sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 68

Poniedziałkowy poranek byłby lepszy jakbym wstawała ze świadomością, że idę do szkoły z Lily; teraz wcale nie chciałam wstawać. Myślałam tylko o najlepszym wrażeniu jakie mogę zrobić na szkolnych znajomych. Koledzy z klasy wcale nie są nowi, bo chodziłam do tego technikum przez rok, do pierwszej klasy. Z Lily.

Wysiadając z auta na szkolnym parkingu przykułam kilka spojrzeń i to głównie męskich, ale udawałam, że tego nie widzę. Wędrując na salę gimnastyczną spoglądałam czasem ukradkiem na inne dziewczyny i chłopaków: były dziewczyny w szpilkach, balerinkach lub trampkach, były w spódniczkach lub spodniach, chłopacy mieli jeansy lub czarne spodnie, krawaty lub nie - zwyczajnie jak u mnie. Nie wiele się tutaj zmieniło, byłam w stanie nawet rozpoznać większość osób z mojej klasy, jednak niektórzy stracili kilkanaście kilogramów, niektóre dziewczyny pofarbowały włosy lub zmieniły fryzury, ale większość wyglądała prawie tak jak trzy lata temu.

W klasie wychowawczyni mnie poznała i z chwilą kiedy zwróciła na mnie szczególną uwagę, wszyscy się odwrócili i zdali sobie sprawę kim jestem. Widocznie trochę się zmieniłam, nie wiem... Urosłam, schudłam, mam dłuższe włosy, dojrzalszą twarz...? "Wyrobiłam się" - pomyślałam.

Nie wiem czy jakieś koleżanki, z którymi kiedyś miałam kontakt chciały pogadać lub może o coś zapytać, ale nie miałam jakoś ochoty z nikim rozmawiać. Nie czuję się jak dotąd częścią tego "szkolnego społeczeństwa". Pojechałam jak najszybciej do domu, przebrałam się w dresy i założyłam na siebie koszulkę Zayna. Leżąc w salonie na kanapie popijałam drinki, jednego za drugim, ale w przyzwoitym tempie. Spoglądałam na koszulkę czasem i zdarzyło mi się ją kilka razy powąchać. Jeszcze nie zszedł z niej zapach Zayna.

Wiem, że byłabym szczęśliwsza mając przy sobie przyjaciół i chłopaka (jeśli mogę to tak teraz nazwać). Ale to, co miałam w Londynie nie jest tym, czego najbardziej potrzebuję. Wolność, niezależność, beztroska i co ja tam jeszcze miałam?... To jest przyjemne, ale na krótką metę. Jeszcze mi się kiedyś znudzi bycie dorosłą. Dobrze mi zrobi ta swego rodzaju "asceza".

Kiedy otworzyłam drugie pół litra czystej wódki i robiłam kolejne drinki dochodziłam do dziwnych refleksji. Stawiałam sobie cele, wymagania, myślałam o plusach i minusach mieszkania tutaj. Wymyśliłam nawet, że nie zaprzyjaźnię się z nikim w tej szkole. Będę samotnikiem. Szczęśliwym samotnikiem z wyboru. Moi prawdziwi przyjaciele mieszkają w Londynie, a szukanie ich odpowiedników uważam za stratę czasu.

Mój tata przyjechał dziś wyjątkowo około 15 z pracy, a ja siedziałam (lub leżałam) w tej samej pozycji odkąd wróciłam ze szkoły.
- Co ty wyprawiasz, Jennifer? - spytał mnie na wejściu.
- Piję, tato - odpowiedziałam jak najbardziej neutralnie.

Nie męczył mnie dalej, poszedł się wykąpać, przebrać, uszykował sobie jedzenie i usiadł obok mnie.
- Dlaczego pijesz? Dlaczego sama? - tata ponownie zaczął temat.
- Nudzę się... - mruknęłam i podniosłam się trochę. Oparłam się o tatę, a on objął mnie ramieniem. - Teraz naprawdę czuję, że wszystko się zmieniło. Zaczynam nowe-stare życie, tak jak chciałam, ale nie wiem na ile procent jestem na razie zadowolona...
- Jasne, że nie łatwo przyjmuje się zmiany z dnia na dzień, ale przywykniesz. Jesteś u siebie - pocałował mnie w czoło i zaniósł do kuchni talerz po jedzeniu, a gdy wrócił dołączył się do picia.

