżku, obok mnie leżał Zayn i spał. Byliśmy oboje nago. Chciałam wstać, ale Zayn mnie przytulał i tylko go niepotrzebnie obudziłam. Milczeliśmy i patrzeliśmy na swoje zarysy. Po chwili powoli się pocałowaliśmy. Tym razem namiętnie i ciepło. Malik zjechał na moją szyję i równie namiętnie ją całował.
- Chcę jeszcze raz... - wyszeptałam.
- Nie.
- Chcę jeszcze raz - powtórzyłam.
- Nie możesz tyle tego brać, bo miałaś problemy.
- Nie ważne...
- Nie.
- Dlaczego...?
- Nie każ do siebie mówić jak do dziecka - powiedział stanowczo.
- Tylko raz...
- Później zechcesz jeszcze raz i jeszcze raz, aż odlecisz i się zaćpasz. Umiaru, dziewczyno.
- No nie... Chcę jeszcze raz. To było zajebiste.
- Powiedziałem nie - teraz już warknął na mnie. Ale to tylko mnie podnieciło.
- Dlaczego jesteś taki seksowny? - zmieniłam temat. On się tylko zaśmiał.
- Bo mogę.
- Jesteś okropny...
- Też cię kocham - pocałował mnie.
- Idę zapalić.
- Głupia jesteś?
- Chce mi się palić...
- W środku nocy będziesz wychodzić?
- Mogę iść nago?
- Nie.
- Nie mam sąsiadów - zaśmiałam się cicho.
- Ubierz się - syknął i wstał. Założył bokserki więc ja założyłam swoją bieliznę i zeszliśmy na dół. Spaliliśmy na tarasie, ale nie chciało mi się wracać. Staliśmy w świetle księżyca w bieliźnie i w sumie trochę marznęliśmy.
- Pojedźmy gdzieś - zaproponowałam.
- Może do łóżka?

Tak poszliśmy do łóżka i od razu zasnęliśmy. Obudziliśmy się dopiero rano. Po 11.00.
- Tego mi było trzeba... - mruknęłam popijając kawę na kolanach Zayna. - Tego odlotu... Tak mi to cholernie pomogło...
- Nie będziesz się już tyle zadręczać? - pogładził mnie po plecach.
- Nie. Nie aż tyle - zaśmiałam się cicho i pocałowałam chłopaka w policzek.
Co z tego, że jest wtorek? Co z tego, że nie byłam wczoraj w pracy...? Chyba za bardzo zależy mi na związku z Zaynem...

W piątek wieczorem pojechałam do Lily. Piłyśmy herbatę i siedziałyśmy na łóżku. Rozmawiałyśmy, ale obie nurkowałyśmy w telefonach i internetach. Jak w dwie się spikniemy to zupełnie jak inne osoby. Obgadujemy jakieś dziewczyny ze szkoły. Obczajamy chłopaków. Ale tylko z wyglądu. Przecież mamy swoich i ich kochamy. Właśnie...!
- Rozmawiałaś z Harrym? - spytałam Lily.
- Tak, dlaczego pytasz?
- Mam na myśli... O tej imprezie? Czy on wie, że całowałaś się z Louisem?
- Nie, coś ty... - westchnęła.
- Powiesz mu?
- Nie, nie ma mowy... A Ashley wie?
- Nie. Louis też jej nie chce mówić.

Zostałam u niej na noc. Ale nie spałyśmy. To była długa noc przemyśleń i głębokich refleksji. Nie wiem czy źle tego nie rozegrałyśmy, bo Lily doszła do wniosku, że już tak nie kocha Hazzy... Nie wiem co teraz z tym zrobimy, ale nie mogę zostawić jej z tą myślą samej. W weekend pochlałyśmy same (o.O) i myślałyśmy o najdziwniejszych rozwiązaniach, bo wciąż drążyłyśmy ten temat... Ale nie będę mówić jakich. Lepiej nie.

W jeszcze kolejny weekend Louis i chłopaki zrobili domówkę. Przyszło dużo ich znajomych z okolic. Generalnie połowa typków spod ciemnej gwiazdy... Siedziałam w kuchni z Niallem i Stylesem i piliśmy drugie piwo, przepalając to papierosem. Uwielbiałam to miejsce na blacie gdzie mogę oprzeć się o lodówkę. Tam właśnie siedziałam. Chłopacy rozmawiali, a ja tylko na nich patrzyłam. Nawet nie słyszałam co mówią.
- ...Co? - spojrzał Niall na mnie.
- Co? - ocknęłam się.
- Słuchasz mnie?
- Nie. Co mówiłeś?
- Że trzeba coś przyjebać, bo się nie bawimy - wskoczył na blat obok mnie.
- Ja nie mogę. Zayn mnie goni...
- Nie zobaczy... - poszturchał mnie z zawadiackim uśmiechem.
- Ale się nie ograniczę...
- Nie dam ci więcej.
- Do czego ty mnie zmuszasz? - pokręciłam głową.

