wtorek, 13 października 2015

Rozdział 67

Obudziłem się na kanapie, wciąż u chłopaków, rozejrzałem się po salonie i szukałem Jenny. Jenny... Nie ma jej tu. Padłem z powrotem na kanapę i głęboko westchnąłem. Przeszła mnie chęć odwiedzenia jej, tylko po to, by ją zobaczyć, spojrzeć w jej brązowe oczy, dotknąć ją... Cholera, w ten sposób się od niej nie uwolnię...! Co z tego jeśli bym do niej pojechał? O czym mamy rozmawiać? Dociera do mnie, że już się nie znamy. Ale ja chcę ją tutaj, chcę żeby tu była, obok mnie, na kacu. Chcę żeby spojrzała na mnie, na pół otwartymi oczami, umazanymi wczorajszym makijażem, chcę żeby dała mi nie bardzo świeżego całusa na dzień dobry. Jedyne czego chcę to Jennifer.
Trochę poranka spędziłem z kumplami, później pojechałem do siebie, wziąłem prysznic, ogółem zrobiłem ze sobą porządek i pojechałem do Jennifer. Jednak to co zobaczyłem uderzyło we mnie bardziej niż kiedykolwiek mógłbym się spodziewać. Na murze domu był szyld z napisem "NA SPRZEDAŻ" oraz numer telefonu. To był numer Jenn, ledwo na niego spojrzałem, a już go poznałem. Wszedłem na podwórko i z ciekawości nacisnąłem na klamkę. Drzwi były zamknięte, a okna pozasłaniane. Nie wiedziałem co myśleć. W ogóle to do mnie nie docierało. Mógłbym pojechać do Cambridge, ale to za duży dystans, a wczoraj nieźle wypiłem. Zostaje mi poczekać do jutra...

JENNIFER:

Jesy jeszcze została u nas i nawet nie najgorzej spędzało się z nią 24 godziny na dobę. Całkiem dobrze dogadywała się z moim tatą i wydawała się bardziej normalna. Ja z kolei czułam się nieswojo. Od samego rana miałam w głowie Nialla. Myślałam o nim i czułam wielką skruchę.
- Tato... Jadę do Londynu dzisiaj - rzuciłam wciąż w zamyśle.
- Wrócisz dzisiaj...? - tata zmierzył mnie wzrokiem i uniósł jedną brew z uśmiechem.
- Wrócę - odpowiedziałam również z uśmiechem unosząc z kolei obie brwi. - Jedziesz ze mną? - zwróciłam się do Jesy.
- A mam jakiś wybór?
- Możesz zostać - powiedziałam jakby to było logiczne. Wybrała drugą opcję, co mnie nieco zdziwiło, ale nie bardzo mnie to jednak obchodziło.
Byłam w Londynie koło 14:00 i szczerze zaczęłam się denerwować. Stanęłam przed drzwiami i zapukałam, a ze stresu dłonie włożyłam w tylne kieszenie. Nie spodziewałam się, że drzwi otworzy mi nijaka Liliana. Znajoma, brunetka w lekkich lokach.
- Jenny... - lekko się zdziwiła, ale spokojnie i nie za głośno wypowiedziała moje imię. Nie potrafiłam się do niej odezwać, ani dłużej na nią patrzeć, więc wyminęłam ją, nie bardzo grzecznie, i weszłam do salonu. Louis i Liam przywitali się ze mną w miarę normalnie. Był tam jeszcze Harry, ale zmierzył mnie wzrokiem i zaraz go odwrócił z pogardą. Niall spojrzał na mnie podobnie, ale wyglądał jakby czekał aż się odezwę. Do niego.
- Niall - zaczęłam niepewnie. - Przepraszam. Strasznie cię przepraszam. Głupio mi się tutaj teraz pokazywać, ale nie mogłam wytrzymać, musiałam przyjechać, bo... Niall... Kocham cię...
- Coś jeszcze? - odezwał się beznamiętnie.
- Tak, Horan... Proszę cię, wybacz mi. Proszę... - szepnęłam ostatnie słowo. Mój brat westchnął patrząc gdzieś w bok, po chwili powoli do mnie podszedł i wziął mnie w objęcia. Odwzajemniłam ten gest, a co mnie zdziwiło to to, że Niall trochę mocniej uścisnął moje barki.
- Jenn, ty moja mała żmijo - odsunął się pół kroku ode mnie. - Też cię kocham.
- Jennifer...? - usłyszałam za sobą damski głos. Przewróciłam oczami, a na moich ustach uformowało się ciche "nie". Niall jednak spojrzał na mnie jakby chciał powiedzieć "nie rób scen" albo coś w ten deseń. Powoli odwróciłam się w stronę Lily i podeszłam do niej.
- Lily...?
- Przyjaźniłyśmy się, byłyśmy jak siostry... Jenn, ja...
- Tak - weszłam jej w słowo. - Byłyśmy.
- Pomyśl jaką jesteś egoistką - odezwał się mój brat. - Przyszłaś żebym ci wybaczył, ale sama jesteś chyba za dumna, by wybaczać innym.
- Lily... Niall ma rację. Jestem za dumna, by innym wybaczać. Robiłam to zbyt wiele razy.
- Nigdy cię tak nie zawiodłam, Jenn. To nie mnie musiałaś przebaczać, proszę cię o to pierwszy raz i mam nadzieję, że ostatni. Bo mimo, że ze sobą już nie rozmawiamy to ty jesteś dla mnie najważniejsza.
Jej słowa do mnie trafiły, znam ją od dziecka, widzę w jej oczach jej uczucia, bo jest... Jak moja siostra. Zrobiłam podobny gest jak Niall. Nie powiedziałam nic więcej, bo nie wiedziałam co, więc podeszłam do Lily i ją przytuliłam. Po chwili poczułam na plecach jak ktoś inny przytula mnie, a zaraz po tym wszyscy przyjaciele, którzy tutaj byli się dołączyli.
- Styles - zwróciłam się do niego, gdy uwolniłam się z uścisku.
- Okej - lekko się uśmiechnął. Również go przytuliłam i już wszystko było w porządku, myślę.

- Jenn - Liam wziął mnie na bok. - Zayn o tobie wciąż myśli.
- Tylko to mi chciałeś powiedzieć?
- Pojedź do niego - poradził.
- Dlaczego się wtrącasz, Liam?
- Zayn to mój przyjaciel, widzę co czuje...
- Skończyliśmy, nie chcę go już widywać, mnie też nie jest łatwo. Po prostu uśmiecham się i idę dalej.
- Mam tylko nadzieję, że mnie nie zabijesz - lekko się uśmiechnął i pogładził mnie po ramieniu. Nie bardzo wiedziałam i co mu chodzi, ale kilka minut później przyjechał Zayn. Wyglądało jakby wparował do tego domu. Nasze spojrzenia natychmiastowo się odnalazły, ale nie potrafiłam długo mu się przyglądać. Za dużo czułam widząc jego oczy, czy jego twarz. Więc rzuciłam wzrokiem na Liama i już wiedziałam, że to on dał cynka Zaynowi.
- Nawet nie wiesz jak dobrze wjeżdżać na podjazd i widzieć, że stoi tu twoje auto - odezwał się Zayn do mnie.
- Moje auto... - powiedziałam półszeptem.
- Przejdziemy się? - spytał jakby nikogo poza nami nie było dookoła. Ja zaś rozejrzałam się, spoglądając na twarze przyjaciół. Niektórzy lekko kiwali głowami. Bez słowa przeszłam do drzwi i wyszłam z domu, a za mną Zayn.

Nie poszliśmy od razu na spacer, nalegał byśmy się przejechali, więc wsiedliśmy w jego samochód i pojechaliśmy. Gdzie? Nad Tamizę. Tam rozpoczęliśmy spacer i długo nie mogliśmy nawiązać tematu.
- Sprzedajesz dom... - zaczął cicho.
- Byłeś tam?
- Dlaczego się wyprowadziłaś? A szkoła? Dawni znajomi? Przyjaciele?
- Chcę się od tego uwolnić, wrócić do starego życia - posmutniałam, myśląc o tym teraz.
- To dlatego mówiłaś, że masz nadzieję, że widzę cię po raz ostatni? Wiedziałaś, że mnie już nie spotkasz? - mówił, jakby chciał mi to zarzucić.
- Jednak musiałam wrócić, pogodziłam się z Niallem, Harrym... Lily - dodałam ciszej.
- Więc pogódź się ze mną - zatrzymał się.
- Zayn, nie jesteśmy pokłóceni, ale przed nami nie ma przyjaźni...
- Jennifer - złapał mnie za dłonie. - Spędźmy dzisiejszy dzień razem, skoro już tutaj jesteś. Jeśli to ma być ostatni raz, chcę by był najlepszy. Z tobą.
- Okej - westchnęłam, po czym zdziwiłam się tak szybką, w dodatku pozytywną odpowiedzią.

Spacerując dalej nawet udało nam się rozmawiać o mniej istotnych rzeczach. Wydawało mi się to trochę niemożliwe, bo odczuwam już, że nie znamy się z Zaynem. Ale on ma rację, możemy spędzić jeden dzień razem. Ostatni.
Po niedługim czasie pojechaliśmy pod dom chłopaków, ponieważ miałam tam auto. Oznajmiliśmy im o naszych planach, bo uzgodniliśmy, że dołączą do nas wieczorem.
Później pojechaliśmy do Zayna i zostawiliśmy tam jego auto. Miłym zaskoczeniem było to, że nie było sztywno. Jednak potrafiliśmy się wyluzować i zapomnieć o nieprzyjemnych sprawach. Część dnia spędziliśmy na mieście, a około 19:00 pojechaliśmy do domu Zayna. Planowaliśmy przejechać się na wyścigi, a że u Zayna jest trochę moich ubrań - przebrałam się. Nie w co inne jak w czarne spodnie z poprzecieranymi dziurami i skórzaną kurtkę. Nie wiem co nam zajęło tyle czasu, ale dopiero po 20:00 byliśmy gotowi.

Zeszliśmy więc na dół do salonu, Zayn wstawił wodę na kawę, a ja czekałam na oparciu od kanapy.
- Jenny - podszedł do mnie i położył jedną dłoń na moim biodrze. - Wyglądasz pięknie.
- Zayn... Dzięki - mimowolnie się uśmiechnęłam, ale gdy chłopak się zbliżył jeszcze bardziej, ja odwróciłam głowę. Wtedy jego dłoń powędrowała na mój policzek. Spojrzeliśmy sobie naprawdę głęboko w oczy i nie czekaliśmy długo, aż nasze usta się złączyły. Całowaliśmy się powoli, wręcz dawaliśmy sobie pojedyncze całusy, ale w końcu przestaliśmy się od siebie odrywać i po jakimś czasie nawet nasze języki się spotkały.
- Woda się gotuje - szybko nam przerwałam.

