czwartek, 15 stycznia 2015

Rozdział 55

Zapraszam do głosowania na bloga miesiąca :)
(Po prawej w 'Menu')
______________________________________


Dziewczyny, jak to dziewczyny... Po wszystkim zawsze myślą czy dobrze zrobiły, co by zrobiły inaczej lub co lepszego można było powiedzieć. Mimo wszystko moje uczucia są naprawdę mieszane. Nie wiem już co o czym mam sądzić, co mam mówić, co zostawić dla siebie. Nie wiem już jaka mam być. Mało tego, że Jesy powiedziała, że jestem egoistką, to moja przyjaciółka mi to uświadomiła. Myślę tylko o sobie. Jednak nie wiem jak inaczej mam postępować. Nie potrafię się zmienić. To jest mój (trudny) charakter i przyzwyczaiłam się. Przyjaciele cały czas to akceptowali. Przynajmniej tak mi się wydaje. Czy komuś naprawdę to przeszkadzało? Mogę sobie wmawiać, że jak się komuś coś we mnie nie podoba to jego problem, bo nie będę żyła tak jak ktoś tego oczekuje, tak jak ktoś by chciał żebym się zachowywała. Ale... Znowu gdzieś tutaj pojawia się egoizm.

- Co mam zrobić...? Przecież się nie zmienię - męczyłam Lily przez telefon, biorąc długą relaksującą kąpiel z bąbelkami.
- Nie zmieniaj się. Dla mnie jesteś najlepsza.
- Daj mi radę, Lily...
- Może po prostu chowaj język za zębami. Pomyśl co mogą czuć inni, gdy z nimi rozmawiasz. Pomyśl co czują i nie myśl o rozwiązaniach najlepszych dla ciebie tylko dobrych dla wszystkich. Albo chociaż dla większości.
- Tak się nie da na pstryknięcie palcem.
- Popstrykaj kilka razy. Dla chcącego nic trudnego, Jenn.
- Jesy chciała się ze mną pogodzić - zmieniłam temat.
- Żartujesz! Hahaha. Oczywiście egoistka Jennifer powiedziała swoje i...
- Ej, ej, ej... Skończ z tą egoistką. Pogodziłabyś się z osobą, której nienawidzisz? Z osobą, która uwodzi twojego chłopaka, a on z nią cię zdradza?
- Okej, masz rację, przepraszam... Ale pogodziłaś się z Zaynem?
- No tak, ale nie wiem co myśleć... - westchnęłam.
- Dlaczego?
- Wszystko wydaje mi się dziwnie fałszywe. Zayn lubi Jesy...
- A ciebie kocha - wtrąciła przyjaciółka.
- Tak mnie kocha, że zdradził mnie z tą co 'lubi'.
- Ale zależy mu, wie, że źle zrobił. Jesteście idealni. Jenn, nie skreślaj tego.
- On zaczął już to robić.
- Ale w ogóle wypluj te słowa.
- Okej... Będę kończyć.
- Do zobaczenia, pa.

Trochę podumałam jeszcze w wannie i wyszłam po dobrej godzinie. Założyłam szlafrok i piłam herbatę przed telewizorem. Tak patrzyłam, patrzyłam i doszłam do wniosku, że wcale nie oglądam tv tylko gapię się na obraz. Chyba się zamyśliłam... Poczułam się nagle jakaś... Samotna? Dziwne. Zazwyczaj lubiłam posiedzieć sama i odpocząć od ludzi... W sumie... Dochodzi 22.00, może Zayn jeszcze nie śpi? Zadzwonię do niego. Pierwszy sygnał, drugi sygnał... Zayn nie odbierał dość długo.

- Halo, misiu?
- Śpisz?
- Nie - zaśmiał się cicho.
- Przyjedź do mnie - poprosiłam.
- Wypiłem trochę...
- Przecież dla ciebie to nie problem.
- Eech... - westchnął.
- Smutno mi... Chcę żebyś był ze mną.
- Dobrze, max. 20 minut i jestem - rozłączył się.

Chciałam się poprzytulać do Zayna, pomiziać się i takie pierdoły... Nie wygodnie byłoby mi w tym szlafroczku więc założyłam spodnie dresowe, a nogawki podciągnęłam pod kolana i zwykły t-shirt. Mijało już około 15 minut. Poszłam do kuchni i umyłam kubek po herbacie, a przy okazji jakieś pojedyncze naczynia, których nie posprzątałam wcześniej. Napiłam się jeszcze zimnej ody i wróciłam do salonu. Minęło te jego 20 minut. Minęło również 30 i 40 minut... Gdy w końcu usłyszałam samochód, spojrzałam na zegarek. Było w pół do 12.00. Wstałam i czekałam na Zayna na środku salonu. Wszedł i powoli podszedł do mnie. Położył jedną rękę na mojej talii i pocałował mój policzek bez słowa.
- Gdzie byłeś? - rzuciłam nieco stanowczo. Malik cofnął się jakieś 2 kroki do tyłu.
- U Louisa... - mruknął.
- Dlaczego się spóźniłeś? - Zayn wzruszył tylko ramionami. Podeszłam powoli do niego, całkiem blisko. - I dlaczego pachniesz damskim perfumem?
Chłopak westchnął i nawet na mnie nie patrzył. Miał trochę spuszczony wzrok. Złapałam go za brodę i odwróciłam jego głowę na bok. Miał na szyi odciśnięte usta szminką. Szybko się odmachnęłam i Zayn dostał z liścia w twarz.
- Odpowiedz! - uniosłam się. - No powiedz coś!
On stał i milczał. Jakby zastanawiał się co powiedzieć, ale wszystko i tak wydaje się zbędne.
- Tak myślałam...
- To nie tak - podniósł wzrok. 
- Dlaczego tak postępujesz?
Znów zamilkł.
- Rozmawiaj ze mną, Zayn!
- Nie wiem co ci powiedzieć...
- Prawdę?
- Byłem u Louisa - powtórzył.
- To Louis tak cię całował?
- Nie.
- To kto?
- Jenn...
- Nie, to nie byłam ja.
- Ale ty wiesz...
- I chcę to usłyszeć.
- Jesy...
- Jesy... Jesy, Jesy! Przypomnij mi jak ma na imię twoja dziewczyna.
- Jennifer.
- A z kim się całowałeś?
- Z Jesy...
- Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że odpowiedź na obydwa pytania powinna brzmieć tak samo.
- Misiu...
- Teraz misiu?
Zignorował moją uwagę. Przytulił mnie ciepło i pogładził po plecach. Po chwili się odsunęłam od niego.
- Okropne są jej perfumy.
- Mam się wykąpać?
- I zmyć tą szminkę.

Zayn wrócił po 10 minutach, a ja stałam oparta o kanapę.
- Zostajesz na noc?
- No - uśmiechnął się połową ust. Poszliśmy od razu do sypialni i bez słowa weszliśmy pod kołdrę. Mimo wszystko przysunęłam się i objęłam Zayna. On również mnie przytulił.
- Co ty robisz, Zayn? - spytałam niegłośno.
- Nie wiem... Głupieję...
- Ile razy mam ci wybaczać?
- Przepraszam...
- Ile mam ci dawać szans skoro każdą zmarnujesz, bo wiesz, że dostaniesz następną?
- A dostanę?
- Nie będziesz wiedział, która będzie tą ostatnią.
- A teraz?
- A chcesz?
- Tak.
- Po co? I tak ją zmarnujesz jak spotkasz Jesy.
- Tak o mnie myślisz?
- Zayn. Ja cię już na tyle znam, że wiem co zrobisz.
- Masz rację...
- Śpij już, Zayn.
- Dobranoc, misiu - pogłaskał mnie po głowie.

Dość szybko zasnął, a ja nie. Leżałam i słuchałam bicia jego serca. Minęło trochę czasu... Starając się minimalnie poruszać sięgnęłam telefon z szafki nocnej. Sprawdziłam godzinę: Była 01.00... Napisałam smsa do Nialla.

Do: Niall
Był u was Zayn?

Od: Niall
Nie wiem, dopiero wróciłem.

Do: Niall
Spytaj.

Od: Niall
Był. Idę spać, dobranoc.