Wciągnęliśmy 'nieco' i odwrócił mi się mózg automatycznie.
- Zayn was zabije jak mnie zobaczy - zaśmiałam się.
- Najwyżej - odpowiedział również śmiechem Hazza. Stałam oparta o blat i brałam ostatnie łyki piwa, a chłopacy stali po obu moich stronach. Wzdrygnęłam się gdy poczułam rękę Harry'ego na moim brzuchu i jego oddech przy moim uchu. Zaraz po tym cmoknął powoli mój policzek, a z drugiej strony Niall wodził dłonią po moim udzie i również pocałował mój policzek.
- Tak się nie bawimy - chciałam się oderwać od blatu i odejść od nich, ale stanowczo mnie przytrzymali. Dostałam jeszcze kilka całusów od Hazzy w policzek, a od Nialla w szyję.
- Jezu, jestem twoją siostrą, a ty Styles opanuj się... - znów się odezwałam.
- Trzeba było ubrać mniejszy dekolt - Hazza popatrzył na moje cycki. Od kiedy go pociąga mój dekolt?
- Daruj sobie...
- Coś jej się nie podoba... - mruknął Styles z uśmiechem do Nialla.
- Nie złość się tylko misiu - poprosił brat. Mimo, że trochę wkurzyło mnie ich zachowanie, no bo... sorry. To pocałowałam ich obu szybko w policzek i wyszłam z kuchni. W domu dudniła muzyka z wieży więc wołanie kogoś nie ma sensu. Wszyscy palą w domu więc ja wyszłam na taras i zapaliłam. Szybko dołączył do mnie Louis.
- Zapalimy? - spytał wyciągając blanta. Pokazałam tylko swojego papierosa. - Poczekam - dodał. Spaliłam, a Lou rozpalił skręta.
- Nadal nikt nic nie wie? - spytałam.
- Kto jak kto, ale myślisz, że ja bym coś powiedział?
- Nie - zaśmiałam się. - Ty nie.
- Zajmij tam Stylesa trochę...
- Co? - zdziwiłam się.
- No zakręcę się obok Lil, a nie chcę mieć kłopotów.
- W dupie ci się poprzewracało?
- Nie mrucz... - podał mi blanta. - Po prostu jest taka... Otwarta i szalona.
- Co wam wszystkim do łba strzeliło?
- Miłość jest skomplikowana - objął mnie. - Chodź się zabawić.

Weszliśmy z powrotem, a ja odnalazłam Zayna z kilkoma dziewczynami, a między innymi z Jesy. Pili przy stole i śmiali się i tak patrzeli i w ogóle... Ughh...! Złapałam go za rękę i trochę odciągnęłam.
- Jenn, skarbie, tylko nie to. Nic nie zrobiłem. Tylko piliśmy. Daruj już sobie te kazania.
- Dobra, wcale nie o to mi chodzi... - wkurzył mnie tą reakcją.
- Przepraszam...
- Możesz wziąć Stylesa pod swoje ramie? Wypijcie z tymi laskami, albo spalcie coś, cokolwiek...
- W jakim celu? - nieco się zdziwił.
- Żeby nie zobaczył jak Louis kręci się koło Lily...
- Whoow... Okej...
- Dzięki - pocałowałam go w usta i trochę to przedłużyliśmy, co poprawiło mi humor.

Ja przecież nie zajmę się nim, bo boję się trochę, że znów się przystawi, albo coś, co mu tam chodziło po głowie. Mnie odnalazł Liam. Prawie podbiegł do mnie, objął i wyprowadził na taras rozpalając blanta.
- Jaki tam chaos, nie ma czym oddychać - mówił już trochę pijany.
- Trochę tak. Jest w ogóle Ashley?
- Nie, jechała gdzieś podobno z rodzicami.
- To Louis się bawi?
- Louis? Nie, przecież on kocha Ash.
- Mhm - uśmiechnęłam się. Spaliliśmy i poszliśmy na kanapę. Na jednej siedział Zayn, Hazza i te laski, a my na drugiej jeszcze z Niallem. Zaczęliśmy pić kieliszek za kieliszkiem. Po dużej ilości już się śmiałam ze wszystkiego i nie myślałam o żadnych hamulcach czy czymś.
- Nie podpuszczam cię, ale nie wejdziesz na stół i nie zatańczysz - mówił Liam.
- Ja nie wejdę?
- Nie - był pewny.
- Załóżmy się. Kto pierwszy wypije piwo wygrywa.
- Jestem za - przyniósł dwa piwa i równo zaczęliśmy pić. - Już! - oderwał się od butelki Liam.
- Ej... - również to zrobiłam. - Wypiłam dopiero jakieś 3/4...
- Nie chcę nic mówić - wtrącił Niall. - Ale ktoś tu chyba wchodzi na stół.

No i weszłam. Weszłam i zaczęłam tańczyć. Akurat leciała zarąbista piosenka, do której dobrze się wywijało. Jakoś nie zwracałam specjalnej uwagi na Zayna. On na mnie chyba podobnie. Miał dwie dziewczyny pod ramionami, ale obce, to nie ważne...