Wypiliśmy kawę, nie spiesząc się i po 21:00 opuściliśmy dom. Obydwa samochody zostawiliśmy i wsiedliśmy na motor. Na miejscu poczułam fajny klimat, ale dawno nie ryzykowałam i nie "bawiłam się" w taki sposób i trochę mnie to przeraziło. "Do odważnych świat należy" powtarzałam sobie. Ojcu powiedziałam, że wrócę jeszcze dzisiaj, co chyba się nie stanie... Śmiesznie czuję się wiedząc, że ktoś czeka na mnie w domu.

- Halo, Jenny? - odebrał tata, gdy do niego zadzwoniłam, poprzedzając to odchrząknięciem.
- Tato, chyba dzisiaj nie wrócę, chyba, że w nocy lub nad ranem...
- No... - zaśmiał się. - Tak myślałem.
- Co masz na myśli?
- No nic... Baw się, kochanie - znów się zaśmiał.
- Jesteś pijany? - spytałam z podejrzeniem.
- Trochę wypiłem, skarbie, ale ty nie pij, bo prowadzisz. Kocham cię - rozłączył się, a mnie trochę rozbawiło zachowanie taty.

Nie łatwo było mi wsiąść na motor i się ścigać, jednak chłopacy tacy jak Liam, Louis czy nawet Hazza nie mieli z tym problemu. Również Niall miał zaliczony wygrany wyścig. Naprawdę zastanawiam się jak oni to robią. Gdy ich o to pytam odpowiadają, że zdarzało im się przegrać, ale to było dawno, teraz mogą być tylko lepsi. Zatem skoro ja jeszcze nie przegrałam? Chyba kiedyś mnie to czeka, ale najgorsze to przejmować się tym.

Zayn jak zwykle uparł się, że nie pojedzie przede mną, więc wsiadłam na motor Nialla i ruszyłam. Zaczynałam słabo, od 5 tysięcy, bo nawet nie mam ze sobą za wiele i jeśli przegram to będę musiała pożyczyć. Ale żyje się raz. Co z tego, że miałam wszystko gdzieś podczas cholernie szybkiej jazdy... Po mojej głowie krążyła tylko jedna myśl: "Dla Zayna Malika". Nie wiem dlaczego, dlaczego chcę wygrać dla niego, ale przekręcając mocniej gaz czułam, że Zayn jest ze mną i trzyma moje ciało, jakby miał amortyzować mój upadek.

Gdy wygrałam ten wyścig i zdjęłam kask starałam się nie pokazywać wielu emocji na mojej twarzy. Kevin mnie szybko rozpoznał i przybił piątkę, a moi przyjaciele mi gratulowali. Widziałam na twarzy Zayna jaki był dumny, ale podobnie jak ja - starał się to ukryć.

Taka sama sytuacja była, gdy po mnie pojechał Zayn i wygrał trochę więcej pieniędzy niż ja, ale oboje byliśmy z siebie dumni i niemo sobie gratulowaliśmy udając, że nic wielkiego się nie stało. Spędziliśmy na wyścigach chyba z trzy godziny i wszystko wygraliśmy. Chłopacy - rozumiem, ale ja? Miałam chyba najlepszych trenerów.

Przyjaciele chcieli popić, jak to zwykle bywa po wyścigach, w końcu zawsze jest co oblewać, ale ja nie mogę, bo będę musiała jechać. Zayn też zrezygnował żeby dokończyć ze mną wspólny dzień. Więc pojechaliśmy do niego, a reszta - do chłopaków.

- Jestem z ciebie dumny, Jennifer - w końcu wypowiedział to na głos, gdy byliśmy już w domu.
- Ja z ciebie też - posłałam mu szczery uśmiech i jakoś odruchowo do niego podeszłam. Nie wiem co mną kierowało, nie wiem dlaczego tak postąpiłam, nie wiem dlaczego z własnej woli pocałowałam Zayna. Nie wiem dlaczego nie przestawałam tylko, wręcz przeciwnie, pogłębiałam. Jakby tego było mało - zsunęłam kurtkę z ramion Zayna i również zdjęłam swoją nie przerywając pocałunku. Zaprowadziłam nas na kanapę i usiadłam okrakiem na Zayna kolanach, lecz wtedy przerwaliśmy pocałunek.
- Nie rób tego jeśli nie chcesz - szepnął brunet.
- Wyglądam jakbym nie chciała?
- Nie chcę żebyś żałowała - ciągnął.
- Robiliśmy to tak wiele razy, w naprawdę różnych okolicznościach. Raczej nie zbiera mi się na pożałowanie - zaśmiałam się pod nosem i wróciłam do całowania. Zostawiliśmy kilka ubrań na podłodze, ale poszliśmy dokończyć do sypialni. Na dużym, wygodnym łóżku, a nie na kanapie.

Tym razem czułam małe skrępowanie, większe z każdą kolejną zdjętą rzeczą. Mimo, że było po północy, było ciemno i nic prawie nie widzieliśmy... Wiedziałam, że jestem naga i nie było to na 100% komfortowe. Jednak o wszystkim zapomniałam jak tylko zaczęliśmy się namiętnie kochać. Okej, namiętnie było tylko na początku, później było jakoś tak dziko, ostro, ale nie miałam nic przeciwko. Rozluźniłam się przy tym i to było ważne.

Nie myślałam, że weźmiemy wspólny prysznic, ale jednak wzięliśmy i na luzie rozmawialiśmy i się dotykaliśmy. Było bardzo... Dobrze. Do czasu aż przyszedł czas długiego pożegnania...

Poprosiłam Zayna o kolejną kawę, ponieważ przede mną nocna, półtoragodzinna podróż. Spokojnie ją wypiłam i razem poszliśmy do sypialni, bo chciałam zabrać wszystkie swoje rzeczy. Przed 2:00 staliśmy już w salonie i mieliśmy się rozstać.
- Dziękuję za wszystko, Malik - pocałowałam jego policzek. - Za wszystko. Cokolwiek dobrego, bądź niedobrego zrobiłeś.
- To samo z mojej strony, Jenn. I wybaczam ci wszystko, nawet każdą twoją zdradę, czy kłótnię.
- Zayn... Dziś też ci wszystko wybaczam...
- ...Ale to koniec - dokończył za mnie.
- Cześć, Zayn - pocałowałam delikatnie jego usta.
- Cześć, Jennifer - poszłam powoli do drzwi. - Moja Jennifer - dodał półszeptem.
- Mój Zayn... - szepnęłam dając mu ostatnie spojrzenie.

Droga z Londynu do Cambridge strasznie mi się dłużyła. Rozmyślałam tylko o jednym chłopaku, nie wiem nawet dlaczego. Miałam wrażenie, że jadę całą noc, że mijają godziny, a zajęło mi to zwyczajnie półtorej godziny. Zaparkowałam na podjeździe, wzięłam plecak z resztą swoich ubrań od Zayna, zarzuciłam go na jedno ramię i powoli poszłam do domu. Zamknęłam za sobą drzwi, ale nie spodziewałam się, że światło w salonie będzie się świeciło. Weszłam tam, do salonu, ale to co zobaczyłam, było jak sen. Jak koszmar!

Kanapa była rozłożona, a na niej pół naga Jesy i mój pół nagi ojciec. Razem... Całowali się, dotykali, dyszeli. Weszłam do salonu i jeszcze przez chwilę się na nich patrzyłam.
- Tato...? - odezwałam się z niedowierzaniem w głosie. Oboje przestali się całować, spojrzeli po sobie, a potem na mnie.
- Jenny? - spytał tata.
- Możesz mi to wyjaśnić? - trochę się uniosłam, chociaż nie wiem dlaczego tak naprawdę się wkurzyłam.
Tata i Jesy westchnęli, chyba żeby mi pokazać, że zniszczyłam ich plany, ale w końcu odkleili się od siebie, a Jesy usiadła z grymasem na twarzy. Tata wstał i podszedł do mnie.
- To nie tak jak myślisz - zaczął. Chociaż to było bez sensu co powiedział, bo nachlali się i zaczęli się dobierać do siebie, proste. Więc raczej to właśnie było tak jak myślę.
- Za dobrze znam Jesy, doskonale wiem co ma w głowie - rzuciłam na nią spojrzenie.
- Pogadamy jutro? - spytał pociesznie.
- No... - zgodziłam się, uśmiechając tylko swoje usta. - A teraz idź spać.
- Słucham? - zdziwił się.
- Słyszałeś, tato - mówiłam poważnym głosem.
- Nie będziesz mi mówić co...
- Właśnie, że będę. - przerwałam ostro tacie. - Nie przelecisz Jesy, nie ważne czy ci się to podoba, czy nie!
Tatę to wkurzyło, ten mój uniesiony ton i hmmm wywyższanie się. Widziałam dokładnie w jego oczach, że powinnam była zamknąć usta kilka minut temu. W końcu to jest mój ojciec.
- Chyba się zapominasz, Jennifer - złapał moje ramię. - Nie będziesz mówić mi co robić, bo nie ty o mnie decydujesz. A te i podobne teksty zostaw dla swoich kolegów - mówił równie ostro, co ja przed momentem. Wiem, że tata miał rację, ale na oczach Jesy nie mogę podkulić ogona.
- Nie myślałam, że mój ojciec kiedykolwiek zaciągnie do łóżka dziwkę - spojrzałam na Jesy i poszłam do siebie. Wzięłam pierwsze lepsze majtki i koszulkę i poszłam do łazienki wziąć kąpiel.

Długo siedziałam w wannie i rozmyślałam. To nie było proste do poukładania w głowie... Jesy, moja koleżanka, moja rówieśniczka uwiodła mojego ojca. Pili razem alkohol, doskonale się bawili w swoim towarzystwie - no okej, to się jeszcze da zrozumieć, ale oni byli krok od seksu. Mój ojciec i moja koleżanka...! Gdybym weszła do domu kilka minut później? O boże...

Rano zeszłam w luźnej koszulce Zayna na śniadanie. Śpię w niej, ponieważ... Tak. Nie umiem inaczej. Mimo, że ja zabrałam od niego swoje rzeczy, to nie oddałam mu jego własnych. Wracając... Tata spojrzał na mnie nieodgadnionym wzrokiem, a Jesy wyglądała na zachwyconą, pomagając tacie nakryć stół na śniadanie. Nie odezwałam się do nich, bo nie miałam im na razie za wiele do powiedzenia.

To nie było grzeczne, ale swój talerz i kawę wzięłam na kanapę i zjadłam bez słowa patrząc w telewizor. Wiem, że nie rozmawiają na luzie (przy mnie) właśnie przeze mnie, ale gdzieś to mam. W końcu jestem egoistyczna. Zepsułam im wieczór, byli napaleni, nachlani czy jacyś tam, a przeze mnie (lub dzięki mnie) czar prysł. Nie obchodzą mnie ich relację. Jesy najchętniej bym stąd wyrzuciła, a z ojcem nie gadała przez jakiś czas.