Do: Niall
Dobranoc.

Odkładając telefon na szafkę obudziłam niechcący Zayna.
- Nie śpisz? - mruknął zaspanym głosem.
- Nie - szybko odpowiedziałam. - Nie śpię...
- Dlaczego?
- Nie mogę zasnąć. Nawet nie chcę zamykać oczu... - westchnęłam. Zayn zmarszczył brwi jakby nie do końca rozumiał, więc kontynuowałam. - Bo boję się, że gdy je otworzę ciebie już nie będzie.
- Skarbie... - pogłaskał mnie. - Śpij - cmoknął mnie w czoło, później w usta.
- Zayn... Kochaj się ze mną... Czule i namiętnie.
- Tak chcesz? - spytał, a ja odkiwałam głową.

Malik zawsze potrafił sprawić bym czuła się tak jak właśnie chcę. Żebym czuła się najlepiej. Żebym czuła się wyjątkowo. Teraz było właśnie tak. Całował mnie ciepło, namiętnie. Dawał mi wielką rozkosz aż zapominałam o wszystkim. Był taki jak oczekiwałam. Taki czuły. Nie uprawiał ze mną seksu. Tylko się ze mną kochał. Było idealnie.

Rano w ciszy popijaliśmy kawę. Myślałam o tym żeby przestać wiercić Zaynowi dziurę w brzuchu, przestać mówić wciąż o Jesy, ale ona siedzi w mojej głowie non stop i nie potrafię przestać.
- Przestaniesz się z nią spotykać? - spytałam nagle.
- Przestaniesz o niej mówić? - zignorował moje pytanie.
- Przestaniesz mnie zdradzać?
Zamilkł. I tak czekałam aż odpowie.
- Ciebie trzeba pożądnie przerżnąć, a nie czule się z tobą kochać - stwierdził.
- W ryj dawno nie dostałeś? - trochę się uniosłam.
- Wczoraj?
- To się nie liczy. Dostałbyś wpierdol jak twoja szmata to byś poczuł na własnej skórze jak mi źle.
Zayn tylko się zaśmiał.
- Dlaczego ona dostaje wpierdol jak to ja cię zdradzam?
- Wypierdalaj - powiedziałam oschle.
- Żartuję - wstał z krzesła i podszedł do mnie. Objął mnie jedną ręką i ucałował mój policzek. - Przepraszam. Nie powinienem był tego mówić.
- Powiedz to jeszcze raz i nie chcę cię tu widzieć.
- Naprawdę przepraszam.
- Zayn, przestań.
- Co? - spojrzał na mnie.
- Przestań mnie w końcu przepraszać. Dlaczego nie zachowujesz się tak jak dawniej?
- A ty? Dlaczego nie zachowujesz się jak kiedyś? Wcześniej byłaś rozbawiona, szalona, wygłupiałaś się, nie robiłaś awantur od rana, a teraz jesteś sztywna.
- Bo wcześniej mnie nie zdradzałeś!
- No tak... Przepraszam.
- Przestań! Przestań mnie, kurwa, przepraszać!
- Przep... Jenny...! Przepraszam, że nie jestem taki jaki TY chciałabyś żebym był.
- Zmieniłeś się, Malik. Zawsze widziałam, że mnie kochasz, nawet jak mi tego nie mówiłeś, a teraz? Myślisz, że pójdziesz lizać Jesy, powiesz mi 'przepraszam' i będzie okej?
- Nie, przepraszam.
- Przestań! - w oczach nabrały mi się łzy złości.
- Uspokój się już...
- A ty bądź taki jak zawsze.
- To znaczy jaki?
- Kochaj mnie, Zayn! Nic od ciebie nie chcę, chcę żebyś mnie kochał! - chłopak westchnął. - Albo wypierdalaj.
- Kocham cię - powiedział po chwili.
- To dlaczego mnie zdradzasz?!
- Nie wiem...
- A mam ci powiedzieć?
- Nie.
- Pij tą kawę, bo chcę pozmywać - zmieniłam nagle temat. Wziął ostatniego łyka i podał mi kubek. Wzięłam go od niego nawet nie podnosząc wzroku. Umyłam kubki, a gdy odwróciłam się od zlewu zobaczyłam Zayna na krześle.
- Jeszcze tu jesteś?
- Skończ, Jennifer, proszę.
- Zayn... Chcesz jechać ze mną do taty? - tak sobie spytałam. Tylko żeby go sprawdzić, bo sama nawet nie wybieram się do Cambridge.
- Szczerze...? - lekko skrzywił minę.
- Nie było pytania.
- Chciałem iść w piątek popić do Louisa...
- I znowu będziesz się z nim całować?
- Nie...?
- To tak, przecież ty całowałeś się z Jesy.
- Jennifer. Ostatni raz mówię ci 'przepraszam'. Jeśli chcesz żeby było jak dawniej, będzie. Nie chcę się z tobą kłócić. Chcę żebyś się uśmiechała, bo pięknie się uśmiechasz.
- Posłuchaj. Przestaniesz mnie zdradzać, będzie dobrze. Będziesz mnie kochał, będzie dobrze. Nie da się w jeden dzień, jednym 'przepraszam' wszystkiego naprawić. Wczoraj było prawie dobrze, ale znów się kłócimy. Zaraz mnie uspokoisz, ale wieczorem znowu się pokłócimy. Cała atmosfera między nami jest napięta, dlatego jestem taka sztywna. I do tego cholernie głupia. Jak byłabym mądra lub rozsądna to nie miałbyś dziewczyny od czasu jak przespałeś się z Jesy. Nawet zastanawiam się czy nie byłoby to dla ciebie lepsze.
- Nie mów tak.
- To jest prawda! Dotknij Jesy jeszcze, kurwa, raz, a się pożegnamy.
- To dlaczego nie damy sobie trochę czasu? Dlaczego nie damy sobie chociaż trochę tego cholernego czasu? I nie rozegramy tego dobrze? - Teraz ja zamilkłam.
- Ciekawe kto będzie pierwszym, który się pożegna.
- Jennifer, nie chcę się żegnać...
- Więc nie rób nic, bym miała ochotę powiedzieć ci 'nara'.

Przez wszystko wypowiedziane przez moich przyjaciół sama łapię się na egoizmie. Na przykład w tej sytuacji: Pojechałam do chłopaków, bo miałam sprawę do Liama. Niestety zastałam go w domu z Jesy, ale co mnie ona...?
- Hej - rzuciłam z uśmiechem.
- Cześć - przywitał mnie podobnie Liam. Złapałam go za rękę i pociągnęłam, aby wstał.
- Eeej, rozmawiamy! - odezwała się Jess.
- Eeej, rozmawiamy! - przedżeźniłam ją wyraźnie sepleniąc. Poszłam z Liamem do kuchni i walnęłam prosto z mostu. - Możesz zabrać gdzieś Jesy na jakiś czas?
- Słucham? Nie mogę od tak wyjechać.
- Możesz... Liiaam... - zrobiłam słodkie oczka.
- Co znowu wykombinowałaś?
- Nic...?
- Znam cię.
- Bo co chwilę z Zaynem się kłócimy... Ja się sapię i nie możemy się pogodzić... Mamy dać sobie trochę czasu, ale jak ONA tutaj będzie to na nic, boję się, że tutaj przyleci i się zaspokoi...
- No tak, wszystko z korzyścią dla ciebie - zaśmiał się.
- Spadaj. Nie wiem co mam zrobić żeby nasz związek był taki jak przedtem. Teraz jest po prostu do dupy.
- Dla ciebie wszystko - pogładził mnie po ramieniu.

Chcę żeby to się udało... Chcę zrobić wszystko, by być z Zaynem, by ratować nasz związek. Liam zadzwonił do mnie jednego dnia, że zabiera Jesy do PARYŻA...! Sam mówił, że nie ma w tym nic romantycznego, więc nie zadawałam zbędnych pytań... Ja przestałam rozmawiać z Zaynem i w ogóle się z nim spotykać. Ciężko było mi się skupić w szkole, ale musiałam usunąć ze swoich myśli tego cholernego Malika...

