czwartek, 17 września 2015

Rozdział 66

Późnym popołudniem, gdy siedziałam na kanapie w prawie pustym salonie, przechodziły mnie różne myśli. Chciałam pojechać do Zayna i poinformować go, że wyjeżdżam, tak samo jak kiedyś on poinformował mnie; chciałam jechać do Nialla i przeprosić go za wszystko co powiedziałam, już nawet nie zważając na to, czy mi wybaczy; chciałam powiedzieć Liamowi, że wyprowadzam się z Londynu i podziękować mu za to, że był przy mnie, kiedy go potrzebowałam i za wszystko inne; chciałam powiedzieć Lily, że wyjeżdżam i nie wracam; chciałam podzielić się tą informacją ze wszystkimi moimi przyjaciółmi, w końcu byliśmy kiedyś tak blisko, byliśmy jak rodzina.

Przede wszystkim chciałam się napić. Mogłabym nawet sączyć wino i rozmawiać z kieliszkiem, bo nie chciałam siedzieć sama, na sucho. Jednak jutro będę jechać samochodem i nie mogę sobie na to pozwolić. Przystanęłam na relaksującej, długiej kąpieli i oglądaniu filmów prawie do północy.

Obudziłam się stosunkowo wcześnie, zważając na godzinę, o której poszłam spać. O 10:00 byłam już po prysznicu, ubrana w coś odpowiedniego na lekkie zachmurzenie i wiatr i dla odmiany spięłam włosy w kitkę. Chmur nie było wcale dużo więc okulary przeciwsłoneczne były jak najbardziej na miejscu. Kilka minut później popijałam kawę w niedużej kawiarence, w której kiedyś dane mi było pracować. Nie mogłam wypić jej w domu, ponieważ nic już u mnie nie ma, więc również zjadłam mały kawałek ciasta, by nie chodzić o pustym żołądku. Nawet szkoda, że dużo rzeczy poobracało się o 180 stopni, bo lubiłam tą pracę i mój grafik, by nie powiedzieć 'styl życia'. Codziennie szkoła, po szkole praca, trochę nauki od 19:00, w weekendy czas dla znajomych... Wiem, że w rzeczywistości to wyglądało trochę inaczej, czasem było mniej nauki, czasem więcej, czasem częściej widywałam znajomych, czasem jeszcze częściej... Ale to było dobre, takie poukładane.

Kończąc kawę byłam zdecydowana, że jedyną osobą, do której zaraz pojadę jest Zayn. Powiedziałam, że do niego pojadę, wcale nie zamierzam mówić mu, że się wyprowadzam; przynajmniej nie w prost. Mam tylko nadzieję, że nie śpi, bo nie mam zamiaru czekać aż się ocknie. Nie będę również chodziła po mieście bez celu, a i tak przeciągnęłam śniadanie do maksimum. Dochodziła 11:00 więc wsiadłam w samochód i starając się nie spieszyć pojechałam do Zayna. Nie wiem tylko co sobie pomyśli, widząc mnie przed południem u niego, z własnej woli. Właściwie to nie wiem co mam mu powiedzieć. Jedyne, co przemyślałam to to, do kogo pojechać. Więc chcąc, nie chcąc jechałam w miarę wolno i zastanawiałam się jak zacząć rozmowę i o czym lepiej mu nie mówić.

Pod jego domem byłam około pół godziny później, a z samochodu wysiadłam po kilku minutach. To oczywiste, że nie weszłam jak do siebie, bo Zayn nie jest dla mnie tym kim był wcześniej i raczej przy nim się już nie wyluzuję. W ogóle czuję się jakoś dziwnie, jakbym wiedziała, że nadchodzi koniec. Bardzo ciekawi mnie to, jak czuł się Zayn kiedy to on przyszedł do mnie, by powiedzieć 'wyjeżdżam'. Czy czuł się tak dziwnie jak ja? Czy drżał? Czy przyszło mu to łatwo? Mam tylko nadzieję, że nie zwariuję, bo to już chyba druga minuta, a ja stoję przed drzwiami z rękoma w kieszeniach z tyłu spodni.

