wtorek, 13 października 2015

Rozdział 67

Obudziłem się na kanapie, wciąż u chłopaków, rozejrzałem się po salonie i szukałem Jenny. Jenny... Nie ma jej tu. Padłem z powrotem na kanapę i głęboko westchnąłem. Przeszła mnie chęć odwiedzenia jej, tylko po to, by ją zobaczyć, spojrzeć w jej brązowe oczy, dotknąć ją... Cholera, w ten sposób się od niej nie uwolnię...! Co z tego jeśli bym do niej pojechał? O czym mamy rozmawiać? Dociera do mnie, że już się nie znamy. Ale ja chcę ją tutaj, chcę żeby tu była, obok mnie, na kacu. Chcę żeby spojrzała na mnie, na pół otwartymi oczami, umazanymi wczorajszym makijażem, chcę żeby dała mi nie bardzo świeżego całusa na dzień dobry. Jedyne czego chcę to Jennifer.
Trochę poranka spędziłem z kumplami, później pojechałem do siebie, wziąłem prysznic, ogółem zrobiłem ze sobą porządek i pojechałem do Jennifer. Jednak to co zobaczyłem uderzyło we mnie bardziej niż kiedykolwiek mógłbym się spodziewać. Na murze domu był szyld z napisem "NA SPRZEDAŻ" oraz numer telefonu. To był numer Jenn, ledwo na niego spojrzałem, a już go poznałem. Wszedłem na podwórko i z ciekawości nacisnąłem na klamkę. Drzwi były zamknięte, a okna pozasłaniane. Nie wiedziałem co myśleć. W ogóle to do mnie nie docierało. Mógłbym pojechać do Cambridge, ale to za duży dystans, a wczoraj nieźle wypiłem. Zostaje mi poczekać do jutra...

JENNIFER:

Jesy jeszcze została u nas i nawet nie najgorzej spędzało się z nią 24 godziny na dobę. Całkiem dobrze dogadywała się z moim tatą i wydawała się bardziej normalna. Ja z kolei czułam się nieswojo. Od samego rana miałam w głowie Nialla. Myślałam o nim i czułam wielką skruchę.
- Tato... Jadę do Londynu dzisiaj - rzuciłam wciąż w zamyśle.
- Wrócisz dzisiaj...? - tata zmierzył mnie wzrokiem i uniósł jedną brew z uśmiechem.
- Wrócę - odpowiedziałam również z uśmiechem unosząc z kolei obie brwi. - Jedziesz ze mną? - zwróciłam się do Jesy.
- A mam jakiś wybór?
- Możesz zostać - powiedziałam jakby to było logiczne. Wybrała drugą opcję, co mnie nieco zdziwiło, ale nie bardzo mnie to jednak obchodziło.
Byłam w Londynie koło 14:00 i szczerze zaczęłam się denerwować. Stanęłam przed drzwiami i zapukałam, a ze stresu dłonie włożyłam w tylne kieszenie. Nie spodziewałam się, że drzwi otworzy mi nijaka Liliana. Znajoma, brunetka w lekkich lokach.
- Jenny... - lekko się zdziwiła, ale spokojnie i nie za głośno wypowiedziała moje imię. Nie potrafiłam się do niej odezwać, ani dłużej na nią patrzeć, więc wyminęłam ją, nie bardzo grzecznie, i weszłam do salonu. Louis i Liam przywitali się ze mną w miarę normalnie. Był tam jeszcze Harry, ale zmierzył mnie wzrokiem i zaraz go odwrócił z pogardą. Niall spojrzał na mnie podobnie, ale wyglądał jakby czekał aż się odezwę. Do niego.
- Niall - zaczęłam niepewnie. - Przepraszam. Strasznie cię przepraszam. Głupio mi się tutaj teraz pokazywać, ale nie mogłam wytrzymać, musiałam przyjechać, bo... Niall... Kocham cię...
- Coś jeszcze? - odezwał się beznamiętnie.
- Tak, Horan... Proszę cię, wybacz mi. Proszę... - szepnęłam ostatnie słowo. Mój brat westchnął patrząc gdzieś w bok, po chwili powoli do mnie podszedł i wziął mnie w objęcia. Odwzajemniłam ten gest, a co mnie zdziwiło to to, że Niall trochę mocniej uścisnął moje barki.
- Jenn, ty moja mała żmijo - odsunął się pół kroku ode mnie. - Też cię kocham.
- Jennifer...? - usłyszałam za sobą damski głos. Przewróciłam oczami, a na moich ustach uformowało się ciche "nie". Niall jednak spojrzał na mnie jakby chciał powiedzieć "nie rób scen" albo coś w ten deseń. Powoli odwróciłam się w stronę Lily i podeszłam do niej.
- Lily...?
- Przyjaźniłyśmy się, byłyśmy jak siostry... Jenn, ja...
- Tak - weszłam jej w słowo. - Byłyśmy.
- Pomyśl jaką jesteś egoistką - odezwał się mój brat. - Przyszłaś żebym ci wybaczył, ale sama jesteś chyba za dumna, by wybaczać innym.
- Lily... Niall ma rację. Jestem za dumna, by innym wybaczać. Robiłam to zbyt wiele razy.
- Nigdy cię tak nie zawiodłam, Jenn. To nie mnie musiałaś przebaczać, proszę cię o to pierwszy raz i mam nadzieję, że ostatni. Bo mimo, że ze sobą już nie rozmawiamy to ty jesteś dla mnie najważniejsza.
Jej słowa do mnie trafiły, znam ją od dziecka, widzę w jej oczach jej uczucia, bo jest... Jak moja siostra. Zrobiłam podobny gest jak Niall. Nie powiedziałam nic więcej, bo nie wiedziałam co, więc podeszłam do Lily i ją przytuliłam. Po chwili poczułam na plecach jak ktoś inny przytula mnie, a zaraz po tym wszyscy przyjaciele, którzy tutaj byli się dołączyli.
- Styles - zwróciłam się do niego, gdy uwolniłam się z uścisku.
- Okej - lekko się uśmiechnął. Również go przytuliłam i już wszystko było w porządku, myślę.