- Jak ja uwielbiam patrzeć na twoje wdzięki - wyraził Liam gdy byliśmy w kuchni i paliliśmy fajkę. Zaśmiałam się w odpowiedzi. - Dlaczego jesteś taka nieśmiała? - dodał, lecz tym razem wybuchnęłam śmiechem, on również.
- Jaka jestem?
- Jesteś słodka.
- Wiem - przybliżyłam się do niego. Położyłam dłoń na jego obojczyku i spojrzałam w oczy. Szybko to odczytał i pocałował mnie czule. Szybko przerodziło się to w namiętny, szybki pocałunek. Zrobiłam krok do tyłu żeby nie stać przy samym blacie i jakoś tak przesunęliśmy się o kilka kroków. I jeszcze szliśmy aż nie natknęłam się na czyjeś plecy...! Szybko się odwróciłam, ale nie wierzyłam w to co zobaczyłam.
- Zayn! - trochę się oburzyłam.
- Jenn?! - patrzeliśmy na siebie chwilę w ciszy. On stał z Jesy, a ja z Liamem. Natknęliśmy się na siebie dokładnie w tych samych okolicznościach. Też się całowali.
- Ekhem... Jesy? - włączył się Liam.
- Lii... - podeszła do niego. - Przepraszam... - wtuliła się mocno w Liama, a ten tylko na mnie spojrzał z lekkim zażenowaniem, a Jesy pogłaskał po plecach. Ja z Zaynem wyszłam z kuchni i poszliśmy na taras. Oboje coś chcieliśmy powiedzieć, ale każdy milczał. Malik wyciągnął paczkę papierosów w moim kierunku. Zaczęliśmy palić i stopniowo się zbliżyliśmy aż się do siebie nie przytuliliśmy.
- Nie mów nic... - mruknęłam.
______________________________________________________
Kurwa XD Powiem tak: Rozdział niestety pisany a little bit bez weny, ale zostałam opierdolona przez anonima ;o
Nie mam na was wyjebane, nie mówcie tak. Zależy mi na czytelnikach i do tego momentu jestem miła. :D
Teraz już nie: Mam dwa zagrożenia i trochę się rozchorowałam. Dziś od rana pisałam, bo w szkole nie byłam. W tym tygodniu mam jeszcze 3 sprawdziany, kartkówkę i lekturę więc nie rzucę tego by dodać rozdział, bo "Oo, jest już 15 kom".

Już wyłączyłam to udowadnianie, że nie jesteście automatami :D
Może do 20 kom, skoro tak dobrze wam poszło? ♥

niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 49

Musiałam się trochę wziąć za pracę. Bo mimo zdanego materiału to wciąż Zayn na mnie robił. Niestety nie przyjęli mnie do starej pracy pod pretekstem, że wydziwiam. Szukałam innej i do kolejnego weekendu udało mi się znaleźć podobną. Całe szczęście, bo trochę wiem już co robię, a w innej bym musiała nabierać nowych zdolności itp... Nie ważne.

Nie wiem dlaczego uznałam ten pomysł za głupi, ale jakiś debil z naszej paczki wymyślił imprezę w sobotę. Chcąc, nie chcąc pewnie pójdę, bo jak by to było, że wszyscy się bawią, a ja nie? I tak bym poszła. Więc w piątek sobie odsypiałam od 17.00 tak do 10.00 kolejnego dnia. Byłam wypoczęta, ale jakoś mało przekonana do tej całej balangi. Może dlatego, że gdy w weekendy odpoczywam to chwyta mnie lekka zamułajestem leniwa bardziej od leniwca. Może pomogę sobie kawą...? Zeszłam do kuchni i usiadłam na blacie podkulając nogi i popijając ciepłą kawę. Po chwili usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu, a zaraz po tym ujrzałam czarny łepek wystawający z framugi.
- Co tam? - uśmiechnęłam się widząc Zayna. Podszedł do mnie i pocałował mnie ciepło na przywitanie.
- Tęskniłem - wycałował każdy milimetr mojego policzka i szyi.

Spędziliśmy razem południe, popołudnie, aż zapomniałam o dzisiejszych baletach. Do czasu...
- Zakładasz sukienkę? - pytanie od Zayna.
- Słucham...?
- Na imprezę.
- Co...? Nie... - stęknęłam.
- Co jest?
- Nie chce mi się iść... Mam takiego lenia w dupie, nawet kawa mi nie pomogła.
- Hmm... - podrapał się po brodzie. Po swoim max. 2 dniowym zaroście. - To nie problem - lekko się uśmiechnął jakby coś mu świtało w głowie.
Wstał i włączył wieżę. Na pendrivie mam raczej szaloną muzykę typu Bang Bang, ogólnie jakaś Jessy J, Nicki Minaj, murzyńskie rapy, albo nie rapy i różne remixy, któreych słucham jak jestem sama i sprzątam. Macham włosami, skaczę z mopem i takie tam... Zaśmiałam się słuchając wariackiej muzyki, którą Zayni głośno włączył. 
Podszedł do mnie, złapał mnie za rękę, wstałam, a on mocno mnie do siebie przyciągnął, zrobił krok w tył i zaczął powoli całować moje usta. Uwielbiam ten moment, gdy czuję jak nabiera prędkości i namiętności. Tak więc, gdy już zamaszyście się całowaliśmy i nawzajem chcieliśmy być jeszcze bliżej siebie zrobiło mi się dość ciepło. Kroczyliśmy o jeden do przodu, o jeden do tyłu. Ręce miałam na jego barkach i wręcz go przytulałam. On mnie do siebie przyciągał trzymając mnie za plecy i jednocześnie mega rozpalał.