Ciekawe jak Jesy wytrzymała z Liamem miesiąc... Tak, miesiąc. Ich nie było miesiąc w kraju, ja z Zaynem przez miesiąc nie odzywaliśmy się słowem. Było zupełnie... Dziwnie. Wiem, że bez niego nie potrafiłabym żyć, bo to tak, jakby istniała połowa mnie... Ciekawe czy ten to zrozumiał... Gorzej jak doszedł do wniosku, że i beze mnie jest okej.

- Hej... - powiedziałam niepewnie gdy odebrałam telefon od Zayna.
- Chcę się spotkać.
- Kiedy?
- Pasuje ci o 18.00?
- Tak - odpowiedziałam bez zastanowienia.
- Przyjadę po ciebie.
- Okej - rzuciłam, ale nie wiem czy usłyszał, bo się rozłączył. Ta rozmowa była tak strasznie sztywna, że zaczęłam obawiać się, że Zayn zerwie ze mną i przestanie mi robić nadzieję.

Poszłam się wykąpać, ubrałam ciemne jeansy, jasny sweter i botki, puściłam włosy na wiatr, starannie się pomalowałam, przewiązałam szalik luźno przez szyję i zarzuciłam kurtkę nie zapinając jej. O 18.00 wyszłam z domu, a Zayn stał przed domem oparty o swój samochód. Podeszłam do niego nie przybierając na razie żadnego wyrazu twarzy. Nie wiedziałam nawet czy go pocałować, więc cmoknęłam jego policzek.
- Przepraszam, że bez róży, ale spieszyłem się - lekko się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech i wsiadłam do auta. Wcale się nie zdziwiłam jak pojechaliśmy nad Tamizę.

Szliśmy spacerkiem przez chodnik w świetle lamp. Jedną rękę miałam w kieszeni, a drugą celowo spuszczoną wolno, by Zayn ją złapał jak będzie chciał. Szliśmy w ciszy, a gdy poczułam, że Malik splata nasze palce, spojrzałam na niego.
- Jenny, mój misiu... - westchnął. - Jak ty wszystko sprytnie rozpracowałaś.
- Też mi powiesz, że myślę tylko o sobie?
- Myślisz - cicho się zaśmiał.
- Zayni... Teraz ja cię przepraszam. Za wszystko. Za moje krzyki, zaawanturę z rana, za każdą inną kłótnię, którą rozpoczęłam, za to, że jestem taka sztywna, egoistyczna i za to, że przestałam się liczyć z innymi. Nawet za to, że biłam Jesy, chociaż zasłużyła. Ty z resztą też, ale...
- Jenn - wszedł mi w słowo. - Mów, tylko dziś nie wspominaj o niej słowem.
- Okej. Chciałam jeszcze tylko dodać, że chcę, aby nasz związek wyglądał tak jak przedtem. Chcę żeby było najlepiej... Zayn, kocham cię...
- Jennifer...
_______________________________________________________
Ej sorry :( Ja znowu mam zastrzeżenia co do rozdziału, ale liczę na waszą wyrozumiałość... Mam trochę szkoły i chyba wpakowałam się w drugie zagro, a rozdzialik pisany co drugi dzień wydaje się pozbawiony sensu, ale no szorki ♥
Znowu dyszka? To minimum, dodam rozdział zaś... :D

wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 54

Zapraszam do głosowania na bloga miesiąca :)
(Po prawej w 'Menu')
________________________________________

Zayn zamknął oczy i zacisnął rękę na mojej dłoni.
- Każdy? - spojrzałam na mojego chłopaka. On również na mnie patrzył, ale z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Skierowałam mój wzrok na Jesy, która akurat się dumnie uśmiechała. - O tym nie wiedziałam.
Louis pożałował, że to powiedział. Lily i Niall byli zdziwieni (łamane na oburzeni), że i Zayn zaliczył JĄ. Każdy milczał. Ja byłam w szoku.
- Łał... - wydałam z siebie. - Obsłużyłaś pięciu w jeden wieczór? Ale ci zazdroszczę. Powinnaś być z siebie dumna - zwróciłam się do Jesy.
Teraz dziwię się sobie, że taką złość wzbudzała we mnie gdy przystawiała się do mojego chłopaka, a gdy dopięła swego to... No widać jak reaguję. Wcześniej powinnam była się gotować, a teraz tak na nią naskoczyć jak w szkole. Właśnie przestałam się rozumieć.
- Jenny... - powiedział Zayn półszeptem i pogładził kciukiem moją dłoń. Nie patrzył na mnie tylko gdzieś w podłogę. Nic nie mówiąc wyszłam, a że trzymałam Malika za dłoń, poszedł za mną. Kierowałam nas na przystanek. - Jenn, powiedz coś - nalegał.
- Nie. I tym też się zamknij.

Przyjechał autobus i świeciło w nim pustkami. Mimo, że wyobraziłam sobie Jesy leżącą nago na kanapie (co z resztą widziałam) i Malika doprowadzającego ją do 'szału' to nie zmienia faktu, że wypiliśmy dziś sporo i jak zwykle mam ochotę na mojego chłopaka. Przełożyłam przez jego uda moje łydki i pocałowałam go w policzek obejmując go jedną ręką i bawiąc się jego włosami. Tak zostawiłam tam kilka całusów i cmoknęłam go w szyję. Z moją pomocą odwrócił głowę w moją stronę i mogłam swobodnie pocałował jego usta.

- Nie podoba mi się twoje milczenie - odezwał się Zaza wchodząc do jego domu.
- Mam krzyczeć? - uniosłam jedną brew.
- A mogłabyś? - zawadiacko się uśmiechnął. Zrozumiałam tą aluzję i poszłam do jego sypialni. Już nie trzymałam go za rękę więc żeby mu 'przekazać', że idziemy, to będąc jeszcze w salonie zdjęłam swoją bluzkę. W sumie to była Nialla...

Dołączył do mnie i już w sypialni zdjęłam swoje spodnie, a gdy i Zayn pozbył się ubrań rzuciłam się na niego i wylądowaliśmy na łóżku. Szybko pozbyłam się bielizny i całując namiętnie Zayna 'dowodziłam' na górze. Szło mi chyba lepiej niż zawsze i nie przestawałam. Nawet nie miałam ochoty na razie zamieniać się miejscami.
- Jennifer, przepraszam... - wyszeptał w moje usta.
- W dupie mam twoje 'przepraszam'...
- Naprawdę... - kontynuował.
- Nienawidzę cię... - odpowiedziałam, starając się nie odrywać ust od Zayna i kontynuując bzykanie go.
- A tak serio...?
- Tak serio to nie pytaj.
Na tym skończyliśmy rozmowy, a ja przeleciałam go do końca.

Zostawiłam go w środku nocy jak spał i pojechałam do siebie. Już nie zasnęłam. Siedziałam po ciemku na kanapie w zastanawiałam się co zrobić. Nie potrafię od niego odejść, bo strasznie go kocham. Z drugiej strony on przeleciał inną dziewczynę. Ta myśl mnie przerasta... Nie wiem nawet jak mam rozmawiać z Zaynem. Kocham go, ale zdradził mnie. Więc jestem pomiędzy 'kocham', a 'nienawidzę'?

- Jenny? - usłyszałam. Zdałam sobie sprawę, że zasnęłam. Podniosłam głowę i zobaczyłam obok mnie Zayna, a w salonie było jasno. - Płakałaś?

- Nie. Czego jeszcze chcesz?
- Chcę się wytłumaczyć.
- Hahaha - trochę go wyśmiałam. - Masz coś poza 'byłem pijany'?
Zayn tylko westchnął, a ja wstałam i kontynuowałam:
- Nie przed poranną kawą.

