środa, 20 maja 2015

Rozdział 63


W niedzielę wieczorem ponownie pojechałam do chłopaków. Oni spokojnie przed tv pili piwo. Z Niallem siedziała Christy i był jeszcze Hazza z Jesy. Wchodząc bez przywitania z butelką wódki w dłoni rzuciłam:
- Moja kolej.

Patrzyli na mnie bez słowa, ale po chwili przyjęli to pozytywnie.
- Ja dziękuję, jutro szkoła... - zniesmaczyła się Christy.
- Sztywniara... - mruknęłam pod nosem, a co najgorsze Jesy powiedziała w tym samym czasie dokładnie to samo słowo.
- Jenn! - uniósł się Niall. - Nie pozwalaj sobie.
Nie dziwię mu się, że to mnie wyzwał. Jestem jego siostrą więc na mnie bardziej się wkurzył.


Usiadłam między Liamem, a Niallem i zaczęliśmy z grubej rury, mimo, że ja...
- Myślałaś, że to przejdzie? - Niall mnie objął i odwrócił moją twarz w jego stronę.
- Ups... - powiedziałam pół żartem, ale Nialla to tak nie bawiło. Nie był zły, ale po prostu go to nie bawiło.
- Co się stało? - spytała Christy. No tak, ona nie wie, że tutaj w grę wchodzą złe używki...
- Nic... - odpowiedział jej Niall i zaprowadził mnie do kuchni.

- Jennifer, co się dzieje? - spytał już z troską.
- Przyjebałam przed piciem i tyle - okłamałam go, ale nie zbyt skutecznie.
- Kogo oszukujesz? Widzę, że poszłaś po bandzie. Tak się nie robi dla rozrywki - pouczał mnie brat, a ja zerkałam w stronę salonu, bo kilka spojrzeń się na nas kierowało.
- Przytul mnie, Niall - unikłam drążenia dziwnego tematu, a mój brat wykonał polecenie.
- Jak się czujesz? - wszedł Liam i dołączył do przytulania.
- Fajnie wam się tak okłamuje Christy? - chyba im to zarzuciłam. Ona jest taka nieświadoma, że jej otoczenie jest złe i w sumie to jest karalne. Siedzi tutaj sobie i pije, a dookoła niej jarają, ćpają i pokazują jej się na oczy. Przeszkadza mi tutaj ta blondi.
- Zostaw mnie z nią - poprosił Liam Nialla.
- Zejdź z niej, Jenny, tylko o to cię proszę - szepnął brat, wyszedł z kuchni i zostaliśmy sami. Li zamknął mnie w swoich wielkich ramionach i po chwili mówił. - Coś poważnego?
Pokiwałam głową.
- Chcesz się napić, mysiu?
Ponownie pokiwałam głową i dostałam buziaka w policzek.
- Zaopiekuję się tobą - szepnął i teraz ucałował moje czoło.