Zaraz się ode mnie oderwał i odsunął o krok.
- Już lepiej? - spytał.
- Co? - byłam nieco zdezorientowana.
- Pytam czy się trochę rozruszałaś - uśmiechnął się z rozbawieniem.
- Tak...? - odpowiedziałam niepewnie.
- Świetnie.
- Zayn!
- Co? - zaśmiał się. Wkurzył mnie tym zachowaniem. Rzuciłam się na niego złączając nasze usta ponownie. Nadal czułam na nich Zayna rozbawienie. Rąbnęłam go w ramię stosunkowo mocno i pozbyłam się jego koszulki, przejeżdżając dłonią po jego klatce piersiowej i torsie. Zatrzymałam ją na zapięciu jego jeansów i nie pomagając sobie drugą ręką rozpięłam je.
- Kocham cię - szepnął mi w usta, widząc moje zachowanie.
- Wiem - odpowiedziałam w ten sam sposób. Gdy i ja byłam w bieliźnie wskoczyłam na niego, znów go mocno przytuliłam i całowałam. - Ja ciebie też.

Wyszło na to, że przeleciałam go na kanapie. Może z tęsknoty, może dlatego, że trochę mnie na początku rozpalił. Miałam na niego taką ochotę...! Po wszystkim wisiałam nad nim i resztą sił go całowałam, a on wodził dłońmi po moich biodrach. Mimo wciąż grającej głośnej muzyki nie potrafiłabym już szaleć.
- Teraz leć się wykąpać - poradził.
- A ty?
- Ja wezmę prysznic. Operacja "Rozbudzić Jenn" w toku - zaśmiał się. Wstałam, założyłam majtki i koszulkę. Poszłam do łazienki, prowadząc za sobą Zayna i puściłam wodę we wannie. Położyłam się i chwilę się relaksoałam. Zayn śmigał pod prysznicem, lecz nic nie widziałam bo szyby były zaparowane. Ja również się wyszorowałam, a gdy myłam włosy Zayn wyszedł. Gdy również ja skończyłam i zeszłam na dół mój chłopak czekał na mnie z kawą. 
- Dla mnie? - spytałam wyższym głosem.
- Nie, ale mogę ci zrobić jak chcesz - zaśmiał się. Fuknęłam tylko. Podszedł i mnie objął. - Dla ciebie, kochanie.

Wypiłam i wyszliśmy szybko zapalić, bo byliśmy w ręczniku, a jest już zimno... Co z tego, że mam mokre włosy i nie wytarłam się dokładnie... Weszliśmy z powrotem do domu i teraz czułam, że muzyka powoli wchodzi mi w kości. Obydwoje skierowaliśmy się do sypialni, a Lady Jenny poszła w tango. Założyłam prostą czarną bieliznę, w której mogłabym chodzić zawsze, bo ją uwielbiam. Przy wybieraniu ubrań na imprezę również tańczyłam i podśpiewywałam to co umiałam bamberskim głosem. Zayn co chwilę się ze mnie śmiał, ale ja się tylko wygłupiałam. 

Wyciągałam różne koszulki i przymierzałam. Wszystkie miały coś nie tak. Nucę, śpiewam, tańczę jak pokraka dla żartu, a mulat ma coraz większą polewkę. Rzucałam co chwilę w niego ubraniami. Znalazłam świetną białą koszulkę na grube naramki z trochę wyciętymi pachami, ale nawet nie chciałam jej zakładać, bo zbyt świetnie czułam się w bieliźnie. Odłożyłam ją na krzesło i zanurkowałam w szafę w poszukiwaniu czegoś na dół, kręciłam sobie tyłkiem i śpiewałam, ale szafa trochę tłumiła moje wycie. Znalazłam jeansowe spodenki i wzięłam je. Co z tego, że na dworze piździ. Jak się wypije i zatańczy to jest parówa!

- Teraz mi się ręce trzęsą, bo się zmęczyłam - marudziłam. - Nie pomaluję się...
- No to lepiej się uspokój, bo nie pójdę z tobą, jak się nie pomalujesz.
- Wyczuwam sarkazm... - spojrzałam na niego poważnie, ale ten był wciąż rozbawiony.
- Przejmujesz się...
- Zrobię najpierw włosy - skierowałam to już bardziej do siebie. Moje włosy były już prawie suche, bo w moim hulaniu trochę nimi machałam i w ogóle... Dosuszyłam i na spokojnie i puściłam wolno.

Zajęło mi to około 5 minut. Odpoczęłam i spokojnie się pomalowałam. Podkład, kreski, mocne rzęsy, usta.
- WŁALA - powiedziałam na koniec cmokając w lustro.
- Ty pięknisio... - westchnął.
- Nigdy się ze mną nie szykowałeś?
- Chyba nie.