Jesy ma głupie pomysły, ale przecież to niemożliwe, by się tutaj wprowadziła i chodziła do mojej nowej szkoły, prawda? Chcę zacząć wszystko od nowa bez starych znajomych.

Po raz pierwszy od długiego czasu umówiłam się z Lily. Dziwnie się czułam. Niestety jedynym sposobem jest ponowny wyjazd do Londynu. Nie mogę tam wracać i wracać, nie mogę ponownie spotkać Zayna...
- Jesy, jedziesz ze mną - zwróciłam się do niej, gdy siedziałyśmy w moim pokoju.
- Jenn, sorry za tę sytuację z twoim ojcem... - zmieniła temat.
- Po cholerę mnie przepraszasz?
- Nie chcę kolejnej spiny między nami - westchnęła.
- Jedziesz ze mną - powtórzyłam.
- Pozwól mi jeszcze zostać, wrócę do Londynu pociągiem, zanim się zacznie rok szkolny, przecież ja też chodzę do szkoły - nalegała.
- Okej... - mruknęłam i wyszłam z pokoju. Na dole rzuciłam tacie jedno, niemiłe spojrzenie i wyszłam.

W Londynie podjechałam po Lily i wyszłyśmy do jakiejś kawiarni i piłyśmy kawę. Rozmawiałyśmy jakbyśmy po prostu się długo nie widziały, totalnie na luzie i bez "spiny". Jednak widziałam czasem w jej oczach, że myśli o tym co zrobiła i uważa co mówi lub obawia się mojej reakcji. Ale jedyne co z tym robiłam to obserwowałam i zachowywałam się naturalnie.
- Nie uwierzysz co ostatnio zrobiła Jesy - postanowiłam się pochwalić.
- Jest u ciebie? - Lily się trochę zdziwiła.
- Jeszcze kilka dni tak - westchnęłam.
- Umieram z ciekawości.
- Prawie wpakowała się do łóżka mojemu ojcu... - wypowiedziałam z uniesionymi brwiami, a Lil tylko zasłoniła rozdziawione usta dłonią.
- Co? - ledwo z siebie wydała, na co odkiwałam głową.
- Chcesz do mnie przyjechać do końca wakacji? - zmieniłam temat proponując "przyjaciółce" kilka wspólnych dni.
- Nie mogę się przyzwyczaić, że nie mieszkasz już tutaj, z nami... - posmutniała.
- Dasz radę - lekko się uśmiechnęłam.
- Szkoła bez ciebie to już nie przyjemność... Ba, Londyn bez ciebie nie jest już taki sam - wyznała, a ja tylko odkiwałam głową.

Wieczorem jechałyśmy z Lily do Cambridge i niby rozmawiałyśmy, niby myślami byłam zupełnie gdzieś indziej. Tak jakbym jeszcze została w Londynie. Nie wiem czy to dobrze, że nie spotkałam Zayna, czy to źle, chyba pragnęłam go spotkać, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Nawet nie odwiedziłam brata w obawie, że Zayn właśnie tam będzie.
- Jenn! - Lily wyrwała mnie z przemyśleń.
- Co? - spytałam zdezorientowana.
- Myślisz o Zaynie? - rzuciła prosto z mostu. Co jak co, ale chyba telepatia nam została...
- Zapomniałam odwiedzić Nialla - niby skłamałam, niby nie, ale nie rozmawiałyśmy o tym, bo powoli wjeżdżałam na podjazd. Co prawda niepewnie weszłyśmy do domu, ale w salonie było ciemno, więc kamień spadł mi z serca. Jednak nie na długo, bo z góry zaczęły dochodzić nas jęki. Donośne, głośne jęki dziewczyny. Momentalnie się we mnie zagotowało.

Zapaliłam światło w salonie i spojrzałam wzrokiem typu "a nie mówiłam" na Lily, a ona stała jak wryta, w głębokim szoku. Poszłam po schodach do góry, gdzie hałas był jeszcze większy i chciałam na bezczelnego wejść do sypialni ojca. Nadusiłam na klamkę, ale drzwi były przekluczone i chyba nawet nie słyszeli, że ktoś chciał otworzyć im drzwi. Nie dziwię się...

Usiadłyśmy z Lily na dole, na kanapie i włączyłyśmy tv jedząc małą kolację i popijając herbatę. Gdy Jesy się uciszyła, minęło kilka minut i usłyszałam jak drzwi do góry się otwierają. W tym czasie wstałam z kanapy i idąc z kubkami w stronę kuchni spotkałam się z tatą na dole schodów. Jak zwykle się do niego nie odezwałam tylko posłałam mu wrogie spojrzenie i przeszłam dalej.
- Dobry wieczór - rzuciła Lily do mojego taty, który jej wcześniej nie zauważył.
- No proszę - zakpił cicho tata. - Dobry wieczór...

Lily przyniosła talerzyki do kuchni, a ja wstawiłam przy okazji zmywarkę, bo była już pełna. Nie wiem kto jak bardzo głupio się czuł, ale mój ojciec wie, że Lily spała z Zaynem, Lily wie, że mój ojciec spał z Jesy, a ja w zasadzie nawet nie wiem jak się czułam. Bez słowa poszłam z Lily do mojego pokoju i wymieniłyśmy kilka złośliwych zdań.

Po mojej i Lily kąpieli siedziałyśmy w piżamach na łóżku i obrabiałyśmy dupę Jesy. Jednak nie długo, bo po jakimś czasie ktoś zapukał do drzwi. Nie odezwałam się słowem, tylko czekałam aż ktoś wejdzie. Była to Jesy. Weszła zostawiając drzwi otwarte.
- Przeszkadzam? - spytała.
- Musisz dzisiaj spać na kanapie - podkreśliłam ostatnie słowo.
- Myślę, że ramiona Chrisa są znacznie wygodniejsze... - mówiła gapiąc się głęboko w moje oczy. Usłyszawszy to wstałam i odruchowo wycelowałam ostrego plaskacza w twarz Jesy, po czym przywarłam ją do ściany.
- Nazwij jeszcze raz mojego ojca po imieniu - syknęłam. - A pożałujesz...
- Mówisz o Chrisie? - uniosła jedną brew. Ja jak obiecałam: uderzyłam ją ponownie w twarz, jednak tym razem Jesy odbiła się głową o szafę, czym zrobiła większy hałas.
- Nigdy więcej mu nie wejdziesz do łóżka, ty płytka szmato - zadrwiłam, ale ona się tylko zaśmiała.
- Wiem czego pragnie twój ojciec... - ponownie uniosła brwi i najwyraźniej była z siebie dumna, lecz nie zakodowała, że została uderzona przed momentem.

Złapałam Jesy za włosy z tyłu jej głowy i pociągnęłam je do tyłu.
- Powtórz to... - szepnęłam. W tym czasie za drzwiami pojawił się mój ojciec, który stanął jak gdyby nigdy nic i zaczął nasłuchiwać.
- Wiem czego pragnie twój ojciec - Jesy szepnęła jak ja przed chwilą, ale nie miała chyba pojęcia, że mój ojciec tutaj jest. Rzuciłam mu moje ostatnio częste, wrogie spojrzenie i uderzyłam głową Jesy o szafę, nie całkiem lekko. Wydała z siebie pisk, jednak ani Lily, ani tata do mnie nie podeszli. Więc złapałam Jesy za twarz i spojrzałam w jej oczy.
- Śpisz na kanapie - powtórzyłam oschle i sprzedałam jej ostatniego liścia.

Jesy prawie wybiegła do łazienki, a ja przeprosiłam Lily i zeszłam na dół, napić się. Może minutę później dołączył do mnie ojciec.
- Jak ty się zachowujesz, Jennifer?!
- Jak ja się zachowuję?
- Jenn, musisz mi wybaczyć - podszedł do mnie.
- Nic nie muszę - burknęłam i popiłam wodę.
- Posłuchaj - tata westchnął. - Po pierwsze: Jesteś dorosła więc doskonale powinnaś to zrozumieć, mama umarła już jakiś czas temu, również mam swoje potrzeby i nie powinnaś mieć mi tego za złe. A po drugie - uniósł trochę ton. - Chyba zapomniałaś jak to jest żyć z kimś pod jednym dachem, co? Przypomnij sobie czasem, że nie ty tutaj rządzisz. Nie wiem jak kierowałaś swoimi znajomymi, ale nie będziesz ustalać swoich durnych zasad w tym domu, zrozumiałaś?
- No - mruknęłam pod nosem.
- Nie tym tonem, Jennifer - tata podszedł do mnie bliżej.
- Rób co chcesz, tato... - chciałam go wyminąć, lecz mnie zatrzymał.
- Nie skończyłem.
- Tato, rozmowa w tym napięciu nie ma sensu...
- Więc porozmawiamy jutro - przystał na moje. - A teraz wracaj do swojej wiernej przyjaciółki.
- Zapominasz się, tato - powiedziałam nieco ostrzej i wróciłam do góry.

Ostatnio często jeżdżę do Londynu i mimo że nie robię perfidnych ruchów, kierujących mnie do Zayna - mam szczerą nadzieję, że on trafi na mnie. Tak było i w niedzielę, dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego. Pojechałam z Lily i Jesy do Londynu. Lily chciałam odwieźć, a Jesy nie pojechała pociągiem. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby nie fakt, że Jesy chciała jechać do chłopaków. Nie zawiozłam Lily do domu tylko w trójkę pojechałyśmy do mojego brata.
- W zasadzie to ja nie wchodzę - stwierdziłam zatrzymując się przed ich domem.
- Jak chcesz - rzuciła Jesy i wyszła.
- Chodź, Jenn... - Lily wzięła mnie za rękę.
- Nie chcę spotkać tam Zayna. Ile można...?
- Zacznie się rok szkolny i nie będziesz tutaj przyjeżdżać, więc dzisiaj chodź.

Lil weszła powoli do domu chłopaków, a ja zatrzymałam się we framudze, wkładając dłonie w kieszenie. Rozejrzałam się po salonie i zobaczyłam go. Stał i witał się z Jesy całusem w policzek i z Lil... Tak samo. Dlaczego teraz mnie to rusza? Zobaczyłam uśmiech na twarzy przyjaciółki, a Zayn na szczęście stał tyłem do mnie.
- Jenny! - uradował się Liam. W myśli ostro zaklęłam, a na twarzy wymusiłam uśmiech. To był szeroki uśmiech, po którym było doskonale widać, że jest sztuczny.
Liam mnie przytulił i trochę wprowadził do salonu, po czym przywitałam się ze wszystkimi. Na Zayna spojrzałam na końcu, ale nie podeszłam do niego, czułam jakąś blokadę widząc go. Za to on podszedł do mnie. Położył dłoń na moich plecach i ucałował mój policzek, trzymając chwilę przy nim swoje usta. Później starałam się na niego nie spoglądać, a z mojej miny dało się łatwo wywnioskować, że chciałabym się stąd urwać jako pierwsza.