Nie spodziewałam się, że drzwi się otworzą zanim ja zapukam, ale tak się właśnie stało. Ja nie drgnęłam, a na przeciwko mnie stał Zayn i patrzył na mnie wzrokiem, który sam za siebie mówił 'wchodzisz?'. Tak, weszłam. Wyciągnęłam dłonie z kieszeni i przetarłam je lekko o swoje uda, po czym odwróciłam się i patrzyłam na chłopaka, jakby to on mnie odwiedził i miał zaczynać rozmowę.
- Cześć - to było pierwsze co powiedziałam. Uznałam, że to było odpowiednie, ale chyba tylko ja, bo Zayn zaśmiał się pod nosem. Naprawdę to było takie zabawne?
- Cześć - odpowiedział mi z uśmiechem, ale widziałam doskonale, że nic więcej nie powie.
- Ja przyszłam tylko... - wydukałam ten kawałek, po którym i tak milczałam.
- Chcesz mi coś powiedzieć? - Zayn starał się chyba mnie naprowadzić, ale czułam się trochę zaćmiona.
- Nie, a ty? - ta szybka odpowiedź była całkiem głupia i nawet nie potrafię wyjaśnić tego, co właśnie powiedziałam. Chłopak ponownie bardzo cicho się zaśmiał; wyglądało to tak, jakby wiedział, że aktualnie mam trochę pusto w głowie i właśnie to go niby tak bawiło.
- Wszystko, co chciałem ci powiedzieć już wiesz - spokojnie wypowiedział i czekał aż rozwinę konwersację. Jednak mi w tym nie pomagał, przeliczyłam się.
- Wydajesz się spokojny - lekko się skrzywiłam przy tym, nie wiem czemu; może dlatego, że paplałam bzdury?
- Ochłonąłem.
- Taa, ja też - westchnęłam. - Nie wiem co powiedzieć... - w końcu przyznałam.
- Wiem - powiedział pewnie. - Widzę - dodał po chwili.

Kolejną chwilę milczeliśmy, to było bardzo dziwne, chciałam żeby to się już skończyło, ale nie potrafiłam tego przerwać. Myślałam o każdej możliwej rzeczy, którą mogę mu powiedzieć lub o tej, której nie mówić.
- Jenn? Wszystko w porządku?
- Przepraszam, nie przemyślałam tego... Zacznijmy jeszcze raz - Zayn przytaknął głową, a ja w końcu powiedziałam coś kreatywniejszego. - Chciałabym to wszystko zakończyć, bo wciąż w tym tkwimy i nie możemy się wydostać, mimo wszystko.
- A jeśli damy sobie długą przerwę? Przejdzie nam, zapomnimy o wszystkim i...
- Nie, Zayn. To jest jedyna rzecz, którą musisz zrozumieć. Nie będzie już nas.
- Po cholerę tu przyszłaś? - spytał ostrzej.
- Nie pozwalaj sobie - dorównałam mu tonem.
- Sama zaczęłaś, jak długo chcesz mi pokazywać, że to ja przegrałem?
- Nie chcę się kłócić, Zayn - uspokoiłam trochę głos. - Chcę skończyć wszystko między nami i zacząć nowe życie. Sama.
- Okej, zrozumiałem, coś jeszcze? - spytał, jakby chciał mnie już wygonić. Nie wiem dlaczego moja odpowiedź tak wyglądała, to był impuls, który wziął nade mną górę. Po prostu położyłam dłoń na barku Zayna i go pocałowałam w usta. Trzymałam to chwilę, ale mój impuls puścił i nie potrafiłam tego pogłębić. Jedyne, co czułam to szybkość bicia mojego serca, które niemal oszalało. Ale wszystko prysło z chwilą, w której oderwałam się od ust chłopaka. Patrzeliśmy tylko w swoje oczy i milczeliśmy. Czasami chciałabym wiedzieć, co Zayn ma w głowie. Na przykład teraz, kiedy on powtórzył nasz pocałunek. Może nie do końca 'powtórzył', bo zrobił to po swojemu, ale i tak nie chciałam przestawać. Zayn trzymał jedną dłoń z tyłu mojej głowy, a drugą na mojej talii. Całował mnie bardziej niż delikatnie, ale mniej niż ostro. Nadawał rytm i charakter pocałunkowi. Nie czułam do Zayna czegoś głębszego, ale ten pocałunek był cudowny, bo Malik wiedział jak mnie całować. Jego czyn z kolei się pogłębił: całowaliśmy się szybciej i staliśmy tak blisko, że nie było między nami już żadnej przestrzeni. Nie ukrywam, że to było dość ciężkie, nawet po tym czasie, ale znalazłam w sobie tą siłę i przerwałam pocałunek. Doskonale wiem, że znając nas, znając mnie, mogłoby się to skończyć nawet w sypialni lub na kanapie. Nie ważne, wiadomo do czego mogłoby dojść.