- Jenn - Liam wziął mnie na bok. - Zayn o tobie wciąż myśli.
- Tylko to mi chciałeś powiedzieć?
- Pojedź do niego - poradził.
- Dlaczego się wtrącasz, Liam?
- Zayn to mój przyjaciel, widzę co czuje...
- Skończyliśmy, nie chcę go już widywać, mnie też nie jest łatwo. Po prostu uśmiecham się i idę dalej.
- Mam tylko nadzieję, że mnie nie zabijesz - lekko się uśmiechnął i pogładził mnie po ramieniu. Nie bardzo wiedziałam i co mu chodzi, ale kilka minut później przyjechał Zayn. Wyglądało jakby wparował do tego domu. Nasze spojrzenia natychmiastowo się odnalazły, ale nie potrafiłam długo mu się przyglądać. Za dużo czułam widząc jego oczy, czy jego twarz. Więc rzuciłam wzrokiem na Liama i już wiedziałam, że to on dał cynka Zaynowi.
- Nawet nie wiesz jak dobrze wjeżdżać na podjazd i widzieć, że stoi tu twoje auto - odezwał się Zayn do mnie.
- Moje auto... - powiedziałam półszeptem.
- Przejdziemy się? - spytał jakby nikogo poza nami nie było dookoła. Ja zaś rozejrzałam się, spoglądając na twarze przyjaciół. Niektórzy lekko kiwali głowami. Bez słowa przeszłam do drzwi i wyszłam z domu, a za mną Zayn.

Nie poszliśmy od razu na spacer, nalegał byśmy się przejechali, więc wsiedliśmy w jego samochód i pojechaliśmy. Gdzie? Nad Tamizę. Tam rozpoczęliśmy spacer i długo nie mogliśmy nawiązać tematu.
- Sprzedajesz dom... - zaczął cicho.
- Byłeś tam?
- Dlaczego się wyprowadziłaś? A szkoła? Dawni znajomi? Przyjaciele?
- Chcę się od tego uwolnić, wrócić do starego życia - posmutniałam, myśląc o tym teraz.
- To dlatego mówiłaś, że masz nadzieję, że widzę cię po raz ostatni? Wiedziałaś, że mnie już nie spotkasz? - mówił, jakby chciał mi to zarzucić.
- Jednak musiałam wrócić, pogodziłam się z Niallem, Harrym... Lily - dodałam ciszej.
- Więc pogódź się ze mną - zatrzymał się.
- Zayn, nie jesteśmy pokłóceni, ale przed nami nie ma przyjaźni...
- Jennifer - złapał mnie za dłonie. - Spędźmy dzisiejszy dzień razem, skoro już tutaj jesteś. Jeśli to ma być ostatni raz, chcę by był najlepszy. Z tobą.
- Okej - westchnęłam, po czym zdziwiłam się tak szybką, w dodatku pozytywną odpowiedzią.