Siedziałam na blacie i już kończyłam pić, a Zayn opierał się o stół i chyba sklejał w myślach słowa.
- Więc? - zachęciłam go do rozmowy.
- Wiesz, że cały czas starała się mnie uwieźć...
- A ty miałeś nie ulegać, mhm...
- Naprawdę byłem pijany, ona włożyła mi rękę w bokserki, nie mogłem nic zrobić...
- Czego ty oczekujesz z mojej strony?
- Chcę żebyś o tym zapomniała, bo po tym wszystkim zdałem sobie sprawę, że z nikim nie czuję się tak jak z tobą i nikogo nigdy tak nie kochałem jak ciebie.
- Ah tak... To dlatego przeleciałeś Jesy jak tylko cię dotknęła?
- Chciałbym z tobą być, Jenn. Za nic nie chciałbym tego przekreślać, bo znaczysz dla mnie więcej niż myślisz - wtedy podszedł do mnie i pogłaskał mnie po nodze.
- Ja też mogę się z kimś przespać? - spytałam, na co się zdziwił.
- Nie - odpowiedział od razu, a ja się zaśmiałam. - A chcesz? - dodał.
- Nie - przyznałam i zeszłam z blatu. - Idź już.
- Dlaczego?
- Bo trujesz, Malik. Muszę się uczyć...
- Mogę ci pomóc...
- Jezu, daj mi spokój...
- Jenn... Dlaczego zostawiłaś mnie w nocy?
- Ty też tak zostawiłeś Jesy - uśmiechnęłam się w chamski sposób. - Boli?
- Nienawidzę gdy taka jesteś...
- Wiesz gdzie to mam?
- Wiem...
- Zayn... Dlaczego mi nie powiedziałeś? - Zayn zamilkł. - Dlaczego od razu nie powiedziałeś "Tak, Jenn, zdradziłem cię"??
- To brzmi okropnie...
- To jest okropne.
- Myślałem, że się nie wyda.
- Naprawdę myślisz, że w naszej paczce przetrwałby jakiś sekret?
- Taa - westchnął.
- Gdyby tak było nigdy nie dowiedziałbyś się, że się rozbierałam, albo, że Lily wpadła... A ja... Że spałeś z Jesy. Całowałeś ją i bzykałeś, dotykałeś... Sprawiałeś jej taką przyjemność jaką powinieneś sprawiać tylko mi.
- Przepraszam.
- Idź.
- Serio mam iść?
- Idź... A najlepiej spierdalaj - odwróciłam się i ruszyłam do góry.
- Pomyśl, proszę - usłyszałam za sobą.
- Taa...

Pomyślę, pomyślę... Nie wiem nad czym. Okropnie jest kochać kogoś kto zdradził. Naprawdę chciałabym zapomnieć, ale to trudne. Naprawdę chciałabym mu wybaczyć, ale to za łatwe. Chciałabym też pokazać Jesy, że nie zniszczy naszej miłości. Mojej i Zayna. Nie, nie, nie. Nie pozwolę jej na to. Zemściłabym się na niej gdyby miała kogoś, na kim jej zależy, ale ona tutaj tylko się bzyka... Nienawidzę jej. Po prostu jej nienawidzę.

W szkole patrzyła się na mnie z wyższością i dumą. Za każdym razem gdy odwróciłam na nią wzrok miałam ochotę podlecieć, ale nie mogę sobie pozwolić żeby wywalili mnie z tej szkoły. Tak prawie cały czas zaciskałam zęby albo spinałam mięśnie.

W piątek wieczorem siedziałam u chłopaków, ale i tak wyłączona, bo cały czas pisałam z Lily.
- Hej - ktoś powiedział.
- Hej - szybko rzuciłam, nie patrząc nawet do kogo.
- Jak się czujesz? - spytał. Podniosłam głowę z telefonu. Rozmawiałam z Niallem.
- Dobrze - uśmiechnęłam się.
- Przepraszam... Wiesz, że jak bym tylko wiedział, że on... Jestem po twojej stronie - dosiadł się i mnie objął.
- Spróbowałbyś nie być...
- Myślałem, że inaczej to wszystko przyjmiesz...
- Ja też.
- Zayn trochę u mnie spadł - przyznał Niall. - Myślałem, że jest taki idealny... W 100% dla ciebie...
- Popadasz w kompleksy? - zmarszczyłam brwi z uśmiechem.
- Nie - zaśmiał się.
- Jest idealny...
- Okej... Tylko jestem zdania, że nie za wszystko da się przeprosić.
- Wiem... Ale wszystko można wybaczyć.
- Nie wszystko da się też naprawić.
- Ale wszystko można zacząć od nowa - przyznałam, zdziwiona moim optymizmem.
- Czy ja rozmawiam z moją siostrą?
- Wiem, że to chore, ale tak cholernie go kocham, że mój rozum się wyłączył. Nie potrafię żyć bez niego. Jest moim słońcem w pochmurne dni...
- A teraz tak serio... Kim jesteś?
- Głupek - rąbnęłam go w ramię ze śmiechem.

- Jesteś głodna? - spytał Liam [...]
- Nie, dzięki - ... Jesy. Wywróciłam oczami i dalej pisałam z Lily.
- Hej - przywitał się Liam, bo weszli właśnie do domu. Jesy usiadła na drugiej kanapie. Czułam, że co jakiś czas na mnie spogląda. Wytrzymywałam to, ale czas z tym skończyć...
- Na chuj się tak gapisz?! - uniosłam się.
- To zajebiste uczucie być górą - odpowiedziała z tą chorą dumą w głosie.
- Wiem. Ja cały czas mam nad tobą górę.
- Tak ci się tylko wydaje. Wydało się kogo Zayn tak naprawdę woli - wstała i przeszła obok kanapy, na której siedziałam. - 1:0... - mruknęła, a ja gwałtownie wstałam.
- Dobra, dobra...! - szybko zainterweniował Liam.

- Zupełnie cię nie rozumiem... - szepnęłam do Payna w kuchni.
- Tylko się kumplujemy - wyjaśnił.
- Nie reagujesz jak mówi jaka jest zapatrzona w Zayna?
- W dupie to mam. Wystarczy, że podejdę i ją pocałuję, a już rozkłada nogi... Fajna kumpela - zaśmiał się.
- Jesteś chory - stwierdziłam z uśmiechem.
- Musisz mi coś wytłumaczyć - zmienił wątek. - Dlaczego ona jeszcze żyje?
- Chodzimy do szkoły co drugi dzień - zażartowałam.
- A tak na poważnie?
- Tak na poważnie to nie dam jej wygrać. Zwykła szmata nie odbierze mi Zayna...

Kurde... Wybaczanie jest trudne. Trochę porównuję to do ulegania. Tak po prostu mam mu ulec? Powiedzieć "okej, Zayn, stało się"? Za proste. Muszę go tak kochać? Tak ponad wszystko? Nawet ciężko przychodziło mi nie odbieranie telefonu od niego, a co dopiero nie odpisywanie na smsy... Udało mi się przez tydzień. W piątek wieczorem zaprosiłam do siebie Lily na babski wieczór i siedziałyśmy w sypialni na łóżku. No... Ja leżałam na plecach z głową lekko spuszczoną w dół
- Co chcesz z tym zrobić? - pytała.
- Nie mam zielonego, bladego, ani żadnego pojęcia. Jestem w kropce. Nawet nie, gorzej... Jestem w znaku zapytania... - wypowiedziałam się, a Lil parsknęła śmiechem. - Weź - podałam jej mój telefon. - Weź to, a ja się najebię.
- Nie - znów się zaśmiała.
- Tak, będzie śmiesznie...
- Co ci to da?
- Dojdę do właściwego wniosku.
Wypiłam trochę (dużo) z Lily, ale ona mniej. Gdy miałam już dość odpowiedni stan rozmyślałam.
- Ona musi zniknąć...
- Jak to zrobisz?
- Zabiję ją.
- Jesteś egoistką, wiesz?
Rzuciłam spojrzenie Lily.
- Serio...?
- Myślisz tylko o sobie. Nie myślisz o tym, że niektórzy ją lubią. Ty jej nienawidzisz więc jej tu nie może być. Tak to odbieram.
- Lily... - podniosłam się na łóżku. - Ty masz rację. Ale jestem okropna.
- Teraz mów o Zaynie - zmieniła temat.
- Tak po alkoholu? Jakbym go zostawiła to czułabym się tak jakbym zostawiła ciebie... Nie potrafię tego zrobić, bo nie wyobrażam sobie życia bez was. Jesteście częścią mnie. Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale wydaje mi się, że mówiłam mu kiedyś, że dostał drugą szansę.
- Za bardzo to nie jesteś konsekwentna.
- No wiem... To ostatni raz.