- Cześć, Malik - odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy. - Mam nadzieję, że widzisz mnie po raz ostatni.
- Jenn, zaczekaj - poprosił, lecz byłam już przy drzwiach. - Nie odchodź.
Nic nie powiedziałam, odwróciłam się i tylko rzuciłam mu spojrzenie, lekko kiwnęłam palcami i wyszłam. Miałam taką ochotę zamknąć się gdzieś i wybuchnąć, ale gdy wsiadłam do samochodu starałam się tego uniknąć więc szybko go odpaliłam i ruszyłam w drogę. Jechałam prosto do Cambridge, na drogę wyłączyłam telefon, a że jechałam sama, miałam włączone radio i śpiewałam wszystko co znałam.


Na miejscu byłam około 13:00, wysiadłam z samochodu i zostawiając jeszcze wszystko w samochodzie przytuliłam mocno tatę, który czekał na podjeździe. Nie wypuszczałam go z ramion przez długi czas, ale kiedyś musiałam to zrobić.

Wieczorem siedzieliśmy przed telewizorem i po zjedzonej kolacji popijaliśmy drinka.                     
- Powinnam była wrócić do ciebie, gdy tylko mama odeszła - przyznałam, spoglądając na tatę.
- Powinnaś była nigdy nie wyjeżdżać - łoł, tym mnie trochę zaskoczył. - Zgodziłem się żebyś się wyprowadziła, bo widziałem jak bardzo tego pragniesz no i mama nie miała nic przeciwko, ale nie chciałem cię puszczać w świat tak prędko.
- Dlaczego mówisz mi o tym dopiero teraz?
- Bo wypiłem, skarbie - uśmiechnął się. - Pogódź się z bratem.
- Ale... Nie mów mi co robić - zmarszczyłam brwi.
- Jenny, pogódź się z Niallem i Lily - nalegał.
- Nie. Nie teraz - postawiłam na swoim.

W sobotę umówiłam się na imprezę z Jesy, ale gdzieś obok mnie, już nie w Londynie. Nie będę się fatygować taki kawał na imprezę. Po południu siedziałam u siebie w pokoju i robiłam mocny makijaż. Założyłam luźne, czarne, krótkie spodenki i do tego ciemną bluzkę do pępka. Nie dodawałam do tego szpilek, raczej postawiłam na wygodę i założyłam trampki, a włosy puściłam luźno. Zeszłam na dół i oznajmiłam tacie, że idę, jednak ten rozpoczął rozmowę.
- Zawsze się tak ubierasz na imprezę?
- Tato... Mam 19 lat.
- To nie znaczy, że możesz wyglądać jak... - zmierzył mnie od stóp do głowy i pokiwał przecząco głową.
- Tak, zawsze tak się ubieram na imprezę - nie chciałam się kłócić, mimo że mnie wkurzył, więc podeszłam do niego i dałam mu całusa w policzek. - Wrócę z koleżanką.

Z Jesy spotkałam się przed samym klubem. Spaliłyśmy papierosa, pogadałyśmy i weszłyśmy do środka. Na samym początku zamówiłyśmy piwo i po dwóch łykach poszłyśmy ponownie na papierosa. Miałyśmy trochę czasu by pogadać w odrobinę spokojniejszym miejscu. Oczywiście tłumaczyłam jej, że jestem na wakacjach, przecież Jesy wszystko by przekazała w Londynie.

Szybko pozbyłyśmy się naszych piw i następnym razem wzięłyśmy drinki i kończąc pić drugiego zaciągnęłam Jesy na parkiet mimo że chciała się najpierw bardziej wstawić. Udało mi się ją szybko rozkręcić, tym bardziej, że po niecałych dwóch minutach miałyśmy towarzystwo, a Jesy bardzo lubi towarzystwo.