Spacerując dalej nawet udało nam się rozmawiać o mniej istotnych rzeczach. Wydawało mi się to trochę niemożliwe, bo odczuwam już, że nie znamy się z Zaynem. Ale on ma rację, możemy spędzić jeden dzień razem. Ostatni.
Po niedługim czasie pojechaliśmy pod dom chłopaków, ponieważ miałam tam auto. Oznajmiliśmy im o naszych planach, bo uzgodniliśmy, że dołączą do nas wieczorem.
Później pojechaliśmy do Zayna i zostawiliśmy tam jego auto. Miłym zaskoczeniem było to, że nie było sztywno. Jednak potrafiliśmy się wyluzować i zapomnieć o nieprzyjemnych sprawach. Część dnia spędziliśmy na mieście, a około 19:00 pojechaliśmy do domu Zayna. Planowaliśmy przejechać się na wyścigi, a że u Zayna jest trochę moich ubrań - przebrałam się. Nie w co inne jak w czarne spodnie z poprzecieranymi dziurami i skórzaną kurtkę. Nie wiem co nam zajęło tyle czasu, ale dopiero po 20:00 byliśmy gotowi.

Zeszliśmy więc na dół do salonu, Zayn wstawił wodę na kawę, a ja czekałam na oparciu od kanapy.
- Jenny - podszedł do mnie i położył jedną dłoń na moim biodrze. - Wyglądasz pięknie.
- Zayn... Dzięki - mimowolnie się uśmiechnęłam, ale gdy chłopak się zbliżył jeszcze bardziej, ja odwróciłam głowę. Wtedy jego dłoń powędrowała na mój policzek. Spojrzeliśmy sobie naprawdę głęboko w oczy i nie czekaliśmy długo, aż nasze usta się złączyły. Całowaliśmy się powoli, wręcz dawaliśmy sobie pojedyncze całusy, ale w końcu przestaliśmy się od siebie odrywać i po jakimś czasie nawet nasze języki się spotkały.
- Woda się gotuje - szybko nam przerwałam.

Wypiliśmy kawę, nie spiesząc się i po 21:00 opuściliśmy dom. Obydwa samochody zostawiliśmy i wsiedliśmy na motor. Na miejscu poczułam fajny klimat, ale dawno nie ryzykowałam i nie "bawiłam się" w taki sposób i trochę mnie to przeraziło. "Do odważnych świat należy" powtarzałam sobie. Ojcu powiedziałam, że wrócę jeszcze dzisiaj, co chyba się nie stanie... Śmiesznie czuję się wiedząc, że ktoś czeka na mnie w domu.

- Halo, Jenny? - odebrał tata, gdy do niego zadzwoniłam, poprzedzając to odchrząknięciem.
- Tato, chyba dzisiaj nie wrócę, chyba, że w nocy lub nad ranem...
- No... - zaśmiał się. - Tak myślałem.
- Co masz na myśli?
- No nic... Baw się, kochanie - znów się zaśmiał.
- Jesteś pijany? - spytałam z podejrzeniem.
- Trochę wypiłem, skarbie, ale ty nie pij, bo prowadzisz. Kocham cię - rozłączył się, a mnie trochę rozbawiło zachowanie taty.

Nie łatwo było mi wsiąść na motor i się ścigać, jednak chłopacy tacy jak Liam, Louis czy nawet Hazza nie mieli z tym problemu. Również Niall miał zaliczony wygrany wyścig. Naprawdę zastanawiam się jak oni to robią. Gdy ich o to pytam odpowiadają, że zdarzało im się przegrać, ale to było dawno, teraz mogą być tylko lepsi. Zatem skoro ja jeszcze nie przegrałam? Chyba kiedyś mnie to czeka, ale najgorsze to przejmować się tym.

Zayn jak zwykle uparł się, że nie pojedzie przede mną, więc wsiadłam na motor Nialla i ruszyłam. Zaczynałam słabo, od 5 tysięcy, bo nawet nie mam ze sobą za wiele i jeśli przegram to będę musiała pożyczyć. Ale żyje się raz. Co z tego, że miałam wszystko gdzieś podczas cholernie szybkiej jazdy... Po mojej głowie krążyła tylko jedna myśl: "Dla Zayna Malika". Nie wiem dlaczego, dlaczego chcę wygrać dla niego, ale przekręcając mocniej gaz czułam, że Zayn jest ze mną i trzyma moje ciało, jakby miał amortyzować mój upadek.

Gdy wygrałam ten wyścig i zdjęłam kask starałam się nie pokazywać wielu emocji na mojej twarzy. Kevin mnie szybko rozpoznał i przybił piątkę, a moi przyjaciele mi gratulowali. Widziałam na twarzy Zayna jaki był dumny, ale podobnie jak ja - starał się to ukryć.