Byłam rozbawiona jego reakcją na moje przygotowania. Zayn siedział na łóżku więc podeszłam i usiadłam na nim okrakiem kładąc go i całując. Po chwili, gdy już się ubrałam pojechaliśmy do Zayna. Chłopak ubrał się, popsikał perfumem, po czym przytuliłam go i przez kilka minut nie odrywałam się od niego i go wąchałam.
- Już...? - westchnął. Zaśmiałam się i oderwałam się od niego. Tak zleciał nam czas do 20.00. Powoli się zbieraliśmy.

Pojechaliśmy do centrum i w przydrożnym barze obróciliśmy połówkę, taniej niż w klubie. 20.50 byliśmy na miejscu i czekaliśmy za resztą, żeby wejść razem, a nie szukać się później. Do 21.10 zjechali się WSZYSCY z naszej paczki. Poza Liamem, ten już był i stał na bramce. Weszliśmy, a ja z Zaynem porwaliśmy Lily i Hazzę do baru. Nie mogłam pozwolić żeby Jesy pod moją i Liama nieobecność się zaczęła przystawiać. Muszę być czujna i dbać i nasz związek, jeśli Zayn pójdzie w tany z alkoholem.

Tak wstawiliśmy się w czwórkę przy barze, w pół godziny śmialiśmy się i gadaliśmy. Jak zwykle wtulona plecami w Zayna stałam i czułam jego boski perfum jeszcze nie pomieszany z zapachem dymu papierosowego. Później poszliśmy do reszty i gadaliśmy ogólnie o tym jak mijały nam tygodnie z nic nie wartymi szczegółami. Nikt chyba nie czekał za Liamem, bo gdy przyszedł zastał nas pijanych. Szybko poszło chyba, ale w sumie to dawno nie zabalowaliśmy.

- O wy cholery - podsumował nas z uśmiechem Liam. Śmiałam się z niego wtedy. Wstałam i go objęłam.
- Chodź, nadrobisz. Idziesz? - mimo stanu upojenia alkoholowego starałam się panować i chciałam wziąć z nami Zayna.
- Nie, pójdziemy zapalić - odpowiedział Louis, a ja poszłam tylko z Liamem do baru.
- Nie zabiłaś jeszcze Jesy? - spytał rozbawiony.
- Jeszcze nie - wypiliśmy kolejkę. - Ale wydaje mi się, że to mnie byś kibicował gdybyś nie mógł ingerować w naszą bójkę - powiedziałam chyba tylko dlatego, że byłam pijana. Zmierzył mnie.
- No... Chyba tak. - wypiliśmy kolejną.
- Dlaczego z nią jesteś? - pytanie również wypowiedziane z pomocą promili...
- Bo często mi daje dupy i nie puszcza się. Albo ją straszę, albo czasem grożę... I się nie puszcza.
- A nie rusza cię to, że przystawiała się do Zayna?
- Rusza, ale z drugiej strony jebie mnie to. Jakoś nie zależy mi na niej.
- Bardziej na jej dupie?
- Ty to powiedziałaś.
- O ty gnoju... - Liam wypił dwie kolejki, a ja ominęłam, bo to on ma nadrobić.
- Trzeba sobie radzić. Ale nie myśl o mnie źle, Jenn...
- Ja? Skąd...
- Tobie bym tak nie zrobił, ciebie bym kochał - przejechał dłonią po moim policzku. - A wiążąc się ze szmatą muszę mieć na nią metody.
- Kocham cię! - wypowiedziałam z szerokim uśmiechem. Oboje wiedzieliśmy, że w kontekście naszej przyjaźni. Dalej Liam pił więcej, a ja już sobie odpuściłam.
- Idziesz hulać? - zaproponował.
- Z takim wieśniOkiem? - śmiałam się z niego.
- Chodź - zaśmiał się i wziął mnie za rękę. Tańczyliśmy w tłumie sporo czasu. Odnaleźliśmy również Ashley, Nialla i Hazzę. Teraz nasze balety czy coś było trochę bardziej dojrzałe i ogarnięte. Nie lizaliśmy się wszyscy na krzyż, ani nic. Każdy miał swoją połówkę, a Niall jak to Niall. Swój świat, swoje kredki, porucha, wróci do nas. Bawi się jak lubi.

