środa, 25 lutego 2015

Rozdział 59

Unikam mojego chłopaka, zachowuję się jak głupia. Dlaczego nie wyjaśnię nic z nim? Bo uwierzyłam. Tak długo o tym myślałam, aż uwierzyłam. Teraz potrzebuję siedzieć sama i to drążyć. Nie rozumiem tylko co się ze mną stało... Normalnie, jeszcze jakiś czas temu bym się wściekła i wybuchała, a teraz ukrywam, że w ogóle coś wiem... Nie no, Jenny, wróć. Ja nie mogę być taka. Taka pizda.

Oczywiście, że wsiadłam w samochód i pojechałam. Weszłam do domu Zayna i go zawołałam stając w salonie.
- Cześć, misiu - podszedł i chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam.
- To prawda?
- Słucham? - zdziwił się lekko i mierzył mnie spojrzeniem.
- Masz dziecko z Jesy?
- Y, y... Jenn... - ledwo wyjąkał.
- Pytam czy masz dziecko z Jesy, ogłuchłeś?!
- Uspokój się, Jenn - powoli podszedł do mnie.
- 'Uspokój się, Jenn'?! Liczyłam na 'Kto ci nagadał takie bzdury?' a nie...
- Jenn...
- Zayn, ty świnio, jak mogłeś...?!
- Dasz mi dojść do słowa czy nie? - uniósł się. Byłam cicho i tylko czekałam, aż coś powie.
- No mów! - ponagliłam go gdy nadal milczał.
- Nie wiem...
- Na razie - rzuciłam, odwróciłam się i wyszłam. Ale przed jego domem złapał mnie i wprowadził z powrotem do środka.
- Nie rozumiem cię, Jenny.
- Zayn, pytam cię czy masz dziecko z jakąś laską, a ty odpowiadasz, że nie wiesz?! Nie będę dłużej z tobą rozmawiać! - chciałam znów wyjść, bo odechciało mi się siedzieć z nim, ale trzymał mnie za ramiona, a siedziałam na oparciu od kanapy.
- Powiedz mi co ci Jesy powiedziała - nakazał spokojnie.
- Wszystko...
- Najwyraźniej powiedziała więcej, skoro wpadłaś w furię.
- Powiedziała, że poszliście do łóżka i zaszła w ciążę.
- Zacznijmy od tego, że nie poszedłem z nią do łóżka. O każdym razie wiesz, nie zdradziłem cię od tamtego czasu - głaskał moje ramiona i patrzył mi głęboko w oczy.
- Byłoby widać po niej od tamtego czasu, a poza tym piła alkohol...
- Może nie wiedziała, Jenny, misiu, uwierz mi. Zależy mi tylko na tobie.
- Ona jest z tobą w ciąży! - wybuchłam. - Nawet ja nie jestem! Jesteś moim chłopakiem, a ta szmata...
- Ciii... - przytulił mnie, by mnie uspokoić. - Nigdy nie chciałaś mieć dziecka...
- A ty?!
- Ja też nie...
- Skąd ona wie, że z tobą zaszła w ciążę? Ruchała się w Paryżu, czy chuj wie gdzie jeszcze pojechali, ruchała się z Liamem i pewnie na boku jeszcze z kimś... Jeśli zrobiliście testy... - spojrzałam na niego podejrzliwie.
- Nie zrobiliśmy. Może masz rację, skarbie. Może Jesy kłamie - pogłaskał mnie po głowie i przysunął ją do swojej klatki piersiowej.
- Nie wiem co myśleć...
- Chcesz się napić?
- Nie...
- Napij się - odszedł i wrócił z alkoholem.

Spędziliśmy wieczór na piciu i rozmawianiu. Później już się śmialiśmy i przytulaliśmy. Pamiętam jeszcze ten moment jak powoli zaczął obsypywać pocałunkami moją szyję. Przez moje ciało przechodziły pojedyncze ciarki, a Zayn widział jak na niego reaguję i uśmiechał się. Pogłębiał swoje pocałunki, a ja odchylałam głowę.

Umknęło mi kiedy znaleźliśmy się w sypialni Zayna. On trzymał się i wszystkim kierował, a ja znów przesadziłam. Leżałam nago pod nim, a on sprawiał mi przyjemność całując mnie wszędzie i dotykając mnie wszędzie. Zdążyłam pozapominać połowę swoich życiowych przeżyć, a Zaza jeszcze we mnie nie wszedł. Jednak gdy to zrobił wydałam z siebie głośniejszy dźwięk. Chłopak przyległ do mnie swoim ciałem, jednak nie przeszkadzało mi to w prężeniu własnego. Malik nie był jeszcze taki hardy, ale wystarczało mi to, by hałasować. I z każdym jego mocniejszym ruchem, każdy mój jęk był donośniejszy.

Zrobiło mi się o wiele lepiej i przede wszystkim się wyluzowałam. Cieszyłam się, że mam takiego chłopaka. Jest najlepszy ze wszystkich i sprawia, że czuję się jak z nikim innym. Ale pomimo to, nie zapominałam o całej tej sprawie z Jesy. Musiało mi cholernie odbić, bo nagle zapragnęłam pojechać do chłopaków. Nie zwracając uwagi na godzinę 21.00 wzięłam Zayna i pojechaliśmy. Westchnęłam głęboko, gdy zatrzymałam auto przed domem naszych przyjaciół i wysiadłam. Szłam przed Zaynem i wchodząc do domu od razu zobaczyłam Jesy na środku salonu. Bez ani jednego słowa podeszłam do niej i chwytając ją za bark z całej siły uderzyłam ją w brzuch.
- Jenn! - krzyknął Zayn i zaraz był przy mnie. Odciągnął mnie od dziewczyny, która zwijała się na podłodze i szedł w stronę kuchni.
- Zostaw mnie, chcę na to patrzeć - wyrwałam się i wróciłam do salonu. Przy Jesy był Liam i rzucił mi zabójcze spojrzenie. Louis popijając piwo stanął obok mnie z ręką w kieszeni.
- Masz okres? - spytał cicho.
- Nie... - mruknęłam nie patrząc na niego.
- Łoo... - upił łyka, a zaraz podszedł do mnie Liam.
- Co w ciebie, kurwa, wstąpiło, Jennifer? - spytał oschle i razem z Zaynem poprowadzili mnie do kuchni. - Pytam się coś!
- Nic... - wymamrotałam.
- Nie wkurwiaj mnie, Jenn, bo powoli przesadzasz.
- Chcę mieć pewność, że Jesy nie jest w ciąży...
- Na łeb upadłaś?!
- Nie - po raz pierwszy podniosłam wzrok na Liama.
- Jesy nie jest w ciąży...
- Teraz mam pewność - sztucznie się uśmiechnęłam.
- Jesteś chora, Jenn... - wyszedł z kuchni. Zostałam z Zaynem, który przez ten czas przyglądał się w milczeniu.
- Skarbie... - pogłaskał mnie po policzku. - Wiesz, że cię kocham, ale Liam ma rację...
- To co...?
- A jeśli Jesy chciała mieć to dziecko?
- Nie ma problemu jeśli kłamała, a jeśli nie to mam to gdzieś... Nie będę się już nią przejmować, bo zatruwa mi życie - wyszłam z kuchni i podeszłam do Liama. - Przepraszam... - powiedziałam pół szeptem i wyszłam z ich domu. Zayn poszedł za mną, ale jednak zawiozłam go do jego domu, a sama pojechałam do siebie. Miałam taką potrzebę być sama. Nie wytrzeźwiałam jeszcze zbyt, może zadziałałam zbyt impulsywnie, ale tak jak powiedziałam nie będę się nią przejmować.

Wróciliśmy do szkoły i tym razem zaczęłam się z Jesy zupełnie ignorować. Zachowywałam się jakby wcale nie istniała. I nawet dziwiło mnie, że nie wpadałam w jakieś konflikty, bo szybko puszczają mi nerwy. Minął dobry miesiąc i nie przełamałam się. Aż zaczęłam się zastanawiać czy nie przestałam czasem zwracać uwagi na wszystkich ludzi, ale uspokajałam się gdy znajomi zaczynali jakieś konwersacje, a ja nie miałam problemu z rozmową.

- To nie ma większego sensu... - westchnął Liam upijając łyk piwa na ogródku jakiegoś lokalu na mieście. Razem z nim, Zaynem i Niallem wybraliśmy się na wieczorne piwo w piątek. Mój brat z moim chłopakiem poszli po kolejne cztery piwa, a ja z Liamem rozmawialiśmy o jego związku z Jesy.
- Dlaczego dokładnie? - chciałam wiedzieć więcej. Mimo, że mamy rozmawiać o tej osobie (...) dopytywałam, by znać więcej szcszczegółów.
- Byliśmy ostatnio na imprezie i przyłapałem ją w toalecie z jakimś typem, na parkiecie też się z kimś obściskiwała... W ogóle to zawsze wygląda podobnie. Strata czasu. Jak chce mi się pieprzyć to idę i pieprzę. Niepotrzebnie słuchałem jej pierdolenia o związku i innych pierdołach... - narzekał na nią, ale ja zwróciłam uwagę na coś mniej istotnego.
- Byliście na imprezie? - patrzyłam na niego jakbym chciała mu to zarzucić.
- Byliśmy z chłopakami, bo musieliśmy rozprowadzić trochę towaru, nie wiem nawet dlaczego wziąłem Jesy z nami - sprostował trochę. Wiem, że 'z chłopakami' to znaczy, że chodzi o Nialla i Louisa więc nie pytałam o więcej.
- To był pomysł Jesy żeby się związać? - szczerze mnie to rozbawiło.
- Tak, przecież nie mój - zaśmiał się, a ja się nawet w duchu ucieszyłam. Myślę, że Liama to jakoś speckalnie nie rusza, a jeśli to byłby jego pomysł i faktycznie chciałby z nią być to może i to by go dotknęło.

Przyszedł Niall z Zaynem i rozmawialiśmy o zupełnie innych rzeczach. Nawinął się również związek Nialla i Christy, ale głównie tematy kręciły się wokół głupot. Wypiliśmy o jakieś trzy piwa za dużo, ale właściciele mogli sobie darować wypraszanie nas za głośne zachowanie.