Taka sama sytuacja była, gdy po mnie pojechał Zayn i wygrał trochę więcej pieniędzy niż ja, ale oboje byliśmy z siebie dumni i niemo sobie gratulowaliśmy udając, że nic wielkiego się nie stało. Spędziliśmy na wyścigach chyba z trzy godziny i wszystko wygraliśmy. Chłopacy - rozumiem, ale ja? Miałam chyba najlepszych trenerów.

Przyjaciele chcieli popić, jak to zwykle bywa po wyścigach, w końcu zawsze jest co oblewać, ale ja nie mogę, bo będę musiała jechać. Zayn też zrezygnował żeby dokończyć ze mną wspólny dzień. Więc pojechaliśmy do niego, a reszta - do chłopaków.

- Jestem z ciebie dumny, Jennifer - w końcu wypowiedział to na głos, gdy byliśmy już w domu.
- Ja z ciebie też - posłałam mu szczery uśmiech i jakoś odruchowo do niego podeszłam. Nie wiem co mną kierowało, nie wiem dlaczego tak postąpiłam, nie wiem dlaczego z własnej woli pocałowałam Zayna. Nie wiem dlaczego nie przestawałam tylko, wręcz przeciwnie, pogłębiałam. Jakby tego było mało - zsunęłam kurtkę z ramion Zayna i również zdjęłam swoją nie przerywając pocałunku. Zaprowadziłam nas na kanapę i usiadłam okrakiem na Zayna kolanach, lecz wtedy przerwaliśmy pocałunek.
- Nie rób tego jeśli nie chcesz - szepnął brunet.
- Wyglądam jakbym nie chciała?
- Nie chcę żebyś żałowała - ciągnął.
- Robiliśmy to tak wiele razy, w naprawdę różnych okolicznościach. Raczej nie zbiera mi się na pożałowanie - zaśmiałam się pod nosem i wróciłam do całowania. Zostawiliśmy kilka ubrań na podłodze, ale poszliśmy dokończyć do sypialni. Na dużym, wygodnym łóżku, a nie na kanapie.

Tym razem czułam małe skrępowanie, większe z każdą kolejną zdjętą rzeczą. Mimo, że było po północy, było ciemno i nic prawie nie widzieliśmy... Wiedziałam, że jestem naga i nie było to na 100% komfortowe. Jednak o wszystkim zapomniałam jak tylko zaczęliśmy się namiętnie kochać. Okej, namiętnie było tylko na początku, później było jakoś tak dziko, ostro, ale nie miałam nic przeciwko. Rozluźniłam się przy tym i to było ważne.

Nie myślałam, że weźmiemy wspólny prysznic, ale jednak wzięliśmy i na luzie rozmawialiśmy i się dotykaliśmy. Było bardzo... Dobrze. Do czasu aż przyszedł czas długiego pożegnania...

Poprosiłam Zayna o kolejną kawę, ponieważ przede mną nocna, półtoragodzinna podróż. Spokojnie ją wypiłam i razem poszliśmy do sypialni, bo chciałam zabrać wszystkie swoje rzeczy. Przed 2:00 staliśmy już w salonie i mieliśmy się rozstać.
- Dziękuję za wszystko, Malik - pocałowałam jego policzek. - Za wszystko. Cokolwiek dobrego, bądź niedobrego zrobiłeś.
- To samo z mojej strony, Jenn. I wybaczam ci wszystko, nawet każdą twoją zdradę, czy kłótnię.
- Zayn... Dziś też ci wszystko wybaczam...
- ...Ale to koniec - dokończył za mnie.
- Cześć, Zayn - pocałowałam delikatnie jego usta.
- Cześć, Jennifer - poszłam powoli do drzwi. - Moja Jennifer - dodał półszeptem.
- Mój Zayn... - szepnęłam dając mu ostatnie spojrzenie.

Droga z Londynu do Cambridge strasznie mi się dłużyła. Rozmyślałam tylko o jednym chłopaku, nie wiem nawet dlaczego. Miałam wrażenie, że jadę całą noc, że mijają godziny, a zajęło mi to zwyczajnie półtorej godziny. Zaparkowałam na podjeździe, wzięłam plecak z resztą swoich ubrań od Zayna, zarzuciłam go na jedno ramię i powoli poszłam do domu. Zamknęłam za sobą drzwi, ale nie spodziewałam się, że światło w salonie będzie się świeciło. Weszłam tam, do salonu, ale to co zobaczyłam, było jak sen. Jak koszmar!

