środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział 65

Pierwsze co zrobiłam po rozpoczęciu wakacji to pojechałam do Cambridge, do taty. Nie na dzień, nie na dwa. Po prostu tam pojechałam. By odpocząć, zrelaksować się, nie spotykać się z nikim. Jednak na wejściu tata pokazał mi, że nie tylko za mną tęskni.
- A gdzie Zayn? - spytał wypuszczając mnie z objęć.
- Kto? - wyminęłam go.
- A Niall? - kontynuował.
- Kto? - powtórzyłam.
- Christy...?
- Kto?
- Jennifer, coś ty narobiła? - założył ręce na biodra, a ja się odwróciłam do niego.
- Tato... - westchnęłam. - Jestem idiotką...
- Nie jesteś, skarbie, każdy popełnia błędy - z powrotem mnie przytulił.
- To nie tak, nie zrozumiesz.
Poszłam do swojego pokoju, położyłam się na łóżku i nic nie robiłam. Zupełnie się zamyśliłam i szczerze wiele bym oddała żeby było jak kiedyś, żeby Zayn tu był, śmiejący się Niall, nawet Christy. I mama. Kiedyś było tak idealnie... Ale Zayn się zmienił, tak zauważalnie stał się innym człowiekiem. Okej, ja też. Wszystko poszło w złą stronę, wszystko się spieprzyło, a ja pięknie to doprawiłam, jakby było mało...
Co dziwne, pod wieczór poszłam na spacer. Mówię, że to dziwne, bo poszłam z tatą. Było ciemno, lekko wiał wiatr, szłam z tatą pod rękę i rozmawialiśmy o nieistotnych rzeczach.
- Co się stało z Zaynem? - do czasu...
- Nn... Nie chcę o tym rozmawiać - trochę się spłoszyłam.
- To może powiesz co z Niallem?
- Tak jakby się z nimi pokłóciłam. Za dużo mówię i przegięłam trochę.
- Z tą jego Christy też się pokłóciłaś?
- Tato... Oni mnie nienawidzą. Niall, Christy, nawet Harry. Inna sprawa z Zaynem i Lily, bo to ja ich nienawidzę.
- Jenny? Co się tam powyprawiało?
- Już nic nie jest tak samo...
Przez kilka dni tata chciał rozmawiać, tym bardziej, że powiedziałam mu "nienawidzę Lily". Ale unikałam zawsze tej rozmowy, przecież nie powiem mu, że Lily i Zayn rżnęli się po pijaku w mojej sypialni... 
- Tato...? - bez przemyśleń, impulsywnie spytałam. - Mogę się do ciebie wprowadzić? - spojrzałam na niego, a on akurat brał łyk piwa i trochę się zakrztusił.
- Słucham? - nie ukrywał zdziwienia.
- Mogę do ciebie wrócić?
- Skarbie - dosiadł się do mnie na kanapę i objął. - Tutaj zawsze będzie twój dom.
- Dziękuję, tatusiu - wtuliłam się w niego i przytuliłam ramieniem, a on ucałował moją głowę.
- A szkoła? Ostatnia klasa? Matura?
- Gdzieś to mam... - nie kłamałam.
- Nie zga...
- Skończyłam 18 lat i nie mam obowiązku się uczyć.
-  Nie zgadzam się, Jenn. Nie zawalisz szkoły średniej przez jakiegoś chłopaka - tata się trochę wkurzył, ale usiadłam bokiem na jego kolanach, jakbym miała 10 lat i mocno przytuliłam.
- Dobrze, tato - niech mu będzie.
- Powiedz mi co się stało w Londynie, że nie chcesz do niego wracać - dalej nalegał.
- Jeśli ci powiem to cała reszta mnie znienawidzi.
- Zarys? Jenn, nie miej przede mną sekretów. Nie tyle.
- Zayn mnie zdradził - tatę ogarnął szok. - Z Lily - ogromny szok.
- Przesłyszałem się?
- Nagadałam przy wszystkich Christy jak bardzo i dlaczego nie pasuje do Nialla, powiedziałam też, że ją zdradził. Wtedy Niall mnie znienawidził, Christy znienawidziła jego i mnie, Harry też znienawidził Nialla i przy okazji mnie, za to wszystko co powiedziałam... - przypominałam sobie wszystko po kolei, sortując co mogę powiedzieć, a co nie i w ten sposób tata ma zarys dlaczego chcę od tego uciec i nie wplątać się w to po raz kolejny.
Po co zwlekać? Obmówiliśmy temat szkoły i domu w Londynie, bym jak najszybciej zamieszkała z tatą. Jest tutaj pasujące technikum, w którym skończę szkołę średnią, złożę papiery, powinni być pod wrażeniem jak pięknie zdałam trzecią klasę z ledwo ponad 50% frekwencji, z resztą nie uczę się źle... Specjalnie się uczyłam i zaliczałam dwa semestry w pół roku, przecież miałam iść na studia z Zaynem... Marzenie ściętej głowy. A dom w Londynie? Dom w Londynie... Pierdolony dom w pierdolonym Londynie. Sprzedamy go. Tak będzie najskuteczniej, przynajmniej tam nie wrócę...
Wróciłam do domu po tygodniu, ale nie spodziewałam się, że podjeżdżając pod dom spotkam Zayna. Wysiadłam z auta, powoli podeszłam do drzwi frontowych, a Zayn wstał ze schodów. Nie odezwał się, więc i ja milczałam, bo nie mam mu nic do powiedzenia. Weszłam do domu i zostawiając za sobą otwarte drzwi dałam znak chłopakowi żeby wszedł.
- Czego chcesz? - popędziłam go.
- Nie powiedziałem ci wszystkiego - zaczął. Nie ukrywam, dobrze było usłyszeć jego głos, ale to nic nie znaczy.
- Dlaczego? Żeby przychodzić na raty?
- Nie, nie dałaś mi takiej możliwości. Chciałem tylko żebyś wiedziała jak było, bo nie chcę mieć przed tobą tajemnic, mimo że to już skończone.
- Streszczaj się, jestem zmęczona - nie wiem dlaczego grałam oziębłą... Oparłam się o kanapę, włożyłam ręce w kieszenie i przeglądałam się chłopakowi.
- Uwierzysz mi jak ci powiem, że to Lily zaciągnęła mnie do łóżka? - spojrzał lekko spode łba.
- Chciałeś powiedzieć "do mojego łóżka"? Nie mów kawałkami. Opowiedz całą historię i spadaj - nie bądź taka niemiła, no ej...
- Jenn...! - trochę się oburzył. Pokazałam ręką, by kontynuował. - Nie chcę zwalać na nią winy, wiem, że nic mnie nie usprawiedliwi dlatego powiem obiektywnie, na tyle, na ile pamiętam.
- Czekam na rozwinięcie.
- Na twojej domówce wszyscy byli pijani...
- Łał... - nie mogłam się powstrzymać od komentarza.