Kilku chłopaków stawiało nam drinki, kilku chwilę tańczyło i znikało, ale dziś o to nie dbałam, myśląc wciąż o Zaynie. Od tych wszystkich chłopaków wolałabym żeby to on tutaj tańczył obok mnie, nawet jeśli z nim zerwałam, nawet jeśli go nie kocham. Przeraziło mnie to wgłębianie się w myśli, jestem na imprezie! Wzięłam Jesy za ramię i poszłyśmy do baru. Opróżniłyśmy sporo kieliszków, jednak portmonetki nie ucierpiały, bo wciąż nie byłyśmy same. Faceci kupowali nam alkohol i liczyli, że nas tym przekupią? Idioci. W pewnym momencie zaczęło mnie denerwować ich towarzystwo, bo zaczęli być nachalni. Wyszeptałam na ucho Jesy mój krótki plan i szybko wcieliłyśmy go w życie. Udawałyśmy, że chłopacy bardzo nas interesują, spoglądałyśmy na nich zalotnie i nawet skradłyśmy kilka buziaków w policzek. Oni myślą, że jak więcej wypijemy to zrobimy o wiele więcej - na pewno. Niewinny całus w policzek to bardzo mało, dlatego im się to podoba, bo liczą, że to początek, więc wymyślają wciąż jakieś głupie 'toasty' byśmy wypiły jak najwięcej.
- Musimy was przeprosić - odezwałam się po, hmm... pół godzinie?
- Nie udawajcie, że wasze pęcherze jeszcze wytrzymują - dodała Jesy. Dwóch przyznało jej rację, a reszta była rozbawiona tą skromną uwagą.
- Spotkajmy się w palarni za dziesięć minut - zaproponował jeden z nich, na co się zgodziłyśmy. To jasne, że wyszłyśmy szybciej niż weszłyśmy i powoli potruchtałyśmy na przystanek autobusowy. Pojechałyśmy jakieś pięć-siedem przystanków dalej i znalazłyśmy inny klub.

Balowałyśmy do trzeciej w nocy, a chwilę później byłyśmy w drodze do domu. Szłyśmy pod pachę i z powodu ciągłego upojenia alkoholowego rozmawiałyśmy średnio zrozumiale i śmiałyśmy się z tego jak głupie do sera. Nie mam pojęcia dlaczego nie pojechałyśmy autobusem... Całą drogę przeszłyśmy na pieszo, a przed domem znalazłyśmy się przed czwartą nad ranem. Pokazałam Jesy, by była jak najciszej może i powoli otworzyłam klamkę. Oczywiście - jak na ironię - kiedy próbujesz być cicho, hałasujesz: Jesy wchodziła przed drzwi, a ja chciałam je już zamknąć, czym ją uderzyłam, a ona upadła. Jakby było mało, śmiałyśmy się z tego. Weszłyśmy do salonu, w którym zapaliło się światło. Samo.

- Witam panie - odezwał się mój tata.
- No nie wmówisz mi, że ten zajebisty facet to twój ojciec! - wypaliła z wielkim przekonaniem Jesy. Tak - była dużo bardziej pijana.
- Jesy, idź do góry - szybko szepnęłam i pokierowałam ją w stronę schodów. - Przepraszam, tato, nie powinna była tego mówić...
- Więc jednak! - usłyszałam ponownie moją koleżankę, która siedziała na schodach. - Wygląda pan tak przystojnie młodo, nie do wiary, że Jennifer jest pańską córką - mówiła z zafascynowaniem w głosie i iskierką w oku. Moja mina przypominała zażenowanie połączone z szokiem, taty również, jednak moje usta bardzo pragnęły wygiąć się w szeroki uśmiech, a że nie byłam trzeźwa ciężko było mi je powstrzymać, ale zagryzłam je od środka i cicho się zaśmiałam.
- Jesteście kompletnie pijane - skomentował tylko tata.
- Nie kompletnie, trochę nam się...
- Jesteśmy kompletnie pijane! - potwierdziła Jesy z szerokim uśmiechem. Nie wiedziałam co zrobić z tą gadającą dziewuchą więc zaprowadziłam ją do mojego pokoju i położyłam na łóżko z nadzieją, że nie wstanie. Wróciłam do taty i ponownie go przeprosiłam. Zaprowadził mnie na kanapę, a sam usiadł na fotelu, odwracając go wcześniej w moją stronę.
- Jennifer...
- Tato...? - zaczęłam zaraz za nim.
- Nie jestem zadowolony... - mruknął
- Mówiła prawdę, jesteś przystojny.
- Co?
- Co?
- Jennifer...?
- Tato...? - rozbawiło mnie to niestety i zaśmiałam się, po czym śmiałam się chwilę dłużej. Ku mojemu zdziwieniu tata również zaczął się z tego śmiać więc o wiele trudniej było przestać. Po kilka minutach oboje się uspokoiliśmy. Tata usiadł mnie i mnie objął.
- Idź spać, Jenny. Jutro pogadamy - ucałował mój policzek, a ja go przytuliłam.
- Dobranoc, tato.