Kanapa była rozłożona, a na niej pół naga Jesy i mój pół nagi ojciec. Razem... Całowali się, dotykali, dyszeli. Weszłam do salonu i jeszcze przez chwilę się na nich patrzyłam.
- Tato...? - odezwałam się z niedowierzaniem w głosie. Oboje przestali się całować, spojrzeli po sobie, a potem na mnie.
- Jenny? - spytał tata.
- Możesz mi to wyjaśnić? - trochę się uniosłam, chociaż nie wiem dlaczego tak naprawdę się wkurzyłam.
Tata i Jesy westchnęli, chyba żeby mi pokazać, że zniszczyłam ich plany, ale w końcu odkleili się od siebie, a Jesy usiadła z grymasem na twarzy. Tata wstał i podszedł do mnie.
- To nie tak jak myślisz - zaczął. Chociaż to było bez sensu co powiedział, bo nachlali się i zaczęli się dobierać do siebie, proste. Więc raczej to właśnie było tak jak myślę.
- Za dobrze znam Jesy, doskonale wiem co ma w głowie - rzuciłam na nią spojrzenie.
- Pogadamy jutro? - spytał pociesznie.
- No... - zgodziłam się, uśmiechając tylko swoje usta. - A teraz idź spać.
- Słucham? - zdziwił się.
- Słyszałeś, tato - mówiłam poważnym głosem.
- Nie będziesz mi mówić co...
- Właśnie, że będę. - przerwałam ostro tacie. - Nie przelecisz Jesy, nie ważne czy ci się to podoba, czy nie!
Tatę to wkurzyło, ten mój uniesiony ton i hmmm wywyższanie się. Widziałam dokładnie w jego oczach, że powinnam była zamknąć usta kilka minut temu. W końcu to jest mój ojciec.
- Chyba się zapominasz, Jennifer - złapał moje ramię. - Nie będziesz mówić mi co robić, bo nie ty o mnie decydujesz. A te i podobne teksty zostaw dla swoich kolegów - mówił równie ostro, co ja przed momentem. Wiem, że tata miał rację, ale na oczach Jesy nie mogę podkulić ogona.
- Nie myślałam, że mój ojciec kiedykolwiek zaciągnie do łóżka dziwkę - spojrzałam na Jesy i poszłam do siebie. Wzięłam pierwsze lepsze majtki i koszulkę i poszłam do łazienki wziąć kąpiel.

Długo siedziałam w wannie i rozmyślałam. To nie było proste do poukładania w głowie... Jesy, moja koleżanka, moja rówieśniczka uwiodła mojego ojca. Pili razem alkohol, doskonale się bawili w swoim towarzystwie - no okej, to się jeszcze da zrozumieć, ale oni byli krok od seksu. Mój ojciec i moja koleżanka...! Gdybym weszła do domu kilka minut później? O boże...

Rano zeszłam w luźnej koszulce Zayna na śniadanie. Śpię w niej, ponieważ... Tak. Nie umiem inaczej. Mimo, że ja zabrałam od niego swoje rzeczy, to nie oddałam mu jego własnych. Wracając... Tata spojrzał na mnie nieodgadnionym wzrokiem, a Jesy wyglądała na zachwyconą, pomagając tacie nakryć stół na śniadanie. Nie odezwałam się do nich, bo nie miałam im na razie za wiele do powiedzenia.

To nie było grzeczne, ale swój talerz i kawę wzięłam na kanapę i zjadłam bez słowa patrząc w telewizor. Wiem, że nie rozmawiają na luzie (przy mnie) właśnie przeze mnie, ale gdzieś to mam. W końcu jestem egoistyczna. Zepsułam im wieczór, byli napaleni, nachlani czy jacyś tam, a przeze mnie (lub dzięki mnie) czar prysł. Nie obchodzą mnie ich relację. Jesy najchętniej bym stąd wyrzuciła, a z ojcem nie gadała przez jakiś czas.

Jesy ma głupie pomysły, ale przecież to niemożliwe, by się tutaj wprowadziła i chodziła do mojej nowej szkoły, prawda? Chcę zacząć wszystko od nowa bez starych znajomych.

Po raz pierwszy od długiego czasu umówiłam się z Lily. Dziwnie się czułam. Niestety jedynym sposobem jest ponowny wyjazd do Londynu. Nie mogę tam wracać i wracać, nie mogę ponownie spotkać Zayna...
- Jesy, jedziesz ze mną - zwróciłam się do niej, gdy siedziałyśmy w moim pokoju.
- Jenn, sorry za tę sytuację z twoim ojcem... - zmieniła temat.
- Po cholerę mnie przepraszasz?
- Nie chcę kolejnej spiny między nami - westchnęła.
- Jedziesz ze mną - powtórzyłam.
- Pozwól mi jeszcze zostać, wrócę do Londynu pociągiem, zanim się zacznie rok szkolny, przecież ja też chodzę do szkoły - nalegała.
- Okej... - mruknęłam i wyszłam z pokoju. Na dole rzuciłam tacie jedno, niemiłe spojrzenie i wyszłam.

