niedziela, 9 października 2016

Rozdział 69

Podjeżdżanie pod dom chłopaków budziło we mnie wspomnienia, strach i niepokój. Czułam się prawie tak samo, prawie obco. Chwilę mi zajęło wysiadanie z auta, gdy już zaparkowałam, ale za to wejście do domu zajęło mi mniej niż pół minuty. Gdy tylko stanęłam przed drzwiami i wyciągnęłam rękę, by nacisnąć klamkę, drzwi gwałtownie się otworzyły i ktoś rzucił się na mnie, chowając mnie w swoich ramionach, w wielkim i gorącym uścisku. Był to Niall, który po chwili wytłumaczył mi, że obserwował przez okno kiedy wysiądę w końcu z samochodu.
- Nikogo nie ma? - spytałam po chwili, gdy zorientowałam się, że w domu panuje cisza.
- Jenny, ty jeszcze nie wiesz... - zakłopotał się mój brat.
- Duże mam zaległości?
- Ech... - westchnął. - Mieszkam sam.
Nialla twarz wyglądała jakby chłopak bał się mojej reakcji, jednocześnie na nią czekając. Wpadłam w szok.
- A Liam? - spytałam.
- Liam mieszka z Jesy, są parą od kilku miesięcy, podobno ani razu go nie zdradziła.
- Louis?...
- Przeprowadził się do Manchesteru, cały czas starał się odzyskać Ashley, a gdy mu się udało - zamieszkał blisko niej.
- A co u Harry'ego?
- Między nim a Lily są często jakieś spory, ale chyba wciąż próbują się zejść.
- A ty, Niall?
- Poprosiłem Christy o kolejną szansę, na związek oparty na prawdzie i zaufaniu, a jeśli nam to nie wyjdzie - dam jej już spokój.
- Wow, Niall, jesteście złoci! - byłam pod wrażeniem. - Nie wierzę, że macie takie gorące serca.
Niall się zaśmiał, zrobił mi kawę i poopowiadał mi kilka historii na kanapie.
- A co u ciebie, Jenn? Jak szkoła, znajomi, ojciec? Jak ci się tam mieszka na co dzień?
- Całkiem dobrze - powiedziałam pierwsze co mi przyszło na myśl. - Do szkoły chodzę prawie codziennie, znajomych nawet nie chce mi się poznawać, z tatą w porządku, dobrze mi się spędza z nim czas. Jest naprawdę super - ucieszyłam się mówiąc o tym.
- Jest jakieś "ale"? - Niall wydawał się pewny, że chcę coś dodać.
- Brakuje mi was... Czuję się strasznie samotna bez przyjaciół u boku - przyznałam.
- Wszystko się zmieniło, mała. Wyznając ci prawdę - myślę, że gdybyś nie zapoczątkowała tej szopki, każdy by stał w miejscu. A wielki czas na zmiany.
- Cieszę się, że widzisz plusy.
- Myślę, że ty i Zayn to nie przeszłość - dodał.
- Hej! Wszystko skończone - nie chciałam słuchać jak kolejny raz mówią mi, że ja i Zayn jesteśmy idealną parą, bo może i to prawda, ale uczucie jest już zabite i mimo że nie kłócę się już z Zaynem, to i tak nie ma dla nas przyszłości.