To w sobotę wybrałam się do Zayna. Zapukałam i od razu weszłam. W salonie zobaczyłam Zayna i Jesy. Siedzieli na kanapie przed telewizorem i pili kawę.
- Przeszkadzam? - rzuciłam obojętnie. Stanęłam na środku salonu i założyłam ręce na piersi. Zayn szybko do mnie podszedł.
- Nie - pocałował mnie w policzek i objął. - Akurat rozmawialiśmy o tobie.
- Aha. Co mnie to obchodzi?
- Powinno - dołączyła Jesy i wstała. Również do nas podeszła i stanęła na przeciwko nas.
- Rozmawialiśmy o tobie i o Jesy - trochę rozjaśnił Zaza.
- Zabójcze połączenie - skomentowałam.
- Skończyłaś? - skarcił mnie chłopak.
- Czego ode mnie chcecie?
- Doszliśmy do wniosku, że powinnyście się pogodzić.
Parsknęłam sztucznym śmiechem.
- Kto na to wpadł?
- Nie ważne.
- Nie pogodzę się z nią.
- Bo?
- Bo nie.
- Jennifer - wtrąciła Jesy. - Przepraszam cię. Naprawdę. Za wszystko.
Zapanowała cisza. Podeszłam kawałek do Jesy i normalnym tonem jej odpowiedziałam:
- Możesz mnie jedynie w dupę pocałować - skierowałam się do wyjścia, ale Zayn złapał mnie mocno nad łokciem.
- Ty zostajesz. Jesy już pójdzie.
- Nie będę wam już przeszkadzać - wypowiedziałam łypiąc na chłopaka.
- Nie, okej - dodała Jess. - Widać, że Jenn myśli tylko o sobie. To chyba ponad twoją dumę podać komuś rękę - spojrzała na mnie. - Jesteś zapatrzoną w siebie prostaczką.
- Sama jesteś prostaczką.
- Chociaż wyciągnęłam do ciebie rękę.
- Tą rękę trzymałaś w spodniach Zayna. Nigdy jej nie uścisnę.
- Dobra...! Już wystarczy - powiedział Zayn.
- Pójdę już - Jesy pocałowała chłopaka w policzek na pożegnanie i wyszła.

- Przesadzasz - zwrócił się do mnie chłopak.
- Co ona tutaj robiła?
- Dobrze wiesz. Rozmawialiśmy.
- Skąd mam wiedzieć, że nie spędziła u ciebie nocy?
- Oooo bez takich.
- Już ci nie wierzę Zayn.
- To po cholerę tutaj przyszłaś?
- Przyszłam ci powiedzieć, że ci wybaczyłam i pomimo tego, że mnie zdradziłeś i okłamałeś nic się między nami nie zmieniło, bo kocham cię tak jak nikt. Ale widzę, że chyba jednak coś się zmieniło...
- Nie, Jenn. Nic się nie zmieniło. Nie była tu na noc.
- Nie wierzę ci. Prosto w oczy powiedziałeś mi, że mnie nie zdradziłeś. Wtedy ci uwierzyłam. Mam wrażenie, że cały czas mnie okłamujesz. Na chuj mam się z nią godzić? Żebym była mniej podejżliwa?
- Posłuchaj - westchnął. - Po tym co mamy za sobą powiedziałbym ci, że cię zdradziłem. Głupio mi jak dowiadujesz się od kogoś innego, a ja stoję obok. Kocham ciebie i tylko ciebie. Nie zdradziłbym cię na trzeźwo, bo nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Wiem, że kolejnego razu już byś mi nie wybaczyła. Wtedy byłem pijany i zrobiłem wielki błąd, dlatego nie chcę tego powtarzać i proszę cię z całego serca żebyś mi wybaczyła.
- Myślisz, że przekonasz mnie tą gadką?
- Byłabyś czasem trochę empatyczna...!
- Wszystko się komplikuje...
- Wiem, że nie lubisz gdy to się komplikuje, dlatego powinniśmy spróbować trzymać to na prosto.
- Ale miłość nie jest prosta.
- Wiem... - Zayn przytulił mnie mocno. To cholerne uczucie, że wszystko nagle się prostuje. Przez takie mocne przytulenie... Ugh...!
- Nienawidzę cię...
- Też cię kocham, Jennifer.





Spędziłam u niego popołudnie, noc (♥), a jak się obudziliśmy kontynuowaliśmy jakieś wczorajsze rozmowy. Naprawdę czułam, jakby nic się nie zmieniło. Nawet rano Zayn przytulał mnie, całował moją szyję czy policzki. Był czuły i cały czas starał się mi pokazać, że najbardziej kocha mnie i mam się nie przejmować jakąś Jesy.

- Zayn... - podniosłam się.
- Hmmm? - patrzył na mnie z pozycji leżącej, a ręce miał pod głową.
- Nie rób mi tak więcej. Chcę być dla ciebie najważniejsza.
- Jesteś - wyciągnął do mnie ręce. Złapałam je i poleciałam na niego jak mnie pociągnął.
- Pokazujesz mi, że jednak nie - usiadłam na niego okrakiem, a głowę schowałam w jego zagłębieniu szyi.
- Już nie będę. Przepraszam, kochanie.
___________________________________________________
Wiem, że ten też jest słaby :O Ale starałam się, no... Nie rozegrałabym tego inaczej więc musicie przeboleć :) Obawiam się, że rozdziały polecą trochę rzadziej, bo znowu zaczyna się szkoła ;xx Ale będę robiła co w mojej mocy żeby wyjść z zagrożenia i być z wami ;)
10 kom poproszę ;**

piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 53

Zapraszam do głosowania na bloga miesiąca :)
(Po prawej w 'Menu')
________________________________________

W jeden weekend pojechaliśmy wszyscy na lotnisko. Wszyscy oprócz Jesy, bo ona ma tam każdego w dupie (by nie powiedzieć 'dosłownie')... Spotkaliśmy tam Ashley i jej rodziców. Zdałam sobie sprawę, że nigdy wcześniej ich nie widziałam. Jej tata, całkiem przystojny, w jeansach i marynarce, a mama w spódniczce do kolan i również w marynarce. Bardzo eleganccy ludzie. Ashley była w legginsach i sweterku, zwyczajnie. Wydaje mi się, że rodzice dziewczyny chyba przestali lubić Louisa przez to, że zostawił Ashley. Ale ona cały czas swoje. Pomimo, że ją zdradził, zerwał z nią, w dodatku dla jej przyjaciółki, ona wciąż cieszy się gdy go widzi. Jakby nie dopuszczała do siebie myśli, że on już jej nie kocha. Ona go chyba jeszcze tak. Cieszy się momentem gdy może z nim jeszcze porozmawiać, cieszy się wszystkim co związane jest bezpośrednio z Louisem. Oprócz wspomnieniami. Mówię teraz o materialnych rzeczach.

Spędziliśmy na lotnisku około pół godziny. Trochę rozmawialiśmy, piliśmy kawę z automatu, bo przecież była 7.00 rano, a Lou i Ashley byli zajęci sobą. Dobrze, że rozmawiają, że Ash na przykład nie znienawidziła Louisa. Chyba nie potrafi... Gdy przyszedł czas pożegnań wszyscy przytulali Ashley i szeptali jej kilka słów otuchy. Również jako jej przyjaciele wszyscy uścisnęli dłonie jej rodziców życząc miłego lotu i powodzenia w nowym miejscu itp... Ja podeszłam do Ash na końcu. Przytuliłam ją i coś od siebie powiedziałam.
- Bądźmy w kontakcie.
- Tylko my? - upewniała się.
- Tak. Nie zrywajmy całkowicie. I spotykajmy się czasem - pogładziłam ją po plecach.
- Okej, trzymaj się.
- Pa - uśmiechnęłam się i również pożegnałam jej rodziców.