Leżąc w wannie pełnej wody i piany zastanawiałam się dlaczego przyjechałam do domu, a nie do brata. Mogliśmy się doprawić alkoholem, iść spać w środku nocy i rano się wzajemnie budzić na kacu w salonie śmierdzącym wydychanym alkoholem. Tymczasem odprężam się i trzeźwieję samotnie otulona pianą. Zaczęłam niepotrzebnie rozmyślać o sprawach, które mnie nie dotyczą. Na przykład myślałam o mojej przyjaciółce. Lily miała większy uśmiech przy Louisie niż przy Harrym. Z tego co wcześniej widziałam naprawdę z tym pierwszym mieli się ku sobie, ale to już tak nie wygląda. Byliśmy na kilku imprezach i na jednej z nich przyłapałam Louisa z inną dziewczyną. On mnie widział i prosił o dyskrecję. Nie wiem nawet dlaczego wzięłam jego stronę. Powinnam go zlać i powiedzieć Lily, bo znam ją całe życie i to jej przyjaźń jest cenniejsza. Ale jak na razie trzymam to dla siebie. Ale dziwi mnie również ogólne zachowanie Lil, bo na kolejnej imprezie z rzędu się skończyła. Zawsze jak chciałam z nią o tym porozmawiać to starała się coś wymyślić i zgrabnie zmieniała temat. Nie chcę jej męczyć i być nachalna więc nie wiszę nad nią pomimo tego, że ona doskonale wie, że mnie nie oszuka i wiem, że ona kręci. Hazza też uśmiecha się do innych dziewczyn i baluje, ale w to nawet nie mam potrzeby ingerować. Mogę się jeszcze zatrzymać przy Liamie i Jesy, bo to jest takie zabawne kiedy ona chce zwrócić na siebie uwagę, a on ją w połowie ignoruje. Lubię na to patrzeć i nawet nie jest mi przykro. Liam 'wybaczył' mi, że tak (...) potraktowałam Jesy, gdy się dowiedziałam, że jest w ciąży i byłam trochę pijana. To oczywiste, że jeśli Niall jest moim bratem to życzę mu jak najlepiej, ale z tego co widzę to tajemnice w związku nie wróżą nic dobrego. Christy związała się z osobą, która lubi dużo wypić, zajarać i przy gorszym dniu do picia wciągnąć. On próbuje przed nią to ukryć, ale oni tym handlują i połowa ich życiowych interesów kręci się wokół tego, więc długo w tajemnicy nie pociągną.

- Słucham? - z rozmyślań wyrwał mnie telefon. Miałam suche ręce więc nie miałam problemu z odebraniem, jednak miałam mokrą głowę i musiałam włączyć głośnomówiący.
- Misiu, z tobą chcę spędzić noc - Zayn miał pijany glos, ale mimo to był słodki.
- Przyznaj, że nie chcesz spać u Louisa na kanapie, a nie masz jak się stamtąd ruszyć, bo schlaliście się jak świnie.
- Noo po częsci... Po części trochę masz rację, ale wiesz, że kocham cię i teraz naprawdę przytuliłbym cię - był taki przekonujący. Zaśmiałam się cicho i czekałam na jego kolejne słowa. - Przyjedziesz po mnie?
- Kąpie się i nie jestem jeszcze trzeźwa, wytrzymasz jedną noc na kanapie.
- Dziękuję, Jenny, jesteś taka kochana. Za pół godziny bądź. Kocham cię - po tym się rozłączył, a ja biłam pięściami w wodę. Nie wystawię go przecież... Na szczęście już się wyszorowałam i włosy też umyłam więc teraz tylko wyszłam, porządnie się wytarłam, założyłam szary dres, rozczesałam włosy i niestety nie miałam czasu na suszenie, zrobiłam sobie kawę, wyszłam z nią na taras i spaliłam papierosa z nadzieją, że napój szybko ostygnie. Wypiłam w pięć minut, a łącznie minęło jakieś piętnaście. Wyszłam z domu, wsiadłam w samochód i w drugie piętnaście dojechałam do Louisa. Zastałam tam wszystkich chłopaków, wszystkich pijanych, a dwóch skończonych. Skomentowałam ich krótko, ale w gruncie rzeczy się z nich śmiałam.

- Zapłacisz mi za tą straconą kąpiel, relaksujący wieczór w wannie nie trwa piętnaście minut - ochrzaniłam Zayna już u mnie w domu. Przechylił lekko głowę i spojrzał na mnie słodkimi oczkami, powoli podszedł i położył ręce na moich biodrach, pocałował mnie, po czym przytulił.
- Przepraszam, skarbie - ucałował kilka razy moją szyję. - Daj mi kilka minut, później wszystko ci wynagrodzę - cmoknął moje usta dwa razy, raz policzek i poszedł do łazienki. Przebrałam moje ulubione dresy w letnią piżamkę i czekałam w łóżku na Zayna. Miałam zapaloną tylko małą lampkę i zamykały mi się oczy powoli, ale chłopak przyszedł jeszcze zanim zasnęłam.

Zayn stał w samym ręczniku owiniętym wokół bioder, a z włosów kapały mu kropelki wody. Był już bardziej trzeźwy. Oczy mi się zaświeciły, a na usta wszedł uśmiech.
- Chodź tu, szybko - niemal rozkazałam i odkryłam się. Zayn się zaśmiał i od razu ruszył w moją stronę. Przyciągnęłam go do siebie, bo się nie spieszył i zaczęłam go ostro całować, wtapiając dłoń w jego mokre włosy. Było mi coraz cieplej, ale dzięki chłopakowi mogłam się ochłodzić,  właśnie tymi włosami, czy jego ciałem, bo Zaza lubi szybkie, chłodne kąpiele, jednak i on szybko się rozgrzał. Nie czekałam już dłużej na nic i ściągnęłam ręcznik z Zayna, po czym przeszliśmy do rzeczy, puszczając wodze fantazji.
________________________________________
Cóż, długo mi to zajęło i w tym rozdziale tylko usunęłam jedną ciążę, ale postaram się podkręcić next :)
15 kom? ;*

Rozdział 58

Oczywiście nie zawsze siedzieliśmy razem. Czasem byłam tylko z Lil, czasem tylko z Niallem, czasu raczej nie spędzałam sam na sam z Christy. Pewnego popołudnia Niall powiedział, że zabieraJĄ Christy na miasto i może na jakieś piwo. Jasne, że nie opuściłam tego szczegółu i musiałam wiedzieć kto dokładnie będzie, bo niezauważalnie się zakłopotał. No tak, Zayn też idzie. Zayn, Liam i Niall. Będą w czwórkę. Nie zaniepokoiłam się wcale, a mój brat sprawiał wrażenie jakby tego oczekiwał. Ja spędziłam znów czas z moją przyjaciółką. Byłyśmy u mnie, piłyśmy piwa, zamówiłyśmy pizzę i ją żarłyśmy (nie mogę nazwać tego jedzeniem). Pod koniec już trochę na siłę, ale zjadłyśmy całą. Nie opijałyśmy się piwem, bo była 16.00, a tak za dnia się najebać to już przesada. Do Lil zadzwoniła mama i musiała wracać. Nieźle się wkurwiła, bo ostatnio trochę się poprztykała z mamą, a teraz jeszcze każe jej wracać o takiej godzinie do domu. Lily poprosiła, żebym pojechała z nią, ale średnio to widziałam, bo jeszcze i mnie się dostanie od jej mamy. Ale wsiadłyśmy w samochód i pojechałyśmy. Po drodze mój wzrok przykuł pewien chłopak. Dokładniej mój chłopak.
Byłyśmy już w centrum więc przeprosiłam przyjaciółkę, a ona poszła sama do domu (miała jakieś pięć minut drogi). Ja zatrzymałam się na małym parkingu przed niewielkimi sklepikami. Zayn był z Christy, sam, w dodatku lekko kropiło (bo widziałam po szybach) i przykrywał ją bluzą... Halo, gdzie jest Niall? Czegoś tu nie rozumiem... Wysiadłam, włożyłam ręce do kieszeni skórzanej kurtki i podeszłam spokojnie do nich.
- Coś wam się nie pomyliło? - spytałam zamiast się przywitać.
- Misiu, wyjaśnię - odezwał się Zaza.
- Mhm, w domu - spojrzałam na Christy. - Gdzie jest Niall?
- Musiał gdzieś szybko jechać, ale nie powiedział gdzie... - oookej, skoro Christy nie wie to coś brudnego.
- Miałem ją odprowadzić do domu - wtrącił Zayn.
- Okej... - mruknęłam i się odwróciłam.
- Jenn - zawołała Christy. - Zawieziesz mnie?
Oczywiście, że się zgodziłam. Wsiedliśmy w trójkę do samochodu i najpierw pojechałam pod dom Hazzy i zostawiłam tam koleżankę, a później pojechałam pod dom Zayna i się zatrzymałam.
- Nie idziesz? - spytał widząc, że nie zamierzam wysiąść.
- Nie.
- Jezu, nie wymyślaj... Chodź - westchnął.
- Nie.
- Musisz się tak o wszystko obrażać? - przesadził. Nie spoglądając na niego wysiadłam i pierwsza byłam przed drzwiami jego domu.

- O co jesteś znowu zła? - zaczął jak weszliśmy do jego domu.

- Przytulałeś się z następną laską w naszej paczce. Średnio mi się to podobało.
- Miałem ją tylko odprowadzić...
- Ona chodzi z moim bratem. Wydaje mi się, że Niall nie powiedział ci 'weź ją pod swoją bluzę jak zacznie padać'.
- No nie, ale to był taki impuls, no... Wypiłem z cztery piwa i... Stało się. Sorry.
- Sorry?
- Przepraszam, Jennifer - mocno mnie przytulił i pogładził po plecach. - Przepraszam, kochanie.

- Widzę, że świetnie wam się układa - odezwała się z uśmiechem Jesy siadając obok mnie na kanapie u Louisa. Zayn aktualnie siedział na drugiej, śmiał się, pił alkohol z chłopakami. Między nimi była również Christy, ale nie byłam o nią zazdrosna.
- Lepiej niż myślisz - odpowiedziałam bez większej chęci podejmowania z nią rozmowy.
- Wiesz, wygląda na to, że jest tak świetnie, że aż...
- Skończ pierdolić - powiedziałam stanowczo, bo drążyła i drążyła.
- Czemu nie siedzisz między nimi? - zmieniła taktykę.
- Bo siedzę tutaj - nie potrafiłam jej zbyć.
- Bo on nie chce żebyś tam siedziała.
- Jesteś stuknięta, nie zrujnujesz mi związku. Jakbym chciała to bym usiadła tam, a on by się uśmiechnął.
- Ja tak nie myślę.
- Ty wcale nie myślisz.
- Dziwię się, że nie jesteś na niego zła - znów obeszła mnie z innej strony.
- Mam powód? - spytałam trochę obojętnie, ale z myślą 'co, co, co?'
- Nie wiesz...? - na moje to udała zdziwienie, bo była za sztuczna.
- Chyba nie.
- Bo ostatnio, w jakiś tam dzień... Ja i Zayni byli...
- Nie mów na niego 'Zayni'! - uniosłam się. Ja tak na niego mówię, to nie jest ksywka dla przyjaciół (ani dla dziwek).
- Ja i Zayn piliśmy razem alkohol... - opowiadała powoli, obserwując każdy mój ruch i każdą reakcję na jej poszczególne słowa. Przynajmniej czułam jej wzrok na sobie, bo ja patrzyłam w stronę mojego chłopaka, cały czas.
- No... - mruknęłam, gdy koleżanka nie kontynuowała.
- Na serio nic nie wiesz? - uniosła ton głosu do piskliwego.