Spędziłam dzień z Niallem, lecz wieczorem umówił się z Christy. Ze swoją dziewczyną. Łał. Nie czułam się odrzucona czy zbyta, rozumiałam to. Więc podjechałam do Lily. Myślę, że niezapowiedziana wizyta będzie fajną niespodzianką.
- Dzień dobry, Jennifer - przywitała mnie w progu mama Lily. - Po tym czasie nie spodziewałam się, że dzisiaj dołączysz, ale super, że jesteś - ciepło się uśmiechnęła.
- Że dołączę? - zdziwiłam się. - Macie, państwo, gości?
- Nie my. Harry ma dzisiaj urodziny i siedzą chyba w trójkę u Lil w pokoju - wyjaśniła. Na pytanie o tą trójkę odpowiedziała mi:
- No Lily, Harry i Zayn, siedzą i popijają piwa czy coś, wejdź, kochana - zaprosiła mnie gestem do środka, lecz przeprosiłam ją i wytłumaczyłam się szybkimi zakupami. Zupełnie zapomniałam o urodzinach Hazzy! Szkoda tylko, że mi nie powiedzieli, że świętują, trochę to smutne.
Kupiłam kilka piw, bo już wiem, że piją i półlitrowy kubek z napisem "size matters", bo Harry lubi wypić sobie herbatę od rana. Mam nadzieję, że mu się spodoba. Podczas tego całego czasu rozmyślałam o tym, że siedzą z Zaynem. Dlaczego nie dawało mi to spokoju? Przecież to przyjaciele, to normalne, że spędzają czas razem. "Nie myśl o Zaynie. Nie myśl o Zaynie".
Wróciłam do domu Lily po 20 minutach i już nie rozmawiałam z jej mamą. Wpuściła mnie do domu, a ja poszłam prosto do pokoju przyjaciółki. Zapukałam w drzwi i powoli otworzyłam.
- Puk puk - wypowiedziałam z uśmiechem. - Kto dziś obchodzi urodziny?
- Cześć, Jenn! - prawie krzyknęła Lily i rzuciła mi się na szyję. Chłopacy trochę łagodniej się przywitali, ale równie zadowoleni (z tego co było widać). Wręczyłam Harry'emu skromny prezent, na który się ucieszył, ponieważ lubi praktyczne rzeczy i chwilę odpowiadałam na pytania o moją obecność tutaj, dołączając się do picia.
Po godzinie byłam już trochę podpita, jednak nieco mniej niż reszta. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, żartowaliśmy i nie czułam się z tym źle. Było zupełnie idealnie. Zaczęłam się obawiać po jakimś czasie swoich uczuć, ale za wszelką cenę starałam się o tym nie myśleć.

Około północy poszliśmy na spacer do parku, trochę wstawieni i trochę odważniejsi, paliliśmy papierosy i obgadywaliśmy kwestie spania. Liczyłam dzisiaj, że spędzę noc u chłopaków, a teraz nie wiem czy Niall nie będzie chciał mieć "swojego domu" dla siebie i Christy. Mam się wprosić do Zayna? Szaleństwo.
- Ja dzisiaj spędzam noc u Lily, bo jest chłodno, a ona będzie mnie mocno przytulać - oznajmił Harry, pijacko sepleniąc. Śmialiśmy się z niego wszyscy, nawet on sam.
- Ja mogę zabrać Jenn do siebie, jeśli to nie problem - zaproponował Zayn. Miny moich przyjaciół wyglądały jakby nie umiały powstrzymać uśmiechu i jakby wiedziały co przyniesie ta noc. Ale nie...
- Miło z twojej strony, Zayn, ale odmówię. Pojadę do jakiegoś hotelu może - uśmiechnęłam się do niego.
- Jak masz tak wymyślać to ja cię biorę - odezwała się Lily. - Harry wybacz, jutro wpadniesz - skierowała końcówkę do Stylesa.
- Nie, naprawdę nie chcę wam robić kłopotu ani mącić w waszych planach. Jestem już duża - wypowiedziałam się.
- Chodź Jennfer, napijemy się kawy - powiedział miłym tonem Zayn i objął mnie niepewnie.

Spacerowaliśmy z powrotem w stronę domu Lily, tam pożegnaliśmy się z przyjaciółmi, a z Zaynem wsiedliśmy do mojego samochodu i jechałam w stronę jego domu. To ja siedziałam za kierownicą, ze względu na mniejszy stan upojenia. Starałam się zachowywać całkowicie naturalnie, ale nie wiedziałam nawet jakie emocje mam produkować. Mój mózg nie robił nic na ten moment, ani trochę nie współgrał...