Nie wiem jak to się potoczyło, ale jakieś pół godziny później siedzieliśmy wszyscy na kanapach i rozmawialiśmy. Niektórzy pili piwo, a niektórzy... W sumie wcale się nie odzywali (czyt. ja). Nie chciałam tam być, ponieważ siedząc z nimi wszystkimi czułam się jak bym tkwiła we wspomnieniach, w przeszłości. Nie podobało mi się to.
- Będę się powoli zbierać - oznajmiłam około 18:00.
- Już? - zdziwił się lekko Niall.
- Słowem się nie odezwałaś - wtrącił Zayn. Rzuciłam na niego wzrokiem i przez chwilę go nie odrywałam od chłopaka.
- Jest późno. Zanim dojadę do domu... - westchnęłam.
- To minie 15 minut - dokończył Niall z przekonaniem.
- Okej... - wzięłam głęboki oddech. - Myślałam, że już wiecie. Prędzej czy później i tak byście się zorientowali, ale skoro już tutaj jestem to...
Zayn spuścił wzrok jakby nie chciał tego słuchać, lecz oznajmiłam wszystkim:
- ...Sprzedałam dom w Londynie.
Jesy o tym nie wiedziała, więc tylko Zayn i Lily się nie zdziwili.
- Jenn, co ci odbiło? - Niall najwyraźniej nie był zadowolony.
- Mieszkam z tatą, a szkołę średnią skończę w Cambridge - dopełniłam i wstałam z kanapy. Miny moich przyjaciół były zmieszane i wyglądały jakby próbowali zrozumieć co się stało. 

Każdy po kolei mnie przytulił jakbym wyjeżdżała do Ameryki, a nie do innego miasta, ale jednak... Niall trzymał mnie długo w uścisku i westchnął.
- Więc to naprawdę jest pożegnanie...
- Odwiedzaj nas czasem - uśmiechnęłam się do niego.
- Ty nas odwiedzaj, Jennifer, proszę. To zawsze będzie też twój dom - wyznał mój brat.
- Niall, proszę cię... - pojedyncze łezki zebrały się w moich oczach.
- Kocham cię, Jenn - Niall jeszcze raz mnie przytulił i ucałował moje czoło.
- Ja ciebie też.

Zayn stał trochę z boku, ale ja nie potrafiłam do niego podejść, a nie mogłam przecież się z nim nie pożegnać. Nie wiedziałam co zrobić i stałam tam, jak taka... Niedołęga. Stałam dopóki nie poczułam lekkiego pchnięcia na plecach. Dzięki niemu powoli podeszłam do Zayna i zatopiłam się w jego ramionach. Ponownie poczułam jego zapach, jego oddech, bicie jego serca...
- Moja Jennifer... - szepnął strasznie cicho słowa, które wypowiedział do mnie ostatnim razem.
- Mój Zayn - szepnęłam jeszcze ciszej niż on.

Doskonale czułam łzy w moich oczach, dlatego bałam się odsunąć od Zayna i otworzyć oczy. Ale w końcu musiałam to zrobić. Obawiałam się tego co i tak się stało, mianowicie, pierwsza łza spłynęła po moim policzku.
- Nie płacz - mruknął Zayn i wytarł mój policzek.
- Jenn nie płacze - uśmiechnął się Niall i przytulił się do moich pleców. Głupio, niestety to spowodowało, że się trochę bardziej rozpłakałam i odwróciła się do Nialla przytulając się do niego.
- Dobra, muszę iść zanim się rozmażę - zaśmiałam się i odsunęłam się od brata. - Trzymajcie się. Kocham was, naprawdę.
- My ciebie też - odpowiedział mi Niall.
- My ciebie też - powtórzył po nim Zayn.
Ostatnie spojrzenie przez łzy dałam właśnie jemu i wyszłam z ich domu szybko wsiadając do auta i odjechałam niemal z piskiem opon.

czwartek, 17 września 2015

Rozdział 66

Późnym popołudniem, gdy siedziałam na kanapie w prawie pustym salonie, przechodziły mnie różne myśli. Chciałam pojechać do Zayna i poinformować go, że wyjeżdżam, tak samo jak kiedyś on poinformował mnie; chciałam jechać do Nialla i przeprosić go za wszystko co powiedziałam, już nawet nie zważając na to, czy mi wybaczy; chciałam powiedzieć Liamowi, że wyprowadzam się z Londynu i podziękować mu za to, że był przy mnie, kiedy go potrzebowałam i za wszystko inne; chciałam powiedzieć Lily, że wyjeżdżam i nie wracam; chciałam podzielić się tą informacją ze wszystkimi moimi przyjaciółmi, w końcu byliśmy kiedyś tak blisko, byliśmy jak rodzina.

Przede wszystkim chciałam się napić. Mogłabym nawet sączyć wino i rozmawiać z kieliszkiem, bo nie chciałam siedzieć sama, na sucho. Jednak jutro będę jechać samochodem i nie mogę sobie na to pozwolić. Przystanęłam na relaksującej, długiej kąpieli i oglądaniu filmów prawie do północy.

Obudziłam się stosunkowo wcześnie, zważając na godzinę, o której poszłam spać. O 10:00 byłam już po prysznicu, ubrana w coś odpowiedniego na lekkie zachmurzenie i wiatr i dla odmiany spięłam włosy w kitkę. Chmur nie było wcale dużo więc okulary przeciwsłoneczne były jak najbardziej na miejscu. Kilka minut później popijałam kawę w niedużej kawiarence, w której kiedyś dane mi było pracować. Nie mogłam wypić jej w domu, ponieważ nic już u mnie nie ma, więc również zjadłam mały kawałek ciasta, by nie chodzić o pustym żołądku. Nawet szkoda, że dużo rzeczy poobracało się o 180 stopni, bo lubiłam tą pracę i mój grafik, by nie powiedzieć 'styl życia'. Codziennie szkoła, po szkole praca, trochę nauki od 19:00, w weekendy czas dla znajomych... Wiem, że w rzeczywistości to wyglądało trochę inaczej, czasem było mniej nauki, czasem więcej, czasem częściej widywałam znajomych, czasem jeszcze częściej... Ale to było dobre, takie poukładane.

Kończąc kawę byłam zdecydowana, że jedyną osobą, do której zaraz pojadę jest Zayn. Powiedziałam, że do niego pojadę, wcale nie zamierzam mówić mu, że się wyprowadzam; przynajmniej nie w prost. Mam tylko nadzieję, że nie śpi, bo nie mam zamiaru czekać aż się ocknie. Nie będę również chodziła po mieście bez celu, a i tak przeciągnęłam śniadanie do maksimum. Dochodziła 11:00 więc wsiadłam w samochód i starając się nie spieszyć pojechałam do Zayna. Nie wiem tylko co sobie pomyśli, widząc mnie przed południem u niego, z własnej woli. Właściwie to nie wiem co mam mu powiedzieć. Jedyne, co przemyślałam to to, do kogo pojechać. Więc chcąc, nie chcąc jechałam w miarę wolno i zastanawiałam się jak zacząć rozmowę i o czym lepiej mu nie mówić.

Pod jego domem byłam około pół godziny później, a z samochodu wysiadłam po kilku minutach. To oczywiste, że nie weszłam jak do siebie, bo Zayn nie jest dla mnie tym kim był wcześniej i raczej przy nim się już nie wyluzuję. W ogóle czuję się jakoś dziwnie, jakbym wiedziała, że nadchodzi koniec. Bardzo ciekawi mnie to, jak czuł się Zayn kiedy to on przyszedł do mnie, by powiedzieć 'wyjeżdżam'. Czy czuł się tak dziwnie jak ja? Czy drżał? Czy przyszło mu to łatwo? Mam tylko nadzieję, że nie zwariuję, bo to już chyba druga minuta, a ja stoję przed drzwiami z rękoma w kieszeniach z tyłu spodni.

Nie spodziewałam się, że drzwi się otworzą zanim ja zapukam, ale tak się właśnie stało. Ja nie drgnęłam, a na przeciwko mnie stał Zayn i patrzył na mnie wzrokiem, który sam za siebie mówił 'wchodzisz?'. Tak, weszłam. Wyciągnęłam dłonie z kieszeni i przetarłam je lekko o swoje uda, po czym odwróciłam się i patrzyłam na chłopaka, jakby to on mnie odwiedził i miał zaczynać rozmowę.
- Cześć - to było pierwsze co powiedziałam. Uznałam, że to było odpowiednie, ale chyba tylko ja, bo Zayn zaśmiał się pod nosem. Naprawdę to było takie zabawne?
- Cześć - odpowiedział mi z uśmiechem, ale widziałam doskonale, że nic więcej nie powie.
- Ja przyszłam tylko... - wydukałam ten kawałek, po którym i tak milczałam.
- Chcesz mi coś powiedzieć? - Zayn starał się chyba mnie naprowadzić, ale czułam się trochę zaćmiona.
- Nie, a ty? - ta szybka odpowiedź była całkiem głupia i nawet nie potrafię wyjaśnić tego, co właśnie powiedziałam. Chłopak ponownie bardzo cicho się zaśmiał; wyglądało to tak, jakby wiedział, że aktualnie mam trochę pusto w głowie i właśnie to go niby tak bawiło.
- Wszystko, co chciałem ci powiedzieć już wiesz - spokojnie wypowiedział i czekał aż rozwinę konwersację. Jednak mi w tym nie pomagał, przeliczyłam się.
- Wydajesz się spokojny - lekko się skrzywiłam przy tym, nie wiem czemu; może dlatego, że paplałam bzdury?
- Ochłonąłem.
- Taa, ja też - westchnęłam. - Nie wiem co powiedzieć... - w końcu przyznałam.
- Wiem - powiedział pewnie. - Widzę - dodał po chwili.