Codziennie rano, na szkolnym parkingu czułam na sobie wiele spojrzeń. Czułam je na sobie i czułam je na moim samochodzie. Wiem, że mi zazdrościli, bo moja Audi jest naprawdę dobra. "Czy Zayn nie byłby idealnym dopełnieniem?" często zadawałam sobie to pytanie, ale nie sprawiało mi to przyjemności. Co on niby jeszcze robi w mojej głowie? Zastanawiam się czy musiałabym zobaczyć go z jakąś dziewczyną, żeby już ostatecznie mi przeszło, żeby upewnić się, że między mną, a nic już nic nie ma i że nawet jakby było to i tak by się schrzaniło? A może jeśli bym go zobaczyła z jakąś dziewczyną to obudziłaby się we mnie chęć walki? Przecież nie oddam Zayna tak łatwo, przecież to ja jestem tą jedyną, przecież Zayn nie pragnie nikogo innego tak bardzo jak mnie, przecież Zayn Malik jest tylko mój.
- Jennifer? - usłyszałam nagle.
- Tak? - spytałam lekko speszona, bo przez całą lekcję nie słuchałam nauczycielki, a właśnie zadała mi pytanie.
- Odpowiedz, proszę, na pytanie - powiedziała spokojnie, lecz nie wiem czy trafiła na mnie przypadkowo, czy wie, że jestem myślami w innym świecie...
Chciałam nawet przyznać, że nie znam odpowiedzi, ale akurat zadzwonił dzwonek, który mnie uratował. Nauczycielka westchnęła.
- W porządku, możecie wyjść. Możecie się spodziewać kartkówki z poniedziałek z trzech ostatnich tematów.

Tak zaczął się pierwszy weekend w roku szkolnym. W kolejny pojechałam do Londynu, by spotkać się z przyjaciółką i bratem. Celowo umówiłam się z nimi gdzieś w mieście, by uniknąć przypadkowego spotkania niektórych osób. Dowiedziałam się od Nialla, że Jesy już tak nie kręci się koło Zayna, a według mojego brata cała ta jej szopka była przeze mnie, bo Jesy była zazdrosna. Jednocześnie to może być wyjaśnieniem dlaczego ponownie związała się z Liamem. Tak, są teraz parą. Ciekawe na jak długo; nie wierzę w jej wielką zmianę.
Rozmawialiśmy o wszystkim, o całej naszej paczce i tylko czekałam kiedy usłyszę to jedno imię. I w końcu to się stało. Zayn. Nic wielkiego się u niego nie dzieje. Zachowuje się neutralnie, nie ma nikogo, nie "zalicza" nikogo. W sumie minęły dopiero dwa tygodnie, ale w głębi serca spodziewałam się jakiś sensacji.

Zatrzymałam się u Lily na dwie noce. Jedną z nich przegadałyśmy typowymi, babskimi gadkami. My z kolei rozmawiając o wszystkim obydwie unikałyśmy tematu Zayna. Znaczy ja unikałam, a Lily zdawała się wiedzieć, że o nim myślę, ale nie chcę nic powiedzieć. Po dłuższym czasie jednak wyciągnęła ze mnie monolog o uczuciach. Zapewniałam i Lily i siebie, że nie chcę mieć już z nim nic wspólnego i tak sobie powtarzając z biegiem czasu zaczęłam się w tym odnajdywać.

W następny weekend Lily przyjechała do mnie. Mało tego! Przyjechała również Ashley z Manchesteru. Poszłyśmy na imprezę, by odreagować, zapomnieć o zmartwieniach i nacieszyć się swoim towarzystwem. Obie zostały do mnie do końca weekendu, a ja czułam się coraz lepiej w mojej obecnej sytuacji. Tak to mogę nazwać?

W szkole nie potrzebowałam nikogo do szczęścia. Na przerwach się uczyłam lub czytałam książki. Na lekcjach po prostu słuchałam co nauczyciel miał do powiedzenia. Nie przeszkadza mi to, że nikogo nie obgaduję, że nie ma "jaj" na przerwach i tym podobnych. Wystarczy mi to co przeszłam w szkole w Londynie z przyjaciółmi. Teraz tylko doczekam do matury...
Zdarzało się, że koleżanki z klasy proponowały mi jakąś imprezę lub piwo po szkole, ale zupełnie nie miałam ochoty spotykać się z "nowymi ludźmi". Szkoła to szkoła, a swoje życie mam w domu i w Londynie.

Kolejny raz do Londynu pojechałam po prawie dwóch miesiącach. Teraz zaczęło się tam zmieniać...
____________________________________________
Cześć, kochani!
Minęło dużo czasu - wiem.
Rozdział jest krótki - wiem.
Nie ma dialogów - wiem.
Nie ma Zayna - wiem.
Jest mi przykro, że was tak zawiodłam i nie będę się niczym usprawiedliwiać, bo to tylko moja nieuwaga.
Automatycznie biorę się za pisanie kolejnego rozdziału i mam nadzieję, że zajmie mi maksymalnie tydzień, ale to nie jest obietnica.
Czekam na jakieś komentarze :D
Pozdrawiam was ♥