- Chcesz tą kawę? - spytał Zayn przekraczając próg swojego domu.
- Możesz mi zrobić herbatę - posłałam mu delikatny uśmiech i wyszłam na taras. Usiadłam na ławce-huśtawce i tym razem uśmiechnęłam się do wspomnień. Mimowolnie, ale jednak. Coś jest na rzeczy. Proszę, Jenn, nie wgłębiaj się...
Przyszedł Zayn z dwoma kubami herbaty i usiadł obok mnie.
- Jak jest u ciebie? - rzucił po chwili. - Jak tam ci się mieszka? Co tam robisz? - pytał jakby wiedział, że nudzę się sama w Cambridge. Trochę skłamałam, trochę nie, opowiedziałam mu na szybko jakąś krótką historyjkę, by tylko odpędzić się od mych myśli.
- Jesteś jakaś nieobecna - skomentował po kilku minutach, gdy już oboje wypiliśmy.
- Zmęczona, wiesz? Może czas pójść spać - powiedziałam pierwsze co mi przyszło na myśl.
- Nie chcesz może... Porozmawiać? W nocy raczej mówi się szczerze, chociaż nie wiem dlaczego tak jest.
- Sugerujesz, że jestem nieszczera?
- Nie, ale możesz coś ukrywać...
- Co się stało z Liamem, Louisem, Niallem? Ze wszystkimi? - zmieniłam temat.
- Trochę wydorośleli. Sprzedali cały towar i odłączyli się od wszystkiego co nielegalne. Zmienili się. Chcą się chyba ustatkować i powoli zaczynać poważniejsze życia - wyjaśnił. - Zostaliśmy tylko my.
- Po co to powiedziałeś?
- Chcesz się przejechać nad Tamizę? - spytał z uśmiechem.
- Chcesz mi coś wyznać?
- Czuję, że ty chcesz, myślę, że może być ci tam łatwiej - zaśmiał się.
- Zayn, nie naciskaj - jednak wciąż próbowałam walczyć z myślami i mówić z rozsądkiem.
- Więc powiedz to co chcesz mi powiedzieć - powiedział z przekonaniem, że coś ukrywam.
- Nie mogę przestać o tobie myśleć - tak było...
Zan nic nie odpowiedział. Siedział cicho, najwyraźniej nie oczekiwał tych słów. Ja z resztą też nie.
- Jenn... - odparł w końcu.
- Wiedziałam, że nie powinnam była tu przyjeżdżać... - wstałam zdezorientowana swoimi słowami lecz Zayn złapał mnie za rękę i również wstał.
- Jenn, nie myślałem, że usłyszę to od ciebie - uśmiechnął się. - Zostań, proszę - pocałował mnie w czoło i przytulił mnie do siebie. Tej nocy nie czułam w jego ramionach jego zapachu i tych prostych rzeczy, które zawsze mi towarzyszą. Czułam czystą miłość i chęć pozostania tutaj na zawsze.

Chciałam zostać tej nocy z rozsądkiem, lecz rozsądek chyba nie chciał zostać ze mną i zamiast spać na kanapie lub jakkolwiek osobno - spaliśmy w jednym łóżku. Przytulaliśmy się do siebie i "nawet" całowaliśmy. Ale dlaczego?...