***

Niedowierzanie jak wiele wypiłem. Twarze zaczęły mi się rozmazywać i nie zrobiłem ani jednego prostego kroku.
- Hej, chłopcze, chodź zatańczymy - usłyszałem, odwróciłem się i ujrzałem brunetkę, była tak cholernie znajoma, jakbym widywał ją non stop i w kółko. Wziąłem ją w obroty, a ona cały czas piła drinka, bo miała go w ręce. Po chwili poszliśmy do stołu w salonie i chciała wypić jeszcze połówkę na pół, ale stać mnie tylko na jeden kieliszek. Jednak wyglądało to inaczej, ona piła dwa albo trzy, a ja jednego i tak co jej kilka szotów ja piłem po jednym. Wyszło mnie to z cztery-pięć. Cały obraz kręcił się dookoła, a jak chciałem usiąść czy wstać to traciłem grunt pod nogami. Zorientowałem się, że chyba gdzieś idę i trzymam czyjąś rękę, bo sam bym się nie ruszył. To wciąż ta sama brunetka? Od czasu do czasu czułem, że rusza się przy mnie jakoś tak zmysłowo i coraz bardziej znajomo. Nie wiem kiedy pokonaliśmy schody, ale przemierzając korytarz zatrzymaliśmy się pod ścianą i czułem czyjąś maksymalną bliskość. Jej ciało całe przylegało do mojego, a jej dłonie zmierzały przez ramiona na moją twarz. Poczułem nieśmiały i ciepły pocałunek na ustach. Był krótki, jakby miał znaczyć, że zapowiada się coś niesamowitego, a zarazem niebezpiecznego. Po chwili kolejny całus przeszedł na moją szyję, tylko objąłem brunetkę i odszedłem od ściany. Ona prowadziła i od razu wprowadziła nas do sypialni. Nagle jakbym wszedł do innego świata: dziewczyna ostro pocałowała moje usta i mocno naparła na mnie wręcz przyciskając do zamkniętych już drzwi. Nie pozostawałem dłużny i dokładnie odwzajemniłem każdą jej pieszczotę. Na pół nago rzuciliśmy się na łóżko i cholernie rozpaleni, chaotycznie zdejmowaliśmy swoją bieliznę. Instynktownie sięgnąłem do szafki nocnej, bo Jenn ostatnio zawsze ma tam gumki. Szybko przeszedłem do sedna i przyprawiłem dziewczynę wręcz o krzyki.
Musiałem być bardziej pijany niż myślałem, bo nie wiem kiedy skończyliśmy. Leżeliśmy oboje na plecach, patrzeliśmy w ciemny sufit i głośno dyszeliśmy. Potrzebowałem dłuższej chwili, by dojść do siebie, chociaż w minimalnym stopniu, bo za szybko nie wytrzeźwieję... Założyłem bokserki, bo były gdzieś obok mnie, a resztę ciuchów po omacku znalazłem na podłodze i położyłem na łóżku. Ubrałem się w jeansy i t-shirt, pocałowałem dziewczynę w usta, a ona się podniosła do pozycji siedzącej.
- Nie idź - usłyszałem. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego wtedy stamtąd wyszedłem. Czułem się niepoprawnie.