Albo wymyśla i brak jej wątku, albo jestem czymś tak zaślepiona, że przestałam zauważać co dzieje się z najbliższymi mi osobami. Niestety wierzę w to pierwsze. Więc zwróciłam wzrok w jej stronę, by pokazać, że nie wiem i wciąż czekam, a ona wzięła łyka drinka i przysunęła się do mojego ucha.
- Jestem w ciąży...

W duchu się zaśmiałam, a na zewnątrz pokiwałam lekko głową.
- A napijesz się jeszcze jednego drinka? - spytałam z lekką kpiną.
- Piję colę, nie drinka - spojrzała na szklankę w jej dłoni.
- Mam być zła na Zayna, bo jesteś w ciąży? - powiedziałam to wszystko razem na głos, ale po chwili coś momentalnie scisnęło mi żołądek, gardło i serce. Starałam się tego nie pokazywać, ale poczułam jak moje ręce zaczynały się trząść. Pili alkohol, poszli do łóżka, nie uważali...? Zaraz, przecież uwierzyłam w to, że ona wymyśla, nie w to, że nie zauważam detali dookoła mnie.
- Nie wierzę ci, Jesy - zwróciłam się prosto do niej używając jej imienia. - Obie wiemy, że lecisz na Zayna, ale zajmij się swoim Liamem, bo zasługuje na szczęście, nie na ignorancję. Dlaczego teraz z nim nie siedzisz?
- Bo rozmawiam z tobą, siedziałam tam zanim podeszłam do ciebie.
- Idziesz zapalić? - spytałam ją. Tak, JĄ. Ale tylko dlatego, że nie mam fajek. Chciałam się przewietrzyć i popatrzec na granatowe niebo, na którym nie widać gwiazd od smogu, dymu i wszystkiego co złe w mieście. Wyszłyśmy na taras, a ja odegrałam scenkę łapiąc się po kieszeniach.
- Nie mam papierosów... - westchnęłam.
- Trzymaj - Jesy wyciągnęła paczkę w moją stronę. Grzeczna. Ale sama nie wzięła... Myślałam, że skoro kłamie to może zapomni się, ale nie... Rozpaliłam i oparłam się o mur domu spoglądając w górę. Dlaczego nic w tym momencie nie robię? Albo nie wierzę, że ona może być w ciąży, albo nie dotarło to do mnie. No gdzie... Zayn by tego nie zrobił. Oczywiście, że nie. Chociaż... No nie. Jeśli zdradzałby mnie to dlaczego kupiłby mi auto? Taki prezent nie oznacza 'przepraszam, zdradziłem', to oznacza, że mnie kocha i kurwa zrobiłby dla mnie wszystko. Ona kłamie.
- Kochasz go? - wyrwała mnie z przemyśleń. Ale co to w ogóle jest za pytanie?!
- Oczywiście, że go kocham - zmarszczyłam lekko brwi.
- Nie widać, żeby ruszył tobą fakt, że Zayn znowu cię zdradza... Jakby przestał cię obchodzić.
- Zayn mnie nie zdradza - powiedziałam krótko, zgasiłam papierosa i wróciłam do salonu chłopaków. Szkoda, że nie było Lily, bo nie miałam z kim rozmawiać, jeśli chodzi o wyrozumiałość. Była tylko Jesy, a Christy nie odchodziła od Nialla, Niall od chłopaków i tak to wyglądało. Hazzy też nie było tutaj. Może razem z Lily gdzieś są, może rozmawiają i tłumaczą sobie dlaczego odwrócili się od siebie, mimo, że nie powinni, bo kilka lat mają za sobą i, cholera, zaczęli wymyślać. Szczególnie na walnięta brunetka, Lily. Harry też nie jest bez winy, bo też zdradził Lil, ale oni nie powinni byli się rozstawać...
- Przynieść ci piwo? - spytała Jesy.
- Czemu się mnie tak uczepiłaś dzisiaj?
- Żebyś nie siedziała sama - przechyliła lekko głowę w bok.
- Ale ja cię nie lubię.
- Ja ciebie też, ale spałam z twoim chłopakiem i chcę ci to powtarzać.

Spojrzałam na nią krótko po czym przeniosłam wzrok z powrotem na Zayna. Świetnie się bawił. Z nimi. Beze mnie. Ale ja tutaj jestem i widzę, a on nie. Jestem jego dziewczyną, a on nie odezwał się do mnie tutaj słowem. Co się z nim stało? Coś jest nie tak, to nie ja jestem tą, która patrzy na niego z boku. Patrzy i myśli. Ja powinnam siedzieć teraz obok niego, a najlepiej na jego kolanach i wlewać w siebie alkohol, a ja wypiłam dziś tylko pół drinka...

Pokiwałam lekko głową do siebie i wstałam. Najzwyczajniej wstałam i wyszłam bez słowa. Nie wiem czy ktoś to zauważył, czy ktoś spytał Jesy dlaczego to zrobiłam. Wsiadłam w samochód i ruszyłam. Jechałam od niechcenia do siebie. Wzięłam moje auto, bo Zayn mnie prosił. Chciał żebym go zawiozła do domu jak się pożądnie wstawi, bo nie lubi nocy na kanapie u chłopaków. Ja zdeklarowałam się wypić dziś maksymalnie pięc piw więc nasz plan mógłby się udać. Ale nie. Bo zwariowałam. Uwierzyłam jakiejś szmacie, że po raz kolejny władowała się do łóżka mojemu chłopakowi. Tylko tym razem zaszła w ciążę... Absurd. Na pewno nie jest w ciąży... No nie wierzę jej, ale wciąż biję się z myślami. Myślę, że to prawda, ale, kurwa, Jesy w ciąży?

W domu pomyślałam o najgłupszej żeczy jaką mogłam zrobić... Napić się sama. Tak, właśnie. Teraz będę piła, a między ludźmi nie mogłam? Porażka, samemu się nie pije. Ale ja to zrobię. Wzięłam pół litra czystej wódki z zamrażalnika i poszłam do salonu. Stuknęłam spód butelki po czym ją otworzyłam i wzięłam pierwszego łyka. Koszmar. Gożki, specyficzny, ostry smak rozszedł się po mojej buzi, a ja się zkwasiłam. Ale celowo nie wzięłam ani kieliszka, ani nic, by popić. Będę się męczyć z tym trunkiem. Pół butelki obróciłam w godzinę, w ciszy, w salonie. Miałam już dosyć, ale na pewno nie skończę w takim momencie. Piłam dalej.

Cholera... By nie powiedzieć 'kurwa'. Dlaczego nie usiadłam Zaynowi na tych pieprzonych kolanach? Ile ja mam lat? Kim dla niego jestem? No właśnie. Nie jestem chorą piętnastką, która boi się zagadać do chłopaka, w którym podkochuje się od pół roku, ale uzupełnie swoje braki tylko i wyłącznie patrząc na niego. Ja jestem jego dziewczyną. Jestem dorosła i niezależna. Mogę robić co mi się podoba, a nic nie stracę. Nie zrobię sobie wstydu jakimś zachowaniem i nie boję się, że nie zdobędę przez to Zayna. Bo on jest mój, a każda osoba z naszej paczki wzajemnie drugą rozumie. Ja pierdole. Jeszcze tylko jedna czwarta butelki...

Inaczej to sobie wyobrażałam. Myślałam, że chociaż podaruję sobie prysznic, ale wejdę do łóżka. Niestety byłam bardzo blisko... Mianowicie obudziłam się na podłodze pomiędzy kanapą, a szklanych stolikiem, leżąc na brzuchu z pustą butelką pod pachą.
- Ooo... - ledwo wydałam z siebie. Ciekawa byłam która jest godzina i czy któs się o mnie martwił, niestety mój telefon był daleko ode mnie, bo go nie widziałam. Nie miałam za grosz siły, by wstać więc może poczekam, aż ktoś zechce mnie odwiedzić i wtedy przy okazji mnie podniesie...? Po kilku minutach zadzwonił mój telefon. Czyli musi być blisko. No i ktoś coś chce ode mnie z rana...
- Dajcie mi spokój... - mruknęłam z nadzieją, że mnie słychać po drugiej stronie telefonu. Mimo, że przeczyłam samej sobie, odwróciłam głowę na tyle, by zobaczyć czy nie ma mojej komórki na stole. O, była. Widziałam ją przez szklany blat, ale musiałąm ją jeszcze tylko sięgnąć. Zrobiłam to bardzo ślamazarnie aż ktoś zadzwonił ponownie. Położyłam telefon na podłodze i odebrałam kłądąc z powrotem głowę jak poprzednio.
- Tak słucham...? - spytałam na pół wyraźnie i przypomniałam sobie, że zapomniałam sprawdzić kto dzwoni.
- Co się z tobą dzieje? - usłyszałam. Zayn...? Czy jeszcze byłam pijana?
- Nic, aktualnie...
- Gdzie jesteś?
- W salonie... - tak mruczałam i mruczałam i chyba wzbudzałam złość rozmówcy. Myślę, że jednak jeszcze niedoszłam do siebie, ponieważ tylko mniemam, że po drugiej stronie telefonu jest Zayn, a mówię mu dokładnie gdzie jestem.
- Jesteś w domu? - dopytywał. Czy miałabym opcje znajdować się w salonie, ale nie w domu? Załóżmy, że jestem w parku... Jezu, jestem taka jebnięta i nietrzeźwa... - Zaraz u ciebie jestem - usłyszałam, ale przecież nie powiedziałam nic. Najwyraźniej uznał, że jestem u siebie.
- Oo cholera... - westchnęłam, ale chyba już ktoś się rozłączył. Odsunęłam lekko głową telefon, bo uwierał mnie i położyłam głowę na prostej podłodze. Jeej, ktoś mi pomoże wstać. Wiedziałam, że to jest dobry pomysł. Ale... O nie. Jeśli to Zayn... Jak mam patrzeć na tą łajzę? Nie chcę teraz go oglądać, nie zdążyłam przemyśleć za dużo... Potrzebuję czasu. Zabijcie mnie... Przeholowałam...