- Myliłam się, Zayn - powiedziałam wchodząc do kuchni po porannym prysznicu w koszulce chłopaka.
- Wiem, wiele razy się pomyliłaś, ale teraz o czym chcesz powiedzieć - podszedł do mnie. Podciągnęłam kolana pod brodę i jeździłam palcami po stole, nie wiedząc jak zacząć.
- Myślałam, że jak oderwę się od ciebie, od miasta i zacznę życie z tatą to w końcu zapomnę o uczuciach do ciebie. Wydawało mi się, że umarły, a one tylko spały... - nie wierzyłam, że to mówię. - Prawda jest taka, że nie mogę znieść myśli, że możesz mieć kogoś innego i być szczęśliwy beze mnie... - podniosłam na niego wzrok. - Masz kogoś?
- Nie, prawdę mówiąc ślepo wierzyłem, że między nami się jeszcze nic nie skończyło. Że twoje słowa to kłamstwa, że twoje zapewnianie mnie "że nas już nie ma" nic nie znaczą. Nie wierzyłem, że naprawdę chcesz odejść ode mnie.
- Ja wierzyłam. Chciałam by tak było, ale moje serce chce czegoś innego. Ono chce ciebie i myślę, że i ja się do tego niedługo przekonam.
- Przytul się do mnie - zaproponował i wyciągnął ręce w moją stronę. Usiadłam bokiem na jego kolanach i wtuliłam się w chłopaka. - Nie wiem co ci powiedzieć. Jestem zaskoczony, że słyszę te słowa od ciebie.
- Ja też. Czuję się obco...
- Jenny, chcesz być moją dziewczyną? - spytał prosto z mostu. Podniosłam głowę i patrzyłam na niego przez chwilę.
- To będzie dziwne jeśli się zgodzę...
- Ale ty nie jesteś normalna.
- Chcę być twoją dziewczyną, Zayn, chcę nią być jak cholera - przytuliłam na powrót chłopaka. Wyraźnie się ucieszył i również mocno mnie obejmował.

Spędziłam z Zaynem dzień, całkiem szczęśliwie, trochę dnia spędziłam z Lily, ale nic jej jeszcze nie powiedziałam. Umówiliśmy się na przyszły weekend z całą "naszą paczką" by spędzić razem czas. Jak za dawnych czasów. Nie do wiary, że to są moje słowa.
Codziennie w szkole myślałam o Zaynie i o mnie. No bo niby co mi się stało? Czyżbym zaprzeczała sobie do tej pory? Oszukiwałam siebie mówiąc, że to koniec, że czas skończyć z przeszłością, że teraz nowe życie, że jestem inna bla bla bla...
Moje serce chce Zayna, nieważne co złego lub dobrego zrobił, jak zranił, jakie błędy popełniał, cokolwiek nie zrobił - ja teraz chcę go z powrotem. Patrząc przez pryzmat czasu - nic nie skreśli naszej miłości.
Czas spędzony u taty obmyślałam trochę negatywnie, a Zayn (znowu) rozjaśnia mój świat, myślę pozytywnie, jestem uśmiechnięta i prawdziwa. Mam Zayna - mam słońce. Nie miałam Zayna - padało... Już nigdy go sobie nie odpuszczę.
_____________________________
Dzień dobry! Co ja mam wam powiedzieć żebyście mnie nie zabili? Nie wiem. Powiem tylko, że kolejny rozdział kończy opowiadanie :O Bijcie...
Pozdrawiam :D ♥


sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 68

Poniedziałkowy poranek byłby lepszy jakbym wstawała ze świadomością, że idę do szkoły z Lily; teraz wcale nie chciałam wstawać. Myślałam tylko o najlepszym wrażeniu jakie mogę zrobić na szkolnych znajomych. Koledzy z klasy wcale nie są nowi, bo chodziłam do tego technikum przez rok, do pierwszej klasy. Z Lily.

Wysiadając z auta na szkolnym parkingu przykułam kilka spojrzeń i to głównie męskich, ale udawałam, że tego nie widzę. Wędrując na salę gimnastyczną spoglądałam czasem ukradkiem na inne dziewczyny i chłopaków: były dziewczyny w szpilkach, balerinkach lub trampkach, były w spódniczkach lub spodniach, chłopacy mieli jeansy lub czarne spodnie, krawaty lub nie - zwyczajnie jak u mnie. Nie wiele się tutaj zmieniło, byłam w stanie nawet rozpoznać większość osób z mojej klasy, jednak niektórzy stracili kilkanaście kilogramów, niektóre dziewczyny pofarbowały włosy lub zmieniły fryzury, ale większość wyglądała prawie tak jak trzy lata temu.

W klasie wychowawczyni mnie poznała i z chwilą kiedy zwróciła na mnie szczególną uwagę, wszyscy się odwrócili i zdali sobie sprawę kim jestem. Widocznie trochę się zmieniłam, nie wiem... Urosłam, schudłam, mam dłuższe włosy, dojrzalszą twarz...? "Wyrobiłam się" - pomyślałam.