W sumie to picie jak picie. Tym razem nie mogłam się upić, a bardzo chciałam więc paliłam prawie papierosa za papierosem co chwilę przepijając to wódką. Zrezygnowałam z popitki i wlewałam w siebie tylko ten pierdolony alkohol. W pewnym momencie zapomniałam, że miałam taki straszny powód picia, myślałam tylko o tym co działo się w jednej chwili. Ale skończyło się to prędzej niż sądziłam. Harry i Jesy się skończyli, w końcu zawsze musi się znaleźć taki ktoś. Niall wykorzystał to, że Styles tego nie widzi i poszedł z Christy do łóżka. Nawiasem mówiąc, jednak skusiła się na kilka drinków.
- Chodźmy się wykąpać - poprosiłam chłopaków.
- Słucham? - zdziwił się Lou.
- Czego nie zrozumiałeś? - ominęłam go i poszłam do łazienki. Odkręciłam wodę i zdjęłam bluzkę. Lou i Liam stali w drzwiach i tylko obserwowali. Później spojrzeli po sobie i weszli zamykając drzwi.
- I to mi się podoba - puściłam im uśmiech widząc, że obydwoje dotrzymają mi towarzystwa. Wanna była pełna wody kiedy zakręciłam kurek. Rozebrałam się do naga i nie obchodziło mnie, że chłopcy widzieli moje tyły. Weszłam do wanny i usiadłam po środku. Podobnie jak kiedyś gdy kąpałam się z Lily i z Zaynem. Fuck... Z Lily i Zaynem, z dwójką najważniejszych osób w moim życiu. Szmaty...
Leżeliśmy w wannie w ciszy i wsłuchiwaliśmy się we własne oddechy. Lou wpadł na ciekawy pomysł spalenia, bo stwierdził, że w moim stanie nie zasnę do jutra i opuszczając nas na chwilę przyniósł dwa blanty i odpoczywając w wannie spaliliśmy je w obiegu. Czułam się idealnie i nic więcej nie potrzebowałam. Trochę było twardo i chciałam wyprostować nogi, ale dobrze siedziało mi się we wannie. Nikt nie zważył na to, że dużo czasu spędziliśmy zupełnie nic nie robiąc. Nadszedł ten czas gdy ocknęliśmy się do rzeczywistości i spytali mnie co się serio stało. Milczałam. Nie wiedziałam czy im powiedzieć, czy to jest tego warte.
- Kiedyś się dowiecie - uśmiechnęłam się trochę fałszywie. 
Nie chciałam im nic mówić, nie przeszło by mi to przez gardło... Zaynowi i Lily chyba też nie zależało, by o tym paplać.

Chłopacy okazali się przyjacielscy, bo poszliśmy również w trójkę do jednego łóżka i kładąc mnie w środku przytulili mnie, a nie dobierali się ani nic podobnego. Bezpiecznie zasnęłam zmulona jointem i obudziłam się w tej samej pozycji co zasnęłam.

W domu nie było już Christy, ani Harry'ego. Byli w pewnie w szkole, Jesy spała jeszcze na kanapie, chłopacy robili śniadanie, a ja popijałam kawę na drugiej kanapie. Byłam głęboko zamyślona i aż się wyłączyłam.
- Smacznego - Liam mnie przywrócił do rzeczywistości. Zjedliśmy w ciszy. Wyszłam na taras, by w samotnośći spalić, ale ku mojemu zdziwieniu dołączyła do mnie Jesy.
- Jak tam? - zadała najbardziej uniwersalne pytanie, na które i tak nie miałam zamiaru odpowiadać. - Na słuch ci padło? - kontynuowała.
- Nie.
- Nie chcesz pogadać? - jakby się zdziwiła.
- Z tobą?
- Nie ważne. Zawsze jak coś się dzieje to lepiej się wygadać.
- Nie jestem z tych. A jeśli chciałabym się komuś wygadać to na pewno nie tobie - weszłam z powrotem do salonu, ale niedługo po tym wsiadłam w samochód i pojechałam do siebie. Nie wiem jak mam teraz żyć. Nie pójdę do szkoły, bo Lily tam jest, bo ludzie tam są, bo mam już wyjebane. Będę siedzieć sama w domu? Jak kiedyś? O nie, na pewno nie. Nie chcę przez to przechodzić. Jestem przecież silniejsza niż kiedyś. To jest najważniejsze, więc może pojadę jutro do tej pierdolonej szkoły i stawię wszystkiemu czoła? Tak, zrobię tak. Pomimo, że czuję się dziwnie. Zerwałam z Zaynem, zerwałam z Lily, wydaje się jakby to był koniec. Jakaś przepaść, jakby nic dalej nie było. I to jest najgorsze, spędzaliśmy wspólnie czas, mamy wspólnych przyjaciół i wszystko jest wspólne. Byłam niedaleko od spytania Zayna, czy nie zechciałby się do mnie wprowadzić, bo czułam, że nikt nie jest tak wyjątkowy jak on, dziwię się, że JA to mówię, ale zaczynałam myśleć, że Zayn to ten jedyny. Nie oszukując się. Nie chcę nikogo innego jeśli nie mogę mieć mojego Zayna. 'Możesz.' mowiłam do siebie, on pragnie tego, ja pragnę tego, to jedyna rzecz, o której myślę, ale nie. Muszę być jebnięta żeby go od siebie odrzucać. Zdradził mnie z Jesy, wybaczyłam. Nie wybaczę mu, ani Lily tego co zrobili.