Kolejną chwilę milczeliśmy, to było bardzo dziwne, chciałam żeby to się już skończyło, ale nie potrafiłam tego przerwać. Myślałam o każdej możliwej rzeczy, którą mogę mu powiedzieć lub o tej, której nie mówić.
- Jenn? Wszystko w porządku?
- Przepraszam, nie przemyślałam tego... Zacznijmy jeszcze raz - Zayn przytaknął głową, a ja w końcu powiedziałam coś kreatywniejszego. - Chciałabym to wszystko zakończyć, bo wciąż w tym tkwimy i nie możemy się wydostać, mimo wszystko.
- A jeśli damy sobie długą przerwę? Przejdzie nam, zapomnimy o wszystkim i...
- Nie, Zayn. To jest jedyna rzecz, którą musisz zrozumieć. Nie będzie już nas.
- Po cholerę tu przyszłaś? - spytał ostrzej.
- Nie pozwalaj sobie - dorównałam mu tonem.
- Sama zaczęłaś, jak długo chcesz mi pokazywać, że to ja przegrałem?
- Nie chcę się kłócić, Zayn - uspokoiłam trochę głos. - Chcę skończyć wszystko między nami i zacząć nowe życie. Sama.
- Okej, zrozumiałem, coś jeszcze? - spytał, jakby chciał mnie już wygonić. Nie wiem dlaczego moja odpowiedź tak wyglądała, to był impuls, który wziął nade mną górę. Po prostu położyłam dłoń na barku Zayna i go pocałowałam w usta. Trzymałam to chwilę, ale mój impuls puścił i nie potrafiłam tego pogłębić. Jedyne, co czułam to szybkość bicia mojego serca, które niemal oszalało. Ale wszystko prysło z chwilą, w której oderwałam się od ust chłopaka. Patrzeliśmy tylko w swoje oczy i milczeliśmy. Czasami chciałabym wiedzieć, co Zayn ma w głowie. Na przykład teraz, kiedy on powtórzył nasz pocałunek. Może nie do końca 'powtórzył', bo zrobił to po swojemu, ale i tak nie chciałam przestawać. Zayn trzymał jedną dłoń z tyłu mojej głowy, a drugą na mojej talii. Całował mnie bardziej niż delikatnie, ale mniej niż ostro. Nadawał rytm i charakter pocałunkowi. Nie czułam do Zayna czegoś głębszego, ale ten pocałunek był cudowny, bo Malik wiedział jak mnie całować. Jego czyn z kolei się pogłębił: całowaliśmy się szybciej i staliśmy tak blisko, że nie było między nami już żadnej przestrzeni. Nie ukrywam, że to było dość ciężkie, nawet po tym czasie, ale znalazłam w sobie tą siłę i przerwałam pocałunek. Doskonale wiem, że znając nas, znając mnie, mogłoby się to skończyć nawet w sypialni lub na kanapie. Nie ważne, wiadomo do czego mogłoby dojść.

- Cześć, Malik - odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy. - Mam nadzieję, że widzisz mnie po raz ostatni.
- Jenn, zaczekaj - poprosił, lecz byłam już przy drzwiach. - Nie odchodź.
Nic nie powiedziałam, odwróciłam się i tylko rzuciłam mu spojrzenie, lekko kiwnęłam palcami i wyszłam. Miałam taką ochotę zamknąć się gdzieś i wybuchnąć, ale gdy wsiadłam do samochodu starałam się tego uniknąć więc szybko go odpaliłam i ruszyłam w drogę. Jechałam prosto do Cambridge, na drogę wyłączyłam telefon, a że jechałam sama, miałam włączone radio i śpiewałam wszystko co znałam.


Na miejscu byłam około 13:00, wysiadłam z samochodu i zostawiając jeszcze wszystko w samochodzie przytuliłam mocno tatę, który czekał na podjeździe. Nie wypuszczałam go z ramion przez długi czas, ale kiedyś musiałam to zrobić.

Wieczorem siedzieliśmy przed telewizorem i po zjedzonej kolacji popijaliśmy drinka.                     
- Powinnam była wrócić do ciebie, gdy tylko mama odeszła - przyznałam, spoglądając na tatę.
- Powinnaś była nigdy nie wyjeżdżać - łoł, tym mnie trochę zaskoczył. - Zgodziłem się żebyś się wyprowadziła, bo widziałem jak bardzo tego pragniesz no i mama nie miała nic przeciwko, ale nie chciałem cię puszczać w świat tak prędko.
- Dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz?
- Bo wypiłem, skarbie - uśmiechnął się. - Pogódź się z bratem.
- Ale... Nie mów mi co robić - zmarszczyłam brwi.
- Jenny, pogódź się z Niallem i Lily - nalegał.
- Nie. Nie teraz - postawiłam na swoim.

W sobotę umówiłam się na imprezę z Jesy, ale gdzieś obok mnie, już nie w Londynie. Nie będę się fatygować taki kawał na imprezę. Po południu siedziałam u siebie w pokoju i robiłam mocny makijaż. Założyłam luźne, czarne, krótkie spodenki i do tego ciemną bluzkę do pępka. Nie dodawałam do tego szpilek, raczej postawiłam na wygodę i założyłam trampki, a włosy puściłam luźno. Zeszłam na dół i oznajmiłam tacie, że idę, jednak ten rozpoczął rozmowę.
- Zawsze się tak ubierasz na imprezę?
- Tato... Mam 19 lat.
- To nie znaczy, że możesz wyglądać jak... - zmierzył mnie od stóp do głowy i pokiwał przecząco głową.
- Tak, zawsze tak się ubieram na imprezę - nie chciałam się kłócić, mimo że mnie wkurzył, więc podeszłam do niego i dałam mu całusa w policzek. - Wrócę z koleżanką.

Z Jesy spotkałam się przed samym klubem. Spaliłyśmy papierosa, pogadałyśmy i weszłyśmy do środka. Na samym początku zamówiłyśmy piwo i po dwóch łykach poszłyśmy ponownie na papierosa. Miałyśmy trochę czasu by pogadać w odrobinę spokojniejszym miejscu. Oczywiście tłumaczyłam jej, że jestem na wakacjach, przecież Jesy wszystko by przekazała w Londynie.

Szybko pozbyłyśmy się naszych piw i następnym razem wzięłyśmy drinki i kończąc pić drugiego zaciągnęłam Jesy na parkiet mimo że chciała się najpierw bardziej wstawić. Udało mi się ją szybko rozkręcić, tym bardziej, że po niecałych dwóch minutach miałyśmy towarzystwo, a Jesy bardzo lubi towarzystwo.

Kilku chłopaków stawiało nam drinki, kilku chwilę tańczyło i znikało, ale dziś o to nie dbałam, myśląc wciąż o Zaynie. Od tych wszystkich chłopaków wolałabym żeby to on tutaj tańczył obok mnie, nawet jeśli z nim zerwałam, nawet jeśli go nie kocham. Przeraziło mnie to wgłębianie się w myśli, jestem na imprezie! Wzięłam Jesy za ramię i poszłyśmy do baru. Opróżniłyśmy sporo kieliszków, jednak portmonetki nie ucierpiały, bo wciąż nie byłyśmy same. Faceci kupowali nam alkohol i liczyli, że nas tym przekupią? Idioci. W pewnym momencie zaczęło mnie denerwować ich towarzystwo, bo zaczęli być nachalni. Wyszeptałam na ucho Jesy mój krótki plan i szybko wcieliłyśmy go w życie. Udawałyśmy, że chłopacy bardzo nas interesują, spoglądałyśmy na nich zalotnie i nawet skradłyśmy kilka buziaków w policzek. Oni myślą, że jak więcej wypijemy to zrobimy o wiele więcej - na pewno. Niewinny całus w policzek to bardzo mało, dlatego im się to podoba, bo liczą, że to początek, więc wymyślają wciąż jakieś głupie 'toasty' byśmy wypiły jak najwięcej.
- Musimy was przeprosić - odezwałam się po, hmm... pół godzinie?
- Nie udawajcie, że wasze pęcherze jeszcze wytrzymują - dodała Jesy. Dwóch przyznało jej rację, a reszta była rozbawiona tą skromną uwagą.
- Spotkajmy się w palarni za dziesięć minut - zaproponował jeden z nich, na co się zgodziłyśmy. To jasne, że wyszłyśmy szybciej niż weszłyśmy i powoli potruchtałyśmy na przystanek autobusowy. Pojechałyśmy jakieś pięć-siedem przystanków dalej i znalazłyśmy inny klub.

Balowałyśmy do trzeciej w nocy, a chwilę później byłyśmy w drodze do domu. Szłyśmy pod pachę i z powodu ciągłego upojenia alkoholowego rozmawiałyśmy średnio zrozumiale i śmiałyśmy się z tego jak głupie do sera. Nie mam pojęcia dlaczego nie pojechałyśmy autobusem... Całą drogę przeszłyśmy na pieszo, a przed domem znalazłyśmy się przed czwartą nad ranem. Pokazałam Jesy, by była jak najciszej może i powoli otworzyłam klamkę. Oczywiście - jak na ironię - kiedy próbujesz być cicho, hałasujesz: Jesy wchodziła przed drzwi, a ja chciałam je już zamknąć, czym ją uderzyłam, a ona upadła. Jakby było mało, śmiałyśmy się z tego. Weszłyśmy do salonu, w którym zapaliło się światło. Samo.

- Witam panie - odezwał się mój tata.
- No nie wmówisz mi, że ten zajebisty facet to twój ojciec! - wypaliła z wielkim przekonaniem Jesy. Tak - była dużo bardziej pijana.
- Jesy, idź do góry - szybko szepnęłam i pokierowałam ją w stronę schodów. - Przepraszam, tato, nie powinna była tego mówić...
- Więc jednak! - usłyszałam ponownie moją koleżankę, która siedziała na schodach. - Wygląda pan tak przystojnie młodo, nie do wiary, że Jennifer jest pańską córką - mówiła z zafascynowaniem w głosie i iskierką w oku. Moja mina przypominała zażenowanie połączone z szokiem, taty również, jednak moje usta bardzo pragnęły wygiąć się w szeroki uśmiech, a że nie byłam trzeźwa ciężko było mi je powstrzymać, ale zagryzłam je od środka i cicho się zaśmiałam.
- Jesteście kompletnie pijane - skomentował tylko tata.
- Nie kompletnie, trochę nam się...
- Jesteśmy kompletnie pijane! - potwierdziła Jesy z szerokim uśmiechem. Nie wiedziałam co zrobić z tą gadającą dziewuchą więc zaprowadziłam ją do mojego pokoju i położyłam na łóżko z nadzieją, że nie wstanie. Wróciłam do taty i ponownie go przeprosiłam. Zaprowadził mnie na kanapę, a sam usiadł na fotelu, odwracając go wcześniej w moją stronę.
- Jennifer...
- Tato...? - zaczęłam zaraz za nim.
- Nie jestem zadowolony... - mruknął
- Mówiła prawdę, jesteś przystojny.
- Co?
- Co?
- Jennifer...?
- Tato...? - rozbawiło mnie to niestety i zaśmiałam się, po czym śmiałam się chwilę dłużej. Ku mojemu zdziwieniu tata również zaczął się z tego śmiać więc o wiele trudniej było przestać. Po kilka minutach oboje się uspokoiliśmy. Tata usiadł mnie i mnie objął.
- Idź spać, Jenny. Jutro pogadamy - ucałował mój policzek, a ja go przytuliłam.
- Dobranoc, tato.