W Londynie podjechałam po Lily i wyszłyśmy do jakiejś kawiarni i piłyśmy kawę. Rozmawiałyśmy jakbyśmy po prostu się długo nie widziały, totalnie na luzie i bez "spiny". Jednak widziałam czasem w jej oczach, że myśli o tym co zrobiła i uważa co mówi lub obawia się mojej reakcji. Ale jedyne co z tym robiłam to obserwowałam i zachowywałam się naturalnie.
- Nie uwierzysz co ostatnio zrobiła Jesy - postanowiłam się pochwalić.
- Jest u ciebie? - Lily się trochę zdziwiła.
- Jeszcze kilka dni tak - westchnęłam.
- Umieram z ciekawości.
- Prawie wpakowała się do łóżka mojemu ojcu... - wypowiedziałam z uniesionymi brwiami, a Lil tylko zasłoniła rozdziawione usta dłonią.
- Co? - ledwo z siebie wydała, na co odkiwałam głową.
- Chcesz do mnie przyjechać do końca wakacji? - zmieniłam temat proponując "przyjaciółce" kilka wspólnych dni.
- Nie mogę się przyzwyczaić, że nie mieszkasz już tutaj, z nami... - posmutniała.
- Dasz radę - lekko się uśmiechnęłam.
- Szkoła bez ciebie to już nie przyjemność... Ba, Londyn bez ciebie nie jest już taki sam - wyznała, a ja tylko odkiwałam głową.

Wieczorem jechałyśmy z Lily do Cambridge i niby rozmawiałyśmy, niby myślami byłam zupełnie gdzieś indziej. Tak jakbym jeszcze została w Londynie. Nie wiem czy to dobrze, że nie spotkałam Zayna, czy to źle, chyba pragnęłam go spotkać, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Nawet nie odwiedziłam brata w obawie, że Zayn właśnie tam będzie.
- Jenn! - Lily wyrwała mnie z przemyśleń.
- Co? - spytałam zdezorientowana.
- Myślisz o Zaynie? - rzuciła prosto z mostu. Co jak co, ale chyba telepatia nam została...
- Zapomniałam odwiedzić Nialla - niby skłamałam, niby nie, ale nie rozmawiałyśmy o tym, bo powoli wjeżdżałam na podjazd. Co prawda niepewnie weszłyśmy do domu, ale w salonie było ciemno, więc kamień spadł mi z serca. Jednak nie na długo, bo z góry zaczęły dochodzić nas jęki. Donośne, głośne jęki dziewczyny. Momentalnie się we mnie zagotowało.

Zapaliłam światło w salonie i spojrzałam wzrokiem typu "a nie mówiłam" na Lily, a ona stała jak wryta, w głębokim szoku. Poszłam po schodach do góry, gdzie hałas był jeszcze większy i chciałam na bezczelnego wejść do sypialni ojca. Nadusiłam na klamkę, ale drzwi były przekluczone i chyba nawet nie słyszeli, że ktoś chciał otworzyć im drzwi. Nie dziwię się...

Usiadłyśmy z Lily na dole, na kanapie i włączyłyśmy tv jedząc małą kolację i popijając herbatę. Gdy Jesy się uciszyła, minęło kilka minut i usłyszałam jak drzwi do góry się otwierają. W tym czasie wstałam z kanapy i idąc z kubkami w stronę kuchni spotkałam się z tatą na dole schodów. Jak zwykle się do niego nie odezwałam tylko posłałam mu wrogie spojrzenie i przeszłam dalej.
- Dobry wieczór - rzuciła Lily do mojego taty, który jej wcześniej nie zauważył.
- No proszę - zakpił cicho tata. - Dobry wieczór...

Lily przyniosła talerzyki do kuchni, a ja wstawiłam przy okazji zmywarkę, bo była już pełna. Nie wiem kto jak bardzo głupio się czuł, ale mój ojciec wie, że Lily spała z Zaynem, Lily wie, że mój ojciec spał z Jesy, a ja w zasadzie nawet nie wiem jak się czułam. Bez słowa poszłam z Lily do mojego pokoju i wymieniłyśmy kilka złośliwych zdań.