Wróciłam do tej pierdolonej szkoły i gdy weszłam spóźniona na pierwszą lekcję, szybko znalazłam wolne miejsce, które mnie zainteresowało. Obok Jesy. Owszem, Lily też siedziała sama, ale przecież do niej nie usiądę. Lekcja się ciągnęła, ale jakoś wytrwałam do końca. Co dziwne, na trzech przerwach poszłam zapalić i za każdym razem z Jesy. W sumie trochę gadałyśmy i nawet się nie pobiłyśmy.
__________________________________________
Więc długo mnie nie było, ale nie ma na nic czasu, a rok szkolny prawie się kończy. Postaram się znaleźć wwięcej czasu na pisanie (mam nadzieję, że ten pierdolony blogger przestanie mi szwankować, bo idzie się nieźle wkurzyć podczas pisania), a tymczasem napiszcie co myślicie o rozdziale ;*

piątek, 1 maja 2015

Rozdział 62

Przez moje ciało rozlała się gorąca fala ciepła, a z głowy odpłynęła mi krew. Teraz i mnie drżały ręce i przestałam mieć wpływ na impulsywne ruchy.
- Ty szmato! - wyzwałam Lily i z całej złości się odmachnęłam, oddając piekącego, płaskiego strzała w jej policzek. Takich już dawno nie dawałam, a Lily jeszcze takiego ode mnie nigdy nie dostała. Ta przechyliła głowę w bok i powoli ją podniosła, już z większą ilością łez na twarzy.
- Jenn... - prawie szepnęła. - Przepraszam...
- Pierdoli mnie to, rozumiesz?! - Krzyczałam w porównniu do niej. - Miałaś rację, puściłaś się!
- Pozwól mi wytłumaczyć...
- Nie, Liliana! Wypierdalaj stąd i nie pokazuj mi się więcej na oczy! - mnie też napływały łzy do oczu, ale zacisnęłam zęby.
Patrzyłyśmy na siebie przez chwilę w ciszy, ale nie wytrzymałam i wydarłam się:
- Na co, kurwa, czekasz?!
Lily wycofała się i wyszła, a mi pojedyncze łzy spłynęły z oczu. Poszłam do sypialni uderzając o wszystko po drodze płaską dłonią i wydając z siebie krzyki. Nie docierało do mnie, że coś takiego mogło się stać, ale gdy wyobrażałam siobie tą dwójkę w łóżku nie miałam ochoty płakać - po prostu się darłam i biłam wszystko co możliwe. Można się kłócić, że ryczałam, ale tak naprawdę to łzy leciały z moich oczu mimowolnie, a wszystkie emocje wypuszczałam buzią zdzierając sobie gardło.

Dużo czasu minęło zanim się uspokoiłam. Przez całe popołudnie nie ruszałam się z łóżka i robiłam jedną rzecz, więc nie zdziwię się jeśli jutro nie będę miała głosu. Zastanawiam się tylko co mam zrobić. Jechać do Zayna? Zadzwonić żeby przyjechał do mnie? Jechać do chłopaków? Napierdolić się? Wygadać się komuś? Czy milczeć? Mam straszny chaos w głowie, w takich warunkach nie da się myśleć, bo ledwo swoje myśli słyszę.

Najbardziej myślę w stronę wizyty u brata i picia do oporu, ale czy tak na serio chcę to zrobić? Chyba nie chcę się im wygadać, nie wiem co ze sobą zrobić, jak postąpić żeby to miało sens.

Do: Zayn

Jestem u ciebie za 15 min ;*

Nie wiem co pomyśli. Albo, że chcę się bzykać, albo, że wiem co przeskrobał i czas się rozliczyć. Poczułam chęć zemsty, ale w tym przypadku tego nie zrobię, bo nawet nie mam ochoty z nikim innym spać. Na moje usta wszedł uśmiech, ale pokręciłam tylko przecząco głową i uderzając ręką w ścianę uśmiech zszedł mi z ust.