***


- Boże, jaka szmata...! - skomentowałam zachowanie Lily.
- Nie mów tak o niej.
- Nie broń jej! - zdążyłam się wkurzyć. - Chyba, że uraziłam cię, obrażając Lily, hmm? - odeszłam od kanapy i podeszłam do Zayna.
- Nie, nawet nie gadamy dużo.
- Co mnie to obchodzi? Skończyłeś swoją wzruszającą opowieść?
- Tak.
- Wnioski? - uniosłam jedną brew.
- Schrzaniłem...
- Gratuluję, a teraz zjeżdżaj - chciałam go wyminąć, ale zatrzymał mnie, łapiąc ponad łokciem. - Jeszcze raz złapiesz mnie za ramię i ci strzelę - syknęłam. On doskonale wie, że nienawidzę tego.
- Jenn, wybacz mi to, proszę.
- Ha-ha-ha, prawie się nabrałam. Powiedziałam raz: Nigdy ci tego nie wybaczę - wypowiedziałam każde słowo wyraźnie.
- Chociaż... Kurwa - przejechał ręką po twarzy. - Jenny, nie unikaj mnie, znamy się, możemy przecież rozmawiać.
- Możemy, ale ja nie chcę.
- A z chłopakami będziemy się spotykać osobno? Już przez to przechodziliśmy.
- Do czasu, Zayn - nie chciałam mu mówić, że mnie tutaj zaraz nie będzie.
- Kurwa, nie umiem grać w twoje durne gry - znowu przeklął, rozkręca się.
- Najpierw sam przestać grać wielce poszkodowanego, biednego chłopczyka. To super uczucie wyrywać, być górą, dominować, jak ja teraz, ale wkurwia mnie twoje zachowanie.
- Twój Logan znowu dostał po mordzie, co? - wypalił z innej beczki.
- Słucham?
- Słyszałaś. Zerwałaś ze mną i cała impreza jest twoja, tak?
- Oh, jak to świetne brzmi "zerwałam z tobą". Nie wtrącaj się w moje życie.
- Od kiedy ty kumplujesz się z Jesy? - powiedział jakby mi to zarzucił.
- Co cię to obchodzi?
- Masz rację. Ale wiedz, że im dłużej się z nią zadajesz, tym prędzej będziesz taka jak ona - wyglądał jakby się brzydził.
- Może i potrzebuję kogoś do pomocy, potrzebuję wsparcia jakie miałam przy tobie, ale zrozum, że moje życie to twoja przeszłość. Nigdy więcej nie będziesz mówił mi jak postępować.
- Zapamiętaj sobie chociaż te słowa: "Szanuj się, Jennifer. Zrób to dla siebie, twojej dumy i twojego poczucia własnej wartości, bo jesteś dużo warta i masz potencjał." - po tych słowach pogłaskał mnie po ramieniu.
- Nie będziesz prawił mi kazań. Doskonale o tym wiem.
- Szkoda, że na imprezach o tym zapominasz.
- Zamknij się, Malik - zmrużyłam oczy. - Możesz na razie stąd iść - lekko się uśmiechnęłam, ale wyglądało to nieco sztucznie.

Nie odzywałam się do nikogo. Został tylko Liam, który się jeszcze do mnie odzywa i Louis, który jest w sumie neutralny. Ale nikt nie wiedział o tym, że ja się akurat powoli pakuję i wszystko żegnam. Zaczęłam od ubrań i prawie wszystko już spakowałam. Wszystkie kosmetyki, gówna, gówienka też już mam. Na razie skończyłam na dzisiaj na tym. Póki szkoła jest otwarta można by było tam pojechać i się wypisać. Im szybciej to wszystko zrobie tym lepiej, przynajmniej się nie rozmyślę, nie będę miała wątpliwości...
W tydzień ze wszystkim się uporałam, aż cały dom wyglądał jak spustoszony i nawet większy. Ostatniego dnia powoli przechodziłam przez każde pomieszczenie. Siedziałam w łazience, na wannie i tak sobie przypomniałam. Również jak szłam przez korytarz, jak siedziałam w sypialni, na schodach... Miałam w głowie urywki różnych sytuacji, które tu miały miejsce. Teraz patrzyłam na prawie pusty salon i wiedziałam, że nic już nie będzie tak samo, wszystko jakby odeszło w niepamięć, ale nie przekleślałam tych niecałych dwóch lat. Po prostu zaczynam od nowa w rodzinnym mieście.
_______________________________________________
Zawsze tak długo zwlekam, przepraszam. Trochę głupio żebym przepraszała z każdym kolejnym rozdziałem, ale cóż :) Następny rozdział powinien być szybciej, ponieważ naprawiłam internet w komputerze i nie będę pisać na telefonie ;o
Pozdrawiam moje myszki <3