- Jenn! - usłyszałam. Wparował do mojego domu... No wparował. Nie wiem kto, bo niestety to moje stopy go oglądały, ale kto inny jak nie Zayn. - Jenn, wszystko w porządku? - podniósł mnie i posadził na kanapie, a mnie zakręciło się w głowie.
- O co ty się martwisz? - popatrzyłam ledwo na niego z zastanowieniem. - Mówiłam, że leżę w salonie...
- Mówiłaś, że jesteś w salonie, a nie, że leżysz spita pod stołem o 14.00 - warknął. Ok, dzięki. Jest 14.00. Nie wątpię, że jedzie mi z ust równo, Zayn nawet mnie nie pocałował, a spode mnie wyleciała pusta buletka więc nie musiałam mu mówić.
- Nic się nie stało... - szepnęłam w mniej określonym celu.
- Tłumacz - westchnął. Nie był już surowy. Był kochany.
- Nie mam siły...

Zayn zrobił mi mocną siekierę (czyt. herbatę) z dwóch torebek, wsypał dwie łyżeczki cukru i wcisnął jedną połówkę cytryny w kubek. A ja siedziałam na krześle w kuchni, a głową leżałam na stole. Musiałam wypić cały kubek herbaty, gdzie normalnie nie słodzę, ani nie cytrynię... Piję gorzką, a to było dla mnie jak wódka z piwem i colą...

Czułam się jak niedołęga, gdy Zayn zaniósł mnie do łazienki i zaczął rozbierać. Może i miałam dobre intencje, by wziąć prysznic, ale oboje wiedzieliśmy, że nawet pod nim nie ustoję.
- Chciałbym wziąć z tobą relaksującą kąpiel, ale niestety będziesz trochę cierpieć, a ja popatrzę - cmoknął mój policzek. Gdy połowa wanny była zalana wodą, a Zayn łapał za mój stanik wzruszyłam się.
- Nie chcę byś oglądał mnie nago.
- Widziałem cię już nago.
- Ale nie wkładałeś mnie do wanny... To krępujące.
- Wymyślasz, skarbie - zdjął mój stanik i zdjął moje majtki. Byłam cholernie skrępowana, ale chłopakowi to nie przeszkadzało. Wziął mnie bokiem na ręce i włożył mnie do zimnej wody.
- Aaaaa! - pisnęłam zarąbiście głośno. - Jesteś...
- Będziesz mi za to dziękować - mówił spokojnie. Siedział na brzegu wanny, a ja marzłam. Nie miałam siły wyjść więc siedziałam w tej wodzie. Zayn widząc, że nie wykonuję najmniejszych ruchów sam zabrał się za szorowanie mnie. No tak... Ja o tym po prostu zapomniałam.

Marzłam prawie z pół godziny. Teraz siedziałam ciepło ubrana na kanapie z przełożonymi nogami przez Zayna. Przytulałam go, a on głaskał moje ramię.
- Stało się coś? - spytał niegłośno.
- Nie - czemu skłamałam?
- Miałaś mnie zawieźć...
- Zapomniałam - teraz to rżnęłam głupa.
- Wyszłaś chyba trzeźwa, po jakiejś godzinie bez słowa, a znajduję cię spitą na podłodze...
- Potrzebowałam pomyśleć.
- Jenn, przestań wymyślać, bo jakoś się nie nabrałem. Dlaczego wyszłaś?
- Bo się wkurzyłam.
- Dlaczego się spiłaś?
- Bo się wkurzyłam - powtórzyłam.
- Okej, a dlaczego sama?
- Bo nie miałam nikogo... - posmutniałam.
- Opowiedz mi wszystko, proszę - ucałował moją skroń.
- Nie.
- Jenn...
- Zayn... - teraz mu przerwałam. - Jak będę chciała to ci powiem. Proszę spędźmy ten dzień razem - spojrzałam mu w oczy. Co ja w ogóle wygaduję? Chyba się wkurzyłam, że zrobił dziecko Jesy, a teraz zachowuję się jak... Jakbym nic nie wiedziała. Tak niech będzie. Omińmy ten temat, bo chcę spędzić dzień blisko Zayna i mieć go tutaj na wyłączność.

Nie dociekał co mi strzeliło. Nie pytał o nic. Czekał aż się zdecyduję, ale... No proszę. Następnego popołudnia, gdy poszedł widziałam go po raz ostatni w te ferie. W szkole plotkowałam z Lily. Ale plotkowałam o nas. O mnie, o niej. Niestety lubimy obgadywać ludzi i wyczerpując tematy nas obchodzące zeszłyśmy na innych ludzi. Dlaczego nie powiedziałam jej o Jesy? Coś mnie tknęło żeby zachować to dla siebie. Często dawała mi jakieś głupie spojrzenia, którymi tylko mnie denerwowała, bo wiedziała, że o niej myślę.

Przerwy spędzałyśmy nawet z Hazzą i Christy, lecz czasem widziałam jakby mojej przyjaciółce mina bledła. Mimo to gadaliśmy razem jak gdyby nigdy nic. Podpytywałam ją zawsze na następnej lekcji, ale ona 'nie wie'. Oni mieli się przyjaźnić po nieudanym związku z tego co pamiętam, ale to tak już nie wygląda...
______________________________________________
Ta notka będzie długa więc nie przeraźcie się :)
Rozdziały niestety nie będą systematycznie dodawane. Kończą mi się ferie i będą jeszcze rzadziej, wiem, że powtarzam to cały czas, ale serio tak będzie ;/
Myślałam, że ludzie kłamią mówiąc, że o piątej rano jeszcze czytają jakieś durne ff, ale wiem, że nie, bo sama tak robię i jest mi miło, że to wciąga was bardziej niż mnie :*
Świetnie, że uważacie to ff za bardzo dobre i że powinno zyskać większą uwagę, bo ja mam trochę odmienne zdanie.
Na pewno nie zdradzę wam końca opowiadania, bo to się mija z celem waszego zaglądania tutaj. Nie wiem niestety ile do końca, ale mam nadzieję, że już sięgamy endu. A co do kolejnej części bądź następnego opowiadania... Nie wiem. Musiałabym zregenerować siły i porządnie wszystko wymyślić.
Na koniec chciałabym powiedzieć coś przez co nie mogłam spać:
Serdecznie proszę o nie porównywanie mnie (mojego ff) do Young Lovers, ponieważ to jest dla mnie trochę niedorzeczne... Właśnie to opowiadanie czytałam całą noc i cholernie mną wstrząsnęło. Nie ważne, że przez pół dnia ryczałam, bo weszło mi na psychikę... Przez drugie pół ryczałam, jak przeczytałam ten komentarz pod moim rozdziałem.
Moje zdanie na temat YL jest w komentarzu pod najnowszym rozdziałem, ale zamieszczę go tutaj. Nigdy w życiu nie pomyślałabym tak o swoim ff więc naprawdę bardzo dziwnie poczułam się, gdy ktoś porównał te dwie historie. Oczywiście dziękuję, jest mi bardziej niż cholernie miło i ciepło na sercu. Nie mogłam tego tylko zrozumieć... :)
Ale kocham was ;) ♥

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 57

W pudełeczku znajdowały się czarne kluczyki z wyznaczonym z symilek znaczkiem audi. Zayn również podpiął do nich jakieś bryloczki. Było przypięte serduszko, czterolistna koniczynka, uśmiechnięta buźka i literka 'Z'. Widać wciąż trzymamy się symboliki.
- Zayn... Nie wiem co mam powiedzieć. Dziękuję. To jest najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam. Prawie...
- Prawie?
- No dostałam dom od rodziców, nie? - cicho się zaśmiałam. - Ale na prawdę, to jest coś... Niesamowitego. Nigdy bym się nie spodziewała. Dziękuję, kochanie - przybliżyłam się do niego i pocałowałam jego usta.
- Cieszę się, że jesteś zadowolona.
- Ha ha ha... Też mam coś dla ciebie, ale trochę mniej... Wyszukanego - podałam mu torebeczkę. Otworzył i zaśmiał się widząc podobne bryloczki. Z zegarka ucieszył się bardziej niż myślałam, a wyciągając perfum spojrzał na mnie.
- Podoba ci się ten zapach? - spytał.
- Nigdy się od ciebie nie oderwę jak się nim popsikasz - wyszczerzyłam się.
- Dziękuję, skarbie - również mnie pocałował.

Po chwili byliśmy już w normalnym świecie.

- Co to za laska z Niallem? - spytałam Zayna.
- To siostra Stylesa - powiedział jakby to było oczywiste, ale ja zmrużyłam oczy, a po chwili otrząsnęłam lekko głową.
- Jakiego?
- No Harry'ego - zaśmiał się. - Tylko wcześniej mieszkała ze swoim ojcem.
- Aaa... Nie wiedziałam, że ma siostrę.
- Bo nikomu nie mówił.
- A ty wiedziałeś?
- Dzisiaj się dowiedziałem.
- Ciekawe jaka jest - zastanawiałam się.
- Myślę, że odpowiednia dla Nialla.

Przed nami zwinęli się Louis z Ashley i Liam z Jesy. Zayn zapłacił rachunek i również wstaliśmy, by wyjść. Pojechaliśmy do Zayna. Wysiedliśmy z auta, Zayn mnie objął, a po chwili zakrył oczy.