Nie mogłam dłużej siedzieć więc wzięłam szybki prysznic dla ożeźwienia, pomalowałam chociaż rzęsy żeby jakoś wyglądać, ubrałam się tak, by wyjść do ludzi, ale nie wiem co mnie, cholera, tknęło żeby zajrzeć do tej jednej szufladki gdzie mam ten jebany prezencik od Nialla... 'A chuj...' pomyślałam i usypałam sobię jedną kreskę, którą wciągnęłam na dwa razy. Siedziałam przez chwilę bez ruchu, a później wyszłam z domu. Nie doprowadziło mnie to szybko do złego stanu więc wsiadłam za kółko i ruszyłam. Jechałam szybko, wiem. Za szybko... Ale chciałam być szybko u Zayna więc nie zważałam na nic. Nawet rozpaliłam papierosa w środku, jednak musiałam mieć okno otwarte na ościerz. Nieźle mi wszedł na głowę ten ćmik, ale jestem już niedaleko. Im byłam dalej od domu, tym mocniej naciskałam na pedał gazu, a co się z tym wiąże: nabrzmiewałam jak głupia złością. Najchętniej wcisnęłabym gaz do końca, bo nie mam już siły powstrzymywać żadnych ruchów, ale muszę dojechać na miejsce i na kogoś pokrzyczeć.


Jak wysiadłam z auta prawie trzesnęłam drzwiami, ale pamiętam, że to nie jest takie byle co i nie będę się obchodzić z samochodem jak z bezwartościową rzeczą, ale gdy przekroczyłam próg domu Zayna z całej siły zatrzasnęłam drzwi wejściowe, a chłopak natychmiast wstał z rozpoznawalnym przerażeniem w oczach.

- Jenny, skarbie, co...? - przerwałam mu, to o co chciał spytać, ostrym, pełnym złości liściem w twarz.
- Nigdy więcej się tak do mnie nie odezwiesz! - warknęłam z narastającym tonem.
- Daj mi wyjaśnić... - westchnął i spuścił głowę.
- Nie chcę twoich wyjaśnień! Przegiąłeś i to grubo! Jak mogłeś mi to, kurwa, zrobić?! Pieprzyłeś moją najlepszą przyjaciółkę! Co ty chcesz, kurwa, wyjaśniać?! - krzyczałam na niego, nie zwracając uwagi na przekleństwa, których używałam jako przecinków.
- Jenn, daj się chociaż przeprosić.
- Okej! - powiedziałam trochę z przymusu.
- Przepraszam... Przepraszam cię za to wszystko. Nie chciałem żeby to tak wyszło... - w tym momencie się ironicznie zaśmiałam. - Naprawdę jest mi przykro.
- Coś jeszcze?
- Chciałem cię prosić o...
- O co?! - znowu mu przerwałam. - O drugą... To znaczy, kolejną szansę?! Nie masz już ich więcej! Pozbyłeś się ich jak tylko mogłeś!
- Chciałem cię prosić o wybaczenie.
- Hah! 'O wybaczenie'... Zapomnij, nigdy ci tego nie wybaczę! Wiem, że jest ci przykro, bo byliśmy słodcy, ale wybrałeś pożądanie, kiedy mnie oszukiwałeś! - ponownie cholernie się uniosłam.
- Nie chciałem cię oszukać. Żałuję tego.
- I będziesz żałował! Ale jest za późno! Jak mogłabym ci znowu zaufać?! - łzy wkradły się w moje oczy, ale starałam się trzymać.
- Nie chcesz tego...
- Nawet nie próbuj mną manipulować! Może i nie chcę, ale zrozum jedną rzecz: To koniec! Koniec z nami, koniec ze wszystkim!
- Nie mów tak, proszę...
- Nie wkurwiaj mnie, Zayn! Koniec z dobrą Jennifer! Zgubiłeś się, gdy schlałeś się jak świnia i przez ciebie nasza miłość przepadła! Już nigdy nie powiesz mi jak bardzo mnie kochasz i już nigdy nie usłyszysz tego ode mnie! - teraz spłynęły mi pierwsze łzy połączone z krzykiem. - Już nigdy nie będzie 'nas'! Dlatego wypierdalaj z mojej głowy, serca i z mojego życia!
Nie wytrzymałam i cofnęłam się do drzwi nie spuszczając oczu z Zayna.
- Jenny... - powiedział półszeptem i zrobił pół kroku w moją stronę.
- Wal się, Malik! Nienawidzę cię! - krzyknęłam na niego ostatni raz, szarpnęłam swój wisiorek z literką 'Z', w którym byłam zakochana, rzuciłam nim w Zayna i wyszłam z jego domu, szybko wsiadając do auta i odjeżdżając z piskiem opon. Teraz swobodnie zaczęłam ryczeć, mimo, że nie lubię tego robić. Podświadomie skręciłam nie w ten zakręt, w który powinnam i dojechałam nad Tamizę. Siedziałam chwilę w samochodzie, wytarłam łzy i wysiadłam. Spacerowałam chodnikiem, tak jak zawsze z Zaynem i mimo wszystko cicho łkałam, co chwilę wycierając polik chusteczką. Nie powinnam tu być, to jest nasze miejsce, przyjeżdżaliśmy tutaj razem na romantyczne spacery, by sobie coś wyznać. A teraz jestem tu, chyba tylko po to, by poczuć ból. Wszystko szlag by trafił!