Nie wiem czy jakieś koleżanki, z którymi kiedyś miałam kontakt chciały pogadać lub może o coś zapytać, ale nie miałam jakoś ochoty z nikim rozmawiać. Nie czuję się jak dotąd częścią tego "szkolnego społeczeństwa". Pojechałam jak najszybciej do domu, przebrałam się w dresy i założyłam na siebie koszulkę Zayna. Leżąc w salonie na kanapie popijałam drinki, jednego za drugim, ale w przyzwoitym tempie. Spoglądałam na koszulkę czasem i zdarzyło mi się ją kilka razy powąchać. Jeszcze nie zszedł z niej zapach Zayna.

Wiem, że byłabym szczęśliwsza mając przy sobie przyjaciół i chłopaka (jeśli mogę to tak teraz nazwać). Ale to, co miałam w Londynie nie jest tym, czego najbardziej potrzebuję. Wolność, niezależność, beztroska i co ja tam jeszcze miałam?... To jest przyjemne, ale na krótką metę. Jeszcze mi się kiedyś znudzi bycie dorosłą. Dobrze mi zrobi ta swego rodzaju "asceza".

Kiedy otworzyłam drugie pół litra czystej wódki i robiłam kolejne drinki dochodziłam do dziwnych refleksji. Stawiałam sobie cele, wymagania, myślałam o plusach i minusach mieszkania tutaj. Wymyśliłam nawet, że nie zaprzyjaźnię się z nikim w tej szkole. Będę samotnikiem. Szczęśliwym samotnikiem z wyboru. Moi prawdziwi przyjaciele mieszkają w Londynie, a szukanie ich odpowiedników uważam za stratę czasu.

Mój tata przyjechał dziś wyjątkowo około 15 z pracy, a ja siedziałam (lub leżałam) w tej samej pozycji odkąd wróciłam ze szkoły.
- Co ty wyprawiasz, Jennifer? - spytał mnie na wejściu.
- Piję, tato - odpowiedziałam jak najbardziej neutralnie.

Nie męczył mnie dalej, poszedł się wykąpać, przebrać, uszykował sobie jedzenie i usiadł obok mnie.
- Dlaczego pijesz? Dlaczego sama? - tata ponownie zaczął temat.
- Nudzę się... - mruknęłam i podniosłam się trochę. Oparłam się o tatę, a on objął mnie ramieniem. - Teraz naprawdę czuję, że wszystko się zmieniło. Zaczynam nowe-stare życie, tak jak chciałam, ale nie wiem na ile procent jestem na razie zadowolona...
- Jasne, że nie łatwo przyjmuje się zmiany z dnia na dzień, ale przywykniesz. Jesteś u siebie - pocałował mnie w czoło i zaniósł do kuchni talerz po jedzeniu, a gdy wrócił dołączył się do picia.

Codziennie rano, na szkolnym parkingu czułam na sobie wiele spojrzeń. Czułam je na sobie i czułam je na moim samochodzie. Wiem, że mi zazdrościli, bo moja Audi jest naprawdę dobra. "Czy Zayn nie byłby idealnym dopełnieniem?" często zadawałam sobie to pytanie, ale nie sprawiało mi to przyjemności. Co on niby jeszcze robi w mojej głowie? Zastanawiam się czy musiałabym zobaczyć go z jakąś dziewczyną, żeby już ostatecznie mi przeszło, żeby upewnić się, że między mną, a nic już nic nie ma i że nawet jakby było to i tak by się schrzaniło? A może jeśli bym go zobaczyła z jakąś dziewczyną to obudziłaby się we mnie chęć walki? Przecież nie oddam Zayna tak łatwo, przecież to ja jestem tą jedyną, przecież Zayn nie pragnie nikogo innego tak bardzo jak mnie, przecież Zayn Malik jest tylko mój.
- Jennifer? - usłyszałam nagle.
- Tak? - spytałam lekko speszona, bo przez całą lekcję nie słuchałam nauczycielki, a właśnie zadała mi pytanie.
- Odpowiedz, proszę, na pytanie - powiedziała spokojnie, lecz nie wiem czy trafiła na mnie przypadkowo, czy wie, że jestem myślami w innym świecie...
Chciałam nawet przyznać, że nie znam odpowiedzi, ale akurat zadzwonił dzwonek, który mnie uratował. Nauczycielka westchnęła.
- W porządku, możecie wyjść. Możecie się spodziewać kartkówki z poniedziałek z trzech ostatnich tematów.