- Gotowa? - spytał półszeptem i pocałował mnie gdzieś w głowę.
- Tak - odpowiedziałam tym samym tonem. Podeszliśmy jeszcze kawałek, a Zaza chyba pilotem otworzył garaż. Po chwili odsłonił mi oczy. Stała przed nami biała Audi TT. Teraz to dopiero zwaliło mnie z nóg. Zakryłam usta dłońmi.
- Podoba ci się? - spytał z zawadiackim uśmieszkiem.
- Boże, Zayn, jest taka śliczna! Jest boska, jest zajebista! Kocham cię! Jezu, Zayn jak ja cię kocham! - uwiesiłam mu się na szyi i bardzo mocno przytuliłam. - Jesteś najlepszy. - pocałowałam go ciepło w usta i przedłużyłam chwilę.
- Chcesz się przejechać? - spytał z uśmiechem po chwili.
- Tak! - ucieszyłam się. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy. Pojechaliśmy najpierw po "mojej" okolicy, gdzie za wiele samochodów nie jeździ. Później jednak skierowaliśmy się do centrum i przy okazji Zayn kupił mi różę. Symbolicznie. Później wróciliśmy do domu Zayna i weszliśmy do środka w pocałunku. Rozebraliśmy się z kurtek, poszłam do kuchni włożyć różę do wody i pobiegłam do Zayna, bo czekał w salonie. Wskoczyłam na niego, owinęłam go nogami w pasie i przytuliłam.
- Chcę się z tobą kochać całą noc - uśmiechnęłam się i zaczęłam go ostro całować. Lekko uśmiechnął się w moje usta i zaniósł mnie do sypialni. Położył na łóżko i kontynuował obsypywanie mnie pocałunkami. - Jakie to śmieszne, że jesteśmy tutaj jeszcze w ubraniach - zauważyłam, bo zazwyczaj to nie mieliśmy ich już po drodze.
- I jesteśmy trzeźwi - dodał chłopak i zaczął mnie rozbierać. Uprawialiśmy namiętny, walentynkowy seks.

Później poszliśmy się wykąpać i wypić wino, tak jak rok temu na walentynki. Poprzytulaliśmy się i połasiliśmy aż tym razem wypiliśmy całą butelkę czerwonego wina. Później poszliśmy do łóżka i jakoś tak wyszło... I kochaliśmy się drugi raz. Ale później już poszliśmy spać, bo nie da się tego robić przez całą noc.


- Dzień dobry, kochanie - usłyszałam gdy tylko zaczęłam mrugać.

- ...Bry... - wymamrotałam i zmieniłam lekko pozycję przytulając się do Zayna. Po chwili zebrałam siły i odpowiedziałam jeszcze raz. - Dzień dobry.
- Wyspana?
- Jak cholera... - mówiłam już w poduszkę, bo Zayn akurat wstał. - Chodź tu... - również skierowałam to w poduszkę, bo nie miałam siły się ruszyć.
- Zaraz - usłyszałam. Leżałam tak chwilę i starałam się odwrócić, ale chciałam jeszcze zasnąć i nie wiedziałam o tej godzinie jak się ruszać.
- Zayni...? - rzuciłam widząc, że wszedł do sypialni z drewnianą tacką i śniadaniem. Odwróciłam się do końca na plecy, lekko uniosłam, a Zayn położył mi na kolanach śniadanie.
- Smacznego, misiu - pocałował mnie i zajął miejsce obok.
- Jesteś taki kochany.

Później wzięłam ożeźwiający prysznic, wypiłam kawę i dopiero po raz pierwszy spojrzałam na zegarek.

- Jest w pół do 10, Zayn! - uniosłam się od samego rana. Tylko się ze mnie śmiał.
- Nigdy nie wstawałaś przed 12.00?
- Nie jak mam wolne... - podeszłam do niego, bo siedział na kanapie w salonie i chwyciłam go za ręce. - Chodź, zapalmy.

Wyszliśmy na taras i usiedliśmy na ławce-huśtawce. Ja przełożyłam przez Zayna nogi, bo tak lubię i wtuliłam się w niego. Spaliliśmy i wróciliśmy do salonu.

- Jedziemy do Louisa? - rzuciłam od razu.
- O 10.00?
- No tak, zapomniałam...

Zajęliśmy się sobą i cały poranek spędziliśmy na kanapie. Później poszliśmy do garażu założyć tablicę rejestracyjną przy moim nowym aucie i tak koło 14.00 pojechaliśmy do chłopaków.

Zatrzymaliśmy się przed ich domem i zatrąbiłam kilka razy żeby wyszli z domu. 
Razem z Zaynem również wyszliśmy z auta i staliśmy po obu jego stronach.
- Łoooo! - pierwszy wyszedł Liam.
- O kurwa! - dołączył Loius.
- Co to za hała... Łaał! - wyszedł i Niall. Zaśmialiśmy się z Zaynem i podeszliśmy do przyjaciół.
- To jest twoja bryka?! - niedowierzał Lou. Uśmiechnęłam się do Zayna, a on mnie pocałował. Weszliśmy do środka i zastaliśmy tam 3 dziewczyny.
- Hej - przytuliłam Ashley, a do reszty się nie odezwałam. Wyszłyśmy na taras, a ja ją dopytywałam o wszystko.
- W sumie to trochę popiliśmy - mówiła.
- A coś ci powiedział takiego?
- No... Powiedział, że byłam dla niego jak odlot. Ogólnie, że jestem inna niż wszystkie dziewczyny, z którymi się umawiał.
- No trochę tak - stwierdziłam. - A coś o was jako o parze?
- Eech... Jakbym mu wybaczyła to może i dałoby się coś stworzyć od początku, ale teraz jak się wyprowadziłam to i tak nie byłoby to samo...
- Ashley... Proszę cię daj sobie z nim spokój. Nie chcę żebyś się zawiodła czy coś... A on się bzykał z Lily. Ty będziesz w Manchesterze się łódzić, a doskonale wiesz jak on się będzie tutaj zachowywał...
- Dziwne, że spędziłam z nim walentynki, a Lily siedziała z Hazzą - trochę się uniosła.
- Rodzice im kazali... - po chwili się roześmiałyśmy. - Ashley... Czy wy coś ten... W nocy? - obserwowałam ją, a ona tylko niewinnie się uśmiechnęła.
- No tak... Louis znowu był czuły i tak mnie całował i dotykał... - mówiąc to delikatnie dotykała swoją szyję, dekolt czy policzki, a oczy trochę jej się zaszkliły.
- Ashyy... - przytuliłam ją.
- Gdzie ja takiego znajdę? - trochę było słychać płacz w jej głosie.
- Takiego zimnego dilera, który wśród przyjaciół się otwiera i potrafi być zajebiście miły i czuły jak chce zaliczyć porządną dziewczynę, która nie jest łatwa tylko naiwna i ślepo zakochana.
- Przeginasz, Jenny.
- Przepraszam, ale ja tak to widzę.
Niedługo potem wróciłyśmy do salonu.

Niall podszedł do mnie i objął.
- Machnął się... - szepnął mi do ucha. Spojrzałam na niego kątem oka i pokiwałam głową.
- No... - uśmiechnęłam się. Blondynka odchrząknęła, a my na nią spojrzeliśmy. Chyba nie fajnie jej się patrzyło jak się przytulamy.
- Bądź miła - szepnął mi brat do ucha.

Podeszłam do blondynki i wyciągnęłam rękę, którą złapała.
- Jestem Jennifer, jak zranisz Nialla to masz wpierdol, ale mów mi Jenn.
- Jenn! - zabrzmiał Niall.
- Dokładnie tak - trochę sztucznie się uśmiechnęłam.
- Powiedziałem coś - prawie warknął, a ja westchnęłam.
- Jenn - skierowałam się do blondynki.
- Christy - uśmiechnęła się.
- Jesteś siostrą Hazzy?
- Mhm, po części, ale mieszkałam z moim tatą. Teraz musiałam się przeprowadzić tutaj.
- Jesteś dziewczyną Nialla?
- Jeszcze nie - lekki rumieniec wszedł na jej twarz.
- Aaaa... - poruszyłam brwiami i spojrzałam na brata.
- Idź już - zaśmiał się Niall i lekko mnie popchnął.

- Chodźmy na imprezę - zaproponowała Christy, a wszyscy na nią spojrzeli. - Zabawmy się wszyscy razem - uśmiechnęła się. 
- W sumie to mamy ferie więc możemy iść od zaraz - odezwała się Jesy, a mi się momentalnie wszystkiego odechciało. Ale umówiliśmy się na następny dzień.

- Siema - wszedł Hazza razem z Lily. - Ty już tutaj? - spytał blondynkę.
- Jeszcze - uniosła jedną brew.
- Christy... - westchnął.
- Daj mi spokój.
- Zejdź z niej - cicho się zaśmiałam.
- Nie mów mi co robić - rzucił mi spojrzenie.
- Ktoś tutaj miał złą noc - popatrzyłam na Lily, a ona jakby chciała pokiwać głową na 'tak' i na 'nie'. Ja już wiedziałam swoje, bo przez jej usta przeszedł niewinny uśmieszek.
- Idziemy jutro na imprezę - oznajmiłam Harry'emu i Lily i skierowałam się do drzwi.
- Jedziesz? - odwróciłam się do Zayna.
- Zostanę - cmoknął do mnie w powietrzu.
- Ja pojadę - Lily doszła do mnie i wyszłyśmy.

- Liliano, kochanie ty moje - zaczęłam paląc z przyjaciółką papierosa na tarasie.
- Nie... - jęknęła.
- Powiedz mi tylko...
- Nie... - powtórzyła w ten sam sposób.
- Jak spędziłaś dzisiejszą noc - dokończyłam.
- Nic nie wiesz... - naburmuszyła się.
- Więc pytam. Nie podejrzewam cię o nic - uniosłam brwi.
- Wiem, że wiesz... - burknęła.
- Tak cię dobrze znam, widzisz?
- Nie osądzaj mnie...
- Lily przyjaźnimy się od zawsze. Nigdy cię nie osądzałam i nigdy nie będę. Spałaś z Harrym?
- Taa...
- A co dalej? Co z wami, co z Louisem, co ze wszystkim?
- Powiem ci jak sama będę więcej wiedzieć - westchnęła.
- Sama nie wiesz czego chcesz...