Szliśmy w stronę stolika i co kurwa? Jesy siedziała przy Zaynie, przytulona do jego ramienia, całowała jego policzek i szeptała coś do ucha. A on? Popijał drinka. I obejmował ją gładząc jej ramię. Przede mną prędzej zobaczyłam Lily przy nich. Włosy Jesy są chyba jakimś artybutem albo... Nie wiem. Ale są wręcz idealne, by tak jak ja zawsze, złapać je i pociągnąć. Tak właśnie teraz zrobiła Lily. Usiadła obok niej i trzymając jej twarz w jednej dłoni coś jej ewidentnie 'tłumaczyła'. Zayn prawie wcale nie zareagował, ale gdy i ja doszłam już do niego to spojrzał na mnie. Wzięłam go za rękę i poszliśmy do palarni.
- Nie zrobię ci gnoju, bo widzę kto do kogo się przystawia, ale jeśli jeszcze, kurwa, raz zobaczę coś podobnego to nie będzie ci tak dobrze i wesoło - mówiłam poważnie.
- Dobrze, kochanie - objął mnie.
- Nie żartuję, rozumiesz? - odsunęłam się i spojrzałam na niego. Wyciągnął paczkę papierosów w moją stronę.
- Pytam czy, kurwa, rozumiesz!
- Zapal...
Ominęłam go i chciałam iść z powrotem, ale złapał mnie mocno nad łokciem i zatrzymał. Właśnie tak najbardziej nie lubię.
- Puść mnie - syknęłam.
- Rozumiem, zapal tą fajkę - syknął podobnie. Rozpaliłam i usiadłam na ławeczce. Zayn zajął miejsce obok mnie i objął mnie. Po kilku buchach oparłam swoją głowę o niego i westchnęłam. Chłopak pogładził moje ramię i ucałował mnie w czoło. Oboje zrozumieliśmy bez słów, że przeszło to napięcie. I nawet lepiej, że bez słów. Były teraz zbędne. Spaliliśmy w ciszy po jeszcze jednym i na końcu się pocałowaliśmy, perfidnie jak dwie popielniczki. Trochę Zayn przedłużył co mnie ucieszyło. Nie poszliśmy do reszty, tylko we dwójkę do baru na osobności się napić.
- Dowiem się co ta ździra kombinuje - mruknęłam.
- Częściej używasz obraźliwych słów niż jej imienia - zaśmiał się. Ale obrzuciłam go spojrzeniem. - Przepraszam, kochanie. Nie wiem co w nią wstąpiło.
Bez słów wstałam i odeszłam. Przy stoliku szepnęłam Ashley do ucha, by podpytała Jesy, jako koleżanki i w ogóle dlaczego zaczęła się kręcić koło Zayna. Zrobiła to, kuźwa, idealnie po prostu. Gdy Jess podeszła do stolika to Ashley wzięła ją do baru, by więcej wypić. Ja w końcu zatańczyłam ze swoim chłopakiem i jak to między nami bywa. Zapominamy o świecie, bo trochę się w sobie zatracamy. I tak dużo czasu nam mija.

Nie wiem dlaczego idąc do łazienki, zostawiając Zayna w resztą czułam obawę. Nie mogę go na krok nie odstępować i wciąż pilnować, ale mam nadzieję, że ktoś wypełni moje zadanie.
Weszłam do toalety i nie dowierzałam trochę własnym oczom.
- Lily...! - Moja przyjaciółka się wstawiła. Wstawiła się cholernie. By nie powiedzieć, że się załatwiła.
- Jenn...! - trochę się wystraszyła, jakby zrozumiała. Przyłapałam ją (na szczęście) jak całowała się z Louisem. Lizali się jak pojebani. 

Lil zeszła z umywalek i podeszła do mnie. Lou się odwrócił i oparł.
- Czy was do reszty jebło?!
- Chyba masz... - mamrotała dziewczyna.
- Rację? Chyba na pewno! Co wy robicie?!
- Ja... Pokłóciłem się z Ashley.
- Ty się teraz tłumaczysz? Może i ty masz jakieś usprawiedliwienie? - skierowałam się do Lily.
- Nie, Jenn... Jestem taka, wiesz... - chwiała się trochę. - Napita.
- Napita? Jesteś najebana jak szpak. Jesteście pojebani!
- Jenn...! - zawołał Louis, bo odwróciłam się by wyjść. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. - Zachowaj to dla siebie, proszę... - też był mega pijany. Podeszłam do niego i spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Jakbym tutaj, kurwa, nie przyszła to przeleciałbyś Lily? - spytałam spokojnie, ale trochę surowo. Wzruszył ramionami. Dałam mu mocnego liścia ze złości. - Ty świnio!