Tak zaczął się pierwszy weekend w roku szkolnym. W kolejny pojechałam do Londynu, by spotkać się z przyjaciółką i bratem. Celowo umówiłam się z nimi gdzieś w mieście, by uniknąć przypadkowego spotkania niektórych osób. Dowiedziałam się od Nialla, że Jesy już tak nie kręci się koło Zayna, a według mojego brata cała ta jej szopka była przeze mnie, bo Jesy była zazdrosna. Jednocześnie to może być wyjaśnieniem dlaczego ponownie związała się z Liamem. Tak, są teraz parą. Ciekawe na jak długo; nie wierzę w jej wielką zmianę.
Rozmawialiśmy o wszystkim, o całej naszej paczce i tylko czekałam kiedy usłyszę to jedno imię. I w końcu to się stało. Zayn. Nic wielkiego się u niego nie dzieje. Zachowuje się neutralnie, nie ma nikogo, nie "zalicza" nikogo. W sumie minęły dopiero dwa tygodnie, ale w głębi serca spodziewałam się jakiś sensacji.

Zatrzymałam się u Lily na dwie noce. Jedną z nich przegadałyśmy typowymi, babskimi gadkami. My z kolei rozmawiając o wszystkim obydwie unikałyśmy tematu Zayna. Znaczy ja unikałam, a Lily zdawała się wiedzieć, że o nim myślę, ale nie chcę nic powiedzieć. Po dłuższym czasie jednak wyciągnęła ze mnie monolog o uczuciach. Zapewniałam i Lily i siebie, że nie chcę mieć już z nim nic wspólnego i tak sobie powtarzając z biegiem czasu zaczęłam się w tym odnajdywać.

W następny weekend Lily przyjechała do mnie. Mało tego! Przyjechała również Ashley z Manchesteru. Poszłyśmy na imprezę, by odreagować, zapomnieć o zmartwieniach i nacieszyć się swoim towarzystwem. Obie zostały do mnie do końca weekendu, a ja czułam się coraz lepiej w mojej obecnej sytuacji. Tak to mogę nazwać?

W szkole nie potrzebowałam nikogo do szczęścia. Na przerwach się uczyłam lub czytałam książki. Na lekcjach po prostu słuchałam co nauczyciel miał do powiedzenia. Nie przeszkadza mi to, że nikogo nie obgaduję, że nie ma "jaj" na przerwach i tym podobnych. Wystarczy mi to co przeszłam w szkole w Londynie z przyjaciółmi. Teraz tylko doczekam do matury...
Zdarzało się, że koleżanki z klasy proponowały mi jakąś imprezę lub piwo po szkole, ale zupełnie nie miałam ochoty spotykać się z "nowymi ludźmi". Szkoła to szkoła, a swoje życie mam w domu i w Londynie.

Kolejny raz do Londynu pojechałam po prawie dwóch miesiącach. Teraz zaczęło się tam zmieniać...
____________________________________________
Cześć, kochani!
Minęło dużo czasu - wiem.
Rozdział jest krótki - wiem.
Nie ma dialogów - wiem.
Nie ma Zayna - wiem.
Jest mi przykro, że was tak zawiodłam i nie będę się niczym usprawiedliwiać, bo to tylko moja nieuwaga.
Automatycznie biorę się za pisanie kolejnego rozdziału i mam nadzieję, że zajmie mi maksymalnie tydzień, ale to nie jest obietnica.
Czekam na jakieś komentarze :D
Pozdrawiam was ♥