Ashley jeszcze została i razem z nami się wybrała na imprezę. Oczywiście nie założyłam sukienki, a dziewczyny trochę się dopasowały.
Jennifer
Jakoś wybraliśmy się na 21.00. Szybko poszliśmy pozbyć się trzeźwości razem z Zaynem i Lily. Niespodziewanie dołączyła do nas Christina.
- Mogę się przyłączyć? - spytała z uśmiechem.
- Jasne - odpowiedział Zayn w ten sam sposób, na co go szturchnęłam w miarę niezauważalnie.
- Nie gap się tak na nią - powiedziałam w stronę ucha Zayna. Nie obawiałam się, że Christy usłyszy, bo muzyka grała tak głośno, że musieliśmy do siebie prawie krzyczeć.
-Wiesz, że wolę brunetki - pocałował mnie w skroń. - I podobają mi się długie włosy - znów mnie pocałował.
- Też cię kocham, Zayn - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w usta. Później wkręciliśmy się w rozmowę z Christy i przy mniejszym stanie trzeźwości poszliśmy tańczyć. Gdy odnaleźliśmy w tłumie nawet naszych przyjaciół każda dziewczyna tańczyła z chłopakiem... Ale żadna ze swoim. Ja z Hazzą, Christy z Louisem, Ashley z Zaynem, Jesy z Niallem i Lily z Liamem. Później jakieś zmiany, a jeszcze później poszliśmy w ogóle usiąść z drinkami. Niall usiadł obok mnie i objął mnie w celu zagadania.
- Myślisz, że przelecę ją tutaj?
- Christy? - niby się zdziwiłam, ale miałam uśmiech na twarzy. - Nie wiem, nie znam jej.
- W walentynki mi dała...
- Niall... Poszliście do łóżka. Nie byłaby zadowolona jakby słyszała jak się odzywasz.
- Masz rację. Ona nie jest taka chętna, a wtedy popiliśmy no i tak wyszło.
- Teraz też pijecie.
- Ale jesteśmy wszyscy, a wtedy byliśmy sami.
- Nafaszeruj ją czymś.
- Ona nie wie. O tej całej dilerce, o narkotykach, ani o trawie.
- Łooo... Tylko nie wsypuj jej nic do drinka.
- Eej... To jest całkiem...
- Nie, Niall, to jest twoja dziewczyna, nie możesz jej tak wykorzystywać...
- To jeszcze nie jest moja dziewczyna - zawadiacko się uśmiechnął i wstał. - Chcesz drinka? - spytał blondynkę. Od razu się zgodziła. Pokiwałam przecząco głową, gdy na mnie spojrzał.

Christy wypiła tego drinka nawet całkiem szybko. Obserwowałam ją i widziałam kiedy ją siekło. Wtedy Niall ją objął, by się trzymała na nogach i poszli w kierunku toalet. Zayn musiał wszystko wiedzieć więc mnie dopytywał. Nie musiałam przed nim nic kryć i powiedziałam wszystko. Śmiał się trochę z Nialla.
- Chodź też - mruknął mi do ucha.
- Nie.
- A chcesz drinka?
- Spadaj - śmiałam się z niego.
- Nie lubię gdy mi odmawiasz...
- Wyobraź sobie zdejmowanie tych spodni.
- Specjalnie je założyłaś.
- Już przestań, prawie nigdy nie bzykamy się na imprezach.
- Dobrze, kochanie - pocałował mnie namiętnie.

Christy już później nie widziałam, a po dłuższym czasie Styles się również się zaniepokoił.
- Gdzie ona jest? - spytał oschle.
- Z Niallem - odpowiedziałam i poszłam z nim do baru zamawiając dwa drinki.
- Kurwa, zaczynam się zastanawiać czy Horan to dobra partia - przeczesał włosy rękoma.
- Co masz na myśli?
- On ją zgorszy... - popił swojego drinka. - Jak ją pierdoli to się wkurwię.
- Styles... Znasz go, znasz nas wszystkich, czemu jesteś taki wybuchowy?
- Boję się o nią...
- Taka wymówka,co się stanie jak ją przeleci raz czy drugi?
- To nie jest taka laska jak ty czy Lily, ona jest zupełnie inna, nic nie wiesz.
- Chcesz powiedzieć, że jest od nas lepsza, bo się nie pierdoli? Przesadzasz, Styles. Nie poznaję cię od jakiegoś czasu - wzięłam swojego drinka i chciałam odejść, ale Harry złapał mnie za rękę.
- Zaczekaj... To przez Lil.
- Nie masz już kogo obwiniać? - warknęłam.
- Chodzi o to, że ona wymyśla... Rzuciła mnie, weszła do łóżka Louisowi, a później mi nagadała, że jej ciężko. Zwłaszcza teraz jak Ashley przyjechała i spędza czas ze swoim byłym. Bzykaliśmy się w walentynki, bo chyba wszyscy to robili. Czułem, że to jej mi brakuje, bo jest cudowna, ale nie rozumiem jej gry i szczerze już mi się odechciewa w to grać.
- Chcesz z nią być?
- Po tym wszystkim? Czułym się lepiej jakbym przeleciał... Na przykład ciebie - podszedł bliżej i zalotnie się uśmiechnął.
- Nie pij więcej - wzięłam z blatu drinka. - I zajmij się siostrą...

Myślę, że Niall nie jest zbyt nieodpowiedzialny i zabrał Christy do domu nie robiąc jej krzywdy. My też nie siedzieliśmy już za długo i zabraliśmy się do domu. Następnego dnia pojechałam z Zaynem na kontrolę do chłopaków. Była 15.00 i nikt już nie spał, a Christy wyglądała jakby umierała.

- Styles jest na ciebie zły - uprzedziłam brata.
- Powiedziałaś mu?!
- Nie, Niall. Ale zniknęła mu siostra z imprezy.
- Niech się nie dowie, bo mnie zabije... Przeleciałem ją dwa razy - mówił z uśmiechem, ale uderzyłam go w ramię z całej siły. Powiedziałam mu przy okazji całą rozmowę z Harrym żeby wiedział na czym stoi i wtedy wszedł Hazza do domu chłopaków.
- Już chyba czas na ciebie - syknął do Christy.
- Spadaj, Styles - odsyknęła.
- Już zapomniałaś gdzie jest twój dom? - zignorował ją.
- Umiem o siebie zadbać, a ty nie będziesz mówił mi co robić.
- Nie rządź się, bo nie jesteś u siebie.
- Przestań mi rozkazywać, młody... - wyminęła go i wyszła z domu.
- Zaczekaj - zawołał za nią Niall i chciał wyjść, ale Harry go zatrzymał.
- Na pewno za nią nie pójdziesz.
- Przestań się tak sapać. Jest dorosła - powiedział Niall.
- Młody - przytoczyłam, ale skarcił mnie spojrzeniem.
- Jest kilka miesięcy starsza, ale jest w moim wieku...
- Przestań być taki nerwowy - delikatnie się do niego uśmiechnęłam.
- Łatwo ci mówić...
- Hazza...
- Nic nie jest, kurwa, tak jak bym chciał.
- Zejdź z Christy, nie zrobię jej krzywdy - wtrącił Niall.
- Gdzie wczoraj zniknęła?
- Chciała już iść więc ją zabrałem - wyjaśnił na luzie mój brat.
- Pieprzyłeś się z nią?
- Tak... Masz z tym jakiś problem?
- Znam cię, Horan i...
- Styles, podoba mi się Christy. Nie pierdoliłbym co drugiej laski w klubie jeśli mam jakieś plany wobec jednej dziewczyny. Nie jestem erotomanem tylko facetem.
- Dobra, chuj z tym - westchnął Harry i wyszedł.

Powoli zaczynam rozumieć Harry'ego. Matrwi się o siostrę, a to małe ryzyko przyprowadzać ją do nas, tym bardziej, że ona nawet nie pali papierosów. Ciekawe co wyjdzie z tego przyszłego związku Nialla z nią. Życzę im jak najlepiej. W sumie to na razie tak szło. Minął dopiero tydzień ferii, ale Niall się nie poddawał. Ashley musiała wracać, a Lily była w kropce. Co za tym idzie, Harry był wybuchowy i jakiś niespełniony.

W poniedziałek pojechałam z Zaynem do Cambridge, Niall też mówił, że pojedzie tylko chce nastawić Christy, bo ma zamiar ją zabrać. Byliśmy o 12.00 u taty, a niecałą godzinę po nas przyjechał Niall.
- Cześć, Chris - przywitał się.
- Dzien dobry - usłyszałam z salonu dziewczynę.
- To jest Christy, moja dziewczyna. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko - mówił mój brat.
- Nie, coś ty. Wejdźcie.
- Jenn już jest? - spytał Niall, ale w tej chwili mnie zobaczył. Spędziliśmy jakąś godzinę razem, a później tata zabrał chłopaków i chciał poznać moje nowe autko, bo to nim przyjechaliśmy.

- Jak ci się układa z Niallem? - skorzystałam z chwili sam na sam z blondynką.
- Dobrze - uśmiechnęła się. W ogóle srasznie często się uśmiecha. - Niall jest taki ciepły i czuły, nawet opiekuńczy, jest świetny.
- Ale o kim ty teraz mówisz? - zdziwiłam się.
- Normalnie jest inny? - niby spytała, ale trochę zabrzmiało to jak stwierdzenie.
- Trochę... - zaśmiałam się. - Niall jest... Trochę inny - nie chciałam mówić jaki jest, sama się przekona z czasem.
- Długo jesteś z Zaynem? - nagle spytała.
- Rok. Znaczy rok się znamy, ale szybko się zbliżyliśmy... Razem jesteśmy jakiś czas - zakłopotałam się.
- Opowiesz mi o tym?
- O czym?
- O waszym związku, o początkach. Historię waszej miłości.
- Serio chcesz tego słuchać? - uniosłam jedną brew. Pokiwała głową, więc zaczęłam od początku i opowiadałam jak to wyglądało, opowiadałam o tym jak "poznałam" mojego brata, jak Zayn odszedł, jak wrócił, jak były wzloty i upadki, a ona dopytywała od czasu do czasu o coś.
- Łał... - wyszczerzyła się na końcu. - To takie słodkie.
- No trochę - zaśmiałam się.
- A powiedz mi coś więcej o Niallu.
- Co chcesz o nim wiedzieć?
- Wszystko - ona była zadowolona, ale nieświadomie podłożyła mi nóż pod gardło.
- Hmmm... Niall nie miał dziewczyny od roku, jak go znam. Lubi imprezy albo domówki, lubi popić i lubi towarzystwo dziewczyn.
- I lubi palić - dopowiedziała.
- Wszyscy palimy, mam nadzieję, że nie przeszkadza ci to.
- Nie no, nie przeszkadza.
- Hazza się o ciebie martwi. Boi się ciebie do nas puszczać. Znaczy do chłopaków i Nialla.
- On nie ma nic do gadania, jestem dorosła i mam swój rozum. Przejdzie mu z biegiem czasu.
- Na wszystko jesteś tak pozytywnie nastawiona? - w ten sposób odeszłyśmy od tematu Nialla.
- Staram się. Chodzisz z Harrym do szkoły?
- Tak, z Harrym, z Lily i Jesy. Chodziła jeszcze Ashley, ale musiała się wyprowadzić...
- W której jesteś klasie? - dopytywała.
- W trzeciej.
- Ooo... Myślałam, że jesteś w wieku mojego brata.
- Jestem rok młodsza.
- To będę chodzić z Hazzą do klasy.
- Serio? Będziesz chodzić do naszej szkoły? Super.

Tak rozmawiałyśmy i rozmawiałyśmy na najróżniejsze tematy, później zdecydowałyśmy się zrobić obiad dla "panów".