Weszłam do pokoju i zapaliłam światło. Jesy wydawała się martwa, ale mam nadzieję, że nie była. Bardzo chciałam iść do łazienki, zmyć makijaż, wziąć prysznic, ubrać piżamkę lub coś, ale nie miałam siły na nic, więc jak tylko zdjęłam prawie wszystkie ubrania i założyłam pierwszą lepszą koszulkę do spania rzuciłam się na łóżko, żadnego ruchu już nie wykonałam. Aż do rana. "Rana"... Około 13:00 pierwsze promienie dotarły do moich oczu. Jesy jeszcze spała, a ja wstałam, bo szczerze - nie bardzo chciało mi się leżeć obok niej. Zeszłam na dół, by się napić i nie wiem dlaczego zdziwiła mnie obecność taty. Liczyłam, że będzie w pracy, a tymczasem siedział na kanapie i pił kawę.
- Dzień dobry - zawołałam i poszłam na fotel z butelką wody. Tata rzucając mi pierwsze spojrzenie zakrztusił się kawą i zamaszyście wypluł ją z powrotem do kubka. - Nie zmyłam makijażu? - spytałam upewniając się.
- Nie - odpowiedział po chwili i odłożył kubek na stół.
- Tato, przepraszam cię za Jesy, ona... Taka jest - ściszyłam głos pod koniec.
- Wolałbym żeby przeprosiła mnie osobiście. Z drugiej strony dawno nie słyszałem komplementu - trochę rozweselił głos. - I to takiego...

- ...Z ust ponad dwa razy młodszej dziewczyny - poprawnie za niego dokończyłam.


ZAYN:

Słowa Jenn bardzo do mnie trafiły. Nie wiem tylko dlaczego tak powiedziała. Rozumiem, że to jest koniec, ale mam jej już nigdy nie zobaczyć? Zdecydowanie nie zdążyłem się na nią napatrzeć. Nie wiem nawet co się z nią teraz dzieje. Wakacje kończą się za tydzień, a po niej jakby ślad zaginął. Może akurat gdy jestem u Louisa i chłopaków to jej tam nie ma? Zawsze wtedy kiedy ja tam jestem... Nie trafiłem na nią jeszcze. Nie wiem czy to ma sens bym ją odwiedzał. Niby o czym mamy rozmawiać? Ten związek nie miał szans skończyć się przyjaźnią. Oboje siebie doskonale znamy i gdybyśmy byli blisko i naszła by nas ochota na... Coś; raczej byśmy sobie dali to czego chcemy. Jenn miała rację mówiąc, że tkwimy w tym wszystkim i nie możemy się z tego wydostać. Trzeba było to zmienić, ale mam wrażenie, że to ona radzi sobie lepiej. Dlaczego nie mogłem być tym, z którym ułoży sobie życie? Zawsze było idealnie, mimo tych wszystkich kłótni i nieporozumień... Tak przecież wygląda związek. Jestem skończonym idiotą, może to mnie czegoś nauczy. Szkoda, że Jenn tego nie doświadczy. To jej pragnę to najbardziej udowodnić, to że jestem lepszym człowiekiem; pokazać, że tylko ją potrafię kochać najmocniej lub, że tylko ja mogę ją tak kochać...

Może dosyć rozczulania się nad sobą... Jestem facetem i muszę odreagować, a nie zamartwiać się dniami i nocami. Jednym późnym wieczorem pojechałem z chłopakami na wyścigi. Tylko tym razem ryzykowałem, wystawiałem dużo, jeździłem szybko, czułem więcej adrenaliny i w pewnych momentach nawet się bałem, ale tylko pokazałem kumplom i sobie, że stać mnie na więcej i nigdy nie byłem w stanie tego pokazać. Każdy z nas jechał kilka razy, ale tylko mnie nazywali głupcem. Może dlatego, że wystawiałem po 20 tysięcy na jeden wyścig i szalałem na torze... Jednak gdy przypomniałem sobie o Jenny odeszła mi ochota na ściganie się. Chciałem ją tutaj zobaczyć, jej pogratulować, ją ucałować. Wolałem żeby to ona była tutaj podziwiana, jako moja dziewczyna.

- Widziałeś się z Jenn? - spytał Liam gdy piliśmy u nich w salonie.
- Ostatnio nie, a ty?
- Chyba nikt jej nie widział, kręciłem się tu i tam i tak jakby ślad po niej zaginął - kumpel zdał mi relację.
- Może jest w Cambridge - rzuciłem.
- Stary, nie przeżywaj tak tego - Liam poklepał mnie po ramieniu z uśmiechem na ustach.
- Nie ta to następna - trochę zakpił Niall.
- Nie sądzę - burknąłem.
- Ona pewnie dawno o tobie zapomniała, znając ją - ciągnął blondyn.
- Może przestaniesz się tak o niej wyrażać? - wkurzyłem się.
- Nie oszukujmy się, Jenn jest zimną suką, może mieć każdego na jedną noc. Kto wie czy nie wylądowała w łóżku Logana.
- Zamknij się już, kurwa! Jeszcze słowo na nią powiesz to pożałujesz! - prawie krzyknąłem na niego. Chciałem wstać i mu wpierdolić, ale siedziałem i byłem zbyt leniwy. Niall nie powiedział nic więcej, skończył na przewróceniu oczami.

Może jakoś godzinę później pozmieniały nam się nastroje, pewnie dlatego, że wypiliśmy o wiele więcej lub stosowaliśmy inne używki. Wszyscy wyszliśmy z dusznego salonu na dwór i paliliśmy papierosy na świeżym powietrzu.
- Sorry, Zayn, nie powinienem tak na ciebie najeżdżać - mówił spokojnie pijany Niall.
- Nie najeżdżałeś. Przeproś, że wyrażałeś się tak o Jenn.
- No... - westchnął. - Przepraszam...
- Mówiłeś jak o szmacie, a nie o swojej siostrze...
- No bo... No jest szmatą, co na to poradzę?
- Powtórz - syknąłem i przyparłem go szybkim ruchem do ściany.
- Ale co? Jenn jest szmatą, tak? - powiedział jak gdyby nigdy nic, ale nie wytrzymałem tego i uderzyłem go z pięści w twarz. Reszta nas rozdzieliła szybko, by nie doszło do niczego poważnego. Każdy milczał, a ja odezwałem się jako pierwszy po kilku minutach:
- Możesz jej nienawidzić, ale nigdy więcej nie obrażaj jej w mojej obecności.
- Jenn zepsuła mi związek, wydała nas przed Christy, zrobiła ze mnie cholerną świnię na oczach wszystkich, mam prawo być wkurwiony - Niall równie spokojnie ciągnął konwersację.
- Ty jesteś świnią i wszyscy o tym wiemy, nie zwalaj winy na nią. Wiesz chociaż co się dzieje z twoją siostrzyczką?
- Nie mam pojęcia, ale nie pamiętam by przyszła mnie przeprosić, żeby teraz mnie to obchodziło...
Tego wieczoru nie było przyjemnie...
______________________________________
Jedna kolejna długa przerwa za nami. Sorki miśki. Wiecie, że to opowiadanie dobiega końca...? Ale spokojnie, mam dla was nieco niespodziewane wydarzenia na koniec :DDD

środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział 65

Pierwsze co zrobiłam po rozpoczęciu wakacji to pojechałam do Cambridge, do taty. Nie na dzień, nie na dwa. Po prostu tam pojechałam. By odpocząć, zrelaksować się, nie spotykać się z nikim. Jednak na wejściu tata pokazał mi, że nie tylko za mną tęskni.
- A gdzie Zayn? - spytał wypuszczając mnie z objęć.
- Kto? - wyminęłam go.
- A Niall? - kontynuował.
- Kto? - powtórzyłam.
- Christy...?
- Kto?
- Jennifer, coś ty narobiła? - założył ręce na biodra, a ja się odwróciłam do niego.
- Tato... - westchnęłam. - Jestem idiotką...
- Nie jesteś, skarbie, każdy popełnia błędy - z powrotem mnie przytulił.
- To nie tak, nie zrozumiesz.
Poszłam do swojego pokoju, położyłam się na łóżku i nic nie robiłam. Zupełnie się zamyśliłam i szczerze wiele bym oddała żeby było jak kiedyś, żeby Zayn tu był, śmiejący się Niall, nawet Christy. I mama. Kiedyś było tak idealnie... Ale Zayn się zmienił, tak zauważalnie stał się innym człowiekiem. Okej, ja też. Wszystko poszło w złą stronę, wszystko się spieprzyło, a ja pięknie to doprawiłam, jakby było mało...
Co dziwne, pod wieczór poszłam na spacer. Mówię, że to dziwne, bo poszłam z tatą. Było ciemno, lekko wiał wiatr, szłam z tatą pod rękę i rozmawialiśmy o nieistotnych rzeczach.
- Co się stało z Zaynem? - do czasu...
- Nn... Nie chcę o tym rozmawiać - trochę się spłoszyłam.
- To może powiesz co z Niallem?
- Tak jakby się z nimi pokłóciłam. Za dużo mówię i przegięłam trochę.
- Z tą jego Christy też się pokłóciłaś?
- Tato... Oni mnie nienawidzą. Niall, Christy, nawet Harry. Inna sprawa z Zaynem i Lily, bo to ja ich nienawidzę.
- Jenny? Co się tam powyprawiało?
- Już nic nie jest tak samo...
Przez kilka dni tata chciał rozmawiać, tym bardziej, że powiedziałam mu "nienawidzę Lily". Ale unikałam zawsze tej rozmowy, przecież nie powiem mu, że Lily i Zayn rżnęli się po pijaku w mojej sypialni... 
- Tato...? - bez przemyśleń, impulsywnie spytałam. - Mogę się do ciebie wprowadzić? - spojrzałam na niego, a on akurat brał łyk piwa i trochę się zakrztusił.
- Słucham? - nie ukrywał zdziwienia.
- Mogę do ciebie wrócić?
- Skarbie - dosiadł się do mnie na kanapę i objął. - Tutaj zawsze będzie twój dom.
- Dziękuję, tatusiu - wtuliłam się w niego i przytuliłam ramieniem, a on ucałował moją głowę.
- A szkoła? Ostatnia klasa? Matura?
- Gdzieś to mam... - nie kłamałam.
- Nie zga...
- Skończyłam 18 lat i nie mam obowiązku się uczyć.
-  Nie zgadzam się, Jenn. Nie zawalisz szkoły średniej przez jakiegoś chłopaka - tata się trochę wkurzył, ale usiadłam bokiem na jego kolanach, jakbym miała 10 lat i mocno przytuliłam.
- Dobrze, tato - niech mu będzie.
- Powiedz mi co się stało w Londynie, że nie chcesz do niego wracać - dalej nalegał.
- Jeśli ci powiem to cała reszta mnie znienawidzi.
- Zarys? Jenn, nie miej przede mną sekretów. Nie tyle.
- Zayn mnie zdradził - tatę ogarnął szok. - Z Lily - ogromny szok.
- Przesłyszałem się?
- Nagadałam przy wszystkich Christy jak bardzo i dlaczego nie pasuje do Nialla, powiedziałam też, że ją zdradził. Wtedy Niall mnie znienawidził, Christy znienawidziła jego i mnie, Harry też znienawidził Nialla i przy okazji mnie, za to wszystko co powiedziałam... - przypominałam sobie wszystko po kolei, sortując co mogę powiedzieć, a co nie i w ten sposób tata ma zarys dlaczego chcę od tego uciec i nie wplątać się w to po raz kolejny.
Po co zwlekać? Obmówiliśmy temat szkoły i domu w Londynie, bym jak najszybciej zamieszkała z tatą. Jest tutaj pasujące technikum, w którym skończę szkołę średnią, złożę papiery, powinni być pod wrażeniem jak pięknie zdałam trzecią klasę z ledwo ponad 50% frekwencji, z resztą nie uczę się źle... Specjalnie się uczyłam i zaliczałam dwa semestry w pół roku, przecież miałam iść na studia z Zaynem... Marzenie ściętej głowy. A dom w Londynie? Dom w Londynie... Pierdolony dom w pierdolonym Londynie. Sprzedamy go. Tak będzie najskuteczniej, przynajmniej tam nie wrócę...
Wróciłam do domu po tygodniu, ale nie spodziewałam się, że podjeżdżając pod dom spotkam Zayna. Wysiadłam z auta, powoli podeszłam do drzwi frontowych, a Zayn wstał ze schodów. Nie odezwał się, więc i ja milczałam, bo nie mam mu nic do powiedzenia. Weszłam do domu i zostawiając za sobą otwarte drzwi dałam znak chłopakowi żeby wszedł.
- Czego chcesz? - popędziłam go.
- Nie powiedziałem ci wszystkiego - zaczął. Nie ukrywam, dobrze było usłyszeć jego głos, ale to nic nie znaczy.
- Dlaczego? Żeby przychodzić na raty?
- Nie, nie dałaś mi takiej możliwości. Chciałem tylko żebyś wiedziała jak było, bo nie chcę mieć przed tobą tajemnic, mimo że to już skończone.
- Streszczaj się, jestem zmęczona - nie wiem dlaczego grałam oziębłą... Oparłam się o kanapę, włożyłam ręce w kieszenie i przeglądałam się chłopakowi.
- Uwierzysz mi jak ci powiem, że to Lily zaciągnęła mnie do łóżka? - spojrzał lekko spode łba.
- Chciałeś powiedzieć "do mojego łóżka"? Nie mów kawałkami. Opowiedz całą historię i spadaj - nie bądź taka niemiła, no ej...
- Jenn...! - trochę się oburzył. Pokazałam ręką, by kontynuował. - Nie chcę zwalać na nią winy, wiem, że nic mnie nie usprawiedliwi dlatego powiem obiektywnie, na tyle, na ile pamiętam.
- Czekam na rozwinięcie.
- Na twojej domówce wszyscy byli pijani...
- Łał... - nie mogłam się powstrzymać od komentarza.