Zrezygnowałam z toalety. Poszłam zapalić. Paliłam szybko i brałam duże machy. Dlaczego tak na nich naskoczyłam? Mamy przecież związki. Lily to moja najlepsza przyjaciółka. Od malucha ją znam. Nie mogę pozwolić na takie zachowanie. Wiem, że ona zrobiła by dokładnie to samo, bo ją znam, no kurwa. Zgnoiłam ich, bo im się należało, ale ten napad agresji tłumaczę sobie sytuacją z Jesy i Zaynem. Też by mnie zdradził jakby go ta lala uwiodła. Ugh...! Znalazł mnie tutaj Louis. Usiadł obok mnie i mnie objął.
- Proszę nie mów nic, Ashley - mówił spokojnie. Ja się nie odzywałam. - Jenn, ja bym ci tego nie zrobił... Nie powiedziałbym Zaynowi jak bym zobaczył ciebie z kimś...
- Ale ja to zrobię - wstałam z ławki. Lou złapał mnie mocno za nagarstek. - Chciałeś żebym sobie poszła, a dobrze wiedziałeś, że Jesy z Zaynem siedzieli w kuchni.
Westchnął. Oboje chwilę milczeliśmy.
- Nic jej nie powiem - burknęłam i poszłam do reszty.
- Masz zły dzień? - martwił się Niall widząc moje dzisiejsze zachowanie.
- Może trochę - przecież nie będę tłumaczyć. Poszliśmy z dwójkę pić drinki przy barze.
- Tylko nie przejmuj się za bardzo - pogładził mnie po ramieniu. - Nie lubię jak jesteś smutna.
Tak, mój brat, mój kochany braciszek tak nie lubi jak jestem smutna, że postanowił mi nałożył uśmiech na twarz. Wciągnęliśmy po grubszej kresce i odechciało mi się od razu zamulać. Może Niall więcej ma za sobą i na mnie bardziej to zadziałało. Gdy z powrotem byliśmy przy barze, Niall popijał, a ja niedaleko niego tańczyłam. Sama. Teoretycznie, bo praktycznie to obok mnie było wiele ludzi. Brat mnie obserwował z szerokim uśmiechem i popijał co chwilę nowego drinka. Zachciało mi się pić i podeszłam do niego. Wypiłam duszkiem.
- Zastanawiam się czy nie wzięłaś za dużo.
- Nie, chodź się bawić. Potańczymy, braciszku.
- Dobra, Jenn - złapał mnie za twarz. - Pamiętaj żeby nie chodzić nigdzie sama.
- Dobrze, chodź - pociągnęłam go na parkiet. Tańczyłam z bratem... Zawsze wydawało mi się to trochę dziwne, ale teraz nie myślałam o niczym. 

Po dłuższym czasie znów poszliśmy się napić, ale to tylko ja wróciłam do tańczenia, a Niall ponownie siedział.
- Nie widziałeś Jenn? - podszedł do Nialla Zayn. Ten tylko wskazał na mnie głową, a mój chłopak podszedł do mnie. Ja tańczyłam, ale Zayn mnie. - Chodź. - pociągnął mnie za rękę i wyszliśmy do palarni. - Martwiłem się.
- Ale nie ma o co, ja się świetnie bawię.
- Widzę. Teraz będę martwił się jeszcze bardziej...
- Nie dąsaj się kochanie - uwiesiłam się na jego szyi. Czułam, że teraz mogę góry przenosić. Cała reszta też tutaj przyszła i wszyscy zapaliliśmy. Jesy skierowała się z naszym kierunku jakby chciała stanąć z drugiej strony Zayna, ale szybko ja zajęłam to miejsce.
- Spieprzaj - warknęłam na nią. Zayn mocniej mnie objął.
- Cii... - mruknął w moje ucho. Gdy większość spaliła i poszła nie wiedząc czemu nakręcałam się. Zostałam ja z Zaynem, Niall i Jesy.
- Idziesz? - spytał mulat.
- Idź, zaraz przyjdę.
- Chodź - powiedział do Nialla, ale ten na szczęście był czujny.
- Nie. Nie możesz zostawiać Jenny samej. Tym bardziej z tą koleżanką.
- To ja was zostawię - pocałowałam brata w policzek i poszłam z Zaynem.

Jestem świadoma tego, że jestem na haju i jestem świadoma tego jaki mam szum. Nawet nie wiem dlaczego mówię niektóre rzeczy. Jakbym nie ja chciała ja powiedzieć. Albo moja podświadomość. Chcę żeby Niall zajął się Jesy, by ta nie przystawiała się do Zayna...? Może. Boję się, że coś odjebię... Przy stoliku był tylko Louis i Lily, siedzieli blisko siebie i śmiali się do siebie. Zatrzymałam się, by ich chwilę obserwować. Zayn stał za mną i cmoknął mnie w szyję.
- Czekaj... - szepnęłam. Doczekałam się chyba tego czego chciałam... Louis złapał Lily za udo i ją pocałował, tak namiętnie... Ona położyła dłoń na jego obojczyku, a palcami wjeżdżała pod koszulkę i wodziła po jego barkach. Szybko podeszłam i ich rozdzieliłam.
- Idziesz ze mną - wzięłam Lil za rękę i pociągnęłam ją za sobą.
- Jenny...
- Zamknij się.
Poszłyśmy do łazienki. Oparłam ją o ścianę i chwile na nią patrzyłam.
- Brałaś coś?
- Jenny... Ja nie wiem co się...
- Brałas coś!
- Jenn, nie wyzywaj.
- Gdyby nie ja i Zayn, tylko na przykład akurat Ashley i Hazza was przyłapali to...
- Przestań gdybać, Jenn! Wkurwiasz mnie już - uniosła się.
- Ty mnie też. Kryję was, ale wy znowu to robicie.
- No i chuj ci do tego.
- Nie, Lily. Nie bądź taka do przodu, bo zaraz mogę iść do Stylesa, a tobie się morda zamknie.
Wtedy Lil uderzyła mnie z otwartej dłoni w twarz.
- Nie będziesz mnie szantażować.
- To nie jest szantaż, Lily. Ogarnij się, bo zabiję cię jak dasz Louisowi.
- Ale jest przystojny...
- Jest. Ale to nie znaczy, że masz mu się pchać z tyłkiem.
Nagle Lily rzuciła się na mnie i pocałowała mnie. Mocno wpiła się w moje usta opierając o przeciwległą ścianę. Byłam w szoku, zupełnie nie wiedziałam jak odbierać jej huśtawki. Gdy wtargnęła językiem w moje usta zrobiłam po prostu to samo. Jednak gdy swoją rękę skierowała pod 
moje spodenki oderwałam się od niej.
- Jenn, mam taką ochotę... - szepnęła.
- Powiedz Harry'emu.
- Powiem Louisowi - uśmiechnęła się i teraz to ona dostała ode mnie liścia w twarz.
- Chyba nie powiesz nikomu. Zawiozę cię do domu.
- Nie, Jenn, nie! Nie, proszę...
- Więc...?
- Powiem Harry'emu...
- Chyba nie zrobi ci już różnicy kto cię przeleci...
- To źle?
- Ktoś ci wsypał coś do drinka - Tak przypuszczałam, bo miałam podobną sytuację. - Zostań tu.