W między czasie nie przychodzilii, ale jak kończyłam nakładać na talerze, poczułam, że ktoś mnie obejmuje, a po chwili dostałam całusa w policzek.
- Awwww... - uśmiechnęłam się.
- Twój ojciec jest zachwycony.
- Dziwisz się? - odwróciłam się przodem do niego.
- Aż ja jestem pod wrażeniem - chyba wpadł w samozachwyt.
- Gdzie Niall i tata? - zmieniłam temat.
- Idą.

Zjedliśmy, później razem z Christy posprzątałyśmy, a około 18.00 poszłam z Zaynem na spacer. Szliśmy romantycznie za rękę, usiedliśmy na pobocznej ławce, spaliliśmy po papierosie i tak obkrążyliśmy okolicę, że wróciliśmy do domu w pół do 20.00. Znów spędziliśmy czas w piątkę i o 23.00, gdy każdy był już wykąpany, leżałam z Zaynem w łóżku, w moim pokoju.


Spędziliśmy jakąś godzinę na czułościach, zanim poszliśmy spać. Rano, zanim wstaliśmy też się przytulaliśmy... Jak wrócimy do Londynu to chyba musimy od siebie odpocząć. A wróciliśmy po czterech dniach. Ja zajęłam się sobą, Lily, Niallem i Christy, a Zayn był z resztą chłopaków.
_____________________________________________________
Coś mi nie wyszło. Przepraszam za odrobinę nudny rozdział ;x Wiem, że nic się nie dzieje, ale postaram się to poprawić, nie wiem jeszcze jak, ale dam radę pewnie... :) 
To może dyszka ;*

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 56

Zapraszam do zakładki "Bohaterowie" by poznać nowego bohatera.
_______________________________________________________

"Nic w życiu nie przychodzi samo. Nie wystarczy w coś wierzyć, trzeba mieć siłę pokonywać przeszkody i walczyć."

[...]
- Jennifer... Nie będę ukrywał, że było świetnie gdy byliśmy przyjaciółmi i mogliśmy pozwolić sobie na więcej. Ale z drugiej strony zobowiązania, wierność i szczerość zawsze czegoś nauczą. Wiem, że zesztywniałaś przeze mnie. Już nie śmiejesz się jak kiedyś, wszystko jest inaczej... Więc kolejny raz proszę cię o ostatnią szansę...
- Ostatnią, Zayn...
- Ostatnią... - oparłam swoje czoło o jego.
- Nie potrafię dać ci odejść...
- Właśnie dlatego jesteś złotą dziewczyną - pogłaskał mnie po policzku.
- Powiedz mi, że między nami będzie znowu tylko dobrze.
- Będzie tylko dobrze, obiecuję - szepnął ostatnie słowo i cmoknął moje czoło, po czym ciepło pocałował moje usta.

Czy trzeba się upić żeby się pogodzić? Mam na myśli tak dosadnie pogodzić i dokładnie się zrozumieć. Tak, trzeba... Dlatego poszliśmy do nie wielkiego baru i zaczęliśmy tankować piwa. W takich sytuacjach zawsze sobie coś wytłumaczymy. Było świetnie. Niestety Zayn musiał jechać samochodem więc trochę przystopował. Wypił chyba z 5 piw, ale nie robi mu to żadnego kłopotu żeby jechać. Ja wypiłam chyba z 8... Zayn tłumaczył mi, że mam dosyć przy 6 piwie, ale raczej wiedziałam lepiej. Pojechaliśmy do mnie albo do Zayna. Nie pamiętam. Ale za to pamiętam, że ostro się... Hardo się kochaliśmy. Hardo i długo. I tylko na nasz sposób. Proste, że było najlepiej.

W weekend pojechaliśmy do Louisa. Wszyscy coś popili, a ja jakoś nie miałam ochoty. Rozmawialiśmy dużo o Liamie i Jesy i o ich podróży do Paryża, która trwała dłużej niż przypuszczałam. Oboje byli bardzo zachwyceni.
- Aż szkoda wracać - mówiła Jess.
- Mhm, tęskniłam - posłałam jej sztuczny uśmiech.
- Ja też - dołączył Liam i spojrzał na mnie, Ja lekko uniosłam kąciki ust w górę z bliżej nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Mieliście tyle kasy? - dopytała Lily.
- Z tym było najciekawiej - Liamowi zaświeciły się oczy.
- Umieram z ciekawości - skomentowałam.
- Jesy znalazła dobrą pracę, a ja trochę zająłem się dilerką. Powiedzmy, że puściłem wszystko drożej niż u nas.
- Masz łeb do interesów - przybił mu Louis piątkę.
- Mnie ciekawi praca Jess - dociekałam, a Li się zaśmiał.
- Jess tańczyła w nocnym klubie - wyjaśnił na luzie.
- Pół nago? - szeroko się uśmiechnęłam.
- Bardziej.
- Łaał, super...!
- Co jak co, ale było zarąbiście. Prawie niczym się nie różni tam od Londynu. Poza językiem... Ale imprezowaliśmy co chwile i... W ogóle - spojrzeli po sobie z uśmiechem, a ja wywróciłam oczami. Tak jeszcze dopowiedzieli czasem szczegóły, ale średnio chciało mi się tego słuchać, więc wyszłam na papierosa. Ze mną nikt nie poszedł, bo przeciwnie do mnie interesowało ich jak nasi przyjaciele spędzili ten czas. Spaliłam jednego, rozpaliłam drugiego. Nie wiem dlaczego, ale nie spodziewałam się, że Zayn do mnie dołączy.
- Co tam? - rzucił i objął mnie.
- Nie chciało mi się już wysłuchiwać jak Jesy fascynuje się tym wszystkim...
Zayn się zaśmiał i rozpalił fajkę.
- Nie pijesz? - zmienił temat.
- Nie chce mi się.
- Kontrolujesz?
- A muszę?
- Nie, misiu - pocałował mnie w policzek. - Absolutnie nie.

Dość szybko zleciały ostatnie dni do ferii zimowych. I teraz dwa tygodnie laby. Z czego połowę prześpię. Jakoś teraz mija rok od czasu jak poznałam się z Zaynem. Ale odnoszę to dziwne uczucie jakbym znała go od lat. Zbliżają się również walentynki. W zeszłe walentynki pierwszy raz poszłam do łóżka z Zaynem. Bardzo miło mi się to wspomina. Czekałam wtedy aż zadzwoni żeby się umówić ze mną, a teraz? Jak tego nie zrobi to ja zadzwonię i powiem żeby przyjechał. Kiedyś to było bardziej romantyczne. Te początki kiedy się jeszcze nie znaliśmy... To był świetny czas. Szczerze żałuję trochę, że nie związaliśmy się szybko. Miałam chyba traumę po byłym, ale nie znałam Zayna. Teraz wiem jaki jest i jeśli teraz podobna sytuacja miała miejsce to wszystko było by inaczej. Jestem zdanie, że straciliśmy ten czas, ale było się "młodym"?... Chyba tak. Teraz czuję się trochę nawet doroślejsza.

Walentynki są w niedzielę, a w sobotę rano dostałam ciekawego smsa...

Od: Ashley
Hej. Co u ciebie? Jesteś w domu dzisiaj i jutro? Pomyślałam, że mogłabym przyjechać, bo zaczynają się ferie i nie muszę się na razie uczyć. Masz ochotę na spotkanie?

Do: Ashley
Cześć. Jestem w domu, śmiało przyjeżdżaj.

Po dłuższej chwili pisania umówiłyśmy się, że dzisiaj przyleci koło 17.00, a ja po nią pojadę na lotnisko, żeby nie tułała się z walizką po autobusach. Więc pojechałam do Zayna żeby pożyczyć auto, a że jego pierwsze słowo brzmiało "Nie" to szybko rzuciłam, że pożyczę od brata, albo kogokolwiek. Ale po tych słowach mnie zatrzymał.
- Po co ci?
- Pojadę po Ashley na lotnisko - wytłumaczyłam.
- Ashley przyjeżdża? Na walentynki?
- No... - uśmiechnęłam się.
- Pojedziemy razem.
- Nie, chcę spędzić z nią babskie popołudnie. Na pewno ma mi wiele rzeczy do opowiedzenia, o których raczej nie mówiłaby tobie...
- Baby... - westchnął.
- To dasz mi? - wyszczerzyłam się.
- A ty mi dasz? - zrobił to samo tylko mega sztucznie. Westchnęłam i klepnęłam go w brzuch.
- Minus 10 dla romantyzmu...
- Żartuję przecież. O której masz jechać?
- O 17 mam być na lotnisku.
- To zostań chwilę.
- To zrób mi kawę.

Czekałam za Zaynem siedząc po turecku [?] na oparciu od kanapy i oglądając telewizję. Gdy przyszedł położyłam nogi na siedzeniu i usiadłam normalnie z podkurczonymi nogami. Tak spędziliśmy miłą godzinę razem w trochę romantycznym klimacie. Później pojechałam jego samochodem na lotnisko i czekałam tylko 10 minut za Ashley. Wytuliłyśmy się trochę na przywitanie i poszłyśmy do samochodu. Później pojechałyśmy pochodzić po centrum handlowym i zatrzymałyśmy się na deserze. Zajadałyśmy się i trochę rozmawiałyśmy, ale najgłębsze tematy przyszły w nocy, gdy leżałyśmy obok siebie w łóżku.
- Ashley... - powiedziałam niegłośno. - Dlaczego to sobie robisz?
- Co takiego?
- Smucisz się.
- Nie rozumiem.
- Przecież nie przyjechałabyś tutaj żeby zobaczyć się tylko ze mną. To jest pewne, że spotkamy się wszyscy, a między tymi wszystkimi jest Louis...
- Tak długo wytrzymywałam, ale już nie mogę dłużej. Muszę go zobaczyć, usłyszeć i chociaż przytulić... Poczuć jego zapach i spojrzeć w jego, uśmiechnięte oczy...
- Jeju, misia... Jeszcze go kochasz? - spytałam szczerze. Odkiwała mi tylko głową. - Tak się z niego nie wyleczysz...
- Nie potrafię inaczej, nie umiem żyć całkowicie bez niego, jakbym go nigdy nie znała. A to on obrócił moje życie o 180 stopni. Wasza szkoła, wasze towarzystwo i Londyn i to wszystko jest najlepsze. Tam to nie jest to samo... Tam nic nie ma sensu.
- Bo źle się nastawiasz...
- Nie, Jenn. Mam po prostu porównanie. Wcześniej może odpowiadała mi prywatna szkoła i same piątki i szóstki ze sprawdzianów, ale jak zobaczyłam co to znaczy mieć życie to zmieniłam zdanie...
- Daj spokój, masz wszystko... Rodziców, którzy cię kochają i chcą żebyś w przyszłości była najlepiej ustawiona, jesteś śliczna, świetna i przede wszystkim fajna i lubiana. Masz super charakter, a do tego jesteś mądra i dostajesz same piątki. Nawet nie wiesz ile osób ci zazdrości. Na co ty narzekasz?
- Nikt mi nie zazdrości. Nie znam ani jednej osoby...
- Na przykład ja, Ash...
- Ty? Proszę cię, czego taki ktoś jak ty może mi zazdrościć?
- Tego wszystkiego co wymieniłam.
- Ale podobało mi się życie między wami. Przyjaciele są prawie jak rodzeństwo... Co to za frajda bez was? Nie mam się z kim czymkolwiek dzielić, a poza tym rodzice mówią żebym się dużo uczyła jak oni...
- Nie udawaj, że nie masz koleżanek...
- Mam, ale na prawdę nie ma nikogo lepszego od was... Rzuciłam nawet hasło rodzicom o mieszkaniu w Londynie tak jak ty teraz, sama i w ogóle... To chyba na łeb upadłam. Gdzie w tym wieku mieszkać sama... Ja nie jestem inni...
- Przykro mi...