Weszłam do pokoju i zapaliłam światło. Jesy wydawała się martwa, ale mam nadzieję, że nie była. Bardzo chciałam iść do łazienki, zmyć makijaż, wziąć prysznic, ubrać piżamkę lub coś, ale nie miałam siły na nic, więc jak tylko zdjęłam prawie wszystkie ubrania i założyłam pierwszą lepszą koszulkę do spania rzuciłam się na łóżko, żadnego ruchu już nie wykonałam. Aż do rana. "Rana"... Około 13:00 pierwsze promienie dotarły do moich oczu. Jesy jeszcze spała, a ja wstałam, bo szczerze - nie bardzo chciało mi się leżeć obok niej. Zeszłam na dół, by się napić i nie wiem dlaczego zdziwiła mnie obecność taty. Liczyłam, że będzie w pracy, a tymczasem siedział na kanapie i pił kawę.
- Dzień dobry - zawołałam i poszłam na fotel z butelką wody. Tata rzucając mi pierwsze spojrzenie zakrztusił się kawą i zamaszyście wypluł ją z powrotem do kubka. - Nie zmyłam makijażu? - spytałam upewniając się.
- Nie - odpowiedział po chwili i odłożył kubek na stół.
- Tato, przepraszam cię za Jesy, ona... Taka jest - ściszyłam głos pod koniec.
- Wolałbym żeby przeprosiła mnie osobiście. Z drugiej strony dawno nie słyszałem komplementu - trochę rozweselił głos. - I to takiego...

- ...Z ust ponad dwa razy młodszej dziewczyny - poprawnie za niego dokończyłam.


ZAYN:

Słowa Jenn bardzo do mnie trafiły. Nie wiem tylko dlaczego tak powiedziała. Rozumiem, że to jest koniec, ale mam jej już nigdy nie zobaczyć? Zdecydowanie nie zdążyłem się na nią napatrzeć. Nie wiem nawet co się z nią teraz dzieje. Wakacje kończą się za tydzień, a po niej jakby ślad zaginął. Może akurat gdy jestem u Louisa i chłopaków to jej tam nie ma? Zawsze wtedy kiedy ja tam jestem... Nie trafiłem na nią jeszcze. Nie wiem czy to ma sens bym ją odwiedzał. Niby o czym mamy rozmawiać? Ten związek nie miał szans skończyć się przyjaźnią. Oboje siebie doskonale znamy i gdybyśmy byli blisko i naszła by nas ochota na... Coś; raczej byśmy sobie dali to czego chcemy. Jenn miała rację mówiąc, że tkwimy w tym wszystkim i nie możemy się z tego wydostać. Trzeba było to zmienić, ale mam wrażenie, że to ona radzi sobie lepiej. Dlaczego nie mogłem być tym, z którym ułoży sobie życie? Zawsze było idealnie, mimo tych wszystkich kłótni i nieporozumień... Tak przecież wygląda związek. Jestem skończonym idiotą, może to mnie czegoś nauczy. Szkoda, że Jenn tego nie doświadczy. To jej pragnę to najbardziej udowodnić, to że jestem lepszym człowiekiem; pokazać, że tylko ją potrafię kochać najmocniej lub, że tylko ja mogę ją tak kochać...