***

Niedowierzanie jak wiele wypiłem. Twarze zaczęły mi się rozmazywać i nie zrobiłem ani jednego prostego kroku.
- Hej, chłopcze, chodź zatańczymy - usłyszałem, odwróciłem się i ujrzałem brunetkę, była tak cholernie znajoma, jakbym widywał ją non stop i w kółko. Wziąłem ją w obroty, a ona cały czas piła drinka, bo miała go w ręce. Po chwili poszliśmy do stołu w salonie i chciała wypić jeszcze połówkę na pół, ale stać mnie tylko na jeden kieliszek. Jednak wyglądało to inaczej, ona piła dwa albo trzy, a ja jednego i tak co jej kilka szotów ja piłem po jednym. Wyszło mnie to z cztery-pięć. Cały obraz kręcił się dookoła, a jak chciałem usiąść czy wstać to traciłem grunt pod nogami. Zorientowałem się, że chyba gdzieś idę i trzymam czyjąś rękę, bo sam bym się nie ruszył. To wciąż ta sama brunetka? Od czasu do czasu czułem, że rusza się przy mnie jakoś tak zmysłowo i coraz bardziej znajomo. Nie wiem kiedy pokonaliśmy schody, ale przemierzając korytarz zatrzymaliśmy się pod ścianą i czułem czyjąś maksymalną bliskość. Jej ciało całe przylegało do mojego, a jej dłonie zmierzały przez ramiona na moją twarz. Poczułem nieśmiały i ciepły pocałunek na ustach. Był krótki, jakby miał znaczyć, że zapowiada się coś niesamowitego, a zarazem niebezpiecznego. Po chwili kolejny całus przeszedł na moją szyję, tylko objąłem brunetkę i odszedłem od ściany. Ona prowadziła i od razu wprowadziła nas do sypialni. Nagle jakbym wszedł do innego świata: dziewczyna ostro pocałowała moje usta i mocno naparła na mnie wręcz przyciskając do zamkniętych już drzwi. Nie pozostawałem dłużny i dokładnie odwzajemniłem każdą jej pieszczotę. Na pół nago rzuciliśmy się na łóżko i cholernie rozpaleni, chaotycznie zdejmowaliśmy swoją bieliznę. Instynktownie sięgnąłem do szafki nocnej, bo Jenn ostatnio zawsze ma tam gumki. Szybko przeszedłem do sedna i przyprawiłem dziewczynę wręcz o krzyki.
Musiałem być bardziej pijany niż myślałem, bo nie wiem kiedy skończyliśmy. Leżeliśmy oboje na plecach, patrzeliśmy w ciemny sufit i głośno dyszeliśmy. Potrzebowałem dłuższej chwili, by dojść do siebie, chociaż w minimalnym stopniu, bo za szybko nie wytrzeźwieję... Założyłem bokserki, bo były gdzieś obok mnie, a resztę ciuchów po omacku znalazłem na podłodze i położyłem na łóżku. Ubrałem się w jeansy i t-shirt, pocałowałem dziewczynę w usta, a ona się podniosła do pozycji siedzącej.
- Nie idź - usłyszałem. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego wtedy stamtąd wyszedłem. Czułem się niepoprawnie.

***


- Boże, jaka szmata...! - skomentowałam zachowanie Lily.
- Nie mów tak o niej.
- Nie broń jej! - zdążyłam się wkurzyć. - Chyba, że uraziłam cię, obrażając Lily, hmm? - odeszłam od kanapy i podeszłam do Zayna.
- Nie, nawet nie gadamy dużo.
- Co mnie to obchodzi? Skończyłeś swoją wzruszającą opowieść?
- Tak.
- Wnioski? - uniosłam jedną brew.
- Schrzaniłem...
- Gratuluję, a teraz zjeżdżaj - chciałam go wyminąć, ale zatrzymał mnie, łapiąc ponad łokciem. - Jeszcze raz złapiesz mnie za ramię i ci strzelę - syknęłam. On doskonale wie, że nienawidzę tego.
- Jenn, wybacz mi to, proszę.
- Ha-ha-ha, prawie się nabrałam. Powiedziałam raz: Nigdy ci tego nie wybaczę - wypowiedziałam każde słowo wyraźnie.
- Chociaż... Kurwa - przejechał ręką po twarzy. - Jenny, nie unikaj mnie, znamy się, możemy przecież rozmawiać.
- Możemy, ale ja nie chcę.
- A z chłopakami będziemy się spotykać osobno? Już przez to przechodziliśmy.
- Do czasu, Zayn - nie chciałam mu mówić, że mnie tutaj zaraz nie będzie.
- Kurwa, nie umiem grać w twoje durne gry - znowu przeklął, rozkręca się.
- Najpierw sam przestać grać wielce poszkodowanego, biednego chłopczyka. To super uczucie wyrywać, być górą, dominować, jak ja teraz, ale wkurwia mnie twoje zachowanie.
- Twój Logan znowu dostał po mordzie, co? - wypalił z innej beczki.
- Słucham?
- Słyszałaś. Zerwałaś ze mną i cała impreza jest twoja, tak?
- Oh, jak to świetne brzmi "zerwałam z tobą". Nie wtrącaj się w moje życie.
- Od kiedy ty kumplujesz się z Jesy? - powiedział jakby mi to zarzucił.
- Co cię to obchodzi?
- Masz rację. Ale wiedz, że im dłużej się z nią zadajesz, tym prędzej będziesz taka jak ona - wyglądał jakby się brzydził.
- Może i potrzebuję kogoś do pomocy, potrzebuję wsparcia jakie miałam przy tobie, ale zrozum, że moje życie to twoja przeszłość. Nigdy więcej nie będziesz mówił mi jak postępować.
- Zapamiętaj sobie chociaż te słowa: "Szanuj się, Jennifer. Zrób to dla siebie, twojej dumy i twojego poczucia własnej wartości, bo jesteś dużo warta i masz potencjał." - po tych słowach pogłaskał mnie po ramieniu.
- Nie będziesz prawił mi kazań. Doskonale o tym wiem.
- Szkoda, że na imprezach o tym zapominasz.
- Zamknij się, Malik - zmrużyłam oczy. - Możesz na razie stąd iść - lekko się uśmiechnęłam, ale wyglądało to nieco sztucznie.

Nie odzywałam się do nikogo. Został tylko Liam, który się jeszcze do mnie odzywa i Louis, który jest w sumie neutralny. Ale nikt nie wiedział o tym, że ja się akurat powoli pakuję i wszystko żegnam. Zaczęłam od ubrań i prawie wszystko już spakowałam. Wszystkie kosmetyki, gówna, gówienka też już mam. Na razie skończyłam na dzisiaj na tym. Póki szkoła jest otwarta można by było tam pojechać i się wypisać. Im szybciej to wszystko zrobie tym lepiej, przynajmniej się nie rozmyślę, nie będę miała wątpliwości...
W tydzień ze wszystkim się uporałam, aż cały dom wyglądał jak spustoszony i nawet większy. Ostatniego dnia powoli przechodziłam przez każde pomieszczenie. Siedziałam w łazience, na wannie i tak sobie przypomniałam. Również jak szłam przez korytarz, jak siedziałam w sypialni, na schodach... Miałam w głowie urywki różnych sytuacji, które tu miały miejsce. Teraz patrzyłam na prawie pusty salon i wiedziałam, że nic już nie będzie tak samo, wszystko jakby odeszło w niepamięć, ale nie przekleślałam tych niecałych dwóch lat. Po prostu zaczynam od nowa w rodzinnym mieście.
_______________________________________________
Zawsze tak długo zwlekam, przepraszam. Trochę głupio żebym przepraszała z każdym kolejnym rozdziałem, ale cóż :) Następny rozdział powinien być szybciej, ponieważ naprawiłam internet w komputerze i nie będę pisać na telefonie ;o
Pozdrawiam moje myszki <3