Po mojej i Lily kąpieli siedziałyśmy w piżamach na łóżku i obrabiałyśmy dupę Jesy. Jednak nie długo, bo po jakimś czasie ktoś zapukał do drzwi. Nie odezwałam się słowem, tylko czekałam aż ktoś wejdzie. Była to Jesy. Weszła zostawiając drzwi otwarte.
- Przeszkadzam? - spytała.
- Musisz dzisiaj spać na kanapie - podkreśliłam ostatnie słowo.
- Myślę, że ramiona Chrisa są znacznie wygodniejsze... - mówiła gapiąc się głęboko w moje oczy. Usłyszawszy to wstałam i odruchowo wycelowałam ostrego plaskacza w twarz Jesy, po czym przywarłam ją do ściany.
- Nazwij jeszcze raz mojego ojca po imieniu - syknęłam. - A pożałujesz...
- Mówisz o Chrisie? - uniosła jedną brew. Ja jak obiecałam: uderzyłam ją ponownie w twarz, jednak tym razem Jesy odbiła się głową o szafę, czym zrobiła większy hałas.
- Nigdy więcej mu nie wejdziesz do łóżka, ty płytka szmato - zadrwiłam, ale ona się tylko zaśmiała.
- Wiem czego pragnie twój ojciec... - ponownie uniosła brwi i najwyraźniej była z siebie dumna, lecz nie zakodowała, że została uderzona przed momentem.

Złapałam Jesy za włosy z tyłu jej głowy i pociągnęłam je do tyłu.
- Powtórz to... - szepnęłam. W tym czasie za drzwiami pojawił się mój ojciec, który stanął jak gdyby nigdy nic i zaczął nasłuchiwać.
- Wiem czego pragnie twój ojciec - Jesy szepnęła jak ja przed chwilą, ale nie miała chyba pojęcia, że mój ojciec tutaj jest. Rzuciłam mu moje ostatnio częste, wrogie spojrzenie i uderzyłam głową Jesy o szafę, nie całkiem lekko. Wydała z siebie pisk, jednak ani Lily, ani tata do mnie nie podeszli. Więc złapałam Jesy za twarz i spojrzałam w jej oczy.
- Śpisz na kanapie - powtórzyłam oschle i sprzedałam jej ostatniego liścia.

Jesy prawie wybiegła do łazienki, a ja przeprosiłam Lily i zeszłam na dół, napić się. Może minutę później dołączył do mnie ojciec.
- Jak ty się zachowujesz, Jennifer?!
- Jak ja się zachowuję?
- Jenn, musisz mi wybaczyć - podszedł do mnie.
- Nic nie muszę - burknęłam i popiłam wodę.
- Posłuchaj - tata westchnął. - Po pierwsze: Jesteś dorosła więc doskonale powinnaś to zrozumieć, mama umarła już jakiś czas temu, również mam swoje potrzeby i nie powinnaś mieć mi tego za złe. A po drugie - uniósł trochę ton. - Chyba zapomniałaś jak to jest żyć z kimś pod jednym dachem, co? Przypomnij sobie czasem, że nie ty tutaj rządzisz. Nie wiem jak kierowałaś swoimi znajomymi, ale nie będziesz ustalać swoich durnych zasad w tym domu, zrozumiałaś?
- No - mruknęłam pod nosem.
- Nie tym tonem, Jennifer - tata podszedł do mnie bliżej.
- Rób co chcesz, tato... - chciałam go wyminąć, lecz mnie zatrzymał.
- Nie skończyłem.
- Tato, rozmowa w tym napięciu nie ma sensu...
- Więc porozmawiamy jutro - przystał na moje. - A teraz wracaj do swojej wiernej przyjaciółki.
- Zapominasz się, tato - powiedziałam nieco ostrzej i wróciłam do góry.

Ostatnio często jeżdżę do Londynu i mimo że nie robię perfidnych ruchów, kierujących mnie do Zayna - mam szczerą nadzieję, że on trafi na mnie. Tak było i w niedzielę, dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego. Pojechałam z Lily i Jesy do Londynu. Lily chciałam odwieźć, a Jesy nie pojechała pociągiem. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby nie fakt, że Jesy chciała jechać do chłopaków. Nie zawiozłam Lily do domu tylko w trójkę pojechałyśmy do mojego brata.
- W zasadzie to ja nie wchodzę - stwierdziłam zatrzymując się przed ich domem.
- Jak chcesz - rzuciła Jesy i wyszła.
- Chodź, Jenn... - Lily wzięła mnie za rękę.
- Nie chcę spotkać tam Zayna. Ile można...?
- Zacznie się rok szkolny i nie będziesz tutaj przyjeżdżać, więc dzisiaj chodź.