Louis ponownie przytulił mocno swoją byłą dziewczynę. Ucałował ją w policzek i puścił. Cała ich trójka odeszła, a Lou (jak nie on) stał i patrzył jak idą.
- Chodź... - Lily pogłaskała go po ramieniu. Wyszliśmy i poszliśmy do samochodów. Byliśmy przecież w siedmiu więc przyjechaliśmy dwoma autami. Liama i Nialla. Niall, Hazza i Zayn poszli do Hondy, a ja, Lil, Lou i Liam jechaliśmy BMW.
- Lou...? - mruknęłam do niego. - Co jest?
- Nic... - cicho odpowiedział. - Była świetna. Nie wierzę, że już jej nigdy nie zobaczę.
Spojrzałyśmy z Lily po sobie z lekkim pożałowaniem. Moja przyjaciółka przytuliła go, bo siedzieli z tyłu, a ja odwróciłam się przodem do drogi. Jechaliśmy wszyscy do chłopaków mimo wczesnej pory. W salonie siedziałam wtulona w Zayna i przysypiałam. Niby oglądałam telewizję, ale nic nie zakodowałam z filmu. Trochę myślałam nade mną i moim chłopakiem. Trochę mi się wydaje jakbym nie była tak blisko z nim. Nie tak jak dotychczas.
- Idziemy na imprezę? - zaproponowałam kilku obecnym w salonie.
- Kiedy? - spytała Lily.
- Dzisiaj, jest sobota. Teraz się wyśpimy, a później uszykujemy i będzie fajnie.
- Jak sobie życzysz, kochanie - Zayn pocałował mnie w skroń i trochę mocniej do siebie przytulił. Może mi się wydawało, że się oddalamy?

Po południu pojechałam z Lily do mnie i robiłyśmy się na bóstwo. Nie obyło się bez plotkowania i obgadywania niektórych. Ewentualnie obrabiania im dupy... Zastanawiałyśmy się czy będzie również Jesy na imprezie, ale w sumie chyba nikt jej nie powiedział, że idziemy. Gdy zajechałyśmy przed klub zastaliśmy tam kilku naszych przyjaciół, ale i kilku brakowało. Standardowo paliliśmy papierosa w oczekiwaniu. Niezmiernie się ucieszyłam jak zobaczyłam, że nasza miła koleżanka jednak przyjechała.
- Czeeść! - przywitała nas z szerokim uśmiechem. Tylko mruknęłam z Lil ciche 'hej', nawet na nią nie patrząc. I tak była zajęta przytulaniem chłopaków i całowaniem ich na przywitanie. Zayn się uśmiechał widząc ją, a ja tylko obserwowałam, który to jest uśmiech... Ten był absolutnie niewłaściwy, bo na mnie zawsze tak patrzył. Tak zalotnie, a zarazem słodko. Nie wiem dlaczego puściłam to mimo oczu. Tłumaczyłam sobie to tym, że mam nie robić scen i nic nie wymyślać, bo przecież Zaza mnie kocha.

Ruszyliśmy do wejścia. Liam stał na bramce, a ja wchodząc ostatnia z moich przyjaciół przystanęłam obok niego.
- Kto ją tutaj zaprosił? - łypnęłam na niego, jednak go to rozbawiło.
- Zgadnij.
- Ty - odpowiedziałam pewnie na swoje pytanie. Tylko na mnie spojrzał. - Ile stoisz?
- Godzinę, wchodź - pogłaskał mnie po ramieniu. Weszłam do środka i odnalazłam przyjaciół przy jednym ze stolików. Szybko zajęliśmy się pozbywaniem trzeźwości. Nawet się nie obejrzałam, a przyszedł Liam. Całkiem trzeźwy. W kilku poszliśmy to zmienić, a później zapalić. Chciałam się bardzo wstawić, żeby się dobrze bawić, ale przez te balety trochę uodporniłam się i mam mocniejszą głowę. Jednak po dwóch godzinkach przeszło mi i tańczyłam z chłopakami i przyjaciółką. Tańczyłam długo i dość ponętnie. Nieźle się zmęczyłam... Oczywiście i tak zapijałam to alkoholem i przepalałam papierosami.
- Zayni... - wołałam go, mimo, że siedział obok mnie i mnie obejmował.
- Słucham się - spojrzał na mnie TAK. W ten sam sposób jak na Jess...
- Pójdziesz ze mną?
- Z tobą zawsze - pocałował mnie, a ja tylko się zaśmiałam. Wstaliśmy i złapałam go za rękę. Prowadziłam i zaprowadziłam nas do toalety.
- Może być? - spytałam spoglądając na niego.
- Kocham cię, Jenn - wziął mnie w objęcia i w pocałunku weszliśmy do jednej z kabin. Tam zaczęliśmy dobierać się nawzajem do swoich majtek, a że miałam sukienkę to poszło łatwo.

Wróciliśmy do stolika trochę odpocząć, napić się itp. Zajęłam się i tak rozmową z Lil i Liamem. Po jednak niedługim czasie zniknęłam w tłumie z nimi i chyba Louisem i tak też dużo czasu zleciało, bo wciągnęłam się bardzo w taniec i byłam nielekko wstawiona.
- Idziemy po drinki - zawołała Lily.
- Idź ty i przynieś - odpowiedziałam.
- Chodź - pociągnęła mnie za rękę i poszłyśmy w stronę baru.


I tam kolejna sytuacja, w którą nie mogłam albo nie chciałam uwierzyć, że widzę. Zayn stał z Jesy, pili razem i śmiali się do siebie. Jakby tego było mało, prawie się obejmowali. Jakoś cofnęłam nogę, ale nie miałam pojęcia czy iść do nich czy iść w pizdu. Nie chcę tego zostawić w ten sposób, bo jeszcze pójdzie dalej, ale jednak... Nie no, podejdę...

- Idziecie usiąść? - spytałam jak gdyby nigdy nic. Lil zamówiła drinki i gdy odebrała, tylko spojrzałam pytająco na Zazę.
- Taa - uśmiechnął się i wstał. Co najlepsze, objął mnie, pocałował w skroń i poszliśmy krok w krok do stolika. Teraz pewnie Jesy jest zazdrosna o to, że siedzę pod ramieniem Zayna, a ona AŻ na przeciwko nas, ale zaczynam to rozumieć: Zayn musi mnie udobruchać i oficjalnie to mnie przytulać i całować, więc ona może sobie być zazdrosna. To tylko ukradkiem ona dostaje od niego buziaki... Musi się z tym liczyć...!

Teraz już jej nie dam Zayna. Nie odstąpię go, bo widzę, że ona tylko czai. Jak... Czajka, jak czajnik... Nie ważne!
- Będziemy się zbierać niedługo, nie? - uśmiechnęłam się 'chytrze' w stronę Zayna.
- Już? Jenny... Przecież jest...
- 2.00, patrzyłam - mierzyłam go wciąż wzrokiem, a on lekko zagubiony nic nie odpowiedział.
- Chcesz iść? - spytał po chwili.
- Chcę iść z tobą - zmieniłam wyraz twarzy na taki 'miły'...
- Dobrze, kochanie - pocałował mój policzek. Spojrzałam na niego znacząco, a ten pocałował ciepło moje usta. Ciepło i nawet chwilę bardzo namiętnie.
- Idziecie? - zdziwiła się Jesy.
- My też już idziemy - odezwała się moja przyjaciółka. Za nią jeszcze wstał Louis i Liam. Nie wyszłam na złą zołzę, że wyciągam mojego chłopaka z imprezy (na szczęście), bo wszyscy poszliśmy.

Dopiero minęliśmy sylwester więc nie powiem, było cholernie zimno! My w płaszczach, kurtkach, ale jednak spoceni i pijani. Dziwnie odczuwałam tą temperaturę, bo było mi ogólnie gorąco, ale w głowę i w nogi było mi mega zimno, a nie mam kaptura... Stałam przodem do Zayna, a on mnie przytulał. Paliliśmy wszyscy papierosy w oczekiwaniu na taksówkę.
- Jedziemy do mnie czy do ciebie? - spytałam cicho Zayna.
- Gdzie chcesz, misiu - spojrzał na mnie na tyle na ile było to możliwe, bo stał najbliżej jak się dało, by było mi cieplej.
- Gdzie bliżej? - również uchyliłam głowę i spoglądnęłam na niego.
- Do mnie - uśmiechnął się w sposób jakby tłumaczył blondynce, że nawet nocą świeci słońce.