Może dosyć rozczulania się nad sobą... Jestem facetem i muszę odreagować, a nie zamartwiać się dniami i nocami. Jednym późnym wieczorem pojechałem z chłopakami na wyścigi. Tylko tym razem ryzykowałem, wystawiałem dużo, jeździłem szybko, czułem więcej adrenaliny i w pewnych momentach nawet się bałem, ale tylko pokazałem kumplom i sobie, że stać mnie na więcej i nigdy nie byłem w stanie tego pokazać. Każdy z nas jechał kilka razy, ale tylko mnie nazywali głupcem. Może dlatego, że wystawiałem po 20 tysięcy na jeden wyścig i szalałem na torze... Jednak gdy przypomniałem sobie o Jenny odeszła mi ochota na ściganie się. Chciałem ją tutaj zobaczyć, jej pogratulować, ją ucałować. Wolałem żeby to ona była tutaj podziwiana, jako moja dziewczyna.

- Widziałeś się z Jenn? - spytał Liam gdy piliśmy u nich w salonie.
- Ostatnio nie, a ty?
- Chyba nikt jej nie widział, kręciłem się tu i tam i tak jakby ślad po niej zaginął - kumpel zdał mi relację.
- Może jest w Cambridge - rzuciłem.
- Stary, nie przeżywaj tak tego - Liam poklepał mnie po ramieniu z uśmiechem na ustach.
- Nie ta to następna - trochę zakpił Niall.
- Nie sądzę - burknąłem.
- Ona pewnie dawno o tobie zapomniała, znając ją - ciągnął blondyn.
- Może przestaniesz się tak o niej wyrażać? - wkurzyłem się.
- Nie oszukujmy się, Jenn jest zimną suką, może mieć każdego na jedną noc. Kto wie czy nie wylądowała w łóżku Logana.
- Zamknij się już, kurwa! Jeszcze słowo na nią powiesz to pożałujesz! - prawie krzyknąłem na niego. Chciałem wstać i mu wpierdolić, ale siedziałem i byłem zbyt leniwy. Niall nie powiedział nic więcej, skończył na przewróceniu oczami.

Może jakoś godzinę później pozmieniały nam się nastroje, pewnie dlatego, że wypiliśmy o wiele więcej lub stosowaliśmy inne używki. Wszyscy wyszliśmy z dusznego salonu na dwór i paliliśmy papierosy na świeżym powietrzu.
- Sorry, Zayn, nie powinienem tak na ciebie najeżdżać - mówił spokojnie pijany Niall.
- Nie najeżdżałeś. Przeproś, że wyrażałeś się tak o Jenn.
- No... - westchnął. - Przepraszam...
- Mówiłeś jak o szmacie, a nie o swojej siostrze...
- No bo... No jest szmatą, co na to poradzę?
- Powtórz - syknąłem i przyparłem go szybkim ruchem do ściany.
- Ale co? Jenn jest szmatą, tak? - powiedział jak gdyby nigdy nic, ale nie wytrzymałem tego i uderzyłem go z pięści w twarz. Reszta nas rozdzieliła szybko, by nie doszło do niczego poważnego. Każdy milczał, a ja odezwałem się jako pierwszy po kilku minutach:
- Możesz jej nienawidzić, ale nigdy więcej nie obrażaj jej w mojej obecności.
- Jenn zepsuła mi związek, wydała nas przed Christy, zrobiła ze mnie cholerną świnię na oczach wszystkich, mam prawo być wkurwiony - Niall równie spokojnie ciągnął konwersację.
- Ty jesteś świnią i wszyscy o tym wiemy, nie zwalaj winy na nią. Wiesz chociaż co się dzieje z twoją siostrzyczką?
- Nie mam pojęcia, ale nie pamiętam by przyszła mnie przeprosić, żeby teraz mnie to obchodziło...
Tego wieczoru nie było przyjemnie...
______________________________________
Jedna kolejna długa przerwa za nami. Sorki miśki. Wiecie, że to opowiadanie dobiega końca...? Ale spokojnie, mam dla was nieco niespodziewane wydarzenia na koniec :DDD