Lil weszła powoli do domu chłopaków, a ja zatrzymałam się we framudze, wkładając dłonie w kieszenie. Rozejrzałam się po salonie i zobaczyłam go. Stał i witał się z Jesy całusem w policzek i z Lil... Tak samo. Dlaczego teraz mnie to rusza? Zobaczyłam uśmiech na twarzy przyjaciółki, a Zayn na szczęście stał tyłem do mnie.
- Jenny! - uradował się Liam. W myśli ostro zaklęłam, a na twarzy wymusiłam uśmiech. To był szeroki uśmiech, po którym było doskonale widać, że jest sztuczny.
Liam mnie przytulił i trochę wprowadził do salonu, po czym przywitałam się ze wszystkimi. Na Zayna spojrzałam na końcu, ale nie podeszłam do niego, czułam jakąś blokadę widząc go. Za to on podszedł do mnie. Położył dłoń na moich plecach i ucałował mój policzek, trzymając chwilę przy nim swoje usta. Później starałam się na niego nie spoglądać, a z mojej miny dało się łatwo wywnioskować, że chciałabym się stąd urwać jako pierwsza.

Nie wiem jak to się potoczyło, ale jakieś pół godziny później siedzieliśmy wszyscy na kanapach i rozmawialiśmy. Niektórzy pili piwo, a niektórzy... W sumie wcale się nie odzywali (czyt. ja). Nie chciałam tam być, ponieważ siedząc z nimi wszystkimi czułam się jak bym tkwiła we wspomnieniach, w przeszłości. Nie podobało mi się to.
- Będę się powoli zbierać - oznajmiłam około 18:00.
- Już? - zdziwił się lekko Niall.
- Słowem się nie odezwałaś - wtrącił Zayn. Rzuciłam na niego wzrokiem i przez chwilę go nie odrywałam od chłopaka.
- Jest późno. Zanim dojadę do domu... - westchnęłam.
- To minie 15 minut - dokończył Niall z przekonaniem.
- Okej... - wzięłam głęboki oddech. - Myślałam, że już wiecie. Prędzej czy później i tak byście się zorientowali, ale skoro już tutaj jestem to...
Zayn spuścił wzrok jakby nie chciał tego słuchać, lecz oznajmiłam wszystkim:
- ...Sprzedałam dom w Londynie.
Jesy o tym nie wiedziała, więc tylko Zayn i Lily się nie zdziwili.
- Jenn, co ci odbiło? - Niall najwyraźniej nie był zadowolony.
- Mieszkam z tatą, a szkołę średnią skończę w Cambridge - dopełniłam i wstałam z kanapy. Miny moich przyjaciół były zmieszane i wyglądały jakby próbowali zrozumieć co się stało. 

Każdy po kolei mnie przytulił jakbym wyjeżdżała do Ameryki, a nie do innego miasta, ale jednak... Niall trzymał mnie długo w uścisku i westchnął.
- Więc to naprawdę jest pożegnanie...
- Odwiedzaj nas czasem - uśmiechnęłam się do niego.
- Ty nas odwiedzaj, Jennifer, proszę. To zawsze będzie też twój dom - wyznał mój brat.
- Niall, proszę cię... - pojedyncze łezki zebrały się w moich oczach.
- Kocham cię, Jenn - Niall jeszcze raz mnie przytulił i ucałował moje czoło.
- Ja ciebie też.

Zayn stał trochę z boku, ale ja nie potrafiłam do niego podejść, a nie mogłam przecież się z nim nie pożegnać. Nie wiedziałam co zrobić i stałam tam, jak taka... Niedołęga. Stałam dopóki nie poczułam lekkiego pchnięcia na plecach. Dzięki niemu powoli podeszłam do Zayna i zatopiłam się w jego ramionach. Ponownie poczułam jego zapach, jego oddech, bicie jego serca...
- Moja Jennifer... - szepnął strasznie cicho słowa, które wypowiedział do mnie ostatnim razem.
- Mój Zayn - szepnęłam jeszcze ciszej niż on.

Doskonale czułam łzy w moich oczach, dlatego bałam się odsunąć od Zayna i otworzyć oczy. Ale w końcu musiałam to zrobić. Obawiałam się tego co i tak się stało, mianowicie, pierwsza łza spłynęła po moim policzku.
- Nie płacz - mruknął Zayn i wytarł mój policzek.
- Jenn nie płacze - uśmiechnął się Niall i przytulił się do moich pleców. Głupio, niestety to spowodowało, że się trochę bardziej rozpłakałam i odwróciła się do Nialla przytulając się do niego.
- Dobra, muszę iść zanim się rozmażę - zaśmiałam się i odsunęłam się od brata. - Trzymajcie się. Kocham was, naprawdę.
- My ciebie też - odpowiedział mi Niall.
- My ciebie też - powtórzył po nim Zayn.
Ostatnie spojrzenie przez łzy dałam właśnie jemu i wyszłam z ich domu szybko wsiadając do auta i odjechałam niemal z piskiem opon.