Poszłam szybko do stolika gdzie siedział Hazza i pociągnęłam go za rękę kierując się z powrotem z stronę łazienki.
- Jenn? Ćpałaś?
- Nie bój się, nie chcę niczego. Idź i przeleć Lily, proszę...
- Słucham...?!
- Boję się, że zrobi coś głupiego, a chyba ktoś jej coś wsypał do drinka.
Hazz nie odpowiedział. Złapał moją twarz w obie ręce, ucałował mój policzek i poszedł do łazienki. Dlaczego poszłam za nim? Widziałam jak wpił się w Lily, a ona go przytuliła, od razu zamknęli się w kabinie, a ja postanowiłam poczekać i usiadłam na umywalkach. Słyszałam ciche sapanie, po tym pojedyncze jęki i tak zleciało. Gdy ucichli minęła jakaś minuta i wyszli. Oboje stanęli jak wryci.
- Kontrola - wytłumaczyłam się. Lily mnie przytuliła i szepnęła.
- Kocham cię.
- Nie rób mi tego więcej. Później jestem zła, że cię nie przypilnowałam.
- Przepraszam.

Zabrałam Lily do siebie, rano dowiedziałam się, że Zayna też. Spaliśmy w trójkę na łóżku w ubraniach. Lily leżała pomiędzy nami na brzuchu, a my ją obejmowaliśmy. Ruszyłam się i czułam pulsujący ból w mojej głowie. Mimo to wstałam i zeszłam na dół by od razu coś wziąć. Tak połknęłam jakieś proszki i siedząc na blacie przymknęłam oczy.
- Jenn...! - usłyszałam wołanie Zayna, a po chwili wparował do kuchni. Chyba tu przysnęłam...
- Nie krzycz, misiu... - poprosiłam cichym głosem. Szybko znalazł się przy mnie i mnie przytulił.
- Wiesz dlaczego obudziłem się z Lily w twoim łóżku, przytulając ją?
- Dlaczego?
- Właśnie pytam. Jenn, nic nie pamiętam...
- Nie lataj tak, nic nie zrobiłeś.
- Nie?
- Przecież jesteście w ubraniach.
- No tak...
- I spaliśmy w trójkę.
- Oooh... Co za ulga.
- Okropny dzisiaj dzień - zmieniłam temat.
- Dlaczego? - Zayn się zdziwił.
- Kac morderca i te sprawy...
- A jutro do szkółki - zaśmiał się.
- Spadaj - burknęłam i zeszłam z blatu. Wypiliśmy kawę  i dołączyła do nas Lily.
- Masakra... - mamrotała cicho i przejechała dłonią przez pół twarzy. - Umieram...
Nawet z nią nie gadając (czyt. nie męcząc jej) dałam jej coś przeciwbólowego i również podałam jej kawę. Siedzieliśmy tak w sumie bez słowa przez może pół godziny i słuchaliśmy tykania zegarka. Nikt tego nie przerywał. Aż zadzwonił Lily telefon.
- Mama dzwoni... - prawie szepnęła. - Słucham? (...) Spałam u Jenny (...) Nie, nie piłam dużo (...) Dobra, potem przyjadę, pa. - rozłączyła się. - Nie mówiłam jej gdzie będę nocować i w ogóle...
- Idziemy się wykąpać? - spytałam. Jasne, że się zgodzili. Poszliśmy do łazienki. Napuściłam wannę pełną wody i piany i (nie patrząc na siebie) wszyscy weszliśmy. Ja z Lily siedziałyśmy na przeciw siebie, a Zayn bokiem do nas, jakby pomiędzy nami. Ale tam była ta sama śpiewka. Nie odzywaliśmy się. Grzaliśmy się w gorącej wodzie i relaksowaliśmy się odpoczywając. Siedzieliśmy dobrą godzinę.

Zayn odwiózł Lil i pojechał pewnie do domu. Ja chciałam tylko spać. Ubrałam piżamę i około 16.00 poszłam spać. Zasnęłam bezproblemowo.
_____________________________________________________
Dobra... Następny będzie lepszy XD Co chwilę zmienia mi się humor, zależy czego słucham i tak jakoś piszę i wychodzi z tego takie coś... ;d
Nie ważne. :D
Może tym razem 15 kom i next? ;*