- Malik...! - zwróciłam się do niego, już u niego w salonie.
- No co? - krótko rzucił. Odczekałam te pół minuty, aż zbliżył się do mnie.
- Masz na mnie jeszcze ochotę...?
- Na ciebie? - zaśmiał się. - Na ciebie zawsze.
Uniosłam jedną brew, a on położył rękę na moim biodrze i przysunął mnie do siebie jeszcze bliżej. Czułam, że on również w tym momencie myśli o tym, że widziałam go w barze z Jesy, ale za grosz nie chce mi o tym powiedzieć. Tylko lekko cmoknął moje usta i spojrzał na powrót na mnie.
- Przepraszam cię... - wyszeptał. Ja tylko pokiwałam twierdząco głową. Tak chwilę staliśmy i milczeliśmy aż zmieniłam wątek.
- Co mam zrobić, Zayn, żebyś nie leciał tak na tą szmatę?
- Nie mów tak... - mówił spokojnie.
- Ups, przepraszam, uraziłam kogoś...??
- Nie lecę na nią.
- Ja wiem co widzę, kochanie. Jak ci czegoś brakuje to powiedz. To ja jestem twoją dziewczyną i ja będę zaspokajać twoje potrzeby, a jeśli ma to robić ktoś inny, to nie wiem co cię przy mnie trzyma.
- Nie mów tak - pogłaskał mnie po ranieniu.
- Jak? Szczerze? Otwarcie?
- Tym tonem...
Denerwuję się od środka jeszcze bardziej jeśli jego ton jest taki spokojny, a ja, kuźwa, tak tykam. Znów zmieniłam wątek.
- Ja lubię seks, kotku, nie odmawiam ci i co jak co, ale nie możesz narzekać na braki. Ale jeśli przypadkiem znudziłam ci się jako jedyna partnerka i wolisz przygody to wiedz, że do swojej dziwki pasujesz idealnie.
- 'Swojej'?
- Tak. Za tobą tutaj przyjechała.
- Jenn...
- Daj mi spokój - mruknęłam i poszłam na taras. Było zajebiście zimno, bo już nie miałam na sobie płaszcza. Nie ważne, że marzłam jak na Syberii, nie chciałam teraz wejść do środka, do Zayna. Ale cóż, to on przyszedł do mnie. Jakby nie wiedział, że wyszłam żeby go nie widzieć. Poczęstował mnie papierosem i usiadł obok mnie na ławce. Usiadł i przytulił mnie otulając kocykiem, który ze sobą przyniósł. Nienawidzę tego momentu gdy w takiej sytuacji tak mnie ciepło przytula, bo przestaję się złościć i cały gniew odchodzi. Tak w ciszy paliliśmy, ale Zaza doskonale wie, że ma się nie odzywać. Że to jest to stadium, gdzie musi siedzieć cicho, przytulić mnie i czekać. Bo to są te moje chwile gdzie żadne słowa nie są odpowiednie i musimy to przemilczeć.

Wróciliśmy do szkoły i niestety codziennie musiałam oglądać mordeczkę Jesy. Za każdym razem jak na nią patrzę to mam wrażenie jakbym się na nią czaiła. Ale ja się nie czaję. Tydzień przebolałam, za to w następnym tygodniu, gdy Lily spędzała długą przerwę z Hazzą sam na sam, ja poszłam do łazienki. Nawet nie planowałam tego, ale tam Jesy akurat myła ręce. Skoro już tutaj jesteśmy... Oparłam się o drzwi i założyłam ręce na piersiach. Milczałyśmy, ale Jess czasem spoglądała kątem oka jakby czekała aż coś powiem. No więc uległam.
- Ładne buty - skomentowałam jej botki na obcasie.
- Wiem - burknęła.
- No... Zazdroszczę ci - wtedy się odwróciła do mnie, a ja podeszłam. - Ty mi pewnie też, co?
- Nie wiem czego - parsknęła szyderczym śmiechem. Również lekko się uśmiechnęłam i oparłam się bokiem o umywalki.
- Doskonale wiesz. Mówię o czymś co chciałabyś mieć, ale niestety byłam pierwsza - uniosłam brew.
- Jeśli chodzi o Zayna to daj sobie spokój - chciała mnie wyminąć, ale zagrodziłam jej drogę.
- Chodzi o Zayna więc to ty daj sobie spokój - podeszłam bliżej na co się cofnęła aż oparła się o ścianę. - Ostrzegałam cię...
Znowu tylko sztucznie się zaśmiała jakby to ona miała górę, ale - strzeliłam jej z zamkniętej pięści w twarz - to ona dostanie wpierdol. Jesy wydała z siebie zduszony dźwięk i zgięła się łapiąc za twarz. Kopnęłam ją gdzieś w brodę i podniosła się. Złapałam ją za głowę i uderzyłam jej głową w ścianę, po czym uderzyłam jej twarz pięścią i w wyniku sama przyrąbała w ścianę. Zaczęła powoli się osuwać, ale przytrzymałam ją i zmusiłam by spojrzała na mnie.
- Do następnego - dałam jej ostatniego plaskacza i wyszłam.

Tylko tak trochę jej obiłam twarz, bo nie mam nawet ochoty WDAWAĆ się w bójkę. Tak do końca dzisiejszych lekcji już jej nie widziałam. Równo z ostatnim dzwonkiem w trójkę wyszliśmy ze szkoły, bo  akurat kończyliśmy dziś o jednej godzinie. Zaraz zadzwonił do mnie telefon.
- No? - odebrałam od Liama.
- Ze szkoły jedziesz prosto do nas - powiedział poważnym, wkurzonym głosem i zaraz się wyłączył.
- Co? - dopytała Lily.
- Jedziemy do Liama... - westchnęłam. Wsiedliśmy w trójkę do samochodu Hazzy i szybko jechaliśmy do Liama. Weszłam do domu jako pierwsza, ale dość niepewnie. Na kanapie siedział Zayn, a na środku salonu stał Liam z założonymi rękoma na piersi.
- Nie potrafisz się opanować? - spytał.
- Nie wiem o czym mówisz...
Zayn wstał i podszedł do mnie. Objął mnie i kontynuował rozmowę za Liama.
- Nie rozumiesz jak bardzo cię kocham? - pogłaskał mnie po policzku. Ja wtedy zaskoczyłam i odsunęłam się od niego.
- Nie obchodzi mnie to! Skoro ta kurwa ślini się na twój widok i zarywa na siłę to jej nie popuszczę! Ty możesz mnie kochać, ale ja tej kurwy nienawidzę!
- Łał, dwa razy użyłaś słowa 'kurwa'... - usłyszałam głos Jesy.
- Jej najgorsze wyzwisko - dodał Liam.
- Taa, za bardzo cię nie lubię żeby mówić do ciebie po imieniu - zwróciłam się do Jesy.
- Myślisz, że ja cię lubię? - zbliżyła się. Zauważyłam, że mocno dostała, bo szybko siniak widniał na jej twarzy.
- Ja przynajmniej nie próbuję odebrać ci chłopaka.
- Bo ja nie mam chłopaka - uniosła jedną brew.
- Chociaż zostaw mojego - warknęłam.
- Myślę, że jestem dla niego lepsza - podeszła jeszcze bliżej. - Zdecydowanie pod każdym względem.
Zacisnęłam mocno pięść żeby nie wybuchnąć, ale pod wpływem impulsu, nawet nie wiem kiedy wycelowałam prawego sierpowego, ponownie dzisiaj, w jej twarz.
- Jenn! - krzyknął Zayn i Liam. Zaraz poczułam rękę Zazy na moim pasie.
- Tylko nie mów, że jej się nie należy... - syknęłam i wyszłam. Ten wieczór spędziłam z Lily. Musiałam się pożądnie wygadać i wylać wszystko co mi leży na sercu.

W piątek w szkole szłam korytarzem w stronę stołówki, bo Lily powiedziała, że tam jest. Szłam, ale nie doszłam, bo ktoś szarpnął mnie za ramię i gwałtownie odwrócił. Taa... To Jesy.
- Czego chcesz? - mruknęłam, ale nie uzyskałam odpowiedzi. 