Siedziałam na ławce jakiś czas i powoli przestawałam 'płakać'. Z ciekawości sprawdziłam, która godzina i trochę się zdziwiłam widząc 23.00. Nieźle się zasiedziałam i nawet nie odczułam tego upływu czasu. Rozejrzałam się i odruchowo wstałam nie wiedząc co ze sobą zrobić. Poszłam do samochodu i najpierw spaliłam papierosa, a później wsiadłam. Pojechałam do brata i wchodząc przez drzwi do domu zapaliłam kolejnego.
- Jakie wejście - usłyszałam od brata. Nawet wstał i mnie przywitał, co było miłe, ale nie pokazałam entuzjazmu na twarzy. Poszłam z nim na kanapę, jednak nie usiadłam. Stałam za nią i usiadłam bokiem na jej oparciu paląc w ciszy.
- Dobrze się czujesz? - spytał Liam, nad którym siedziałam.
- Nie - szybko odpowiedziałam lecz niestety zwrócili uwagę na mój zdarty głos i spojrzeli na mnie bacznie. Skoro już mam to za sobą to mogę mówić dalej na luzie. - Polejcie mi.
- Jenny...? - odezwał się mój brat, ale znałam jego pytanie.
- Nie pytaj - krótko rzuciłam i wypiłam zawartość kieliszka, który był napełniony, ale raczej należał do Liama.
- Trzymaj - Liam podał mi szklankę z sokiem pomarańczowym, ale odmówiłam.
- Pierwszego nie popijam - oznajmiłam i zgasiłam papierosa w popielniczce.
- Zayn, przynieś jeszcze jeden kieliszek - zawołał Louis, a ja gwałtownie odwróciłam głowę w stronę kuchni. Moje i Zayna spojrzenia się spotkały i przez chwilę zamarłam. On niósł ten pierdolony kieliszek, a niedaleko siedziała Lily przy stole nad usypanymi kreskami. Zagotowało się we mnie i wstałam z oparcia.
- Bawcie się dobrze - rzuciłam krótko i wyszłam szybciej niż weszłam. Tutaj również trzesnęłam drzwiami ze złości, bo nie mogłam się powstrzymać.

Jechałam cichą ulicą, już nie tak szybko. Na policzkach od czasu do czasu lądowały nowe, pojedyncze łzy, przez otwarte okno wiało mi w twarz i włosy, znowu paliłam w aucie. W sumie miałam taki olew na wszystko. Chociaż wszyscy moi przyjaciele siedzą teraz razem i spędzają czas tak jak ja najbardziej chcę. Lily i Zayn chyba też potrzebują się napierdolić i skończyć, bo widzę i wiem, że ich też to wszystko zabolało. Ale trudno, teraz to już nie moja sprawa.
______________________________
Przepraszam, że dodałam taki krótki rozdział i po tak długim czasie. Szkoła tak zapieprzała, że nie wiem kiedy te 3 tyg minęły.
Wgl mam mniej komentarzy niż normalnie :O i czasem zaglądam i czekam ^^
Ale i tak kocham tych co są <3
Do następnego ;*
Komentujcie ♥