Na takie i podobne tematy rozmawiałyśmy do 1.00 w nocy. Później już nas zmuliło i zgasiłyśmy światło, migiem zasypiając. Następnego dnia w weselszych nastrojach zjadłyśmy śniadanie i wypiłyśmy kawę. Zayn do nas wpadł na 10 minut, bo miał coś do załatwienia, a miałam jego samochód. Później jakoś tak zawczasu się nawzajem pomalowałyśmy starannie i ładnie i obmyślałyśmy w co się ubrać. Uszykowałyśmy sobie i zorganizowałyśmy sobie czas do 15.00. Chciałam spytać Lily jak to widzi, bo przecież ona i Louis trochę prztykają ze sobą. Cóż... Lily jest zawiedziona w 200%. Jej rodzice umówili się z Hazzy rodzicami na "podwójną randkę" (ile oni mają kurwa lat?) i nie znając prawdziwych przyczyn rozstania swoich dzieci zabierają ich pod pretekstem "nie obchodzi mnie, że nie jesteście razem, macie tylko spędzić razem czas". Oczywiście nasłuchałam się "to będą najgorsze walentynki życia" itp. Ale życzyłam jej tylko powodzenia. Później pisałam z Niallem o Ashley, a on postara się jakoś zagadać Louisa o niej.

Chwilę przed 17.00 zadzwonił (zupełnie niespodziewanie...) Zayn.
- Cześć misiu - przywitałam go.
- Hej. Co robisz?
- Czekam aż zadzwonisz.
- Chcesz przez to powiedzieć, że nie masz planów?
- Nie - mówiłam uśmiechając się coraz szerzej.
- To już masz.
- A mogę chociaż wiedzieć jakie?
- Zabiorę cię na randkę, mam dla ciebie niespodziankę, a później pojedziemy do mnie.
- To do zobaczenia.
- Będę po 18.00.

- Jakie to słodkie - przyznała Ashley.
- Nie mów tak - pogłaskałam ją po ramieniu.
- A co masz dla niego na walentynki? - spytała, czym totalnie mnie zbiła.
- O kurwa...! - zakryłam usta dłonią. - Nic... Myślisz, że on coś mi kupił?
- Coś tam słyszałam, że niespodzianka...
- Jezu, ale masakra... Co mogę mu kupić??
- Nie wiem... Zegarek?
- Kurde, jakie przewidywalne...! - zaczęłam panikować i chodzić w kółko. - Dobra, za wiele nie zdziałam w godzinę. Musimy szybko skoczyć po jakiś zarąbisty Zaynowy zegarek i... Coś może mi się nawinie.

Nie miałam czasu więc obie w dresie pojechałyśmy do najbliższego centrum handlowego. Nie ważne, że w jedną stronę autobus jedzie 15 minut... To jest pół godziny w dupę w dwie strony. Drugie pół godziny na szukanie prezentu... Weszłam najpierw po ten zasrany zegarek i sprzedawca szukał czegoś odpowiedniego, bo się na tym zna.
- Taki żeby był trochę sportowy, ale trochę elegancki - tłumaczyłam. - Dla kogoś kto uwielbia jeździć autem i na motorze i czasem potrafi być romantyczny... - stukałam paznokciami o paznokcie. Ostatecznie dostałam taki... No na moje oko idealny, ale nie chciałam słyszeć ceny...
- Przepraszam... - powiedziałam cicho, ale wysokim głosem do karty płatniczej i ją cmoknęłam. Zapłaciłam i poszłyśmy dalej. Weszłyśmy do sklepu z duperelemi, krótko mówiąc, nie spodziewałam się, że jakieś gówno dodam do tego zegarka. Kupiłam 2 malutkie zawieszki, obie z literką 'J' i z serduszkiem, żeby Zayn przyłączył do kluczyków od samochodu i od motoru. Znaczy... Mam nadzieję, że tak zrobi. Zahaczyłyśmy o drogerię i kupiłam zarąbisty perfum Davida Beckhama i niestety mam już pustą głowę, więc jak mu się nie do końca spodoba to powiem mu, że przypomniałam sobie dopiero godzinę przed naszym spotkaniem, ugh...

W domu byłam chwilę przed 18.00 na szczęście i szybko, razem z Ashley się przebrałyśmy.
Jennifer
Ashley



Rozczesałam jeszcze tylko włosy i czekałam na Zayna, siedząc obok Ashley na oparciu kanapy. Niall napisał mi smsa, że Louis przyjedzie również po Ashley i spędzą sobie czas, więc życzenie jej się spełni, ale szkoda, że dla Louisa to ma trochę inne znaczenie...

Nagle  jeden po drugim usłyszałyśmy brzmienie klaksonu, więc zgasiłam światło i wyszłyśmy. Stali tam... Obydwoje... Aż mi dech zaparło. Stali oparci o swoje samochody i mierzyli nas wzrokiem.


Spojrzałyśmy z Ashley po sobie i lekko się przytuliłyśmy bokiem.
- Baw się dobrze - powiedziałam półszeptem w jej ucho.
- Ty też - posłała mi ciepły uśmiech i obie poszłyśmy do chłopaków. Louis przytulił Ash mocno do siebie na przywitanie, wsiedli do auta i odjechali.
- Cześć, Jenn - odezwał się mój chłopak.
- Cześć - pocałowałam go w usta. Małą torebeczkę z prezentem dla niego miałam za sobą. A że Zayn szedł przede mną i otworzył mi drzwi od samochodu to nie zauważył. Gdy szedł przed samochodem, by usiąść za kierownicą schowałam torebeczkę do schowka.
- Cały czas będziesz taki romantyczny? - spytałam gdy już jechaliśmy.
- Nie - zaśmiał się. - A mam?
- Nie - również się zaśmiałam. - Dokąd jedziemy?
- Na kolację - wyjaśnił, a później więcej zbyt nie rozmawialiśmy.

Jaki ogromne było moje zdziwienie... Ba. Byłam w tak zajebistym szoku, że nie wydałam z siebie ani słowa gdy Zayn na mnie spojrzał.
- Co oni tutaj robią? - szepnęłam do chłopaka komentując obecność każdego naszego przyjaciela tutaj. KAŻDEGO z drugą osobą.
- Lily poprosiła o wsparcie - powiedział cicho do mojego ucha, ucałował mój policzek i lekko mnie pchnął żebym szła dalej, do naszego stolika. Szłam z Zaynem za rękę i tylko uśmiechnęłam się do brata i lekko mu kiwnęłam. Jego partnerka/dziewczyna/towarzyszka, nie wiem... Spojrzała na mnie z dziwnym wyrazem twarzy jak by była zazdrosna czy coś, ale ja idę przecież ze swoim chłopakiem do innego stolika. Tak jak każdy tutaj był dwuosobowy.

Po minucie przyszedł kelner po zamówienie więc wzięłam coś lekkiego dla siebie, a Zayn prawie podobnie. Jedzenie przyszło po niecałych 10 minutach. Zjedliśmy, popijaliśmy czerwonym winem i rozmawialiśmy.
- Śmiesznie się czuję w takim miejscu - stwierdziłam.
- Jak co weekend jesteś rozwalona na kanapie o Louisa, pijesz piwo albo wódkę to się nie dziwnie - śmiał się ze mnie.
- O jezu... Na prawdę tak wygląda każdy mój weekend?
- Tak mi się kojarzy.
- Boże, muszę to zmienić... Ale nie mów, że czujesz się tutaj jak ryba w wodzie.
- No nie - znów się zaśmiał. - Ale czasem warto.

- Chciałabym się obrócić i obserwować jak słodko na siebie patrzą Hazza i Lil albo Lou i Ashley... - westchnęłam.
- Zamiast skupić się na sobie i na mnie?
- Masz rację... Po prostu chcę żeby byli szczęśliwi, tak jak my. A nie jest tak idealnie.
- Nic na to nie poradzisz - pogłaskał mnie po dłoni.
- No nie...

- Mam coś dla ciebie - gwałtownie zmienił temat.
- O...! - szeroko się uśmiechnęłam. Zayn wyciągnął małe, czarne, jakby zamszowe pudełeczko, a ja się trochę zdziwiłam. Popatrzyłam mu w oczy, ale nic nie powiedział. - Nie...! - wydałam z siebie.
- Nie - odpowiedział mi tym samym i śmiał się z mojej reakcji.
- Nie? - chciałam się upewnić.
- Nie.
- Okej - wzięłam pudełeczko w rękę i bałam się je otworzyć.
- Śmiało - zachęcił mnie.
Powoli to zrobiłam. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom!

- O kurwa! - zakryłam usta rękoma. - Przepraszam, że klnę, ale... O kurwa...!
______________________________________________________
Na prawdę was przepraszam za tą nieobecność i "wgl" :O :( ♥
Ale jestem i postaram się dodawać serio częściej te cholerne rozdziały :)

Miło mi się zrobiło, gdy pewna anonimowa czytelniczka zauważyła kawałek z "Change your ticket" ;) Czasem usłyszę fajny tekst albo coś takiego i zapiszę sobie żeby użyć tutaj, ale zdarza mi się podłapać teksty z piosenek, bo tak mi pasują ;o
Do następnego, hihihi ♥
15 kom ;*