Dostałam porządnego strzała w twarz. Po czym kilkakrotnie uderzyła moją głową o stolik. Starałam się wyswobodzić, w efekcie wylądowałyśmy na podłodze. Z tego co ja siedziałam na niej, okładałam ją pięściami, bo jej atak wzbudził we  mnie taką złość jak jeszcze nigdy. Nie wiem jakim cudem Jesy to zrobiła, ale tym razem ona opluła mi twarz. Na szczęście nie trafiła w same oczy. Szybko wykorzystała tą chwilę usiadła na mnie i zaczęła tak jak ja, okładać moją twarz bolesnymi uderzeniami. W pewnym momencie przestałam odczuwać ból osobnych strzałów. Ktoś złapał mocno Jesy i odsunął ją ode mnie, ale nie odebrałam tego jako koniec bójki. Jakoś się podniosłam i kopnęłam z całej siły Jesy gdzieś w bok aż poleciała na ścianę. Mnie również ktoś mocno złapał od tyłu w pasie, ale wykorzystałam to. Tak jak Jesy oderwała się od ściany, tak ja podniosłam obie nogi i ponownie z całej siły ją kopnęłam. Wtedy uścisk na moim pasie się stanowczo zacieśnił.
- Już... - usłyszałam w swoim uchu znajomy, zachrypnięty szept Hazzy. Ciężko dyszałam, ale się uspokoiłam. Wokół nas zebrał się tłum. Aż dziwię się, że nikt od razu na siłę nas nie rozdzielał tylko wszyscy patrzyli. Zaraz przyszły dwie nauczycielki i dyrektor.
- Zapraszam - powiedział stanowczo. Ja i Jesy ruszyłyśmy za nim, a nauczycielki rozwiały tłum. W gabinecie nawet się nie odzywałyśmy. Dyrektor opierał się o biurko i patrzył na nas. - Dziewczęta... Dowiem się co to za zachowanie?
- Przepraszam - odezwałam się. - To błahostka... Więcej to się nie powtórzy.
- Na pewno się powtórzy - wtrąciła Jesy.
- Zamknij się - skierowałam cicho do niej.
- Sama się zamknij - odpowiedziała w ten sam sposób.
- Halo! - zabrzmiał dyrektor. - Błahostka, a macie krew na twarzy, obydwie. Jeśli jeszcze raz to się powtórzy to wylatujecie. Nie będę tolerował takiego zachowania. Macie drugą szansę, a teraz usprawiedliwię wam godziny nieobecne, idźcie do domu.

Wyszłam przed szkołę i zadzwoniłam po Nialla, w tym samym czasie Jesy dzwoniła do Liama. Wiem, że do niego, bo wymawiała to słodkie 'Liaaś...'.
- Po chuj dzwonisz po Liama? Zdradzałaś go, otwarcie mówisz, że nie jesteście razem, a teraz traktujesz go jako ostatnią deskę ratunku...
- Nie wpierdalaj się tyle.

Przyjechał Liam i Niall razem, jednym samochodem. Na szczęście Liama, bo jest większy. Wsiadłyśmy razem z tyłu, bez słowa i siedziałyśmy przy samych drzwiach, jak najdalej od siebie.
- Wytłumaczenie? - spytał Liam.
- Ona zaczęła - burknęłam.
- No i chuj, zasługujesz szmato! - krzyknęła na mnie zaczynając się.
- No chyba nie! - uderzyłam ją w ramie.
- Ej! - krzyknął Liam.

Pojechaliśmy wszyscy do nich. Rzuciłam torbą w kąt i poszłam do kuchni po piwo.
- Co ty tu robisz? - prawie naskoczyłam na mojego chłopaka.
- Jenn! - podszedł do mnie i przejechał dłońmi po mojej twarzy.
- Nie pytaj...
- Mam wolne - odpowiedział na moje wcześniej zadane pytanie.
- Dlaczego nic nie wiem?
- Zapomniałem ci powiedzieć - podrapał się po karku.
- Świetnie... - wyminęłam go, wzięłam dwa piwa i poszłam usiąść. Pierwsze wypiłam prawie duszkiem. Zabrałam się za drugie.
- Idź się umyć - poradził Zayn i usiadł obok mnie.
- Nie mów mi co mam robić.
- Potrzebujesz odreagować - pocałował mnie w policzek. Miał rację, czułam się okropnie. Nabuzowana i wkurwiona na wszystko. Wypiłam drugie piwo, poszłam się wykąpać, wzięłam koszulkę Nialla, bo moja była trochę od krwi i wróciłam do znajomych.

Zostaliśmy tam wszyscy i trochę popiliśmy z racji, że piątek. Około 22.00 chyba wszyscy trochę się zataczali, gdy próbowali iść. Więc nikt nie chodził, siedzieliśmy na dupie i rozmawialiśmy o dziwactwach.
- Związki są do bani... - stwierdził Louis.
- No... odezwali się prawie wszyscy.
- Nie - powiedziałam po nich.
- Noo, Jenn zakochana po uszy - zaśmiał się mój brat. Tylko spojrzałam na niego kątem oka z uśmiechem.
- Lubię mieć pewne zobowiązania - wyraziłam swoje zdanie.
- Fajnie się też je łamie - Jesy uniosła brew mówiąc to i spojrzała na Zayna.
- Jak się jest dziwką to może fajnie - dogryzłam jej. Zayn szybko pogłaskał mnie po ramieniu, tak jak zawsze mnie uspokaja i pocałował mnie.
- Palimy coś? - zaproponował Niall. Wszyscy się zgodzili, tylko ja miałam problem.
- Nie.
Spojrzeli na mnie pytająco.
- Bo później nie przelecę Malika - wyjaśniłam. Wszyscy zrozumieli, ale Jess musiała dodać swój komentarz.
- Myślisz, że on w ogóle chce?
- A ty nie masz czasem jakiegoś zaległego klepania ryja? - uniosłam się.
- Chodź już - Zayn wstał.
- Do ciebie? - uśmiechnęłam się do niego.
- Nie wiem po co - znów Jesy dopowiedziała.
- Masz rację. Możemy iść specjalnie do góry żebyś słyszała jak dochodzę z Zaynem.
- Szkoda, że ty nie słyszałaś jak ja z nim dochodzę.
- Tsss... - odwróciłam się i wycofałam.
- To wszystko? - kontynuowała.
- A co mam więcej powiedzieć? - na powrót stanęłam na przeciwko niej.
- Wkurwiłaś się jak pocałowałam Zayna, a jak ci mówię, że spałam z nim to nie reagujesz?
- Wiem, że z nim spałaś... - odwróciłam głowę niepewnie na Zayna. On podszedł, objął mnie.
- Właśnie, chodź misiu - pocałował moją skroń. 
Złapałam go za rękę i poprowadziłam do drzwi. Odwróciłam się by na niego spojrzeć, ale on akurat odwracał się do Jesy i kiwał przecząco głową. Gdy na mnie spojrzał skarciłam go wzrokiem.
- Myślałem, że jak się dowiesz, że ostatnio każdy z nas przeleciał Jesy to ją zabijesz - wypalił Louis.
_______________________________________________________
Krótką notkę napisałam w ostatnim komentarzu pod poprzednim rozdziałem. Teraz odniosę się do kilku:
Napisałam, że chcę 30 komentarzy dlatego, że nie miałam czasu pisać i prawie na nic nie miałam czasu. To nie jest 'przesada'.
Byłam wczoraj wieczorem na blogu i widziałam, że brakuje kilka komentarzy do 30. Dzisiaj wstałam po 16.00 i potrzebowałam czasu dla siebie. Jak weszłam na bloga i zobaczyłam 33 komentarze zrobiło mi się miło, ale czytając, że 'czasem mogłabym zajrzeć na bloga' stwierdziłam, że to nie ja przesadzam tylko niektórzy. Nie miałam rozdziału i ponad połowę pisałam dzisiaj na szybko, między innymi z okazji urodzin jednej z moich czytelniczek :)
Btw. 100 lat, 100 lat ♥
Teraz informuję, że zaczęłam pisać już kolejny, ale kiedy go skończę też nie wiem. Dodam jak najszybciej :)