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 64

Kolejny weekend, umówiłam się z Jesy na imprezę, tylko tym razem szykowałyśmy się u niej i bardziej się dogadywałyśmy. Założyłyśmy krótkie, czarne sukienki, wysokie, czarne szpilki, zrobiłyśmy mocny, czarny makijaż i pokarbowałyśmy włosy. Wyglądałyśmy jak zimne, czarne suki, w sumie dobrze wyszło.
W klubie byłyśmy po 23.00 już na pół wstawione, ale na dobry początek imprezy poszłyśmy do baru na kilka głębszych. Parkiet był pełny, było multum ludzi, ale nie przepychałyśmy się - same zrobiłyśmy sobie miejsce. Później dobrze się bawiłyśmy i nawet nie wiem kiedy zrobiła się 2.00. Trochę się rozłączyłyśmy i każda bawiła się na własną rękę, ale nie miałyśmy z tym problemu. Coraz to nowsi przystojniacy stawiali mi drinki lub kolejki i chętnie dotrzymywali towarzystwa. Po dłuższym czasie przestałam mieć wpływ na swoje ruchy i zaczęłam kręcić chłopaków. Udawać, że jestem zainteresowana lub zauważalnie się do nich kleić. W tańcu przemieszczałam się dużo tu i tam w kierunku różnych ludzi. Zakręciłam się koło każdego i z każdym gdzieś poszłam. Do baru lub zapalić.
Nie wiem co to za fatum, ale wyszłam zapalić nawet z... Loganem! Tak, z tym Loganem. Całkiem dobrze nam się rozmawiało jak gdyby nigdy nic, bo i tak byliśmy pijani. Wracając wydawało mi się, że nie stąd szliśmy. W tej krótkiej chwili brunet zbliżył się do mnie na minimalną odległość. Poczułam jego usta na swojej szyi i jego dłonie na swojej talii. Zwalniając lekko krok doszliśmy do toalety. Logan oparł mnie plecami o ścianę i zaczął całować łapczywie moje usta. Wodził rękoma po moim ciele i powoli rozpalał mnie. Z powrotem całował moją szyję lecz tym razem mocniej. Ja miałam wszystko w nosie aż do momentu kiedy ktoś wparował do łazienki. Nie było by to nic takiego, gdyby nie fakt, że ten ktoś szarpnął Logana i zadał mu prawego sierpowego. Ale ja nie zrobiłam nic: stałam i patrzyłam. Logan dostał tylko trzy razy, a tym kimś okazał się...
- Co ty tu robisz, Liam? - rzuciłam mu nieodgadnione spojrzenie.
- Zabieram cię stąd - odpowiedział jakby wkurzony.
- Zła odpowiedź.
- Ratuję cię przed głupotą, Jenn. Gdzie jest Jesy?
- Skąd wiesz, że...? - zdziwiłam się, nie wiem dlaczego.
- To jest Jesy, ona zawsze coś wypapla. Musiałem tutaj przyjechać - powiedział z troską.
- Jesteś sam?
- Nie, z Niallem, chodź już - objął mnie przyjacielsko ramieniem i wyszliśmy. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że Logan dawno się ulotnił.
Pierwsze miejsce, w którym zajrzałam za Jesy jest damska toaleta, bo ja wyszłam z męskiej. Weszłam razem z Liamem i słysząc odgłosy kobiety pomyślałam o jednym. Spojrzałam na przyjaciela przeczuwając najgorsze.
- Niall...? - szepnęłam. Li tylko pokiwał przecząco głową. Zapukałam w jedyne zamknięte drzwi i odgłosy stopniowo ucichły. Po minucie wyszła Jesy i Niall. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Niall kciukiem przetarł swoją dolną wargę i trzymając Jesy za rękę wyszedł.
- Czy on jest trzeźwy? - spojrzałam na Liama.
- Wydaje mi się, że coś zażył - mruknął mój przyjaciel. Dołączyliśmy do reszty i w ciszy jechaliśmy do chłopaków.
- Niall... - zawołałam brata i wyszliśmy na taras.
- Czego się znowu uczepiłaś? - bezinteresownie spytał.
- Wiesz co ty zrobiłeś?
- O rany, skok w bok, kto przez to nie przechodził?
- Niall... Słyszysz siebie?
- Słuchaj, Jenn, to jest moje życie i będę robił to co chcę. Nie obchodzi mnie to, że to ci się nie podoba.
- Styles cię zabije, Christy cię znienawidzi, a Jesy, hmm, znowu wygrała? Tak to mogę nazwać.
- Stylesa mam w dupie, sam nie jest, kurwa, lepszy. Christy może w końcu przejży na oczy, bo za dużo sobie wyobraża, a Jesy jak była dziwką, tak nadal nią jest. Tyle w temacie, zejdź mi z drogi - wypowiedział się Niall i wrócił do domu. Ja zaraz po nim, a w salonie zastałam już tylko Liama.
- Gdzie ona jest? - spytałam z pogardą w głosie.
- Śpi u mnie. Jenny... - Liam złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie tak, bym usiadła obok. Objął mnie i popatrzył przez chwilę. - Co ty robisz...?
- To nie ja... Ja się tylko dobrze bawiłam, a jak na niego trafiłam to on... Nie wiem. Liam, gdyby nie ty... - wtuliłam się w niego. - Robię same głupstwa.
- Prześpij się - poradził przyjaciel.
Jak zwykle zastanawiam się nad sobą, nad swoim zachowaniem, nad swoim życiem... Dochodzę chyba do coraz gorszych wniosków lub pomysłów. Przeraża mnie czasem moja wyobraźnia... Ale o tym później.
- Niall, nie chcę psuć ci związku, ale sam widzisz, że to nie działa jak powinno - o wiele łatwiej się z nim rozmawia gdy jest zupełnie trzeźwy, czysty.
- Nie rób nic, sam jej to powiem, tylko nie wiem kiedy...
- Zbierasz się już za długo, a im więcej zwlekasz tym jest coraz gorzej.
Stałam z bratem w kuchni i jak zwykle w weekend dawaliśmy w palnik. Trzymaliśmy w dłoniach drinki i oboje chcieliśmy iść do salonu, ale oboje również się zatrzymywaliśmy. Christy była w salonie, a ja stukałam paznokciami o blat.
- Nie wyobrażam sobie tego, że muszę jej to powiedzieć - westchnął brat, a ja impulsywnie, bez zastanowienia zagrałam sukę i głośno i donośnie, tak by było słychać mnie w salonie wypowiedziałam:
- Powiedz Christy, że ją zdradziłeś, bo inaczej ja to zrobię - dopiero po chwili pomyślałam, że mogłam tego nie robić. Niall rozszerzył oczy, zacisnął pięść ze złości, trzasnął nią w blat i wyszedł.
- Christy... - zwrócił się do dziewczyny, która już stała.
- Chyba się przesłyszałam, Niall - weszła mu w słowo.
Obserwowałam wszystko stojąc we framudze między salonem, a kuchnią i popijałam drinka. Serio to trochę żałowałam tego co powiedziałam, ale...
- Christy... - Niall znowu zaczął, ale znowu ktoś mu przerwał.
- Horan, ty gnoju...! - wypowiedział jakby z obrzydzeniem i wkurwem Harry.
- Christy, przepraszam, okej? Przepraszam - doszedł do słowa mój brat. Dostał za to z liścia w twarz od Christy, ale złapał ją za nadgarstek, by nie odchodziła.
- Myślałam, że jesteś inny... - powiedziała półszeptem, a Louis, Harry i niestety ja parsknęliśmy śmiechem.
- To nie jest takie proste, nie wiem jak ci to powiedzieć - westchnął Niall. Ja powinnam była zamknąć się już kilka minut temu, ale...
- To może ja spróbuję - podeszłam do blondynki, a Niall się odsunął. - Nie pasujesz tutaj, jesteś zbyt grzeczna, a twój kochany braciszek stawia cię kilka półek wyżej od nas. Nie masz o nas pojęcia i łudzisz się, że Niall jest dla ciebie. Niestety twoje idealne życie nie rymuje się z dilerskim życiem Nialla i całej reszty.
- Chyba żartujesz... - odezwała się nieco ciszej.
- Oh, mało ci? Spodziewałabyś się po Niallu, że przeleciał cię... Sorry, to za grzeczne... Że pieprzył cię po tym jak dodał coś do twojego drinka? Byłaś niczego nieświadoma, a Niall cię zaślepił.
- Dzięki... - mruknął cicho mój brat, który mnie chyba właśnie znienawidził. A miny reszty wyglądały jakby zobaczyły ducha, poważnie.
- Ty skurwielu! - Harry ruszył na niego, ale go zatrzymałam.
- Styles! To i tak był mój pomysł... - nie mogłam pozwolić by jeszcze teraz Niall oberwał za to co nagadałam.
- Nienawidzę cię, Horan! - Hazza jakby wysłuchał to co powiedziałam, ale zignorował. Złapał Christy za rękę i pokierował do drzwi.
- Też cię nienawidzę, Niall - burknęła odwracając się do nas. - Ciebie też, Jenn.
Wyszli. Spierdoliłam i raczej wszyscy powinni być na mnie źli.
- Niall... Przepraszam - szepnęłam, ale był zły.
- Idź stąd, Jenn i nigdy tu nie wracaj - powiedział oschle. Spojrzałam po salonie, ale miny wszystkich nic już nie wyrażały.
- Na razie... - mruknęłam i poszłam do wyjścia.
- Zaczekaj - zerwał się Liam.
- Daj spokój, zasłużyłam... - wyszłam z domu, a Liam uparł się, by mnie zawieźć.
- W takim tempie do końca miesiąca wszyscy mnie znienawidzą. Jestem w stanie to zrobić... - żaliłam się na kanapie dopijając w domu z Liamem.
- Nie mów tak, ja ciebie nie...
- Proszę cię, nie myślałam, że Nialla postawię przeciwko sobie, a jednak.
- Musisz to przemyśleć, przespać, przepić, nie wiem, ale odpocznij.
Wypiliśmy połówkę razem i pieprzyliśmy o byle czym, było fajnie i nikt się niczym nie przejmował. Ale byliśmy coraz bliżej, a w takim stanie ciężko o hamulce. Liam potrafił mnie rozpalić nawet nie całując mnie. Zawsze miał to coś, ale no kurwa... Kolego, przestań całować moją szyję... Nie rób mi tego, jestem pijana...! To inaczej:
JENNIFER!
Kurwa, cholero, ogarnij się i przestań tyle przeklinać!
- Liam, daruj sobie, nie po to tu przyjechałeś.
Tak zostawiłam go na kanapie.
____________________
Ponad miesiąc mnie nie było, powinnam się smażyć w piekle! Przepraszam was, ale to słowo to tylko formalność. Mam szczerą nadzieję, że w wakacje będę dużo częściej, bo kocham was <3 Hyhy, 10 komentarzy moi mili? ;*
Ah i przepraszam, że się hmm nie odzywałam, ale nie wiedziałam jak, a raczej nie odpowiem wam w komentarzu, bo chyba nie wchodzicie spojrzeć w moje komentarze ;d